Temat: Re: Spotkalem plywajacego buta. Jak sadze.
Od: woda392@gazeta.pl (wacław)
Grupa: pl.rec.zeglarstwo
Organizacja: http://groups.google.com
Data: 22.07.2008 20:34:24
Message-ID: <88f4d0ae-f381-4482-9001-dbf13198f4bc@s50g2000hsb.googlegroups.com>
Referencje: 1 2 3Czytnik: G2/1.0
On 21 Lip, 23:36, "Krzysztof Bieńkowski" <nordsail(na)nordsail.pl>
wrote:
To taka narodowa cecha, ze potrafimy sie podzielic nie tylko na zeglarzy i
motopompiarzy, szuwarowo-bagiennych i malosolnych, czartero-wczasowiczow i
wlasnodlubkow itd itp i nawet na plywajacych na jachtach malych, srednich,
duzych...
A kto to czyni?
Odkąd pamiętam, to nie kto inny, jak właśnie słonowodni, notorycznie
utrwalają ów podział.
Sam pisząc, nawet podkreślam już, ich wzorem, owe granice.
Po ostatnie wizycie w Zatoce Gdańskiej i owej złotej polskiej wolności
żeglarskiej, przekonałem się, że nie ma żadnej różnicy (obecnie) w
środowisku żeglarskim.
Kiedy były kluby, to było to widoczne ewidentnie.
Teraz, kiedy nastała owa wolność, to już pozostały tylko wspomnienia
garniturków ;-)
Nic nie spotkałem innego na Zatoce i okolicach, czego by nie było na
śródlądziu (pozytywnego i negatywnego).
Rożnica tylko w ilości jachtów i jakości (nowoczesności) jachtów.
Na WJM czuje się świat i technikę, natomiast nad Zatoką muzeum,
patrzmy chociażby przystań ... "twierdza" w Gdańsku (port typowo
polskich załóg.
To, co opisywali w Żaglach słonowodni, że to ich pierwszy i ostatni
raz na WJM, wydaje, a w zasadzie jest, bufonadą.
A tak naprawdę życie w samotności żeglarskiej, bo te kilka jachtów w
portach i znikomy ruch jachtów po samej wodzie, naprawdę uwstecznia.
Czym obecnie różni się żeglowanie śródlądowe od morskiego?
Niczym.
Co innego, kiedy trzeba było z nieba czytać drogę, teraz to wystarcza
podstawy czytania.
Doświadczenia żywioł nauczy ;-)
--
Pozdrawiam,
Wacław Nieśmiały