Bilety lotnicze Relacje z podróży
Czytaj pocztę Noclegi Wycieczki
Forum Fotoreportaże
      BiuletynBiuletyn   RejestracjaRejestracja
WycieczkiNoclegiBilety lotniczeCzartery jachtówTargi turystycznePogoda
Start arrow Wypoczynek arrow Survival - Szkoły Przetrwania
Survival - Szkoły Przetrwania
Zobacz w galerii:

Autorem artykułu jest Jacek Pałkiewicz

SZKOŁA SURVIVALU


Mężczyzna w średnim wieku krzyczy zdławionym głosem. Skoncentrował się bez reszty na tej czynności: zamknął oczy, szyja nabrzmiewa mu z wysiłku, twarz czerwienieje, czoło pokrywa się potem. Wygląda jak sierżant marines, który łaje żołnierza winnego poważnej niesubordynacji. Nie jesteśmy jednak na poligonie. Mężczyzna uczy się krzyczeć — by wydawać rozkazy, i po to, by ich słuchać.

26.jpg 27.jpg 28.jpg

Przyglądam się lekcji w szkole zarządzania niedaleko góry Fuji. Grupa Japończyków uczestniczy w kursie, który ma na celu stymulację ich zdolności kierowniczych, woli zwycięstwa, umiłowania ryzyka — jednym słowem cech, które pomagają menedżerowi odnieść sukces. “Postawiliśmy sobie zadanie przezwyciężania indywidualnych słabości, nasza filozofia zakłada więc narzucenie jednostce pewnych doświadczeń, które mogą się jej nie spodobać” — wyjaśnia jeden z instruktorów. I podkreśla, że wszystkich poddaje się tu iście piekielnej dyscyplinie.
Parę miesięcy później znajduję się około pięćdziesięciu kilometrów na północ od Tel-Awiwu. Tym razem nie w charakterze dziennikarza ani turysty, lecz z zamiarem uczęszczania do International Security and Defence Systems, najsłynniejszej szkoły antyterrorystycznej, prowadzonej przez Leo Glesera, byłego oficera izraelskich służb specjalnych.

Koledzy z mojej grupy reprezentują sześć narodowości. Pracują w bankach, towarzystwach lotniczych, przedsiębiorstwach produkcyjnych, prywatnych policjach i służbach ochroniarskich. Przyjechali tu w jednym celu: wszyscy pragną nauczyć się, jak osłaniać polityka w niebezpieczeństwie, wyswobodzić osobę bezprawnie uwięzioną, zapobiec zamachowi terrorystycznemu, uwolnić zakładników z uprowadzonego samolotu. Ludzie Glesera wtajemniczają nas w arkana strategii, uczą posługiwania się wymyślnymi rodzajami broni i niewiarygodnych technik ataku. Potem, w piekącym słońcu, poznajemy zasady samoobrony. Przekonuję się, jak mało znaczy mój czarny pas karate w sytuacji, gdzie stawką w grze jest życie, a walka nie ma w sobie nic ze szlachetnej, sportowej rywalizacji, lecz stanowi pasmo trików, ciosów poniżej pasa i podłości. Uczę się, że w warunkach poważnego zagrożenia najlepszą obroną jest atak — tak gwałtowny, jak to tylko możliwe. Aby uzyskać reakcję odpowiednio gwałtowną i destrukcyjną, potrzeba sporej dozy zwierzęcej agresji, zimnej krwi i ogromnej, ogromnej determinacji.

Moim trzecim doświadczeniem była szkoła przetrwania w Arizonie w USA. Nie ukrywam, że pojechałem tam, aby poddać próbie własne, zdobyte dotychczas umiejętności. Miałem już za sobą wiele wypraw, które zawiodły mnie w najrozmaitsze zakątki Ziemi: wilgotne dżungle, spalone słońcem pustynie, lody Arktyki. Przepłynąłem też samotnie Atlantyk w maleńkiej łodzi ratunkowej.

We wrogim, zniewalającym dzikim pięknem otoczeniu uczono nas nie poddawać się trudnym warunkom klimatycznym, znajdować pożywienie w krytycznym położeniu, leczyć za pomocą ziół, radzić sobie w razie pożaru, bronić się przed wężami i skorpionami — krótko mówiąc, wychodzić cało z największych opresji. I właśnie wtedy, podczas tego odległego już o dziesięć lat tygodnia, kiedy wyciśnięto ze mnie ostatnie poty, wpadłem na pomysł zorganizowania szkoły przetrwania we Włoszech.

Długo szukałem odpowiedniego zakątka, aż wreszcie odkryłem w Trydencie przepiękną dolinę, zapomnianą przez Boga i ludzi — wymarzone miejsce do nauki przeżycia. Starannie, po drobiazgowej selekcji, dobrałem współpracowników, profesjonalistów w różnych dziedzinach. Na początku kursu sprawiali wrażenie twardych, nieprzystępnych, niemal bezlitosnych, z czasem jednak stawali się sprzymierzeńcami grupy, zyskiwali niekwestionowane uznanie, roztaczali wokół charyzmę, budzili posłuch, nie wydając rozkazów.

Scott Penn, amerykański sierżant, komandos, wzbudza respekt już od pierwszego spotkania, podczas którego odczytuje dziesięcioro przykazań: “Nie bacząc na trudy i wyrzeczenia, nie odstąpię od wytyczonego celu; zrobię wszystko, co w mojej mocy, wytężę całą siłę woli, by go osiągnąć. Muszę być wytrwały i niezłomny, kiedy sytuacja tego wymaga, ale muszę też umieć poddać się, jeśli to będzie konieczne. Zanim ostatecznie zrezygnuję, podejmę jeszcze jedną próbę, choćby się wydawało, że nie ma żadnych szans powodzenia”.

Psycholog opracował specjalny program, pomagający przezwyciężać strach i rozładowywać napięcia w zespole, pobudzający ducha rywalizacji, a zarazem wzmacniający poczucie wspólnoty. Strach. Często pytają mnie, co sądzę o tym uczuciu. Odpowiadam, że nie znam nikogo, kto byłby od niego wolny. Ludzie, którzy twierdzą, że nigdy się nie boją, kłamią. Strach jest naturalnym sygnałem alarmowym w obliczu niebezpieczeństwa, hamulcem wyznaczającym granice ryzyka.

Zdarza się, że pytam znienacka któregoś z uczniów, czy wie, jak nazywa się kolega z końca sali. Jeśli odpowie, że nie, zwracam się do Bogu ducha winnego ucznia, o którego nazwisko pytałem, i krzyczę na niego wściekle: “Jesteś tu od dwóch dni, jakim cudem znalazł się ktoś, kto cię jeszcze nie zna?”. Na próżno nieszczęśnik mamrocze jakieś wyjaśnienia — rzucam mu dosadnie, prosto w twarz, że ktoś, kogo po dwóch dniach pobytu w szkole nie wszyscy znają, jest kompletnym zerem. Trudności, niebezpieczeństwa, zmęczenie i upokorzenia służą przełamaniu postaw egoistycznych i stworzeniu ducha koleżeństwa.

Mieszkamy w spartańskich warunkach — nie ma telefonu, telewizji, gazet, ciepłej wody. Dzień nauki i pracy dla dwudziestu uczniów trwa co najmniej piętnaście godzin. Program jest całkowitym zaskoczeniem. Chodzi o to, by kursanci nie mogli przygotować się psychicznie do tego, co ich czeka; muszą stanąć w obliczu sytuacji całkowicie nowej, w miarę możliwości stresującej. Od ćwiczeń psychologicznych po szkolenie komandosów. Forsowne marsze po ścieżkach okolicznych gór, spuszczanie się po linie ze skalnej ściany, wychodzenie z samochodu, który wpadł do wody, budowanie z przypadkowych materiałów tratwy na wezbranej rzece. Doświadczają na własne skórze, co znaczy zmęczenie, głód, pragnienie i niewygody, i wszelkie trudności, które z łatwością mogą zachwiać morale nawet osoby przyzwyczajonej do zaskakujących sytuacji. Jedynie w skrajnych warunkach, stanowiących źródło silnego napięcia, człowiek poznaje samego siebie, własny zaciekły upór, który każe mu iść naprzód, mimo śmiertelnego wycieńczenia.

Z kolei podstawowa lekcja na kursie dla kadr kierowniczych: jak mówić dzień dobry, jak napisać list, jak rozmawiać przez telefon. Menedżerom wydaje się zazwyczaj, że opanowali te proste czynności do perfekcji. Nic równie błędnego! Instruktor szybko rozwieje to mylne przeświadczenie.

Kto zapisuje się do szkoły? Często są to ludzie pragnący uciec od szaleńczego rytmu codzienności i zakosztować innego, intensywnego życia, znaleźć się w sytuacjach “na pograniczu”. “W epoce lotów kosmicznych — powiada uczestniczący w kursie inżynier — chcesz dokonać czegoś, co można osiągnąć wyłącznie dzięki ludzkim siłom”. A pewien urzędnik wyznał: “Przyszedłem do Pałkiewicza, żeby pokonać swoją niepewność, i odkryłem, że pod wpływem siły woli ugnie się każda potęga, złamie się każdy sprzeciw”. “Dotrwanie do końca dnia było dla mnie równoznaczne z ciężką walką, angażującą wszystkie siły fizyczne i psychiczne. Ale zwyciężyłem. Pokonałem samego siebie” — oświadcza z dumą światowej sławy lekarz.

Przyjeżdżali również cudzoziemcy: Hiszpanie, Rosjanie, kilku Polaków. Oprócz kursów dla kadry zarządzającej, dla kobiet, zorganizowaliśmy także specjalny kurs przetrwania dla pilotów, na zamówienie szkolenie dla ochroniarzy pewnego arabskiego szejka, a ponadto kursy dla ratowników górskich, dla ekipy motocyklistów wybierających się na Saharę, oraz “trening w dziczy” dla grupy polityków.

Pewnego dnia zjawił się znany włoski reżyser z propozycją nakręcenia filmu o szkole. W wyniku naszej współpracy powstał obraz Uomini duri (Twardziele), ze znakomitymi aktorami Enrico Montesano i Renato Pozzetto, parą niedzielnych Rambo, który przez wiele tygodni bił rekordy oglądalności.

Jedną z propozycji programowych szkoły były niezwykle interesujące i skuteczne szkolenia w zakresie zachowań w czasie klęsk żywiołowych oraz bezpieczeństwa osobistego w “miejskiej dżungli” — jak unikać gwałtu, napadu, oszustwa, szantażu, jak na takie zjawiska reagować. Wiele godzin poświęcaliśmy na naukę zasad i technik samoobrony.
Instruktor tłumaczy, że aby nie doznać krzywdy, należy wykształcić w sobie właściwe nawyki, być zawsze czujnym i bacznie obserwować wszystko, co dzieje się wokół nas. Trzeba umieć zadziałać agresywnie, niekiedy nawet przez zaskoczenie. Przypomina o jednym: zawsze należy reagować w odpowiednim momencie i mierzyć ryzyko wielkością straty. Nie ryzykuje się życia dla portfela albo zegarka.

— Pamiętajcie — mówi Carl, absolwent słynnej amerykańskiej szkoły Joego Weidera — nie ma żadnego znaczenia, czy ktoś jest niski czy wysoki, chudy czy gruby, silny czy słaby: wasze ciało jest doskonałym narzędziem walki. Jest w stanie ugodzić bądź obezwładnić każdego napastnika. My pozwolimy wam odkryć siły drzemiące w waszych ciałach; poznacie wszystkie tajniki samoobrony, wybiegi, triki, podstępne chwyty i najbardziej destruktywne techniki walki. Jeden mały, prosty trik, przez wieki zazdrośnie strzeżony przez sektę wschodnich wojowników, pozwoli wam pokonać strach — uczucie, które często chroni przed samozniszczeniem, ale jeśli jest zbyt intensywne, może paraliżować wasze działania.

29.jpg 30.jpg 31.jpg

A teraz nauczę was, jak to się robi. — Kładzie się palce na brzuchu, tuż pod splotem słonecznym, bierze głęboki wdech, mocno uciska palcami brzuch. Wstrzymuje oddech i kontynuując ucisk pochyla się do przodu. W tej pozycji pozostaje się przez trzy sekundy, potem wydycha powietrze i prostuje się. — Jeśli trzeba, powtórzcie jeszcze raz — mówi.

Człowiek ma wielki dar przystosowywania się do każdej sytuacji. Tylko trzy cechy są niezbędne, aby pokonać niesprzyjające okoliczności i uczynić swoje życie w mieście łatwiejszym: umiejętność adaptacji, agresywność i zaradność. “Ale żeby to zrozumieć — napisał «Corriere della Sera» — trzeba przelać 100 litrów potu i 100 litrów łez w szkole Pałkiewicza”.

Zdjęcia Jacka Pałkiewicza są dostępne w Agencji Fotograficznej EASTNEWS www.eastnews.com.pl.
Zobacz profil autora i jego relacje z podróży opublikowane w serwisie eturystyka.org



Biuletyn: Imię: Email:
              
      Nie masz konta?

BIULETYNKontaktO nasMapa stronyPolityka Prywatności i ZaufaniaRegulamin korzystania z serwisu
Copyright © 2006-2017 grupa eturystyka.org - Wszystkie prawa zastrzeżone;