Temat: Re: Lądowanie prezydenta w Azerbejdżani e
Od: waldoo@SPAMo2.pl (GolDek)
Grupa: pl.rec.lotnictwo
Organizacja: lubman
Data: 21.09.2008 12:27:41
Message-ID: <gb5ekc$vm4$1@news.lublin.pl>
Referencje: 1 2 3 4 5Czytnik: Thunderbird 2.0.0.16 (Windows/20080708)
Adam Moczulski pisze:
GolDek pisze:
A kapitan może być najważniejszy, ale akurat w powietrznych taksówkach
to raczej zamawiający wybiera punkt lądowania, czyż nie?
Jest tylko jeden przypadek, który odbiega od standardu. Gdy na pokładzie jest porywacz(e), to z reguły kapitan przystaje na jego (ich)warunki. W każdym innym przypadku to kapitan decyduje, gdzie wypadnie lądowanie, niezależnie czym leci i jaki ładunek ze sobą taszczy.
Ale jak już wyląduje to jego pracodawca go rozlicza z tej decyzji. I ciekawe że jeszcze nigdy nie słyszałem by ktoś mu tego prawa odmawiał. Niezależnie od tego czy pracodawcą są linie lotnicze, czy wojsko. I niejednokrotnie pilot wylatuje za swą "świętą i niepodważalną" decyzję z pracy.
Nie sposób zaprzeczyć Pańskim słowom, jednak należy rozróżnić dwie kwestie. Obowiązujące prawo, które jest jednoznaczne, i w kwestii o której dyskutujemy, pozostawia zawsze decyzję ostateczną kapitanowi. Oraz kwestia relacji pracodawca-pracownik, gdzie pracodawca jest stroną silniejszą i może wywierać w stosunku do pilotów presję, aby postępowali wbrew przepisom - co nosi znamiona łamania prawa. Krótko mówiąc, punkt widzenia, zależy od punktu siedzenia :-)
Pozdr