|
|
|
|
|
Bluga de Cuba - odcinek warszawski nu 1 |
|
Autor: olga
|
|
czwartek, 22 marzec 2007 |
Niestety ostatni odcinek powstaje juz w Warszawie..Wielka szkoda ze nie jestesmy juz na Kubie..hlipiemy sobie od czasu do czasu, szczegolnie jak wygladamy za okno - obrzydliwosc..Niby wiosna, ale jakas oszukana..ta wiosna. A wiosna na Kubie..ech.. Troche wypada uzupelnic Bluga. To najpierw zalegla historia roku z pociagu. Pociagu bardzo klimatyzowanym relacji Santa Clara - Santiago de Cuba. W pociagu bylo straszliwie zimno: zalozylismy na siebie wszystkie cieple rzeczy jakie mielismy w plecakach i na koniec przykrylismy sie recznikami :P Jakos dotrwalismy do rana. Wszystkim Kubanczykom bylo bardzo zimno, dziewczyny byly niebieskie i trzesly sie, panie konduktorki rowniez..Ale nie bylo mozliwosci wylaczenia klimy. Nie bo nie. System dziala tak i koniec. Cos tam jest zepsute i tyle. Wiec wszyscy podróżni sie trzesa z zimna, ale sa dumni ze maja klimatyzowane pociagi :) W kazdym razie spimy sobie zakutani i zastanawiamy sie jak bardzo nalezy pilnowac przed kradzieza swoje rzeczy. W moim plecaku byly 3 aparaty, czyli najcenniejsze nasze rzeczy. Troche mi sie juz robilo niewygodnie przez to nie spuszczanie plecaka z oka i zaczelam sie zastanawiac czy nie moge moze postawic tego plecaka pod nogami, na ziemi. Stwierdzilam jednak, ze mniej wiecej 10 tysiecy pln jest warte lekkiego poswiecenia..Spie wiec dalej. Po czym budze sie nagle na skraju pociagu, przy otwratych drzwiach (srodek nocy, pociag jedzie), bez plecaka, drąc się na caly przedzial: "Dominik!Dominik!"..Za chwile ku mojemu wielkiemu zdziwieniu (dopiero zaczynam wracajac do swiadomosci po twardym snie) Dominik staje przede mna (a przeciez wyskoczyl przed chwila..Nic nie kapuje..), pociag sie zatrzymuje a Pani Konduktor oglasza wazny komunikat - z ktorego nie rozumiemy nic, chyba zbyt oszolomieni i rozemocjonowani tym co sie wydarzylo..A co sie wydarzylo?.. zrekonstruowalismy dopiero po czasie.. Otóż: laska siedziaca obok mnie (turystka) zostala okradziona.. Zginal jej plecak - ze wszystkimi ciuchami na podróż oraz zakupionymi prezentami. Zlodziej - ubrany w bluze kolorytycznie podobna do bluzy Dominika (murzyn ;P) biorac jej plecak widocznie lekko mnie nadbudzil. Ja spiac nadal, otworzylam oczy i zobaczylam ze w otwartych drzwiach jadacego pociagu stoi Dominik, a w zasadzie z niego wyskakuje..Wiec zerwalam sie z wrzaskiem na caly przedzial zeby nie wyskakiwal!!!Ze to nie najlepszy pomysl :P Gdy dobieglam do otwartych drzwi (cenny jeszcze przed chwila plecak porzucilam na fotelu) "Dominik" wlasnie zniknal za rogiem w jakiejs ciemnej dziurze..Wtedy pomyslalam, ze spoko, skoro sobie wy skoczyl to trudno, widocznie taki mial pomysl na przygode :P - nie bede mu przeszkadzac. To byla pierwsza rzecz, ktora pamietalam z calego wydarzenia - czyli dopiero wtedy sie obudzilam..Po czym przede mna stanal Dominik..I przerazona wrzaskiem Madzia..Wiec ja zdziwiona stwierdzilam: "O jednak jestes..Nie wyskoczyles!:P"..I dopiero po zamieszaniu w przedziale, placzu turystki i przesluchaniu policji dzoslismy do tego, ze chodzi o kradziez!!!..I ze po prostu bylismy najlatwiejszym łupem, bo siedzielismy najblizej wyjscia, w dodatku po przekątnej - czyli najkrótsza droga do ucieczki..No i jak zwykle Wielki Fart (tak chyba powinnismy nazwac naszą wyjazdową drużynę) sprawił ze to jednak nie nasz dobytek, wart 10 000 pln wyskoczyl z "Dominikiem" z pociagu..Niewiele brakowalo..Szczegolnie ze najblizej wyjscia to siedzialam ja, a okradziona dziewczyna przy scianie!!!!..Juz nie bede wiecej miec dylematow czy pilnowac cenne rzeczy w pociagu! Reszte nocy spedzilam przepasana plecakiem dookola siebie. Zlodziej musialby mnie cala wyniesc z tego pociagu..:P Potem bylo Santiago - duze, zatloczone, zasmrodzone miasto, ale z bardzo fajnym miejscem na potancowki (obok budynku muzeum Bacardi czy cos..)i upierdliwymi kolesiami. Spotkalismy tam naszego znajomego z Hawany - rappera Donato, ktorym sie zachwycilismy na Malekonie (bulwarze nadmorskim) gdy wraz z bratem odstawili dla nas (dla kasy rzecz jasna)super show rapperski - chłopaki orkiestra!Bylismy zachwyceni ile dzwiekow mozna wydobyc z siebie!!!W dodatku chlopaki nagrali kawalek z polskim rapperem Sokołem - Acerato!!!!!!! - ktory mielismy okazje slyszec w Polsce, przed wyjazdem :P Oczywiscie nie wiedzielismy wtedy, ze spotkamy gwiazde osobiscie!:P No w kazdym razie duet Donato i Tony znany nie tylko na Kubie :P spotkalismy tez w Santiago i poczulismy sie jak u siebie - starzy znajomi :) I to jacy!:P... Z Santiago wypozyczylismy terenowy samochod i ruszylismy na podboj dzungli - okolice Baracoa. Rewelacja!!!!Coprawda na samo Baracoa trzeba uwazac, bo to trójkąt bermudzki - wciaga i nie mozna sie wydostac (miasto nie spodobalo nam sie od poczatku a w wyniku roznych tam splotow wydarzen wracalismy do niego z 10 razy!!Myslelismy ze juz sie nie wydostaniemy!..) Fantastyczna droga łącząca Baracoa z Moa - w stanie strasznym (dziury w drodze i przepaści na poboczu!uwaga!) ale niesssamowita pod wzgledem przyrody. Kipiąca zieleń, palmy, dżungla, czerwona ziemia, chatynki, brudne dzieci przy drodze..Wg mnie sceny z "Czasu Apokalipsy"..Extra!Pomyslelismy wtedy, ze Kuba jest bardzo urodzajna ziemia, rosnie tam w pyte fantastycznych rzeczy i tylko tak debilny system byl w stanie doprowadzic ja do takiej biedy - naprawde trzeba bylo bardzo sie postarac!..ech.. Potem jedlismy super kolacje na plazy przyrzadzona przez Pania mieszkajaca w pobliskiej chatce, swiezutka rybka zlowiona przez meza Pani, zachod slonca, morze, piwko..ech.. Wrocilismy do Santiago i tzreba bylo dostac sie z powrotem do Hawany, bo niestety dzien powrotu do RP sie juz zblizal. Mielsimy jechac autobusem, ale Pero przekonal nas na odrobine luksusu i .. stanelo na samolocie!!!!!:))) a co, kurcze blade! :).. Potem okazalo sie ze baaaaaaaaardzo bylo warto!hi, hi..Z 2 powodow, czyli 2 przygod :P. Przyjechalismy na lotnisko w Santiago na lot, kotry mial sie odbyc o godz 9 rano.Ale sie nie odbyl. W koncu to Kuba :P Okazalo sie ze samolot odleci o godz..9 - ale wieczorem :) Oczywiscie nie wiadomo dlaczego..Bo tak i juz. Troche sie zaniepokoilismy, bo zostawilismy sobie specjalnie 1 dobe na wszelki wypadek w Hawanie, przed odlotem do RP na niespodzianki podrozne, a tu nawet nie moglismy rozpoczac podrozy o czasie..Ale postanowilismy sie oczywiscie nie denerwowac. Zreszta tak nam bylo tam dobrze, ze wcale nie bylo nam spieszno do polski. Hi, hi - wypowiedzialam to zdanie na glos i .. jak sie pozniej okazalo ktos je uslyszal :P Ale to za chwile. No wiec wymusilismy tylko na Kubanczykach przestemplowanie biletow na inna godzine i z nadzieja, ze samolot rzeczywiscie odleci o 21 (rano mielismy juz samolot do Polski wiec robilo sie goraco..) zaczelismy dyskutowac o zmianie naszych planow. Co tu robic caly dzien w Santiago?Z bagazami..Znowu taxowka..nieeee. Tak se grymasilismy i opieszale sie zbieralismy z lotniska, ze Pan wystawiajacy nam nowe bilety na samolot sie nami zainteresowal i zaproponowal.... hehe.. taxowke, hotel oraz wyzywienie fundowane przez linie lotnicza!!!!!!!!!!To ze jest to normalna praktyka na swiecie w momencie gdy samolot nawala to wiedzielismy, ale ze na Kubie!!!!!Tak bylismy zaskoczeni i tak Panu nie dowierzalismy, ze Pan juz lekko zirytowany zapytal: "Czy wy mnie w ogole rozumiecie?Rozumiecie hiszpanski?????Za darmo!!!!..." Nie no..Okazalo sie ze zawieziono nas do najlepszego hotelu w miescie, niezle wypasionego, wktorym to dostalismy wypas sniadanie oraz obiad na basenie..w hotelu jeszcze upewnialismy sie czy nie bedziemy musieli za to placic..Serio. To nie byl sen!Tak bylo!Wiec spedzilismy fantastyczny ostatni dzien na Kubie wylegujac sie na basenie z piwkiem, wspominajac kubanskie przygody i planujac kolejna podroz.Hi,hi - dzien w stylu Varadero (starsznego kurortu w okolicach Hawany) od ktorego tak sie dystansowalismy przez caly pobyt i nie chcielismy slyszec o takim spedzaniu czasu..No ale w prezencie..I tak na koniec podrozy..Idealnie :))) Potem zawieziono nas taxowka na lotnisko i o dziwo.. samolot wedle obietnicy odelecial!!!!I to jak!Z wielkim dymem!Powaznie..zaraz po starcie w samolocie zrobilo sie dosyc zastanawiająco..Spod siedzen na calym pokladzie zaczely wydobywac sie dymy, opary..Przejscie wygladalo bardzo malowniczo - z pzreswitujacymi lampami ewakuacyjnymi..Hmm..Ale zaraz podrozni zostali uspokojeni przez dobrze przygotowana Pania stewardesse (cala swoja przemowe miala napisana na karteczce :) hi,hi..), ktora poinformowala ze dymy sa rzeczna ruynowa, normalna, tak dziala system klimatyzacji!!!!!:)))) Polecamy wiec kubanskie systemy klimatyzacyjne - zarowno te pociagowe jak i samolotowe!!!! Oki, na razie tyle, wracam do pracy, ostatnia przygoda - przez bardzo duze P w nastepnym odcinku! O!Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze. Powered by AkoComment 2.0! |
|
|
|
|