Temat: Re: Lądowanie prezydenta w Azerbejdżanie
Od: zgadnij@poczta.onet.pl (Tomator)
Grupa: pl.rec.lotnictwo
Organizacja: Onet.pl
Data: 25.08.2008 11:12:43
Message-ID: <g8u43b$tiu$1@news.onet.pl>
Referencje: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10Czytnik: Microsoft Windows Mail 6.0.6001.18000
Użytkownik "Sholay":
Otóż lądowanie w Azerbejdżanie miało dwa wyjaśnienia -
1. pilot odmówił ze względu na bezpieczeństwo.
2. plan lotu był złożony do Azerbejdżanu a nie do Gruzji
...
Wersja nr 1 juz odpada, po tym jka pan premier Tusk paradował po
lotnisku w Kabulu bodajże w kamizelce. Czyli było niebezpiecznie. A
jednak pilot się odważył.
To nie tak. Do Kabulu mozna było lecieć, bo tam co najwyżej jakiś talib odpaliłby jakąś tam rakietę, która by trfaiła (Allah agbah!) albo i nie (Alleluja!). Snajper samolotu raczej nie zestrzeli, poza tym nasi jakoś tam pilnują i przeważają na omawianym terytorium. Premier miał kamizelkę na wszelki wypadek, ale nie był to obszar objęty działaniami wojennymi. Duży otwarty teren wymagał jednak dodatkowych środków ostrożności.
W Tbilisi to już zupełnie inna sprawa.
Po pierwsze, ruscy zbobmarodali lotnisko (i mogliby poprawić przed lądowaniem).
Po drugie, kiedy oni odpalają rakiety, to zawsze któraś trafi.
Po trzecie do Sarkozy'ego nie byłoby sensu strzelać, bo Rozja z Francją zawsze chętnie łapka w łapkę, ale ustrzelenie "przez pomyłkę" prezydentów trzech zbuntownych republik - i to jednym strzałem - byłoby jak ostatni punkt w reklamie Mastercard.
Pilot zaś wykazał się należytą odwagą, pokazując , że się nie boi.
Prezydenta ;o)