Temat: Re: Pilica - przewodnik kajakowy; gdzie kupie w Warszawie?
Od: mtgorec#tnij#@interia.pl (MaGorEc)
Grupa: pl.rec.kajaki
Organizacja: TP -
http://www.tp.pl/
Data: 28.08.2008 18:53:23
Message-ID: <g96s93$dsn$1@atlantis.news.neostrada.pl>
Referencje: 1 2Czytnik: Thunderbird 2.0.0.16 (X11/20080724)
krzysdropWYTNIJTO@poczta.onet.pl pisze:
Spływ robią ludzie a nie program... Bywałem na masówkach, na których w dniu
przyjazdu chciałem pakować namiot i spadać na najbliższą sąsiednią rzekę. A
bywały bardzo miłe imprezy, których atmosferę chętnie by się powtórzyło...
Więrze, chodziło mi o kulinarne porównanie.
Serak, zachowujesz sie jak moja siostra, ktora w zyciu nie jadla flakow, bo nie.
Chlopie, nie tylko trzeba byc chociaz raz na takim splywie, ale i trzeba chociaz raz taki splyw poprowadzic, zeby sie wypowiadac na ten temat. Polecam zbierz co najmniej 20 znajomych (masz tylu?) i zrob dla nich splyw:) Nabierzesz szacunku dla tych co organizuja takie splywy. Pozdrawiam
drops
Popieram w całej rozciągłości i Ciebie szanowny DrOpiu :) i siostrę :D
Też nie jadam flaków i wynika to raczej z uwarunkowań semantycznych niż
kulinarnych.
Co do masówek to jeszcze nie byłem na takim spływie żebym ze skwaszoną
miną pakował manatki zaraz pierwszego dnia. Zawsze się udawało. Jak
organizator dawał cielska to rzeka i ludzie potrafili to wynagrodzić.
Owszem trzeba przebrnąć przez obowiązkowe punkty programu takie jak
wręczanie przez Panów W Garniturach dyplomów, medali i pucharów. Trzeba
wysłuchać regulaminów, wytycznych itp. Trzeba się zgodzić na obecność
elementów rywalizacji w programie, bez których prawdopodobnie spływ nie
zostałby wpisany do kalendarza PZKaj. itd itp.
Jednak ta atmosfera wieczornych biwaków.... Nigdzie nie spotkasz tylu
ludzi, z którymi można pogadać o kajakowaniu, rzekach, jeziorach i
wszystkim tym co burzy nas również na tej grupie.
Takie spływy jak MSK na Bobrze, Dunajcu czy Złote Liście potrafią
wypalić ślad na duszy do końca życia. Serio. Gdybym nie popłynął w 1997
roku tym całym Gwiaździstym Spływem Wisłą i Dopływami na Tysiąclecie
Gdańska to pewnie zakończyłbym pływanie kajakiem po dwuletniej
przygodzie. Nie będę się rozpisywał z kim tam siedziałem przy ogniu i
piłem wino :) Do dzisiaj mam sentyment do kilku miejsc i nazw (w tym do
całego Żabiego Kruka i wszystkich trójmiejskich kajakarzy) Nie będę
próbował opisywać ile radości daje spotkanie na spływie ze znajomym
kajakarzem / kajakarką ani tego co czuje człowiek słuchający przy
spływowym ognisku czeskiej kapeli, która przywiozła na Bóbr klarnety,
wiolonczele, bandżo i skrzypce. Tak się rozczuliłem jakoś :D Za daleko
mam na te Złote Listki ale na wspomnianą Pilicę to czemu nie :)
Pozdrawiam
Maciek