Temat: Re: Zas...ny problem
Od: tomjani@WYTNIJ.gazeta.pl (Tomek Janiszewski)
Grupa: pl.rec.zeglarstwo
Organizacja: "Portal Gazeta.pl ->
http://www.gazeta.pl"
Data: 4.07.2008 06:36:19
Message-ID: <g4kgd3$5v5$1@inews.gazeta.pl>
Referencje: 1 2 Sied@r <siedar_bez_spamu@ds.lub.pl> napisał(a):
Na każdym jachcie jest saperka. Wystarczy załogę nauczyć z niej korzystać.
Na moim jachcie też jest saperka. I w swoich dotychczasowych czterech rejsach
po WJM skorzytałem z niej dokładnie RAZ. To było w roku 2005, gdy przy użyciu
saperki rozgrzebałem dno Ublickiej Strugi na tyle aby dało się
przepchnąć "Leśnego Dzadka" na Ublik Wielki. Dwa lata później nawet i taiej
potrzeby nie było, było bowiem wystarczająco głęboko :-P
Moja załoga tak się nauczyła, że czasem jak na postoju były toalety, to
z przyzwyczajenia latali z saperka.
Z przyzwyczajenia, czy może z chęci zaoszczędzenia tej złotówki za klop?
Zbierze się tych złotówek z całej załogi, i na dodatkowe pifko starczy? :->
Kulturę się wynosi z domu. I trzeba zacząć od edukacji skipera.
Edukację proponuję zacząć od wycieczki do jakiegokolwiek lasu nie leżącego na
Mazurach. Mogą to być np. Lasy Chojnowskie pod Warszawą. Co się tam rzuca w
oczy - to niemal zupełny brak koprzyw, gęsto porastających mazurskie brzegi.
Za to jest pod dostatkiem coraz rzadszych na Mazurach malin i jagód. To efekt
przeżyźnienia gleby na WJM za sprawą zarówno "saperów" i "srajperów". Saperka
rozwiązywała problem gdzieś tak jeszcze na przełomie lat 70-tych i 80-tych,
gdy żaglówek na wodzie było zdecydowanie mniej (za sprawą restrykcyjnych
przepisów patentowych, wymagających stopnia sternika dla prowadzenia
najmarniejszej Omegi). Dziś powinna być traktowana wyłącznie jako sprzęt na
wypadek "awaryjny", gdy nie ma szans na dopłynięcie na czas
do mariny a nawet na zorganizowany biwak. Klopów na Mazurach jest tyle (co
nie znaczy że nie przydałoby się ich więcej) że można i powinno się z nich
korzystać.
Pozdrawiam
Tomek Janiszewski
--
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl ->
http://www.gazeta.pl/usenet/