Bilety lotnicze Relacje z podróży
Czytaj pocztę Noclegi Wycieczki
Forum Fotoreportaże
      BiuletynBiuletyn   RejestracjaRejestracja
WycieczkiNoclegiBilety lotniczeCzartery jachtówTargi turystycznePogoda
Turcja 75
Autor: Michał   
Friday, 03 August 2012

W roku 1975 pogranicze turecko – irańskie było nawet spokojniejsze od najbliższej północnemu Cyprowi zatoki Iskenderun.

Znalazłem się i tam i tam w niecały rok po zawieszeniu broni kończącym, w roku 1974 przynajmniej na razie, wojnę grecko-turecką o Cypr wyznaczeniem linii demarkacyjnej rozgraniczającej wyspę na północną część turecką i południową – grecką.

Ten rok czasu niewiele jeszcze uspokoił a po konfliktowe napięcie wciąż nie opadało i nadal port i miasto Iskenderun były wypełnione wojskami głównie angielskimi i tureckimi i wcale nie wiem, których było więcej.

Lepiej jednak byłoby dla mnie wówczas, gdybym tam z paszportem Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej się nie pokazywał.

Ale, czy naprawdę mogłem sobie tę podróż darować? Gorąca i szalona głowa żądna świata, geny po rodzicach niemal partyzanckie (czytaj felietony Ojciec i Matka), aż kilkadziesiąt (dosłownie) dolarów w kieszeni, tylko lekko porwane sandały (górskie „Zawraty” sprzedałem bo były już nie potrzebne i za ciężkie) no i znajomość 300 słów w języku tureckim, zdecydowały o przygodzie.

Nie, nie wierzcie w to.

Tak naprawdę o tej przygodzie zdecydował przypadek.

Wiedziałem już z własnego doświadczenia, że na wybrzeżu tureckim (tak im zostało do dziś) letnia noc nie wymaga ani śpiwora ani ciepłej odzieży a rzadko kiedy materaca. Doświadczenie to kazało mi jednak zrezygnować ze spania na ziemi, choćby najcieplejszej i wyściełanej mięciutką trawą, którą gdzie się dało pielęgnowano z polewaniem wodą włącznie. Zbyt duża konkurencja zwierząt, które podnoszą łeb tylko po to, żeby Cię wyżej ukąsić.

Wprowadziłem więc zwyczaj nocowania na parkujących przyczepach samochodów ciężarowych – głównie w pobliżu stacji paliwowych.

Trzeba w tym miejscu podkreślić niezwykłą gościnność Turków, dla których byłem w roku 1975 dość egzotycznym zjawiskiem (szczególnie w regionach wschodniej Turcji).

Rzadko kiedy musiałem więc dbać o śniadanie po takiej nocy na przyczepie a i kran z wodą do umycia zawsze był dla mnie dostępny.

Zapłatą – trzeba dodać, że bardzo sympatyczną dla mnie – były wczesno południowe moje konferencje prasowe, odbywające się z reguły w najbliższej cajhanie każdorazowo z licznym udziałem miejscowej ludności też ciekawej świata i moich opowieści o Polsce i krajach leżących między Polską a Turcją (z wyłączeniem Grecji oczywiście) wykonywane z użyciem owych 300 tureckich słów, kilkudziesięciu słów angielskich i paru słów niemieckich znanych z kolei przez moich słuchaczy i wygimnastykowanych rąk.

Te przyczepy – łóżka wykorzystywałem też oczywiście do podróżowania.

Moim celem nr 1 po zakończeniu eskapady w Góry Pontyjskie – o czym potem – był powrót do Europy zaznaczoną na mapie Turcji (tak samo realnie jak autostrady w Polsce) drogą wzdłuż wybrzeża Morza Śródziemnego. Będąc więc na którejś z kolei stacji paliwowej zasnąłem na przyczepie ciężarówki snem sprawiedliwego widząc jej rejestrację z miasta Adana

Jakież było moje zdziwienie i niekłamane przerażenie, gdy w mieście Osmaniye na rozstaju dróg, ciężarówka zamiast w prawo do Adany, pojechała w lewo na południe w kierunku miasta Iskenderun.

Pomyślałem, Michał, źle z tobą, ale ani gdzie zatrzymać powóz ani wyskoczyć bo jak – w biegu? A ambitny szofer ani myślał się zatrzymywać. Gnał co sił pod maską.

Wreszcie stoimy. Uchylam plandekę i widzę … port w Iskenderunie a w porcie ruch jak dziś na Marszałkowskiej. Jedne transporty przypływają inne są załadowywane, gwar mieszających się języków żołnierzy NATO z tureckimi – no i tylko mnie tam brakowało. Teraz to rzeczywiście wyjście spod plandeki mogło oznaczać bardzo poważne kłopoty.

Decyzja była szybka. Jeszcze głębiej pod plandekę a i pacierz katolicki w kraju islamskim nikomu nie zaszkodził, szczególnie powtórzony parę razy – zresztą Turcy mieli i mają na moje szczęście dużą tolerancję dla chrześcijan a ja dodatkowo miałem przecież legitymację Tureckiego Narodowego Związku Studentów

Lgitymacja turecka


Uratował mnie lewantyński brak doskonałości logistycznej, bo mój szofer przyjechawszy rozładował to co miał na „pace” a ładunku powrotnego nie dostał i wracał na pusto, wściekły – ale do Adany!

Na szczęście o mnie zapomniał, bo z tej złości byłby mnie pewnie wyrzucił na zbity pysk. Siedząc sobie cichutko jak moje myszy na strychu, pod plandeką przyczepy kontynuowałem skuteczne jak się okazało pacierze i gdy pojawiły się światła Adany poczułem prawdziwą ulgę. Szofer chyba też, bo przypomniał sobie o mnie na powrót, zajrzał na pierwszym postoju pod plandekę, żachnął się a po chwili uśmiechnął przyjaźnie – zrozumiał chyba co za hardcor przeżyłem na tej jego przyczepie – wiedział przecież, że jestem z komunistycznej Polski.

Ta moja Polska, nazywana przeważnie jednak socjalistyczną albo ludową rozpoczęła moje wyższe kształcenie bardzo szerokim frontem.

Uniwersytet Warszawski dysponował wówczas i wyborną kadrą naukową (w mojej ocenie) i środkami finansowymi pozwalającymi przynajmniej na realizację dostępnego wówczas dla kraju zza „żelaznej kurtyny” poziomu techniki i technologii.

Władza państwowa przychylnie spoglądała też na ambitne plany organizacji studenckich realizujących praktycznie program Partii (PZPR) „otwarcie na świat”.

Uniwersytecki klub turystyczny „UNIKAT” miał tylko bardzo skromną siedzibę, za to realizował absolutnie nieskromne zamierzenia turystyki zarówno krajowej jak i zagranicznej. Pamiętam, że za moich czasów prezesował mu Tomek Dziedzic a znaczącymi w nim postaciami byli jego założyciele Bogdan Opowicz i Krzysztof Łopaciński. Krzysztof, z tytułem doktora, jest teraz figurą w polskim oficjalnym i dorosłym ruchu turystycznym. Nigdy nie zapomnę jednak wielce kształcących moją wrażliwość na kulturę społeczeństw, wieczorów organizowanych przez Krzysztofa w Muzeum Etnograficznym w Warszawie.

To, między innymi, jego opowieści o Lewancie, zawróciły mi w głowie na tyle, żeby wyczytać wszystko, co było dostępne w bibliotece na temat krajów Bliskiego Wschodu i Turcji i wykuć te wspomniane wcześniej 300 słów tureckich umieszczonych jako podręczny słowniczek w pierwszym w Polsce przewodniku po krajach Lewantu napisanym właśnie przez Krzysztofa i wydanym nakładem Klubu „UNIKAT” w roku 1975.

O ile wiem, klub ten nadal istnieje i obchodził kilka lat temu swoje 40 lecie a powinien chyba przygotować się na 50 lecie, gdyż rok jego założenia to 1963.

Kończąc ten fragment opowieści, dodam, że właśnie tułaczka z uniwersyteckimi „unikatowcami” pozwoliła mi poznać po raz pierwszy kulturę Tatarów, których polskie skupiska znajdują się i teraz w Bohonikach i Kruszynianach (tam także i cmentarze tatarskie i oryginalne drewniane meczety).

Unikat - Orient rajd


Dzięki „unikatowcom” podróżowałem też czynną wówczas, oryginalną wąskotorówką na trasie Frącki – Płociczno, poznałem Giby, Sejny, Stary Folwark, Gawrych Rudę, Wigierski Park Narodowy i cały Augustowsko – Suwalski region pełen urokliwych miejsc i nie skażony dotąd (1975-1977) spalinami łodzi motorowych, zgiełkiem kolejkowiczów przy smażalniach ryb i nieskoordynowanymi śpiewami piwoszy pod kolorowymi, firmowymi parasolami browarów.

I właśnie ten klub turystyczny ogłosił zapotrzebowanie na sześć mułów (= student najwyżej II roku przeznaczony do dźwigania ciężarów).

Zadaniem onych było podążanie za 5 osobową grupą wspinaczkową pochodzącą z Katowickiego Klubu Alpinistycznego

z plecakami firmy „Lafuma” wypełnionymi kompotami firmy „Krakus”, zupkami z „Winiar”, mlekiem w proszku ze Spółdzielni w Krasnymstawie, czekoladami „22 Lipca d. E. Wedel”, namiotami „Legionowo”, butami „Zawrat”, linami, klamrami, lekami i Bóg oraz Adam Marasek wiedzieli tylko z czym jeszcze.

Turcja

Tak, to ten sam Adam z TOPRu w Zakopanem tylko 37 lat młodszy, na zdjęciu z gośćmi – kurdyjskimi chłopcami, nie opuszczającymi nas praktycznie całą dobę.

Turcja

Turcja

Komu przyszło do głowy żeby wleźć akurat na jedną z dwóch najwyższych gór w Turcji – tego nie wiem. Szefostwo wyprawy obejrzało mnie jak niewolnika na targu w Gambii i przyjęło do ekipy. Zaczęły się przygotowania. Dla mnie oznaczały zakupy suchego żarcia i kompotów w puszkach. Ano spytacie a po cholerę dźwigać wodę?

No nie, to już wiedzieliśmy, że tam wody ze strumienia się nie napijemy. Muszę w tym miejscu przypomnieć czytelnikom, że w roku 1975 wieś Camlihemsin to było głębokie za….plecze, gdzie strumień spełniał wszystkie możliwe funkcje a nawet tak samo się nazywał.

Więc pigułki odkażające – jak najbardziej, były naszym podstawowym daniem w menu. Bez gotowania także się nie obywało. A kompocik „Krakusa” …. palce lizać. Błąd, nie wolno, w tamtym ekosystemie oblizywanie palców mogło się skończyć długotrwałym przebywaniem za wyznaczoną do tego celu skałą.

Zbiórka była wyznaczona na nie istniejącym już Dworcu Głównym w Warszawie. Najpierw ważenie plecaków – Michała 58 kg – w porządku.

Teraz sprawdzenie biletów. Dzięki Międzynarodowym Legitymacjom Studenckim tzw. praskim, zdołaliśmy zakupić tanie bilety kuszetkowe PKP do Sofii.

Dalej już w Sofii wynajęliśmy przedział w międzynarodowym pociągu SofiaStambuł.

Pociąg ten to była chyba szczęśliwie zachowana dekoracja z planu jakiegoś starego spaghetti – westernu.

Parowa lokomotywa ciągnęła aż trzy wagony osobowe, parę lor z blachą i drutami oraz kilka nazwanych przez nas „wesołych” wagonów wypełnionych kozami, owcami i inną rogacizną. A że stworzeniom chciało się w ten upał pić, to i „międzynarodowy” skład zatrzymywał się co trochę. Nie obeszło się też bez uzupełnienia wody w parowym tendrze – a to już był pokaz całkiem jak z filmu z łukami i coltami. Wyobraźnia się obudziła i doznałem wrażenia, że za chwilę zza koślawego, drewnianego budyneczku stacyjnego wypadną z okrzykami Indianie i że znowu mam 15 lat a obok leży otwarty Karol May.

Ciąg dalszy nastąpi ….

Trasa podróży

Trasa podrózy

http://paraprawo.pl/category/mojwiekxx/

 
Biuletyn: Imię: Email:
              
      Nie masz konta?

BIULETYNKontaktO nasMapa stronyPolityka Prywatności i ZaufaniaRegulamin korzystania z serwisu
Copyright © 2006-2018 grupa eturystyka.org - Wszystkie prawa zastrzeżone;