Bilety lotnicze Relacje z podróży
Czytaj pocztę Noclegi Wycieczki
Forum Fotoreportaże
      BiuletynBiuletyn   RejestracjaRejestracja
WycieczkiNoclegiBilety lotniczeCzartery jachówTargi turystycznePogodaGrupy dyskusyjne
Blog
Wybierz blog


Start arrow Blogi

Podróżowanie
Autor: Jerzy Bin   
wtorek, 05 wrzesień 2006
Te cholerne podróżowanie.... niektórzy lubią podróżować, inni chcą, jeszcze inni podróżują ponieważ generalnie rzecz biorąc muszą, a jeszcze jeszcze inni mają tego serdecznie dość i fakt oddalenie się od domu na 5 km już napawa ich odruchami jeszcze większego mienia wszystkiego dość. I tylko perspektywa czegoś potwornie strasznego jest ich w stanie wyciągnąć z domu.
Po kilku ładnych latach doszedłem do tego właśnie stanu. Na to nałożyło się jeszcze parę innych czynników pracowniczo-kulturowych.

Aby troszkę może zmienić ten pesymistyczny początek. Podróżowanie dla przyjemności jest generalnie ok, pod warunkiem że się jedzie tam gdzie się chce i z kim się chcę i ma się na przykład również jeszcze portfel pełny gotówki. Tak sobie polatać raz na pół roku to może i  w sumie fajnie i do tego zabrać jeszcze rower....

Wracając do kwestii pesymistycznej. Wszystkie inne formy podróżowania są potworne.
Wyobraźcie sobie sytuację:
"Para-normalny" dzień pracy - jeszcze za dobrych czasów, kiedy nie było paranoji na lotniskach - pobudka 05:00 poniedziałek lub wtorek, jesień, czarno i zimno. Natychmiastowy odruch Pawłowa, aby jak najszybciej wskoczyć do łóżka. Jednak wbijana przez lata poprzez pranie mózgu w firmach siła obowiązku wyciąga nas na dwór. Szybka toaleta, telefon - zamawiam taksówkę - i o jakieś 05:30 jestem w drodze na lotnisko. W taksówce dalej śpię, próbuję przynajmniej. Około 6tej, docieram. Wpadam do terminalu - i o zgrozo... widzę zgraję podobnych jak ja, niedospanych ludzi walących do swoich bramek. Jeśli się ma się danego dnia szczęście, to sie odleci tylko z 30 minutowym opóźnienem..... jeśle ma się mniej szczęścia to powiedzą że samolot odwołany (Alitalia 90% szans problemów).
Jakoś dostałem się do samolotu i po 07:00 kołujemy do pasa..... Na pokładzie... coś do zjedzienia, najgorsza kawa na świecie i tuż przed 09:00 jestem na miejscu, np. w Zürichu. tego dnia.  Akurat lot z Wiednia do Zürichu przy ładnej pogodzie czasami może być ciekway wizualnie, można sobie pogabić się zaspanymi oczami na Alpy.
Koło 9:30 docieram do biura.... tam standardowe głupoty, spotkania, uśmiechania się do głupiej gry itd. Wszyscy są oczywiście happy i All right. Tego nie znoszę między innymi też "Jak się masz?" Choćby ci rękę obcieło, bank zablokował karty itd. to z uśmiechem odpowiadasz "GOOD". No szlag powala człowieka na miejscu.
Po kilku godzinach głupich  rozmów, kolejna taksówka tym razem z biura na lotnisko Kloten i  koło 17:00 już siedzisz w poczekalni dla krawaciarzy i pijesz drinka. I kolejny stres.... samolot będzie o czasie czy nie?! Jeśli tak, to masz szansę na dotarcie do domu koło 21:00, jeśli samolot nie doleci... to... wszystko się może zdarzyć.

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze.

Komentarze

Powered by AkoComment 2.0!

 
Pobierz nagłówki ostatnich blogów dla JurekBin. - Pobierz nagłówki ostatnich blogów dla JurekBin.
Biuletyn: Imię: Email:
              
      Nie masz konta?

BIULETYNKontaktO nasMapa stronyPolityka Prywatności i ZaufaniaRegulamin korzystania z serwisu
Copyright © 2006-2009 grupa eturystyka.org - Wszystkie prawa zastrzeżone;