Bilety lotnicze Relacje z podróży
Czytaj pocztę Noclegi Wycieczki
Forum Fotoreportaże
      BiuletynBiuletyn   RejestracjaRejestracja
WycieczkiNoclegiBilety lotniczeCzartery jachówTargi turystycznePogodaGrupy dyskusyjne
Relacje z podróży
Relacje z podróży
Polska
Europa
Azja
Afryka
Ameryka Północna
Ameryka Południowa
Australia i Oceania
Antarktyka
Podróże dookoła świata
Relacje z podróży z dziećmi
Relacje z rejsów
Wyprawy nurkowe
Wyprawy w góry, trekking
Wyprawy rowerowe
Słowacja i Czechy
Miała to być wycieczka objazdowa, z krótkimi pobytami w różnych miejscach, ale z powodu lenistwa i upałów zredukowała się do dwóch miejsc, nie licząc krótkiego pobytu nad Jeziorem Żarnowieckim pod Czeskim Cieszynem już w drodze powrotnej. Czas trwania: od 2 do 21 lipca.

Słowacja, czyli Tatrzańska Łomnica

                    Mając do dyspozycji samochód i namiot, decydujemy się na wybór kempingu Sportcamp na bazę wypadową w Tatry i okolicę (4 km do centrum). Do wyboru były jeszcze kempingi Tatranec i Eurocamp, leżące bliżej centrum miejscowości. Ze wszystkich trzech możliwy jest dojazd z przystanku Eurocamp do centrum pociągiem elektrycznym (za 7 koron!). W centrum można przesiąść się na "elektrickę" (raczej tramwaj niż pociąg), która kursuje wzdłuż granicy Tatrzańskiego Parku Narodowego na odcinku 40 km od Tatrzańskiej Łomnicy do Szczyrbskiego Plesa (za 40 koron). W tym momencie kantory słowackie wymieniały 1 zł za 10 koron. 1 doba na kempingu Sportcamp kosztuje 330 koron (2 osoby, samochód i namiot). Chyba większość Polaków wybiera jednak Nową Lesną. Jest tu też kemping, a można zamieszkać na kwaterze lub w pensjonacie. Podobno można znaleźć pokój już za 200 koron od osoby. Ja wolę kemping ze względu na większy luz i łatwiejsze kontakty z innymi turystami.


Chata przy Zelenom










                    Latem w Tatry przyjeżdża się głównie po to, aby pochodzić po górach. Można zostawić samochód na kempingu i iść na parę dni w góry, nocując w licznych schroniskach, gdzie nocleg zawsze się znajdzie - jak nie na łóżku, to na podłodze. My stosujemy wariant sybarycki: podjeżdżamy samochodem na początek wybranego szlaku, samochód zostawiamy na parkingu i robimy jakąś okrężna trasę. Początek szlaku jest zwykle na parkingu, przeważnie strzeżonym (w Tatrach 160 koron za cały dzień). Pociągiem wcale w sumie nie jest taniej, a jazda trwa znacznie dłużej, gdyż np. do Szczyrbskiego Plesa są dwie przesiadki (w Łomnicy i Starym Smokowcu) i pociąg jedzie wolniej.

W ramach jednodniowej aklimatyzacji jedziemy pociągiem do centrum, robimy spacer po Łomnicy, zwiedzamy supermarket koło dworca, w pobliżu lokalizujemy pizzerię (200 koron od osoby) i inne restauracje, dochodzimy aż do wojskowego ośrodka wypoczynkowego Tatrianske Matliare, skąd wracamy żółtym szlakiem obok nieczynnej (był remont) stacji kolejki przy hotelu Praha.

Chata przy Zelenom Plesie

Pierwsza całodniowa trasa nie może być zbyt trudna. Podjeżdżamy kolejką z Łomnicy do Skalnatego Plesa (200 koron od osoby) i już jesteśmy ponad granicą kosodrzewiny. Stąd idziemy czerwonym szlakiem obok obserwatorium astronomicznego w kierunku Velkiej Swistowki. Ludzi niezbyt dużo. Bez wielkiego pośpiechu, po godzinie z kawałkiem dochodzimy do przełęczy pod Velkou Swistowkou (2023 m). Z przełęczy przepiękny widok na Dolinę Białej Wody, w której centralnym punktem jest Zeleno Pleso i schronisko przy nim (dawniej Chata Brncalowa), a nad doliną - białe szczyty Bielianskich Tatr. Z lewej strony stroma i groźna, prawie pionowa ściana Kiezmarskiego Szczytu.

Zejście do doliny jest może nawet ciekawsze niż wejście, z krótkim trudniejszym odcinkiem ubezpieczonym linami, z widokiem doliny przez cały czas. Ze schroniska można wejść również na Jagnięcy Szczyt, ale trzeba mieć dodatkowe 4 godziny. Po odpoczynku schodzimy żółtym szlakiem, obok źródła Salwiowy Pramen do Łomnicy.


Chata Teryho

W drugą całodniową trasą jedziemy samochodem do Starego Smokowca. Nie ma jeszcze dziewiątej, a parking przy hotelu Grand już prawie pełny. Kupujemy bilety na kolejkę na Hrebieniok (90 koron). Planujemy przejście trasą okrężną z Hrebienioka szlakiem czerwonym do Chaty Zamkowskiego (dawniej Chata kapitana Nalepku), potem zielonym do Chaty Teryho (jak dawniej), przez przełęcz Precne Sedlo, koło Zbójnickiej Chaty i stąd już zejście do Hrebienioka. Okazało się, że z Hrebienioka idą tłumy ludzi. Sądziliśmy, że rozluźni się przy wodospadach Studenoho Potoka, ale nie. Przy Chacie Zamkowskiego trochę ludzi już zostaje, ale liczne grupy idą dalej. Mimo wszystko Mala Studena Dolina jest bardzo piękna, przeważają barwy zielona i żółta. Przy potoku jeszcze są pojedyncze limby. Dolina kończy się i rozpoczyna się bardziej strome podejście, wśród licznych głazów idzie zakosami aż do schroniska. Tu łatwo się zgubić, jeśli ktoś nie uważa i robi skróty.

Spiske Pleso

                   Większość turystów przy Chacie Teryho zawraca. Po dłuższym odpoczynku, spacerze wokół jeziorek (Spisskie Plesa) też wyruszamy w drogę powrotną rezygnując z pierwotnych planów. Można by przenocować w którymś ze schronisk i iść dalej na drugi dzień, ale czy samochód będzie tak długo czekał?

Rysy

Trzecia całodzienna wycieczka doprowadziła nas na Rysy. Samochód zastawiliśmy na parkingu przy przystanku kolejki Popradskie Pleso. Stąd trzeba około godziny iść asfaltem (wjazd tylko dla Horskiej Sluzby) do Popradskiego Plesa. Przy rozwidleniu szlaków ktoś dowcipny położył woreczki z czymś białym i deskę z napisem "Transport do Chaty pod Rysami. Za wniesienie 10 kg - 1 herbata gratis". Chętnych nie widzieliśmy.

Tablica
                     Od tego miejsca szlak jest już bardzo widokowy, prowadzi dnem Doliny Mienguszowieckiej, wzdłuż strumienia, wśród kosodrzewiny, przez mostki, wodospady. Trochę bardziej stromo jest od rozwidlenia, skąd szlak czerwony prowadzi już bezpośrednio na Rysy. Przy Żabich Plesach można odpocząć przed ostatnim podejściem, ubezpieczonym linami (ale nietrudne). Od Chaty pod Rysami jest już blisko na szczyt - około godziny. Teraz już jest piesze przejście graniczne na Rysach, ale po wejściu do Europy nasza granica ze Słowacją będzie już czysto umowna.

Tym szlakiem chodzą chyba sami dowcipnisie. Ktoś przydźwigał jakiś stary rower i postawił go pod schroniskiem z ofertą: "wypożyczenie roweru - 10 koron za godzinę". Nie ma tu nawet metra drogi, po której można jeździć, chyba że do ustępu - jakieś 100 m od schroniska. Na głazach, po których idzie się na Rysy, są namalowane ślady stóp, z objaśnieniem, że są to stopy Lenina, który tędy wchodził na szczyt. W jadalni Sportcampu jest jeszcze tablica pamiątkowa na cześć tego wydarzenia. Nadal są organizowane (od 1957 roku) międzynarodowe rajdy młodzieżowe na Rysy, w tym roku odbyły się w dniach 31.07-4.08.

Krywań

Aby wejść na Krywań (2494 m) też w zasadzie potrzebny jest cały dzień. Najkrótszy szlak prowadzi z węzła Tri Studnicky. Parking znajduje się około kilometra w strone Szczyrbskiego Plesa, przy dawnym schronisku kpt. Rasu (zostały tylko fundamenty). Aby wejść na szczyt potrzebujemy około 3,5 godzin. Wejście jest dość monotonne, ciągle w górę i w górę, nie ma nawet paru kroków w dół. Po drodze nie spotkamy żadnych strumyków, żadnych jeziorek, które normalnie urozmaicają trasę (po minięciu Priehyby spotykamy słabiutkie źródełko). Dobre dla sportowców dbających o kondycję.

W upalny dzień, jaki się nam trafił, dobrze się szło w dolnej części szlaku. Był jeszcze las, było dużo cienia. W kosodrzewinie już było gorzej, bo żadnego ruchu powietrza, żadnego cienia i tylko żar z nieba. Ostatnia, najwyższa część szlaku, bardziej stroma, prowadzi przez skaliste zbocze, ale jest już lekki wiaterek i nieco chłodniej. Panorama ze szczytu Krywania uchodzi za jedną z najładniejszych w Tatrach. W kierunku północnym widać nasze szczyty - Świnicę, Kasprowy Wierch z budynkiem stacji - ale jest to bardzo daleko. Przydaje się lornetka.

Ale nawet największy miłośnik gór potrzebuje trochę odpoczynku. Można poleżeć na kempingu, poczytać (zawsze mamy coś z lektury), pogadać ze Słowakami czy pospacerować po Łomnicy. W pobliżu jest Poprad, Kiezmark, ale w ramach relaksu odbyliśmy kilka dalszych wycieczek w okolicę.

Stara Lubowna

Odległość około 40 km. Przejeżdżamy w pobliżu Tatranskiej Kotliny, a więc trzeba zwiedzić Belianską Jaskynę. Strzeżony parking tuż przy szosie. Podchodzi się z pół godziny do jaskini i zwiedzanie z przewodnikiem około godziny (wstęp 100 koron). Jest to jedna z najwcześniej udostępnionych do zwiedzania słowackich jaskiń. To widać - dużo nadtłuczonych stalaktytów i innych turystycznych śladów. Nie jest tak ładna jak Jaskinia Niedźwiedzia w Masywie Śnieżnika, ale zwiedzić warto.

W Starej Lubovnej interesuje nas zamek. Jest oczywiście parking (10 koron za godzinę, ale tyle na zwiedzanie wystarczy). Wejście do zamku 40 koron. Można zwiedzać z przewodnikiem, ale można i bez. W kasie dostaje się opis trasy w języku polskim. Przewodniczki są ubrane w jakieś historyczne stroje, a cały czas towarzyszy nam muzyka z dawnych stuleci.

Spisky Hrad

Przez Poprad około 50 km. Zamek Spisky Hrad jest pamiątką kultury narodowej (wstęp - 50 koron). Leży przy trasie Poprad - Presov, przy miasteczku Spisskie Podhradie. Przy zamku są dwa parkingi: bliższy od wschodu, przy szosie i nieco dalszy, od strony zachodniej, koło stadionu. Z tego ostatniego trzeba podejść kilkaset metrów pod górę, ale zamek ma się w całej okazałości. A jest on spory.

Początki zamku sięgają roku 1209. Od tego czasu zamek był własnością, na przemian, królów polskich i węgierskich. Ciągle rozbudowywany od najstarszej wieży (dostępnej dla turystów) przez górny, środkowy i dolny - wszystkie otoczone wysokimi murami. W ocalałych komnatach znajduje się muzeum historyczne. Nie ma tu tak nastrojowej muzyki jak w Starej Lubownej, ale jazgot całkiem nowoczesny, dochodzący z kramów z pamiątkami na środkowym podzamczu. Bez przerwy prowadzi się prace konserwatorskie.

Po drodze warto zatrzymać się w Levocy. Miasteczko z tych samych czasów, co Spisky Hrad - ślicznie odrestaurowane centrum.


Słowacki Raj

Do Hrabusic leżących na skraju tego parku jest około 30 km z Łomnicy. Słowacki Raj to obszar niewysokich gór (900-1100 m), poprzecinanych przez liczne wąwozy (rokliny, tiesnavy), głębokie, o stromych ścianach. Szlaki (przeważnie jednokierunkowe - w górę, powrót inną trasą) prowadzą dnem dolin, wzdłuż strumieni, wodospadów, przez różnego rodzaju kładki i drabinki. Szlak wzdłuż Hornadu w przeważającej części jest wiszący, idzie się po specjalnych kładkach, kilkanaście metrów nad poziomem rzeki.

Początek szlaku jest przeważnie w miejscu, gdzie można zaparkować samochód (ale nie są to parkingi). Można przyjechać tu na jeden dzień z Łomnicy, ale może lepiej zatrzymać się w Hrabusicach lub na kempingu Podlesok. Tu jest węzeł szlaków i wiele możliwości wędrówek.

Czechy, czyli Lednice

Przejazd Tatrzańska Łomnica - Lednice trwał cały dzień. Ale jak rozbiliśmy namiot na kempingu (2 km od Lednic, w kierunku na Breclav), nie chciało się stąd ruszać. Lednice to nieduże miasteczko, tuż przy granicy z Austrią, ze 40 km od Brna. Kiedyś (do 1945 roku) wraz z całą okolicą należały do rodu Lichtensteinów. Dziś razem z Velticami i licznymi pałacami i pałacykami stanowią dziedzictwo kulturowe Czech i należą do pamiątek UNESCO.

Veltice - pałac
                     Teren pałacowo-parkowy zajmuje kilkadziesiąt hektarów. Zaczątki pałacu sięgają XIII wieku, ale zasadniczy projekt pochodzi z XVI wieku i był potem zmieniany. Dziś najwięcej zostało baroku z dużą domieszką romantyzmu (oranżeria z połowy XIX wieku). Olbrzymi pałac jest tylko częściowo udostępniony dla zwiedzających na dwóch godzinnych trasach i dodatkowo oranżeria. Rozległy park w stylu wersalskim jest zadbany. Na terenie parku jest mnóstwo kanałów, którymi można popływać na specjalnych łodziach, jest minaret (książęce fanaberie), sztuczne ruiny i bogactwo roślin, drzew i krzewów. Jest nawet winiarnia, gdzie można kupić tutejsze markowe produkty. W parku urzędują sokolnicy, dając godzinne pokazy dla turystow.

Kilka kilometrów stąd jest miejscowość Veltice, należąca do tego samego kompleksu zabytkowego - z ogromnym pałacem i rozległym parkiem. Część pałacu jest zamieniona w hotel. Centrum miasteczka jest również zabytkiem wraz z ratuszem i kościołem ufundowanym przez książąt.

Slavkov

Wracając do Polski wstąpiliśmy do Slavkowa pod Brnem. Jest to przecież dawne Austerlitz - miejsce wielkiej bitwy trzech cesarzy (1805), gdzie Napoleon rozgromił rosyjsko-austriackie wojska cara Aleksandra I i cesarza Franciszka II. Już teraz miasteczko przygotowuje się do uroczystości rocznicowych w roku 2005, każda okazja do promocji jest dobra. Najważniejszym zabytkiem jest barokowy pałac z początków XVIII wieku z rozległym parkiem, w którym jest mnóstwo rzeźb w stylu antycznym. W pałacu jest również muzeum z pamiątkami po Napoleonie.
 
Biuletyn: Imię: Email:
              
      Nie masz konta?

BIULETYNKontaktO nasMapa stronyPolityka Prywatności i ZaufaniaRegulamin korzystania z serwisu
Copyright © 2006-2009 grupa eturystyka.org - Wszystkie prawa zastrzeżone;