Niektórzy z Was może nie zechcą mi uwierzyć, że zdarzają się jeszcze wycieczki, w których rezydent nie wie, co powinien robić jako rezydent, a czego absolutnie nigdy nie może uczynić. Niektórzy pytają mnie, jak to możliwe, że rezydent zmusiła nas, żebyśmy jeździli całą grupą na plażę. Przecież to nie kolonie. Przecież na wycieczkach uczestnicy sami sobie organizują czas, rezydent co najwyżej dostarcza ofertę wycieczek fakulatywnych i decyzja o zakupie należy do każdego indywidualnie. Cóż, nasza pani rezydent używała swoich sposobów straszenia, wywoływania poczucia winy („nieobecność nie była zgłoszona wcześniej”) i unikalności wyjazdu (to prezent od hotelu, dziś bus na plażę jest darmowy), dodatkowo brat mnie namówił, żebyśmy jednak pojechali na tę plażę, spalił plecy i miął bąble, a ja przesiedziałam cztery godziny w klimatyzowanej restauracji, czytając polska prasę, którą sobie przywiozłam. Potem już nie przywiązywaliśmy się tak do tego, co mówi pani i było ok, choć pani nieustannie miała fochy. Nie mam poczucia straconego urlopu z powodu pani. Urlop był super, kraj fajny, a zachowanie pani dodawało kolorytu. To był urlop z przygodami... Poznałam świetnych ludzi z Polski i nieskażoną turystycznie Jordanię. Jordania dopiero się otwiera na turystów. Jest dziewicza. Mieliśmy szczęście poznać życzliwy arabski kraj, tak różny od tych podobnych do siebie nadmorskich kurortów wypełnionych sklepami znanych marek: np. Givenchy, Nike, Adidas itd. Jednak o egzotyce Jordanii następnym razem... Tym, którzy na wycieczkę jadą po raz pierwszy i nie wiedzą, czego należy oczekiwać od rezydenta i jak go ocenić, wypisuję poniżej jak zazwyczaj zachowuje się dobry rezydent – zaś w nawiasach – jak zachowywała się nasza pani. Rezydent: - Informuje turystów o okolicznych atrakcjach i ciekawych miejscach do zwiedzenia, opowiada o kulturze i zasadach panujących w kraju (u nas prawie zero informacji – nawet na pytanie, kiedy arabskie kobiety zakładają ten czarny strój – odpowiedź była – „wtedy, kiedy już cos rozumieją. Dziewczynka może mieć i cztery lata. Jak wy mało wiecie o Arabach.” ) - nie wyśmiewa się z turystów (typowe wyśmiewanie się na naszej wycieczce: „jak wy mało wiecie o Arabach” gasiło wszystkie pytania) - informuje wszystkich, a nie tylko pewną część grupy - informuje o swoich oczekiwaniach wobec grupy (u nas pani oczekiwała, że wszystkie wyjścia będą grupowe, a samodzielne wyjścia będą jej zgłaszane. Domyśliliśmy się tego po jej obrażaniu się, gdy ktoś nie chciał jechać na plażę) - nigdy, pod żadnym pozorem, nie zatrzymuje paszportów turystom (u nas zatrzymała, bo nie chciała, żebyśmy sami jechali na wycieczkę do Petry, zrobiliśmy awanturę) - kiedy sprzedaje wycieczkę fakultatywną, daje pokwitowanie zakupu. - jest przedstawicielem biura turystycznego i bierze odpowiedzialność za decyzje tego biura (u nas było: „czego wy ode mnie chcecie, ja nie mam z tym nic wspólnego, ja te pieniądze przekazałam takiemu Panu”) - nie epatuje turystów opowieściami o własnej rodzinie, kiedy turyści sobie tego nie życzą (u nas to było nagminne: „mojego teścia to uratował nie lekarz, ale pielęgniarka z 27-letnim stażem" i powtarzanie na okrągło różnych opowieści z życia rodziny) - nie zachwyca się sobą (u nas było: „i on leżąc na łożu śmierci, powiedział wtedy do mojego męża: pamiętaj, opiekuj się Ewą. Dbaj o nią.”) - nie obraża się (typowe na naszej wycieczce: „nie zgłosiliście, że sami jedziecie, to teraz sobie sami organizujcie czas do piątku” i za chwilę okazuje się, że to fochy) - trzyma porządek: (u nas było: „spotkajmy się za 10 minut na kanapach. Albo nie, w restauracji” – i część grupy przychodzi na kanapy, a część jest w restauracji) - nie okłamuje (u nas było np.: „dzisiejszy wyjazd na plaże jest prezentem od hotelu, jutro bus będzie płatny” – co oczywiście było nieprawdą, albo: „pojedziecie do Ammanu, jak policja turystyczna pozwoli”, podczas, gdy policja nie miała w tym żadnego udziału) - dotrzymuje słowa i nie zmienia zdania - No i jeszcze drobiazg: imię nazwisko i kontakt do rezydenta wiszą w recepcji hotelu, zawsze wiadomo, gdzie go można znaleźć (u nas odwrotnie, ja do dziś nie znam nazwiska pani – nigdy go nie podała.) Normalnie rezydent odbiera turystów z lotniska i już w autokarze, w drodze do hotelu przedstawia się, przekazuje informacje o kraju, o kulturze, o ZASADACH wycieczki, podkreśla niebezpieczeństwa i sprawy, których ludzie mogą nie być swiadomi (np. Ostre słońce). U nas było inaczej - Pani weszła do autokaru, usiadła na pierwszych siedzeniach, po czym w drugim, czy trzecim zdaniu poinformowala, że ona została wyrwana do prowadzenia tej wycieczki, gdy wieszała firanki w domu. I Akabę będzie widziała pierwszy raz, tak jak my, bo nigdy tam nie była. Mieszka w Ammanie. Przez całą podróż do hotelu powiedziała może jedno zdanie do mikrofonu, do całej grupy, a poza tym, rozmawiała tylko z osobami siedzącymi najbliżej niej. Wybitny brak profesjonalizmu, bo nawet jak ktoś nie wie nic o Akabie, to może zarzucić tekst typu: „Witam Państwa bardzo serdecznie w Jordanii, nazywam się Ewa X ......, będę państwa przewodnikiem i opiekunem. Przed nami podroż do Akaby, drugiego co do wielkości miasta w Jordanii. Podróż będzie trwała około 4 godzin. Na zewnątrz temperatura wynosi 30 stopni. Różnica czasu pomiędzy Polską a Jordanią wynosi 1 godzinę, mamy teraz godzinę 15.30, proponuje przestawić zegarki. Zwracam państwa uwagę na temperatury tutaj – słońce jest w tym kraju bardzo ostre i bardzo proszę pamiętać, aby używać kremów z filtrem – to słońce jest naprawdę bardzo zdradliwe. Tak jak mówiłam, jestem Pastwa rezydentem, będę z państwem mieszkać w hotelu, aby być w każdej chwili do państwa dyspozycji i aby służyć pomocą we wszystkich sprawach. Teraz opowiem o kulturze tego kraju, o tym, na co musicie państwo zwrócić uwagę, aby zachować się zgodnie z przyjętymi tutaj zasadami. Jeśli wchodzimy do meczetu to należy mieć zakryte ręce i nogi po kostki. Przed meczetem zdejmujemy buty.....itd” . J po tym, ile napisałam o dobrym i złym rezydencie, wnioskuję, że mam chyba jakąś traumę po spotkaniu z niezapomnianą osobowością pani rezydent J
Jordania. Kto z nas, zapytany, gdzie leży Jordania, odpowie prawidłowo, bez zerkania na mapę? Ile czasu potrzeba, aby zdecydować się na urlop tamże? Zapewniam, że parę chwil, jeśli oferta jest korzystna. Decyzja zapada więc szybko: tydzień w Jordanii. Bedzie fajnie, myślę, zobaczę Morze Czerwone, Morze Martwe, slynną Petrę. Mówią, że Jordania jest najbardziej europejskim ze wszystkich krajów arabskich, więc nie ma się czego bać... Wyjeżdżam z bratem Leszkiem, mój chłopak zostaje, nie ma urlopu. Z podróży wysyłam mu tylko dramatyczne SMS-y. Przytoczę je tutaj, są najlepszym odzwierciedleniem tego, co się działo.
Sobota P: I co tam?
Ja: Jest fajnie. Hotel elegancki. Pokój duży. Szwedzki stól dość bogaty. Tylko ponoć do plaży jest 15 km, musimy to jutro wyjaśnić. Kraj może być. Arabi fajnie wyglądają w tych swoich bialych sukienkach. Chyba zaraz pojdę spać, bo jestem zmęczona podróżą. I słychać disco. Muzyka arabska. Trzeba się na nią otworzyć…
P: Odpoczywajcie. Dobrej nocy.
Niedziela P: I jak z tym morzem?
Ja: Rano okazało się, że morze widać z okna naszego pokoju, więc jest dość blisko. Ale plaża, na którą mamy wstęp, jest poza miastem. I kursuje jeden umówiony bus. Dziś od godziny 10 jesteśmy właśnie na tej plaży, bo musiała jechać cała grupa. Jest STRASZNIE gorąco. Zgłupieli, zaplanowali powrót na godz. 16. Kto wytrzyma tyle na ostrym słońcu pierwszego dnia? Ja siedzę w knajpie, bo ma klimę. Na molo spotkaliśmy wcześniej fajnego araba, inżyniera z pobliskiego portu. I Hiszpankę. Rozmawialiśmy o wszystkim prawie godzinę. Skarżyła się, że obsługa jej hotelu nie zna angielskiego. I że w hotelu mieszkają tylko trzy osoby, a w restauracji obsługa wyznacza im stoliki, przy których mogą usiąść. Pisz, SMS-y dostaję za darmo.
P: Co to znaczy gorąco? Ile stopni? Jaka jest woda w morzu? Jaka plaża? Jak ze znajomością angielskiego?Jak z cywilizacją?
Ja: nasza grupa ma 21 osób. W naszym hotelu obsługa zna podstawy angielskiego. Trudniejsze rzeczy, jak to gdzie jest kościół, to już słabo rozumieją. A ten Arab-inżynier, Mahmud, dla przyjaciól Mudi, znał dość dobrze. Plaża: piasek z kamieniami i ze śmieciami. Bardzo mało ludzi na plaży. Za to nasz hotel ok. Duże pokoje, czysto, żadnych stworków, barek w lodówce, klima. Duża, elegancka restauracja i dobre jedzenie.
(to było o holetu Aquamarina II w Akabie)
Ja: A tak w ogóle to wcale nie chcieliśmy jechać na plażę. Chciałam iść do kościoła, ale pani zmusiła wszystkich, choć jej wczoraj zgłaszałam rezygnację z plaży. A nasza pani to jest w zastępstwie prawdziwego rezydenta, który zachorował i kobieta się nie zna na prowadzeniu grup, nie ostrzegla nas np przed slońcem, tylko pierwszego dnia zaplanowala 6 godzin na plaży. Ale za to zna polski i arabski.
P: jak pani jest głupia, to musicie się jej urwać. Nie musicie wszędzie chodzić z grupą. Jak z wycieczką do Petra?
JA: Damy radę. Z panią idzie się dogadać na ludzkiej stopie. Po prostu nie zna się na prowadzeniu wycieczek. A jej mąż jest Palestyńczykiem i pracuje w ambasadzie. A pani została wyrwana do prowadzenia wycieczki, kiedy wieszała firanki. A trzy lata temu pracowała na Stadionie. Poza tym ludzie w Jordanii są mili, gościnni, I wydaje sie, że zrobią dużo, żebyśmy poczuli, ze Jordania to jest nasz kraj.
Niedziela po południu:
P: u nas burza, a u Ciebie :-)
JA: Tylko można pozazdrościć. U nas 40 stopni. Jeszcze jesteśmy na plaży. Tesknię za burzą. Leszek strzaskał sie na czerwono.
P: uważajcie z tym slońcem.
JA: Pani zarządzila, że jutro też na plażę. Nie ma wyjścia.
P: no nie żartuj. Nie musicie z nią chodzić. Co ze zwiedzaniem?
JA: Pani nas zmusza, żeby jechać z nią do Petry za 80 dolarów, a my sprawdzamy, czy wycieczka wynajęta na mieście nie byłaby tańsza. Pani mówi, że stracimy ubezpieczenie, jak pojedziemy bez niej. Poszlismy w osiem osób na miasto, pilismy świeże soki owocowe, a potem w knajpce nad brzegiem morza moczyliśmy nogi w Morzu Czerwonym (stolik był w wodzie) – fajny klimat, nie? I badalismy sprawę innego dojazdu do Petry.
Poniedzialek:
JA: Nie poszłam dziś na plażę. Pani się obraziła, że nie zglosiłam wczoraj. Źle się czuje. Mam biegunkę. Boli mnie głowa i plecy. I jestem niewyspana. Myślę, że mi przejdzie do wieczora.
P: To się wyśpij. Weź laremid. I niech ci przejdzie.
poniedziałek wieczorem: P:I jak się czujesz?
JA: Trochę lepiej. Jeszcze leżę w łóżku, ale już mogę czytać. Leszek też miał biegunkę. Pewnie te soki owocowe…
P: jak ci do jutra nie przejdzie, idź do lekarza.
Wtorek P: i jak dzisiaj?
JA: o dziwo, znacznie lepiej. Siedzę na plaży. Przestała mnie boleć glowa.
P: Cieszę się, że już ci lepiej, ale martwię się o Ciebie. Czy coś poza plażą uda Ci się zobaczyć?
JA: jutro planujemy wyjazd do Petry, bez pani. Szukaliśmy najtańszej opcji. Dziś na plaży całkiem fajnie. Pływam w basenie. Ludzie chodza nurkować, ale dla nas to za drogo (40 dinarow dla początkujących) i zbyt strasznie.
P: pamiętaj, że w tym kraju piątek jest dniem świątecznym.
JA: w piątek jedziemy nad Morze Martwe, bo to po drodze do stolicy, więc się nie martwię, że w piątek święto.
P: no, to juz lepiej. nareszcie jakies pozytywne informacje :-) Jak już będziesz wiedzieć, o której przylatujesz, to daj znać.
JA: Już wiem. Będziemy w Warszawie o 6 rano. A nasza pani nie lubi Żydów, bo napadli na Palestynę i zabrali Palestyńczykom miejsce do życia.
JA: News z ostatniej chwili: Pani zabroniła recepcjonistom wydać nam nasze paszporty – chce, zebyśmy jechali z nią do Petry za 80 dolarów, a nie samodzielnie za mniej. I podobno wiza do Akaby jest bezplatna a my zapłaciliśmy 15 dolarów. I mamy uiścić opłatę wyjazdowa 30 dolarow, choc inne wycieczki płacą tylko 8… Na razie mnie to bawi…
Środa
JA: Dziś bylo fajnie: zmęczyliśmy się w Petra, upał okropny. Wspaniałe miasto! Potem pani zrobiła zebranie i postraszyła nas policją turystyczną. Nie do końca rozumiem rolę policji w tym kraju. A nasza pani się obraża i ma fochy. Było zabawnie. Potem – bez pani – poszliśmy negocjować z Arabami wyjazd do Wadi Rum na jutro.
Czwartek
JA: Wadi Rum było super. Tu wieczorkiem spada temperatura do 20 stopni i jest bardzo przyjemnie I romantycznie. Arab-Kierowca opowiadał nam o swojej ukochanej, która go rzuciła i opowiadał, ile biorą tancerki brzucha za dwie-trzy godziny z mężczyzną. Taksówkarze maja duże zniżki J. A tancerki sa z Ukrainy… Wie, bo je podwozi, a czasem jeździ z nimi na zakupy…
Piątek P: Kitek, kiedy dokladnie wracasz?
JA: Kitek – teoretycznie wylatujemy w piątek o trzeciej w nocy. Ale może sie coś zmienić, bo walczymy* o te bezprawnie pobrane od nas dolary, jako opłatę za wizy wjazdowe do Akaby, które sa bezpłatne. Dziś będziemy nad Morzem Martwym.
(*Dziękuję Monice i jej chłopakowi, że o to walczyli.)
Piątek w nocy, z lotniska:
JA: Będziemy w Polsce o godzinie 6. Mamy paszporty, zwrócono nam kasę za wizy. Jordania to piękny kraj, tylko niektóre baby są głupie.