Temat: Re: Lądowanie prezydenta w Azerbejdżanie
Od: zgadnij@poczta.onet.pl (Tomator)
Grupa: pl.rec.lotnictwo
Organizacja: Onet.pl
Data: 28.08.2008 18:35:32
Message-ID: <g96r5i$7u7$1@news.onet.pl>
Referencje: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12Czytnik: Microsoft Windows Mail 6.0.6001.18000
Użytkownik "Delfino Delphis" <DelfinoD@wytnij.poczta.onet.pl> napisał w wiadomości news:g93717$efq$1@inews.gazeta.pl...
Czy to był lot bojowy? Czy jesteśmy w stanie wojny z Azerbejdżanem?
Rzecz jest o ladowaniu w Tbilisi, czyli o ewentualnym zagrożeniu ze strony Gruzji lub Rozji, jako dwóch stron konfliktu rejonie ewentualnego lądowania. Nie jesteśmy w stanie wojny z Azerbejdżanem, Gruzją, ani Rosją. Zresztą to nie Gruzini byliby zagrożeniem, a Rosjanie.
Gdybyśmy byli w stanie wojny z Rosją i lecieli w obszar objęty działaniami wojennymi, byłoby to igranie ze śmiercią, porównywalne z próbą popełninenia samobójstwa.
Problem w tym, że jesteśmy w stanie pokoju z Rosją, a Rosja prowadziła w Gruzji działania pokojowe. Czyli, biorąc rosyjską definicję pokoju, na jedno wychodzi.
Nie jestem fanem naszego prezydenta. Gdyby leciał sam, bez pozostałych prezydentów, to pilot powinien mógłby do Tbilisi i jeszcze pomachać skrzydłami migom dla fasonu. Biorąc jednak pod uwagę resztę pasażerów, nie żałuję, że tak się nie stało. Sądząc zaś po wypowiedziach... chyba nawet najbbliższe otoczenie Prezydenta zaczyna mieć go już dosyć, skoro tak dbają, aby kolejna okazja pozbycia się Głowy Państwa nie została zaprzepaszczona...