Bilety lotnicze Relacje z podróży
Czytaj pocztę Noclegi Wycieczki
Forum Fotoreportaże
      BiuletynBiuletyn   RejestracjaRejestracja
WycieczkiNoclegiBilety lotniczeCzartery jachówTargi turystycznePogodaGrupy dyskusyjne
Blog
Wybierz blog


Start arrow Blogi

Wiedeń - Ateny
Autor: Jerzy Bin   
wtorek, 17 październik 2006

O dziwo dzień się zaczął w miarę normalnie z wyjątkiem faktu przejścia ze strefy czasowej weekendowej do tej nienormalnej, czyli od poniedziałku do piątku, czego nie cierpię. Ponieważ miałem spokój przez jakieś 3-4 tygodnie z wyjazdami jakoś się pogodziłem z faktem, że musze gdzieś lecieć. Lot o 10:45 jest lepszy niż o lot o 6:55. Z punktu widzenia pracy i tak dzień jest stracony i tak, a mając na uwadze powrót, to lecąc na przykład do Aten jak tym razem na paru godzinne spotkanie i tak traci się 3 dni. Ale cóż takie realia. Aczkolwiek tak nie było. Za lepszych czasów jeszcze niedawno, kiedy się latało Business klasą człowiek się troszkę poświęcił i poleciał z przesiadką na przykład przez Monachium lub Frankfurt wieczorkiem, aby być na rano na miejscu i powrót kolejnego dnia o 18:00 też prze Monachium do Wiednia. Teraz, jednak nie będę ryzykował takich manewrów. Jeśli pierwszy lot się spóźni to szanse na złapanie połączenia są mniejsze, a przy bilecie ekonomicznym również traci się pewne priorytety w prze-bookowaniu. No, ale coż zrobić, tak jak większość firm ograniczyło latanie klasą business na krótkich lotach, więc nie ma, co dalej narzekać. Jeszcze tylko ponarzekam, że w liniach austriackich teraz w klasie ekonomicznej nie dają jeść „za darmo”, więc musiałem za wczasu się najeść w domu i w business lounge. W Wiedniu jest fajnie, w business lounges, mają Wi-Fi za darmo. Jako że jeszcze mam tam wejście sobie podjadłem i łyknąłem (szkoda, że rano), ale przynajmniej sprawdziłem pocztę i właściwe się dobrze podładowałem. Moje internetowe działalności reklamowe z weekendowych nocy zaczynają przynosić efekty... Widzę po ilości konkretnych mali.

W końcu lecę do bramki. Jak ktoś będzie leciał przez Wiedeń, to jest tak, przynajmniej dopóki nie skończą nowego terminala. W każdym bądź razie „gejty” A są po lewo od wejścia, a B i C na prawo. Z tym że B idą na dół, i potem czeka nas autobus, a C są na górze i ma się rękaw. W przypadku bramek A, te od 1 do chyba 6, ale nie pamiętam na 100%, są na górze, a reszta leci w autobusy. Bramki A, są za paszportami, B są w Schengen, C różnie!

Więc dziś mi się trafiło C62, nie jest źle – tuż od lounge. No nic, 10:20 lecę do rentgena. Przechodzę z monetami w kieszeni, ale tak jest zawsze. Chyba wszystkie wykrywacze na całym świecie nie wykrywają monet... siedzę sobie dalej w oszklonej klatce i mówią że boarding jest opóźniony o kilkanaście minut.... nie ma to jak karta UMTS i dalej można siedzieć w sieci.

W końcu siadam, miejsce 6A – pierwszy rząd za business - czyli za parawanem, ale dziś przynajmniej nie ma nikogo w środku tzn. siedzenie jest niby na 3 osoby, ale tylko jakaś dziewczyna siada obok, a pomiędzy pusto. Nie jak w zeszłym tygodniu z Sofii. Dziewczyna fajna na oko, ale za młoda i te sztuczne paznokcie brrr.

Już wspomniałem, że w AUA nie dają teraz w ekonomii za darmo żarcia. Mimo, że mogę to wrzucić w rachunki, powiedziałem sobie, aby się bujali i starałem się zająć drzemką, ale jakoś mi to nie wychodziło.... w końcu zaprzestałem starań zaśnięcia i zacząłem się gapić w okno. Wówczas przypomniałem sobie, że zapomniałem aparatu aby może coś ewentualnie pstryknąć. Tak to jest gdy się za często rusza z domu, pewnie rzeczy stają się tak normalne i tak mało ważne udokumentowania, że aż strach.

Po tych w miarę znośnych niecałych dwóch godzinach, podchodzę do lądowania. I tu kolejna paranoja, której nie cierpię. Czasami człowiek sobie spokojnie pisze coś na laptopie i mu mówią, że lądujemy!!!! Na 40 minut przed lądowaniem i każą wyłączać!!! Samolot leci na 37.000 stóp, a oni chcą lądować. Z drugiej strony czasami człowiek czuje, że samolot już schodzi w dół i na 10 minut przed samy lądowaniem mówią, że lądujemy. Kretyni jedni i drudzy, nie ma balansu. W zeszłym roku przelatałem jakąś chora liczbę lotów i wiem, kiedy samolot idzie w dół i mój laptop nikomu na pewno nie zawadzi.

Podejście do Aten jest całkiem fajne, jeśli ma się dobra pogodę i jest dzień. Lot z Monachium (19 coś) nie daje takie możliwości, ale lot z Wiednia tak! Więc sobie dziś poleciałem nad Atenami patrząc i klnąc, że nie wziąłem aparatu, przyglądając się za dnia temu wszystkiemu na dole jakże inaczej wyglądającemu niż w reszcie Europy. No Grecja to Europa, ale Grecy to... też Europejczycy, ale jacyś inni. Ale fajni. Lubię Greków, a oni lubią również Polaków. Tak czy inaczej mają fajne żarcie. Polecam ichnie „suflakia”.

W Atenach każdy leci na Plaka i Akropol itd. Jasne,  to też trzeba zaliczyć, też to zrobiłem swego czasu. Jednak teraz dla mnie się liczy WSZĘDZIE jak najszybsze wydostanie się z lotniska. Po olimpiadzie z lotniska Venizelos jest ładna autostrada do miasta oraz kolejka. W zależności od nastroju biorę albo kolejkę albo taksówkę. Taksówka do miasta w dzień to jakieś 20 euro (zależy gdzie), a w weekend w nocy do Hiltona to 30-35 euro w zależności jak cię chcą okantować. Ale zawszę, parę razy należy puścić magiczne słowo „malakija” i z 30 się zejdzie na 20! Grecy kantują w taksówce jak Polacy!

Dojechałem do biura w dzielnicy Maroussi (chyba tak się pisze). No, więc muszę trochę popracować i napić się frappe! Jutro spotkanie z firmą, z którego pewnie nic nie wyniknie, albo dojdą do wniosku, że trzeba się spotkać jeszcze raz.

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze.

Komentarze

Powered by AkoComment 2.0!

 
Pobierz nagłówki ostatnich blogów dla JurekBin. - Pobierz nagłówki ostatnich blogów dla JurekBin.
Biuletyn: Imię: Email:
              
      Nie masz konta?

BIULETYNKontaktO nasMapa stronyPolityka Prywatności i ZaufaniaRegulamin korzystania z serwisu
Copyright © 2006-2008 grupa eturystyka.org - Wszystkie prawa zastrzeżone;