Bilety lotnicze Relacje z podróży
Czytaj pocztę Noclegi Wycieczki
Forum Fotoreportaże
      BiuletynBiuletyn   RejestracjaRejestracja
WycieczkiNoclegiBilety lotniczeCzartery jachtówTargi turystycznePogoda
REKONESANS po SUDETACH - jesień 2013
Autor: Krakus   
Monday, 22 September 2014
REKONESANS po SUDETACH - jesień 2013
turystyka piesza górska i sanatoria od Świerardowa do Kudowy Zdroju

Odc.I Świerardow Zdroj
Odc.II Szklarska Poreba
Odc.III Cieplice Slaskie Zdroj - Jelenia Gora i Odc.V Szczawno Zdroj - Walbrzych
Odc.IV Karpacz
Odc.VI Kudowa-Zdroj
Odc.VII Podsumowanie cen i drobne oplaty

Odc I. ŚWIERARDÓW ZDRÓJ
Ś.(wierardów) Z.(drój), położony za Jelenia Górą a 405 km od Krakowa, to reprezentacyjne uzdrowisko na kresach dolnego slaska - dalej jest kultura łużycka. W Świeradowie pysznia się wspanialy Dom i Park Zdrojowy sprzed ponad stu lat oraz pijalnia wody mineralnej. Woda smaczna, żelazista.. Tyle tu przyjeżdża kuracjuszy zza zachodniej granicy, że napisy nieraz są tylko po niemiecku.
Swierardow nie jest duzy. Dolem wzdluz potoku Kwisa biegnie glowna szosa, ale nie jest bardzo ruchliwa, bo nie łączy zadnych wiekszych miast. Przy niej jest troche miejscowych budynkow, a wyzej miesci sie zdroj; i przez to jest cichy.
Przed Domem Zdrojowym pieknie. Auta stoja dyskretnie za nim, wzdłuż przyleglej doń uliczki wykonczonej obmurowana kamieniem skarpa, a wyzej znajduje sie dalszy ciag parku. Ale szlag czlowieka trafia, bo nie mozna znalezc miejsca do parkowania, a wiele odstepow jest na szerokosc 3/4 auta. Choć jezdnia i chodnik sa swiezo wylozone kostka granitowa, nikt nie zadbal o wyznaczenie stanowisk postojowych. Za to jest sporo napisow przestrzegajacych przed nieprawidlowym parkowaniem. A sama kostka jako taka jest nierowna, kanciasta, fatalnie sie po niej chodzi jak i swietnie lamie kolka od walizek. A jak ktos ma balkonik do chodzenia, to jak się poruszac? No ale jak moda na kostke, to moda.
Dygresja: POLSKI PODSTANDARD BUSOWY
Bez wlasnego auta trudno sie dostac do Św.Z. Za czasow komuny chodzily PKS-y, lokalne do Jeleniej Gory i dalekobieżne (jakies takie obecnie istnieja). Oj byly narzekania na PKS, byly. Teraz nastal polski podstandard busowy. Sa jakiejs busy, ale odchodza z roznych miejsc Jeleniej i przecietny przechodzien nie wie skad, jak i nie ma rozkladow jazdy. A jak sie jakis rozkład znajdzie, to dawno nieaktualny, bo z czasow kiedy usluga ruszala. W Jeleniej Gorze jest dworzec autobusowy, z rozkładami, poczekalnia i WC, ale firmy przewozowe by musialy wnosic oplate. Dlatego zgodnie z polskim podstandardem busowym sika sie w krzakach i wszystkim to odpowiada.
W busah fotele tak gesto nawbijane ze trzeba siedziec na skos - kolana sie nie mieszcza. Ramie to na zakladke z sasiadem, bo fotele są tak waskie - jak dla dzieci. A jak ktos w wozkiem inwalidzkim ma wsiasc? A chocby z walizka? No ale szczesliwy ten co siedzi. bo bus zwykle jest przepelniony, jedzie sie na jednej nodze i w pol zgięty, bo sufit nisko.
A busa to trzeba jeszcze wypatrywac i biec do niego. A najgorzej jak firma sklada sie tylko z jednego wlasciciela i jednego busa. To jak w niedziele miał on chrzciny, to w poniedzialek leczymy kaca i można czekac na przystanku. Albo niech przyjdzie taki dzien jak wigilia czy sylwester to jak to jezdzi? A jak sie busik zepsuje, to amen, mozna czekac i kilka dni jak czesc zamienna trzeba sprowadzic.
Koniec dygresji o busach
-----------------------------------------
POKOJE w SANATORIUM
Dostalem bardzo ladny pokoj 321 w budynku glownym „A” Domu Zdrojowego. Niemal apartament, balem sie ze kaza mi slono placic.. Z balkonem, ale juz nie remontowanym: wyrastala zen piekna roslinka, a balustrady dosc przerdzewiale. Za to widok na polnoc na elegancki park i Sepia Gore - tak usytuowany jest budynek. A glowny masyw gor Izerskich jest za plecami, na południe.
W pokoju było biurko z podestem na walizke, ale za malym. Czajnik czy laptopa trzeba stawiac na podlodze, bo przy biurku nie ma zadnych gniazdek. Lazienka ladna, a kabina prysznicowa jest wyposazona w poleczka na mydlo i szampon – nie trzeba się schylac po wszystko do posadzki. Natomiast trudno jest ustawic słuchawkę prysznica poziomo aby bila w dol, bo wlasnie waz ciagnie ja w dol, wiec sluchawka ustawia sie pionowo i bije na wprost. Dalej, jak leci ciepla woda, to ogrzane powietrze idzie w gore i wciaga to do kabiny zaslonke ktora oblepia sie o nogi. Czlowiek sie cofa, traca lokciem o baterie jednouchwytowa i leci albo gorac albo lod. Co by nie bylo, zaslonka nie pasuje do wyzszego standardu, wydaje mi sie ze drzwi otwierane by sie zmiescily. Dalej, jest miska plastikowa na pranie, widze ze w polskim standardzie sanatoryjnym nie przyjely sie pralka i suszarka na monety. Ale przeciez taka miska jest idealna na przepierke bielizny. Lodoweczek w pokojach nie ma. Nie ma termometru na zewnatrz budynku.
W sanatorium brakuje zajec swietlicowych, jak bilard, rzutki, kregle, ping-pong, pilkarzyki czy szachy, brydz. Kolacja jest o 17:30 i co tu robic po niej. Albo jak pada. Sto lat temu byly osobne salony gier towarzyskich, palarnie cygar, teraz wszyscy natychmiast rozchodza sie do pokojow i telewizji satelitarnej. Wbrew reklamie internet do pokojow nie dociera, jest dostępny tylko w korytarzu i to nieszyfrowany.
Ja przebywam tu na pobycie komercyjnym, a nie NFZ, wyżywienie jest doskonale. Sniadanie jako bufet 8-10 i jest kawa prawdziwa, co dla mnie bylo zaskoczeniem jak na sanatorium. Na kolacje zarowno zimny bufet jak i gorace danie. Może wytworzyl się taki dobry standard przez tylu odwiedzających niemcow.
Na parterze znajduje się kawiarnia Bohema z wieczorkami tanecznymi codziennie, wstep 8zl. Słychać ich w pokojach, ale koncza o 22-ej. Niemniej tydzień wczesniej odbylo się tam weselisko i muzyka oraz goscie weselni tłukli się do rana. Mysle ze policja powinna zawieźć pare mloda do celi gdzie by spedzili noc poslubna.
Tuz obok przebiega ul Zdrojowa – jakby glowny deptak ze sklepami i gastronomia; wielkosc w sam raz, nieduze. Basenu plywackiego Sw.Zd. nie ma, najwiekszy w jakims hotelu ma 12 m i plytki.

SPA i nie spa
Przeróżne spa i kliniki mlodosci bazuja na tym co ludzie lubia najbardziej: lezec i nic nie robic. Do tego dorabiana jest ideologia: pobudzanie krazenie, ujedrnianie, uelastycznianie, nie mówiąc o odchudzaniu. Poklepywanie, oklady, kapiele perelkowe itp. Mysle ze to nie szkodzi, takie przyjemne zabiegi kosmetyczne. A wieczorem dochodzi lezenie przed wspomniana juz telwizja satelitarna.
Nic z tego dla mnie. Dla mnie ruch, ruch i jeszcze raz ruch. Z mojej natury, siedzacego zawodu przy komputerze i dyskopatii ledzwiowej. Boli mnie jak dlugo siedze. A chodzenie jest lepsze dla mnie od lezenia. Wtedy kregoslup sie gibie (oczywiscie plywanie jest najlepsze).
Z tych wszystkich zabiegow to mi pomaga gimnastyka, konkretny masaz kregoslupa, basen, i lubie bicze szkockie. Niestety gimnastyke grupowa tradycyjnie robia w Św.Z. o 7 rano. O tej porze to mi sie nic nie chce, a w szczegolnosci ruszac. Najpierw musze sie z 2 godziny rozruszac, wypic kawe.

WYCIAG na Stog Izerski 1105 npm
Z kolejka gondolowa na Stóg Izerski to spartaczone. Nie chodzila, bo operator poklocil sie z burmistrzem o podatki. Niechby, ale na zadnej witrynie internetowej nie bylo informacji o tym: samej kolejki skisun.pl, uzdrowisko-swierardow, gminy czy innvch turystycznych. Za to jest niezmiennie podawana.temperatura na gornej stacji.
Poszedlem obejrzec toto. Na skroty z Domy Zdrojowego idzie sie przyjemnie, najpierw obok kościoła i w sumie nie tak daleko. Dochodze, wiem z mapki ze to stacja dolna. ale zupelnie tego nie widac. Trzy budynki-hangary z blachy trapezowej malowanej proszkowo, jakby glowa i ramiona cos zaslaniajace. A przeciez to bardzo ciekawe obserwowac wagoniki pnace sie w gore. Do tego zadnego dumnego napisu co to, wysokosc npm (620). Wchodzi sie schodami w budynku i dopiero w srodku widac zaparkowane gondole i kawalek liny. Start jest plaski, slupy niskie i blisko siebie, wiec moglyby byc krzeselka. Dla narciarzy to wygodniej, nie musza wypinac nart. No ale moze wyzej sa wieksze przeszkody terenowe.
Restauracja tu jest polozona od srodka, wiec z jednej strony jest blaszany hangar, a z drugiej tez jakos nie za daleko widac w gore. U gornej stacji podobnie. Bar jest wcisniety pomiedzy blaszany szalas stacji a skarpe doprowadzonej drogi asfaltowej. Za to tuz obok położone jest tradycyjne schronisko PTTK - ma obszeny taras z pieknym widokiem na dol i boki, a wyzej z jadalni schroniska tez jest wspaniala panorama.
SZLAK na Stóg Izerski
Wszystkie szlaki turystyczne zaczynaja sie spod domu zdrojowego. Moim celem calodziennej wycieczki dzisiaj to obejrzec pobliska Czerniawe Zdroj i wspiac sie na Stog Izerski. Zielony szlak prowadzi przez tzw Zajecznik, bardzo zachwalany. Uroczo, idzie sie drozyna, swietnie oznakowany. Jest sciezka edukacyjna i mnie zaciekawila. Jakie drzewa tu rosna i pokazano: lisc, nasiono-owoc i luske kory; jakie zwierzeta itp.
W Czerniawie wychodzi sie na nieczynne sanatorium dzieciece (czasowo?, brak funduszy NFZ). Wyzej znajduje się czynny odnowiony dom zdrojowy NFZ z dobudowana klinika mlodosci. Przed i za kompleksem straszy parkingowisko. Tak czy owak, za wielka nuda dla mnie. W dol Czarniawy jest Czarci Mlyn, ale juz nie schodzilem.
Dalej szlak idzie zygzakowata asfaltowa droga. Sama szoska ladna, ale dla piechura to monotonne, za wolno zmienia sie krajobraz jak i co to za atrakcja asfalt. Mogliby poprowadzic pieszy szlak w poprzek, wprost na gore, ale nie poprowadzili. Lepiej już schodzic taka lagodna droga o 10-20% spadku. Pare razy minela mnie taksowka wywozaca sedziwych niemieckich kuracjuszy na gore.
Z schroniska i gornej stacji 15 min na sam szczyt, gdzie jest przekaznik TV i fundamenty dawnej wiezy widokowej. Tam powyzej 1000 npm zaczyna sie tu regiel gorny. Mozna bylo isc dalej na najwyższy Izerczak tj Smrek 1123, ale nie znalem swoich sil i trzeba zdarzyc na kolacje :). Wiec kontynuuje czerwonym szlakim, grzbietem, przepiekna droga na Polane Izerska. Po drodze zielen mchow i iglakow ozdobiona soczyscie czerwona jarzebina-jaworem, i niezadługo wychodzimy na polane. Dalej jej skrajem i w lewo w dol niebieskim do Sw.Zd. Szlak biegnie tu stara droga izerska.
Na samym koncu przeszkoda nie do przebycia: droga przerobiona przez spychacz, bloto co najmniej po kostki a i po uda Ale szczesliwie widze przez las z boku przejezdzajace auta i ludzi. Tu schodzi sie nowa droga izerska ktora zostawilem u gory. Jest ratunek, na przelaj przez las i zaraz jest park zdrojowy.
________________________________________

Odc. II. SZKLARSKA PORĘBA
Szklarska Poreba, polozona na zachodzie Karkonoszy, jest gorska i choć komercyjna, to interesujaca. Znajdują sie tu park dinozaurow, sztuczny park skałkowo-linowy i roznorakie muzea aby przyciagnac gawiedz. Niemniej Karkonosze to najbogatsze w mineraly okolice Polski, wiec muzeum ziemi czy mineralow sa tu calkiem na miejscu.
Sz.(klarska) P.(oreba) jest rozciagniata; mamy oddzielne Niżną, Średnią i Wyżną. Miedzy nimi sa gorki, wiec krajobraz jest bardzo urozmaicony. Tak przejsc nią całą to moze weźmie z 2 godziny, przy czym nie ma jak przejsc. Łączy je idąca wezem droga miedzynarodowa majaca z jednej strony murek przy bystrej rzeczce Kamiennej, a z drugiej strome zbocze gestego lasu.
Glowna czy wlasciwa jest Gorna Sz.P.. Niestety glowny quasi-deptak, tj ul. Jednosci Narodowej, to trasa miedzynarodowa ktora ciagna tiry. W jednym miejscu skaly z 2 stron wchodza nawet nieco w droge, wiec piesi musza szybko przemykac jezdnia uciekając przed tirami. Jest jeszcze deptakowa ul. 1-Maja, gdzie jezdnia prawie dochodzi do domostw, z ledwo istniejacymi chodniczkami po bokach. No coz, infrastruktura, wyraznie zdezelowana, pochodzi z dawnych czasow, a teraz kazdy ma auto. Miasta i miaseczka sie dusza.
SANATORIUM
Na noclegi wynalazlem Centrum Rehabilitacji Rolnikow KRUS „Granit”, znajdujace sie na uboczu Sredniej, w strone Gornej. Imponujace: 8-pietrowy tarasowy budynek z basenem plywackim 25m. Tych 8 pieter nie widac; wjazd glowny jest bowiem od Sz.P. Sredniej i widze tylko, ze stercza 2 pietra ulozone tarasowo. Niemniej w recepcji mowia, ze jestesmy teraz na 6-pietrze. Nie bardzo rozumiem. A bo jestesmy na gorce i z przeciwnej strony w dol zbocza splywaja pozostale kondygnacje. A jeszcze ponizej nich mozna podziwiac sadzawke z kaczkami. Pozniej dowiaduje sie, ze to specjalnie zbudowany na struzce zbiornik p-poz. bo sanatorium jest otoczone borami iglastymi. Na dachach tarasow jest ulozona darn-trawa. Jak to komuna znana z partackiej roboty potrafila zrobic, ze daszki nie przeciekaja, a tynk nie odpada? Natomiast w obecnym ustroju basen jest nieczynny - pozostaje w wiecznym remoncie który nie może się zaczac.
Wystroj wewnetrzny jest juz skromny i leciwy: plyta laminowana, niemniej w dobrym stanie. Sciany pokojow i korytarzy sa wykonczone mata z wlokna szklanego majaca strukture plecionki. Pamietam biura szwedzkiej firmy IFS w ktorej pracowalem w latach 90-tych, wtedy nowoscia byly takie tapety. Sufit korytarzy jest wylozony plyta dzwiekochlonna, przez co wyeliminowali efekt dudnienia - halasu. Natomiast tylko oczka swietlne w korytarzach powoduja ze jest ciemnawo.
Duza kawiarnia znajdowala się naprzeciw jadalni, ale wyrzucili ja do pomieszczenia zastepczego, bez okien, nieprzytulnego, co chwila jakis schodek, uciazliwe. Wyglada to jak przedsionek basenu, choc tenze jest na innym pietrze. W zaleznosci od frekwencji, bo budynek jest na odludziu i sa tylko miejscowi kuracjusze, robia tu wieczorki taneczne. Oprocz tego sa kregle, ciasny ping-pong i bilard. Wbrew reklamom nie ma Wi-Fi. Natomiast przy wyjsciu z budynku jest termometr.
Tutaj nie da sie pojedynczo wybierac posiłków, jak w Domu Zdrojowym w Swierardowie.. Nie ma goracych kolacji; sa one niestety podobne do sniadan i daja malo warzyw. Raz poprosilem, to mi troche niechetnie zostawili obiad. Ale ogolnie jedzenie dobre.
Dostalem dla siebie pokoj lichawy: ciasna trojka przerobiona z obszernej dwojki. Sterczace lozka troche zagradzaja droge i czlowiek potyka sie o nie; tylko 2 krzesla. Wieszaki nieslychanie wysoko, prawie staje na palcach aby siegnac. Trudno umyc rece, bo bateria stojaca ledwo wystaje z tylnej plyty nad zaglebienie umywalki. Jedzenie wystawilem na taras na chlod, a tu patrze, ze ktos sie do niego dobieral. Smieszne, co za ludzie. A to koty grasuja.
Jak sie wyjdzie z budynku, to zorientowac sie jak i dokad isc nie jest takie proste. Pewnie coś nablizej, np apteka, bedzie w Sredniej, ktorej nie spenetrowalen, a i tak trzeba tam kawalek podejsc. Posługujac sie mapka znalezlem swoje trasy, a sa one bardzo ciekawe i roznorodne. Od glownego wejscia, tj 6 pietra, szeroka, malo uczeszczana szosa wykreca naokolo mokradla, i tam odbija sie w prawo pod gorke utwardzoną drogą, ktora sie robi coraz soldiniejsza i dochodzi się nia pod kosciol. Natomiast z dolnego wyjscia z budynku, poziom 0 przy sadzawce, biegnie ciekawy niebieski szlak w to samo miejsce pod kosciol. Tamze dalej stromo w dol uliczką z chodnikiem i wychodzi sie do centrum Sz.P.Gornej: placyk PKS, duzy ruch i paskudnawo.

WYCIAG
Wyciag na Szrenice (1362 npm) jest położony dosc daleko od KRUS. Najkrócej doń idzie się przez wyzej wymieniony placyk PKS i kontynuuje ul. Turystyczna nie majaca chodnika. Stacja dolna kolejki to nieduzy szalas; wokol mamy specjalnie uksztaltowany teren z sadzawka z kaczkami. Kasa juz zamknieta i zaslonieta, to nia ma zadnej informacji jak kursuje ani cen. Przejscie z kasy do wyciagu to chyba tylko dla narciarzy, bo zadnego chodniczka czy schodkow. Najiweksze rozczarowanie, to ze nie ma pieknego widoku w gore kolejki. A ma ona po dwa krzelka, na stacji posredniej trzeba sie przesiasc, a stacja gorna jest na wys. 1222 npm.
Chodnik z miasta do wyciagu poprowadzono wzdluz glownej drogi dojazdowej, wiec naokolo. Ale gdy ona z powrotem zawraca do centrum Gornej, to pojawia sie wygodnie czarny szlak dochodzacy w rejon KRUSu z drugiej strony, od glownej międzynarodowej szosy i starej chaty walonskiej. Tymze czarnym to jakies 15 min do miejsca gdzie prawie dotyka on bardzo ciekawy zielony szlak idacy wzdłuż Kamiennej. Trzeba sie przerzucic na ten zielony, w moment pojawia sie mostek przez Kamienna, a stamtad drugie 15 min szeroka szosa do poziomu 0 KRUS-u. Wiec tak do wyciagu bedzie w sumie 45 min.

SZLAKI: SZRENICA
Celem byla Szrenica: podejść pieszo i zjechac kolejka. Pogoda byla niepewna, wiec wybralem najkrotsza trase, niebieska, majac po drodze schronisko pod Labskim szczytem, a stamtad byl mozliwy powrot zielonym jako ratunek gdyby sie rozpadalo.
Ide z KRUS do znanego juz mostku na Kamiennej, i dalej chwile bez oznakowania aby dojsc do czarnego szlaku, ktorym z kolei trzeba dojsc do niebieskiego. Pogoda okazala sie ladna, trasa piekna, dobrze mi sie szlo. Juz wysoko, za schroniskiem pod Labskim, kontynuuje żółtym, najpierw chwile ostro w gore a dalej zielonym Mokra Droga na Mokra Przelecz. Tej mokrej drogi sie obawialem, bo tu w gorze sa torfowiska, ale nie ma obaw: pieknie ulozona z ciosow kamiennych, z podestami drewnianymi przez mokradelka. Ale jak tylko wyszedlem z schroniska, to zaczelo padac, tak z godzinke. Do tego w gorze byl wicher, jego uderzenie troszke przestawialo czlowieka (40km/h), ale bylo dosc cieplo - jakies kilkanascie stopni. Bylem dumny ze swojej kurteczki z Reala (hipermarket), nie czulem powiewu wiatru na ciele.
Na Mokrej dolaczalo sie do głównego szlaku czerwonego idącego grzbietwm Karkonoszy, z ktorego za chwile chcialem odbic czarnym, aby podejsc do schroniska polozonego na samym szczycie Szrenicy 1362 npm. A tu pojawila sie nieznakowana piekna droga z ciosow kamiennych idaca w dobrym kierunku. Ruszam nia i okazalo sie ze najlepiej, ze to trasa widokowa Kociola Szrenickiego czyli urwiska, i wychodzila na samo schronisko.
Tamze pokrzepilem sie herbata i buleczka i w swietnej formie decyduje ze nie zjezdzam tylko schodze aby zobaczyc atrakcyjny wodospad Kamienczyka. Przestalo padac, slonecznie; a ja w moment czarnym w dol do wyciagu. A tu wyciag nie chodzi, zapewne z powodu wichru. Uniknalem wielkiego zawodu. Kontynuuje zielonym do schroniska na Hali Szrenickiej, i dalej czerwonym do Sz.P. Czerwona trasa monotonna, bo to wlasnie droga schodzaca jednostajnie w dol, z kamieni, ale lepiej juz taka schodzic niz wchodzic. A schodzac w dol uniknalem oplaty za wstep do Karkonoskiego Parku przy wodospadzie Kamieńczyka; a jak rano wchodzilem niebieskim to to byla dzika sciezka bez mozliwosci podjazdu i nie bylo po drodze zadnej budki. W dole przed Sz.P. odbilem ze szlaku i skrotami wg mapy do centrum czyli PKS i dalej niebieskim, wspomnianym na samym początku, do KRUS - 6 godzin na trasie.
Tam w gorze to zupelnie inny klimat, inna roslinnosc. Powyzej 1000 npm zaczyna sie regiel gorny. Wielkich pni tam nie ma, male swierki, troche: karlowaty buk, brzoza, jawor. Wyzej 1200 npm zazyna sie kosodrzewina; a na grzbiecie 1400 npm to i ona nawet przyplaszczona. Glazowiska, rumowiska, a na szczytach wicher.
WIELKI SZYSZAK
W dobrej formie, wybieram na nastepny dzien ambitna trase na najwyzszy tutaj Wielki Szyszak 1509 npm, z podejsciem naookolo, aby nie isc dwa razy ta sama droga. Poczatek taki sam jak dzien wczesniej, ale po znanym mostku na Kamiennej dalej zielonym w dol potoku. W Kochanowce odbilem w gore aby obejrzec wodospad Szklarki. Tutaj tlumy turystow. i dzieki zamieszaniu uniknalem oplaty za wstep. Wracam i dalej w dol Kamiennej, którą zostawiam gdy zielony odbija w bok do wsi Michalowice. Po 2 godzinach marszu jestem w punkcie wyjscia niebieskim na Wielki Szyszak.
Trasa robi sie trudna, korytem wyschnietego potoku, przelazic przez kamory czy.glaziki. Ale to jescze miesci sie w skali trudnosci szlaku turystycznego. Natomiast to co bylo wyzej, to juz nie. Szlak prowadzi korytem stromego plynacego potoku. Brzegiem nie obejdzie, bo mokradla albo pnie i geste krzewy ze sila sie nie wcisnie. Gleboki, jak to gorski potoczek, i do polowy lydki. Nie ma jak stanac. Sliskie, ukosne kamory. Trzeba z gory obmyslec kroki i nie mozna sie zachwiac, to kapiel. To juz nie trasa turystyczna a zrecznosciowa. Kląłem na tego co tak poprowadzil. Ze dwa razy musialem skakac po sliskim i krzywym. Jak sie posliznie lub kamien zachwieje, to kąpiołka lub potluczenie. I wtedy jak tu isc dalej, a jest sie samemu.
Przebrnąłem wreszcie, moj szlak.laczy sie z czerwonym. W dole pisalo ze 2 godziny do gory. Szedlem 3 godz kwadrans. A w dol pisze ze tez 2 godz. To cos nie tak. Tamze na szalaku pojawiaja sie nieliczni ludzie. Mowie co mnie spotkalo. Oni, ze to samo jest jeszcze wyzej. Nie wiedza co mowia. Jest struzka, ale duzo plytsza niz podeszwa-wibrama buta. W razie czego mozna po tym isc. W koncu docieram na Wielki Szyszak, przy czym nie wchodzi sie na sam czubeczek, bo to rumowisko skalne. Bardzo dobra widocznosc. Na grzbiecie plaskawo, w oddali olbrzymia budowla. Wczesniej, przed nia, sniezne kotly: urwiska skalne i oczka wodne. A budowla to przekaznik TV, bez wstepu. Wsciekle wieje, choc nie przestawia czlowieka. Zimno, nie ma gdzie sie schowac.
Dla mnie zaczyna sie droga powrotna. Schodze do wczoraj odwiedzonego schroniska pod Labskim Szczytem, od drugiej strony. Zeszlo sie z wierchow, wiatr ucichl - slicznie. Potem zoltym w dol w poblize dolnej stacji kolejki w Sz.P., dalej do centrum i zielonym wzdluz Kamiennej. Walka z czasem i ze zmrokiem. Zachod slonca przed 18-ta, a juz kwadrans po i w zacienionym jarze rzeczki jest szarowka, cale szczescie ze to jeszcze przed zmiana czasu. Kolacja o 18:45 - prawie zdazylem, blisko 9 godzin na szlaku. No, to mi dalo w kosc. Ale jaka satysfakcja.
________________________________________

Odc III. CIEPLICE ZDRÓJ i Odc.V. SZCZAWNO ZDRÓJ
Cieplice Slaskie Zdroj to przedmiescie Jeleniej Gory; przed sanatorium MSW Agat przejezdzaja autobusy miejskie, niemniej nie ma wielkiego ruchu. Budynek nie za ladny, 4-pietrowy blokowiec z tarasami. Zastanawialem sie po co zbudowano boczne skrzydlo, w ktorym mialem pokoj na 3-pietrze. A tu wejscie na balkon wyjasnia wszystko, choc to jedyny wielki zachwyt tutaj: wspaniala panorama 180st Karkonoszy.
Od tylu sanatorium jest wyjscie do Parku Zdrojowego ale ogrodzonego (i zamykanego o 24), wiec trzeba isc w bok do bram. W parku znajduje sie tzw Palac Zdrojowy, ale okreslil bym go jako duzy pawilon. W nienajgorszym stanie, ale widac ze jego swietnosc dawno minela. Sa tu wieczorki taneczne, wstep 6zl. Przylega don teatr animacji - prawdziwy, zywy - Jelenia Gora jest znana z teatrow, ulicznych. Dalej, piekny barokowy kosciol z osobna wieza-dzwonnica, kamienica w ksztalcie klina przy pl. Piastowskim i tamze nie za ciekawe domy zdrojowe. To tutejszy deptak, prawie bez samochodow. Fronty sa zadbane, ale tyly to ruina.
Jest tez drugi park, norweski, bo znajduje sie tu pawilon przywieziony w XIX wieku z Norwegii na zyczenie krola pruskiego, w ktorym miesci sie muzeum przyrodnicze.
W sanatorium Agat jest kawiarenka i trzy razy na tydzien wieczorki po 3zl. Podobniez na poddaszu jest ping-pong. Na kolacje jest tez cos na goraco.
Tyle. Po przyjezdzie, jak sie spodziewalem-obawialem, ogarnelo mnie uczucie wszechogarniajacej nudy. Brak gor, nie ma gdzie chodzic, którędy - wychodzi stad tylko szosa bez poboczy i tyle. To niestety takie getto.

Odc. V. Szczawno Zdroj
Szkoda czasu na pisanie. Najwyzsze ceny, najgorsza jakosc, nie ma co robic. Podobniez Wałbrzych, którego przedmieściem jest Szczawno, byl/jest najbardziej zapylonym miastem w Polsce. Ciezki ruch na przyleglej ulicy. Skrocilem pobyt i po 1 dniu sie wynioslem.
________________________________________

Odc IV KARPACZ
Karpacz to miejsce pod Sniezka 1603 npm na wschodzie karkonoszy. Niejscowosc jest rozciagnieta, ale ciagla. Istnieje dolny Karpacz z dawna stacje kolejowa, choc wszedzie napisy jakby istniala nadal. Miejscowi wiedza, ale dla mnie to bylo bardzo mylace, szczesliwie nie planowalem podrozy PKP. Gorny Karpacz siega swiatyni Wang; stamtad schodzilem stromo w dol w okolice stacji 50 min. Zauwazylem nawet roznice klimatow, na gorze mgla, chlod, na dole zadnej mgly, cieplej. Gdy sie mieszka w dole, jak ja, to robi sie nudno przez to, ze stale sie musi podchodzic ta sama ruchliwa ulica.
Nieslychane, Karpacz srodkowy ma tunel drogowy, otwarty w 2012. Droga sie rozdwaja, auta mkna przez tunel, a piesi maja pol-deptak, ulica Kolorowa, z mniejszym ruchem. To jest tutejsze centrum, nawet dosc ladne. Wyzej jest Bialy Jar, tam olbrzymi ladny pensjonat o tejze nazwie, a naprzeciw niego niestety stacja benzynwa. Z osobliwosci widzialem zespol szkol ponadpodstawowych z internatem i nowiusienka hala sporotwa. Kto to sponsorowal?
PENSJONATY: Osrodek Rehablitacyjno-Wypoczynkowy „DUET” i spa „Sandra” w Karpaczu.
Karpacz jest kurortem, zwlaszcza zimowym. ale nie uzdrowiskiem. Jest tu tylko kardiologiczny szpitalik sanatoryjny z ordynatorem, polozony w centrum czyli w srodkowym K. Za to sa dwa wielkie nowe prywatne osrodki wypoczynkowe z basenami 25m o glebokosc do 2,1m. Super. Obejrzalem jeden, Sandre. Sam budynek wielki, ladny, stylowy, ale olbrzymie parkingi wokol, aby dojsc trzeba sie przeciskac przez auta. Calosc wcisnieta w istniejaca zabudowe, polozona nisko, wiec nie ma widokow ani przestrzeni, nie ma spacerow, ani jakis sportow, kortow. Dla mnie kiepsko.
Osobodzień tam w pok. 2-os z pelnym wyzywieniem to 250zl, w tym za darmo ich wlasny aqua-park. Przed recepcja znajduja sie okazale kanapy, zapewne skorzane. Salon z kominkiem i dostojna biblioteka. Natomiast dla obcych aqua-park to 30zl za 1,5h. Coz, tyle one kosztuja. A basen Uniw.Pedag. przy parku jordana w krakowie kosztuje 11zl za 45 min. Na plywanie tyle czasu wystarczy.
Moj Osrodek Rekreacyjno-Wypoczynkowy „Duet” w dolnym Karpaczu nalezy do S-ni Inwalidow w Z.Gorze, ale windy nie ma, trzeba wtaskac walizke na II pietro. To pensjonat, ma waskie schody na szerokosc 1 osoby, i co chwila jakis schodek w korytarzu. Od frontu jest nieduzy placyk parkingowy, ogrodzony, za darmo i nawet przyjemnie wyglada.
Dostalem przyjemny pokoik 2-os na 2 pietrze; 2 krzeselka i stolik nie bardzo sie mieszcza. Lustro jest za szafa w przedsionku bez oswietlenia - ciemno. Z lazienki sobie cuchnie. Wydedukowalem, ze odplyw natrysku jest niezasyfonowany. Natrysk jest z plytek w poziomie posadzki, no to skad wziac 8cm wysokosci na syfon? Mozna bylo brodzik wymurowac podwyzszyc, ale pewnie fachowiec i jacys kierownicy uznali ze od smrodu nikt jeszcze nie umarl. Za to jest szyfrowany silny sygnal Internetu.
Wyzywienie wyraznie skromniejsze, pierwszy raz na obiad pojawil sie mielony. Ale na kolacje dostalem kielbaske na goraco. No i koszty to polowa z tego co gdzie indziej. Mysle ze tutaj najlepsza wartosc w stosunku do ceny. Trafilem na zmiane turnusu, i najpierw obiad i kolacje jadlem sam. Ale zaraz z nowym turnusem przyszla rodzinna atmosfera.
WYCIAG na Kope (1377 npm)
Z dolu karpacza do stacji wyciagu na Kope pod Sniezka jest bardzo daleko. Z mapka z IT w bylej stacji kolejowej wytyczylem trase na skroty poprzez ladne uliczki - to dobra godzina. W realu te uliczki to jezdnie od plota do plota o szerokości na jedno lub dwa auta, przecinajace sie pod katem prostym. Zakrety tez pod katem prostym, wiec co krok poustawiane zwierciadla wypukle bo nic nie widac. Najwyrazniej przy wytyczaniu parcel i pozwolen na budowe zapomniano o drogach; pozostawiono tylko jakby miedze miedzy nieruchomosciami, ktore teraz wyasfaltowano.
DYGRESJA o URBANISTYCE
Jak wyglada znikomy ruch samochodowy w uliczkach jw? Jak sie jeden otarl o mnie i innego goscia z drugiej strony jadac ok. 70km/h i z ostrym hamowaniem i piskiem opon wzial skret 90st, to można mieć dosyc. Widze, jest tu piekny pensjonat Perla Karpat. To gospodarze mogliby przy uprzednim wielkim remoncie cofnac murki o pol metra i zrobic chodniczek. Tez wyciac gesty krzew w narozniku, ktory wychodzi poza ogrodzenie i zaslania wszystko.
Zwrocilem uwage na nieslychane ilosci nastepujacego znaku drogowego: duzego rozmiaru, na niebieskim tle jest dziecko z pilka, samochod, i cos tam jeszcze. Jak sie zastanowic, to debilny. Jak ustawienie takiego znaku wplynie na zachowanie takiego dziecka? A ze kierowca zwolni, bedzi uwazal? W malym stopniu. To jest dzialalnosc pozorowana, urzednik odfajkowal sprawe.
Ja znowu o Holandii. Widzialem tam tez takie znaki, dziecko z samochodem, ale wszytko bylo zrobione z glowa i kompleksowo. Osiedla mieszkaniowe czy bardziej sasiedztwa mieszkaniowe sa uksztaltowane na zasadzie drzewa. Pien, ktorych zwykle jest wiecej niz jeden, to drogi wjazdowe, ktore rozchodza sie jak galezie, a domy to liscie na koncach. Jak jest taka koncowa galazka, w zasadzie wylacznie z ruchem do kilku domkow ktore tam sa, no to jest ustawiony znak dziecko z pilka z samochodem, i nie ma osobnego chodnika. Ale jak wypadnie troche dluzszy taki odcinek, to jest zrobione tak, ze autem nie zaszaleje. Przejazd przerzuca sie z jednej strony na druga. a na wprost stoja ciezkie donice z kwiatami, czy drzewa. Nie pojedzie szybciej niz pieszy. Tylko w takich warunkach jest znak dziecka z pilka z samochodem.
WYCIAG na Kope c.d
Ide i ide do tego wyciagu, i widze jakis poczworny, z ruchoma oslona nad krzeselkami. Po chwili zauwazam, ze idzie w dol i przez chwile nie moge posiasc sie ze zdumienia. Przeciez mial isc w gore. No tak, to jakis inny, okreslmy go jako rekreacyjny. Wreszcie jest moj, ale okazuje sie ze jeszcze nie, bo trzeba chwilke podejsc droga w bok. Prawie go widze, tylko zaslanaja go regionalne budki jarmarczne. Ale tu jeszcze jedna droga w bok, znowu widok zaslania szalas wyciagu. Schodkami w gore i wreszcie widze krzeselka skryte w lasku swierkowym. A ja spodziewalem sie porzadnych, wysokich slupow i porządnego wyciagu. Pozniej na mapce zauwazylem. ze obok niego, powinien byc jeszcze jeden wyciag, ale tam juz nie bylem.
SZLAK na Sniezke
Mamy 16 pazdziernika, a glowny cel to Sniezka, 1602/3 npm. W nocy padalo, na dzien prognoza niepewna, gory schowane w chmurach. Ide zoltym szlakiem, najkrotszą trasa z dolu Karpacza. Po drodze mam dwa schroniska jako ratunek, a z nich inne powrotne szlaki zeby nie wracac ta sama droga. Trasa przepiekna. W schronisku Nad Lomniczka ok 1008 npm rozmawiam z gospodynia, zdaje się ze sama je prowadzi. Mowi ze wytrzymala tu juz 21 lat, a poprzednicy szybko odchodzili. Ze odnowila zdewastowane, ze byl okres ze nie bylo wody i nosila ze studni 200m, tez zima przez sniegi. Pradu tez nie bylo, nie wiem czy wogole czy tylko chwilowo.
Wyzej zaczyna sie regiel gorny. I mgla, coraz gestsza, nic nie widac. Szlak prowadzi utwardzona sciazka, nie da sie zbladzic. Sciezka gorska, mocno ostre podejscie. W koncu pojawia sie majak – a to stoje przed schroniskiem Dom Slaski, na przeleczy pod sniezka ok 1400 npm. Sprawdzam, widocznosc jest 20m; z zalem czytam ze rozciagaja sie stad wspaniale widoki. Wreszcie jacys nieliczni turysci.
Drogowskaz na Sniezke pokazuje tylko 30min. ale przeciez to 200m wyzej, tyle co 7 wiezowcow. Tu na grzbiecie pojawil sie lodowaty wicher, 20-40 km/godz. Wieje w twarz, posuwam sie bokiem schylając w dol. Tu na gorze jest plasko, wicher nie popchnie w przepasc. Mam rekawiczki, ale mimo to palce kostnieja. Nos lodowacieje, wiec chwytam rekawiczka. Szadz na lancuchach, mchach. Jednoczenie goraco od wysilku i zimno od wichru, z coraz wieksza przewaga zimna. W koncu prawie tuz przed soba rozpoznaje budynek, wchodze na jakies drzwi, obszarpane, mysle ze to tylne wejscie do restauracji na Sniezce. W ogole ten budynek to trzy kregi nalozone na siebie. Okazuje sie ze restauracja to dolny, a dwa wyzsze to obserwatorium meteo, bez wejscia.
Ide tuz wokół budynku,. bo z dalsza nic nie widac. Nigdzie wejscia. Szukam tez znakow mojego szlaku, jak dalej isc. Czlowiek sie nie zgubi, bo jest dziedziniec i zawsze w koncu znajdzie budynek, ale w kierunku na zewnatrz nic nie widac. Napotykam tylko slupki graniczne i czeskie szlaki. Spotykam Czechow, maja wyciag na sama Sniezke, stad ich tu wiecej. Jakis blaszany czeski bufet, polska kaplica i po obejsciu prawie calosci naokolo widze czerwony szlak na murku, a przy nim schody w dol Zapewne tedy biegnie moja dalsza droga. Wyglada ze polskie dojscie na Sniezke to cypelek z 3 stron otoczony czechami. Na mapie tego nie zobaczy - to zbyt drobne.
Napotykam inne, oblodzone, schody. Ide w dol aby wejsc do restauracji. A tam drzwi zabite deskami i zadnej informacji. Dobrze ze na poczatku przypadkiem natknalem sie na otwierajace sie drzwi. Zesztywnialy z zimna, co mi sie nawet podobalo, wracam z powrotem, naokolo, do restauracji. Wnetrze w dobrym guscie, nie potrafie opisac sufitu. Niemniej dodano komercje: amerykanski automat do sprzedazy hot-dogow, wyje rmf-fm, a herbata 6zl (gdzie indziej 4zl) i zakaz wlasnych posilkow. To nie PTTK. Zywej duszy w srodku. Oprocz 2 sprzedawczyn, ktore zapytalem o szlak.
Mialem na sobie 4 warstwy odziezy: podkoszulek, grubsze polo z dlugim rekawem, cienki swetr (innego nie mialem, jak wyjezdzalem bylo +34, wiecej mi sie nie miescilo) oraz lekka jesienno-zimowa kurtke. Wszystko przez ten wicher. Aby czuc sie komfortowo, trzeba bylo miec kalesony, gruby swetr i dodatki. I kominiarke. I przebrac sie w schronisku slaskim. Bo inaczej na dole umarlby z goraca przy podchodzeniu.
Co by nie bylo, chwilke ide dalej czerwonym, i zaraz zawracam zielonym ktory idzie drogą dojazdową do schroniska, i niedlugo laczy sie z czerwonym ktorym przyszedlem z domu slaskiego. Tam za 5zl wydano z pojemnika ciepla ciemna ciecz ktora miala byc herbata. Jakas woda slodzona syropem.
Decyduje, ze wracam nie najkrotsza trase, ale lukiem na zachod aby wyjsc na swiatynie Wang w gorze Karpacza. Albo teraz, albo jej nie bede widziec. Gora idzie sie autostrada dla pieszych. Przy spalonej straznicy (kiedy to bylo?) schodze z grzbietu i tutaj zatrzesienie schronisk: Strzecha Akademicka i w swietnym stanie po remoncie, Samotnia. Przy niej Maly Staw, ktory jest calkiem duzy. Nie dalo sie go objac okiem z powodu mniejszej, ale ciagle mgly. Na Kozim Mostku 1085 szlak wychodzi na wyboista, ulozona z kamienia droge; niewygodnie sie idzie. Ale taką monotonną drogą lepiej schodzic niz wchodzic. Slisko, spiesze sie ale ostroznie. Kolacja o 18-tej.
Wedlug opisu swiatynie Wang w polowie XIX wieku przeniosl z Laponii krol pruski. W bardzo dobrym stanie miesci kosciol ewnagelicki. Wstep na plac koscielny 1zl. do kosciola 5zl. Dziekuje, obejrze z zewnatrz i ide dalej, bo sie spiesze. Nie znajduje szlaku, wiec posilkujac sie mapka ide skrotami i odnajduje ze szlak idzie tak samo jak ja. Po drodze muusze wyjac pieniadze z jedynego bezpłatnego dla mnie bankomatu, przy pol-deptaku w srodkowym Karpaczu, i spozniony, o 18:40 jestem z powrotem, witany przez resztke zaniepokojonych juz moja nieobecnoscia kolacjuszy. Jaka satysfakcja, I nie padalo caly dzien
________________________________________

Odc VI. KUDOWA ZDRÓJ
Nawigacja poprowadzila mnie z Walbrzycha do Kudowy zgodnie z moimi intencjami, nie przez Klodzko, a drozynami przy granicy czeskiej. Drozyny byly wyasfaltowane, bez dziur, ze znikomym ruchem. Przepiekne okolice, jesienne widoki.
Logicznie acz niespodziewanie dla mnie za Radkowem trafiam na park narodow gor stolowych i szose stu zakretow. Wiec po drodze mialem gratis wycieczke krajoznawcza, obok Strzelinca i Blednych Skal. Droga przykryta stosem mokrych lisci, slisko, widoczny jest tylko jeden slad i nie wiadomo gdzie sie konczy jezdnia, w Karlowie doszla mgla
W Kudowe wjezdzam wygodnie, od strony zdroju. Jedynie tutaj nie udalo mi się załatwić rezerwacji - widac największe obłożenie. W centrum zdroju ukazuje sie sanatorium Polonia. Wspaniale, starodawne a swietnie utrzymane, podobniez park zdrojowy naprzeciw.
Sanatorium „POLONIA”
Od Polonii biegnie ul. Zdrojowa, tutejszy quasi-deptak ze sklepami, wiec wszystko jest na miejscu. Ulica ta wyprowadza ze zdroju na swiat, wiec ma sporawy ruch samochodowy. Przy Polonii zakazy zatrzymywania sie, nawet nie ma wyznaczonego miejsca dla gosci na 15 minut w celu zameldowania sie i rozladowania. Jest tabliczka, ze z drugiej strony budynku znajduje sie parking dla gosci. Ale tabliczka jest sprzed lat, bo parking jest, ale publiczny i 1. doba to 16zl.
Dostalem pokoj 2-os, obszerny. Widok z okna na park zdrojowy, ale w wieczor wekendowy bylo troche krzykow. Wielka lampa sufitowa 5-ramienna i wszystkie zarowki swieca. Biurko bez lampy biurowej, nie da sie czytac, ale na moje konkretne zyczenie doniesiono jakas z recepcji. Oprocz tego byl stolik z lampa stojaca ktora mozna bylo przysunac.
W pokoju zwyczajne mankamenty. Zadnego dywanika, tylko bosa stopa na laminat. W lazience stylowa i funkcjonalna umywalka - pieknie podswietlona. Niemniej w zamierzeniu to chyba mialo byc oswietlenie twarzy, ale poniewaz sa to sufitowe oczka halogenowe, to twarz pozostaje w cieniu. Nie ma zadnej poleczki czy szafki na kosmetyki tak zeby nie byly chlapane woda.
Wylacznik do swiatla w przedsionku znalazl sie dopiero po jakims czasie, bo byl ukryty w szczelinie miedzy szafa z sciana, a nie wygodnie z przeciwnej strony drzwi. W szafce biurka umieszczono lodowke, wiec biurko wibrowalo wraz z agregatem lodowki. Obok stala samodzielna szafka, lodowka by weszla i biurko by stalo spokojne, ale nie. I tak dalej, lista brakow bylaby dluzsza.
Jak w recepcji bylo sie klientem – klient nasz pan, to w jadalni bezceremonialnie usadzaja mnie przy ostatnim stoliku i tylem do sali. Sama jadalnia ladna, obszerna, stoliki nie zapchane a 4-osobowe. Ale ja akurat potrzebuje towarzystwo i 6-osobowe sa dla mnie lepsze.
Wieczorki taneczne sa w kawiarni Piekielko w podziemiach. Podrzednie, a wejscie jest tylko z ulicy i nie da sie w samej koszuli bezpośrednio przejsc z pokoju. Z chodnika prowadzi tam niewidoczny, nieoznakowany stopien i albo sie spada, albo kopie wen i potyka. Każdy kto nie wie to się nacina.
No coz, Polonia dla mnie za elegancka. Wysoki standard i slona cena sa rozumiane jako meble antyczne z plyty wiorowej, co dla mnie nie ma zadnej wartosci. Przeciwnie, gdzie tu trzymac buty, a w szczegolnosci moje oblocone turystyczne buciory? Tu ma sie wietrzyc swetr, tam sa porozkladane reklamowki. Poza tym tak troche hotelowo, w rozumieniu, ze z gosci nikt nikogo nie obchodzi.
„BRISTOL”
Suma sumarum, po jednej dobie sie przenioslem do sanatorium MSW Bristol, nieopodal; chcialem go tez wyprobowac. Podobny jak w Cieplicach to nie za ladny blok z balkonami i tutaj jakis wciśnięty w zbocze. Dojscie i dojazd sa wspolne i tylko z jednego boku. Od frontu budynku schodkami w dol schodzi sie na ogrodzony plac samochodowy, wiec tamtedy nie ma przejscia. Parking nawet nie taki straszny z wygladu, ale nabralem sie, bo myslalem ze jak sanatoryjny to darmowy, a tu chcieli 15zl za 1. dobe.
Obok parkingu sanatoryjnego, w strone ul. Moniuszki, jest parking przy Aqua-Parku, calkiem ladny. Jezdnia i zatoki wylozone „cegielka”, po bokach chodniki, drzewka, zacisznie. Stoi tam znak drogowy parkingu z dopiskiem: czynny 6-22. No to jak auto zostawie na noc to go odholuja? Nie bylo tam zadnego zakazu ruchu czy parkowania, wiec zostawiajac auto niczego sie nie naruszalo. No ale wszyscy kuracjusze trzymali auta na platnym sanatoryjnym i to mi dawalo do myslenia. No coz, przez 2 bezpanskie noce nic zlego sie nie przytrafilo. A sam budynek aqua-parku nieduzy, przyjemny; z parenascie aut przyjechalo w niedziele. Nie to co pieklo w Krakowie.
Wracajac do wjazdo-wejscia do sanatorium Bristol, to od jego tylu a od strony zbocza jest uliczka dla dostaw. Moze ona sluzy nadal dla jadalni polozonej w przeciwnym skrzydle budynku, natomiast zamurowali wejscie sluzbowe do recepcji od tamtej strony. W rezultacie spieszacy sie dostawca gazet zajezdzal z impetem przed frontowe wejscie roztracajac pieszych.
Kiedys w Bristolu byl czynny taras na dachu. Kiedys, za komuny. Kawiarnia z wieczorkami tancznymi zamknieta, zadnej informacji; podobno remont bedzie czy tez rozbudowuja baze zabiegowa. A przed recepcja bilard, czynny. I termometr przy wejsciu.
Pokoj dostalem 1-os na 3p, z balkonem i lezakiem, z rozlegym widokiem na okoliczne gory. Pokoj nie za duzy, wiec walizke tylko da sie ustawic pionowo. Typowe mankamenty gniazdkowe. Sciana wokol lozka byla oblozona plyta wiorowa i we wszystkich sanatoriach wlasnie w tej plycie jest gniazdko aby w nocy kopac go noga. Z tego gniazdka biegnie za lozkiem przedluzacz do stolika nocnego. Czajnik z przewodem 0,5m, wiec choc jest wygodne gniazdko kolo biurka, to trzeba telewizor przestwiac aby wstawic wode. Wszedzie indziej na kaloryferach są zawory termostatyczne, a tu nie. Do tego 3 usterki: grzejnik w lazience nie grzeje (ale byly cieple dni), automatyczny korek w umywalce nie da sie odetkac oraz lampka nocna sie sama zapala, bo wylacznik iskrzy i wlacza sie od dotkniecia. Za to doskonale Wi-Fi, szyfrowane.
Jak dla goscia komercyjnego placacego slony rachunek, to jedzenie kiepskie, natomiast okreslil bym je jako dostateczne NFZ (bo jedzenie dla turnusow NFZ jest fatalne). Tylko jakies salatki z majonezem, serki czyms preparowane, wedliny podrzedne, tylko rozpuszczalna kawa na sniadanie, nie ma goracych kolacji. Coz, jestesmy w Kudowie-Slone, to ceny slone.
SZLAKI
Sanatroium Bristol jest polozone u stop gory parkowej, ktora jest milym rozszerzeniem parku zdrojowego. Ja odbylem piekna wycieczka na Bledne Skaly. Najpierw zielonym przez wspomniana gore parkowa do Czermnej. Kaplica Czaszek tamze to duze przezycie; bardzo taktownie objasniala siostra zakonna. Dalej za wioska trzeba isc troche szosa asfaltem, ale potem robi sie znowu piekny szlak. Przed Blednymi Skalami staje sie on az „skalkowy”, tzn pieszo-skalkowy, bo to nie wspinaczka. Widac ze po sezonie, bo nikt przed Blednymi nie zbieral oplat. W ich czelusciach zrobilo mi sie zimno, powiekszalo sie moje podziebienie, wlozylem juz 5 warstw odziezy bo dolozylem jeszcze T-shirt do 4 warstw ze sniezki. Po wyjsciu stamtąd troche dezorientcji w ktora strone isc, ale pojawiaja sie znaki szlakow, rzut oka na mape i wiadomo.
Zszedlem juz troche i przed 16-ta spotkalem jegomoscia ktory jescze pedzil w gore. Samo przejscie przez bledne skalki, z ogladaniem to 40 min, i tam jest ciemno.. Pytal kiedy robi sie zmrok, no kompletnie czarno o 18:30. A to trzeba jeszcze wrocic, a do Kudowy zielonym a potem czerwonym to 2 godz drogi. Polecial. A ja dochodze do sanatorium z 2. strony, tak jak przyjechalem uprzednio autem z gor stolowych. Chwile asflatem i zaraz jest chodnik. 5,5 godzin na trasie.
Jeszcze dalej niz Bledne jest Szczeliniec Wielki, ale na jednodniowa wycieczke z kudowy to troche za daleko. Sama gore Szczelinie trzeba obejsc naokolo, bo to urwisko, co doklada drogi. Natomiast zobaczylem na mapie, ze mozna zrobic piekna trase na wschod do Kruczych Skalek. Jest gdzie chodzic w kudowej.
________________________________________

Odc.VII Podsumowanie cen i drobne oplaty z REKOMESANSU po SUDETACH

jesien 2013 7-21.X przelom wysoki/niski sezon (przed zmiana czasu z letniego na zimowy)



Ceny za osobodzien
[Złoty - PLN]

pok 1-os

pelne wyzyw

Razem z pełne wyż

Lp wg cen







Świerardow Zdroj

Dom Zdrojowy

ok 104



156

5

obiad 18zl? Obiadokol. drozsza



Szklarska Poreba

CRR KRUS "Granit"





134

2

tylko pakiet z pelnym wyzyw

Cieplice Slaskie Zdroj

- Jelenia Gora

MSW "Agat"

94

52

146

4







Karpacz

ORW "Duet"





80

1

obiad ~20zl

z ogrodzonym parkingiem

Szczawno Zdroj

- Walbrzych

Dom Zdrojowy

144

53

197

7

159zł ze sniad





Kudowa Zdroj

"Polonia"

138

59

197

6







Kudowa Zdroj

MSW "Bristol"

93

48

141

3

105zl ze sniad




1. Najlepsze uzdrowisko

Swierardow Zdroj Dom Zdrojowy

 

2. Najlepsze podkreslajac szlaki turystycznyne

Szklarska Poreba CRR KRUS "Granit"

 

3. Najwieksz wartosc w stosunku do ceny

Karpacz ORW "Duet"

Uwaga: Zapewne w innych miejscowosciach w pensjonatach a nie sanatoriach ceny bylyby tez nizsze


DROBNE OPLATY

Tzw drobne oplaty okazuja sie niebagatelne. Oplata klimatyczna do 3,50 zl w kudowie za kazdy dzien, wiec jak sie przenosi z miasta do miasta to wychodzi 7 zl. Dochodzi parking platny, tanio jest 5zl/dzien (a potrafi byc 16zl). Wstepy do rożnorakich parkow narodowych i osobliwosci - 5zl, licze tylko jeden wstęp na dzien. Herbata w schronisku dalsze 4-5zl. Wieczorek taneczny kosztowny: wstep 5-8zl, szatnia 1zl, WC to kolejne 1zl, herbata 5-6zl to daje 14zl zań.

Za nic wychodzi 35 zl dziennie, jako extra do pobytu 150zl. A nie bylem w zadnym spa, zadnych zabiegow co to lekko 30zl za jeden, a swobodnie i stówa.

Oplata za autostrade A4 z Katowic do Krakowa to 18zl, skandalicznie wysoka bo to monopol i do tego ciagle w naprawie. Bus kosztuje 14zl.

 

 
Biuletyn: Imię: Email:
              
      Nie masz konta?

BIULETYNKontaktO nasMapa stronyPolityka Prywatności i ZaufaniaRegulamin korzystania z serwisu
Copyright © 2006-2018 grupa eturystyka.org - Wszystkie prawa zastrzeżone;