Piatek rano, toaleta w marinie w Swinousjciu. rzut oka ponad budynkiem ooo zaglowiec dalej stoi. Fajny w sumie. Polski. 2 maszty, oba rejowe. Nazwe ma od jakiegos kompozytora czy cos.
13.00 mniej wiecej wyplywamy z marinki w Swinkowie. Becker 27 z silniczkiem - ufff cale 8 koni z jednego cylindra. 30 lat juz tak pyrka. Oszczedny ale narciarza nie pociagnie. To znaczy moze i pociagnie ale przyjemnosci to on z tego miec nie bedzie. Chyba.
Wyplywamy, skrecamy w prawo, wiatr daje w morde, dosc silnawy. Motor dzielnie pracuje ale przy tym wietrze to i prad wychodzacy sie robi no i efekt - GPS pokazuje 2 knoty. Prawie :). Ale co tam,. wakacje Suniemy sobie dostojnie wzdluz nabrzeza. Mijamy Czeslawa. Nas mija inny jacht.
Z naprzeciwka zasuwa pilotowka za nia holownik. W oddali obraca sie jakis Unity Line. Sielanka.
Zblizamy sie do zaglowca, patrze sobie, zadzieram glowe, Ladny. Slysze glos "z niebios" - "Ej no czekamy na ciebie". Na pokladzie krzata sie mlodziez, bandera z krzyzem i lilijka wisi pod salingiem. Na dziobie wzmozony ruch, na rufie takze. Po tym okrzyku, zniecierpliwionego glosu mlody czlowiek na rufie zaczyna szybsze ruchy wykonywac. Usmiecham sie pod nosem.
Mijamy rufe, znowy "glos" mocno zniecierpliwiony "Czekamy na ciebie" spogladam w gore, i okazuje sie ze to do mnie. O kurka mysle se moze chca odbijac i chyba im przeszkadzam. Odpowiadam "Co mam zrobic pletwy przyczepic?" Slysze. "Nie, idz na lewa strone bo chcemy odchodzic"
Nie odpowiadam.
Pyrkam dalej i glowkuje. Minalem ich i dalej glowkuje. Odeszli stojac dziobem w kierunku Szczecina, prawa burta przy kei. Skrecali w lewo lukiem takim ze wyladowali na srodku toru. Jak ten kapitan to widzial? ze ja idac 2 knoty uciekam na lewa strone on w tym czasie sobie odchodzi. Ja lawiruje miedzy holownikiem a potem jego dziobem bo on zawrocil w kierunku na morze. A potem zwiewam przed promem znowu na prawa strone toru??
Nijak nie moge go rozgryzc. A poza tym za przeproszeniem kuzwa jego mac - co ja mam byc prorokiem ze ON wlasnie teraz chce odchodzic? I ja idac sobie boczkiem musze ustepowac odchodzecemu zaglowcowi bo kapitan mial kaprys akurat TERAZ odejsc. Bo poczekanie 1 minuty albo 2 (od momentu wyjscia z mariny) to bylo za duzo?
I osobiscie uwazam ze ten facet to byl typowy but. Taki kmiot ktory uwaza ze nie liczy sie "prawy" tylko "wiekszy" i jesli ktos zechce mi powiedziec kto teraz dowodzi na Chopinie. To ja chetnie zapisze go na mojej prywatnej liscie palantow, z ktorymi plywac nie bede. I juz.
No chyba ze nie mam racji. I to ja powinienem zrobic wszystko zeby mu umozliwic odejscie, posypie glowe popiolem. Moze powinienem przed wyplynieciem podskoczyc na Chopina i zapytac kiedy laskawie beda rzucac cumy i czy harcerze wszyscy na pokladzie.
Pozdrawiam
Robert Robaczewski