Bilety lotnicze Relacje z podróży
Czytaj pocztę Noclegi Wycieczki
Forum Fotoreportaże
      BiuletynBiuletyn   RejestracjaRejestracja
WycieczkiNoclegiBilety lotniczeCzartery jachtówTargi turystycznePogoda
Zobaczyć wieloryby
Autor: Tomasz Cukiernik   
Będąc w Nowej Zelandii udało mi się zobaczyć wiele dzikich zwierząt w ich środowisku naturalnym. W Kaikoura, małej, 3-tysięcznej miejscowości na wschodnim wybrzeżu Wyspy Południowej podziwiałem między innymi tak egzotyczne zwierzęta, jakimi dla Polaków niewątpliwie są wieloryby, delfiny i albatrosy. Jednak miasteczko Kaikoura jest znane głównie z morskich wycieczek statkiem w celu zobaczenia fascynujących kaszalotów, jednego z odmian waleni.

- Czy są jeszcze wolne miejsca na jeden z dzisiejszych Whale watching? – pytam rano w zatłoczonym biurze turystycznym w Kaikoura (nazwa miasteczka oznacza „jedzący raki” i wywodzi się z faktu, iż raki to jeden z ważniejszych przemysłów w okolicy) i pokazuję bilet wykupiony dzień wcześniej za 125 dolarów nowozelandzkich (czyli około 250 zł), ale na rejs dopiero na dzień następny.

- Na najbliższy rejs już nie ma miejsca, ale za godzinę może pan płynąć – usłyszałem odpowiedź. – Ale ostrzegam, że będzie kołysało, bo dzisiaj morze jest trochę wzburzone. Płynie pan?

- Tak, proszę rezerwować – szybko się decyduję.

- W takim razie proszę przyjść za godzinę do sali, gdzie obejrzy pan film o wielorybach. Stamtąd autobus zabierze wszystkie osoby do portu – miłym głosem poinformowała Nowozelandka.

Wychodzę z biura, aby kupić coś do jedzenia. Przyglądam się Oceanowi Spokojnemu – rzeczywiście jest wzburzony. Duże fale groźnie uderzają o kamieniste wybrzeże. Pogoda pochmurna i w każdej chwili może zacząć padać deszcz. Po godzinie wracam do biura. W małym pomieszczeniu, gdzie wyświetlany jest film o wielorybach na wygodnych krzesełkach siedzi kilkadziesiąt osób, inni stoją. Film opowiada o życiu tych największych na świecie ssaków. W XX wieku nowozelandzkie kaszaloty były na wymarciu. Jednak w 1964 roku zamknięto ostatnią stację wielorybniczą w tym kraju i od tamtego czasu populacja tych największych zwierząt bardzo wzrosła. Aktualnie populację kaszalotów na wodach nowozelandzkich szacuje się na 400 tys. osobników. Obecnie na wieloryby poluje się jeszcze w Japonii, Norwegii i Islandii. Po kilkunastu minutach w sali wchodzi Maorys, który okazuje się być kierowcą autobusu i zaprasza żądnych mocnych wrażeń turystów do swojego do pojazdu. Po chwili już jedziemy w kierunku portu na półwyspie Kaikoura. Przejażdżka zabiera kilka minut i już wchodzimy na pokład nowoczesnego katamaranu pomalowanego na niebiesko-żółte kolory. W środku mieści się dokładnie tyle osób, co w naszym autokarze – około 50. Siadamy na szerokich i wygodnych fotelach. Ruszamy.

- Witam wszystkich, dzisiaj będzie trochę kołysało – ostrzega przewodniczka. – Proszę zapiąć pasy.

Wyświetlając prezentację multimedialną na dużym ekranie, zaczyna opowiadać o ukształtowaniu dna oceanu w tym miejscu:

- Teraz widzą państwo, gdzie znajduje się nasz statek. Płaskie dno przy brzegu szybko zamienia się w głęboki klif. Znajduje się tutaj Rów Hikurangi, podwodny kanion, który dochodzi do półki kontynentalnej i kończy się przy samym wybrzeżu Kaikoura. Mieszkańcy miasta są wielkimi szczęściarzami, bo właśnie dzięki takiemu ukształtowaniu dna oceanu w tym miejscu mogą tutaj żyć kaszaloty, które nurkują na wielkie głębokości, nawet do 2,5 kilometra.

Katamaran gwałtownie przyspieszył. Przewodniczka pokazuje kolejne obrazy, zdjęcia, schematy i wykresy. Opowiada o życiu miejscowych wielorybów, jak wyglądają, czym się żywią, jak się zachowują i porozumiewają. Samce kaszalotów mają do 20 metrów długości i ważą do 45 ton. Ich głowa ma długość 1/3 całości ciała i waży 1/3 wagi zwierzęcia. Mają największy mózg ze wszystkich stworzeń żyjących na Ziemi. Żywią się kałamarnicami, ośmiornicami, płaszczkami. Kaszaloty używają dźwięków o wysokiej częstotliwości, aby za pomocą echolokacji określać położenie potencjalnych ofiar.

- To co państwo zobaczą, to będzie jedynie czubek ciała wieloryba – wskazuje myszką na ekranie kształt organizmu największego ssaka. – Kaszalot nas nie będzie widział. Nie wie o naszym istnieniu.

Nagle statek zaczyna mocno uderzać dnem o fale. Gwałtownie się kołysze przy dużej prędkości. Pasażerowie zaczynają wydawać dziwne okrzyki strachu.

- Właśnie przekroczyliśmy granicę klifu – usłyszeliśmy wyjaśnienie przewodniczki. – Pod nami prawie tysiąc metrów oceanicznej wody.

Patrzę za okno, za którym nadal widać na horyzoncie wybrzeże nowozelandzkiej Wyspy Południowej. Nie odpłynęliśmy daleko. Nagle statek zwolnił i zaczynamy dryfować. Przewodniczka mówi, że znaleźliśmy pierwszego wieloryba i zaprasza wszystkich na górny pokład widokowy. Ludzie odpinają pasy bezpieczeństwa i wychodzą. Statek lekko się kiwa na falach. Na szczęście nie pada deszcz, choć słońca też niestety nie widać – jest zasłonięte przez brunatne chmury. Z jednej strony kilkadziesiąt metrów od statku widzimy pływającego w wodzie gigantycznego, ciemnoszarego ssaka. Fale opluskują jego olbrzymie cielsko. Waleń przez około dwadzieścia minut będzie nabierał powietrze, by potem móc nurkować w głębokim rowie oceanicznym przez około czterdzieści minut do godziny. Z nozdrzy co chwilę wypuszcza fontanny wody. Obok naszego katamaranu kołyszą się tu na falach jeszcze dwa inne statki. Z kolei nad nami lata w kółko helikopter, a także mały, kilkuosobowy samolot z turystami. Jednak podobno z góry gorzej widać olbrzyma, a poza tym lot jest o wiele droższy niż wyprawa morska. Dookoła naszego statku fruwa też wiele mew i kilka albatrosów królewskich, największe patki świata, których rozpiętość skrzydeł dochodzi do 3,5 metra. Potrafią one latać z prędkością do 110 km/h.

- Uwaga! – mówi nagle przewodniczka. – Kaszlot zaraz będzie nurkował.

Wszyscy pasażerowie przeciskają się, by zdobyć najlepsze miejsce widokowe i nastawiają swoje aparaty i kamery. To jest kulminacyjny moment całego rejsu. Płynie się po to, by zobaczyć, jak wieloryb podnosi i macha swoją wielką płetwą ogonową, której rozpiętość sięga do 6 metrów, by zanurkować w przestworza oceanu. Migają lampy błyskowe. Całość przedstawienia trwa zaledwie pięć-sześć sekund. Jednak jest to niesamowite przeżycie i przepiękny spektakl natury. Mnie również na aparacie fotograficznym udało się uchwycić moment, kiedy waleń pomachał swoim wielkim ogonem. Po chwili przewodniczka nakazuje powrót na dolny pokład. Płyniemy dalej. Znowu czuć, jak dno katamaranu mocno uderza o fale. Nagle się zatrzymujemy. Nasz kapitan – Maorys, ubrany w śmieszną żółtą czapeczkę bierze sonar i zanurza go w oceanie. Na uszy nakłada słuchawki. Nasłuchuje, gdzie na powierzchni wody nabierają powietrza kolejne wieloryby. Po kilku minutach wraca za stery i płyniemy dalej. Wkrótce jesteśmy przy drugim waleniu i znów wychodzimy na pokład. Spektakl powtarza się trzy razy. W ciągu dwóch godzin na morzu widzieliśmy trzy wieloryby.

- Mamy jeszcze trochę czasu – mówi przewodniczka – czy chcą państwo popłynąć, aby zobaczyć delfiny?

To było retoryczne pytanie. Oczywiście, że wszyscy chcą. Nikt już się nie przejmuje, że statkiem bardzo trzęsie i kołysze na wzburzonym oceanie. Każdy się przyzwyczaił i głodny jest kolejnych atrakcji dzikiej przyrody. Płyniemy i po kilku minutach znowu się zatrzymujemy, by dryfować na morzu. Wszyscy odpinają pasy bezpieczeństwa i wychodzą na górny pokład statku. Stoimy na dziobie statku. Pod wodą widzimy delfiny ciemne, których grzbiety są czarne, a podbrzusze – białe. Mnóstwo delfinów. Chyba z kilkaset. Zaczynają skakać przed statkiem, coraz wyżej i wyżej. Pływają tam i z powrotem, skacząc przez fale, pojedynczo i w grupach. Niektóre z nich w oddali wykonują wspaniałe salta i powietrzne akrobacje, by rozpryskując fale wpaść z powrotem do ciemnej wody. Tak jakby chciały się popisać przed ludźmi. Delfiny ciemne są nazywane klownami morza. Wszyscy są zachwyceni. Robią zdjęcia i kręcą filmy. W Kaikoura można również wykupić wycieczkę morską, by popływać w oceanie z przyjaznymi delfinami. Znowu pojawiły się albatrosy, które również stały się obiektem zainteresowania fotoamatorów. Niestety po kilkunastu minutach upajania się dziką przyrodą oceanu przewodniczka nakazuje wszystkim powrót na dolny pokład. Kapitan katamaranu dodaje gazu i płyniemy z powrotem do portu w Kaikoura.

Wyprawa statkiem po przybrzeżnych wodach Oceanu Spokojnego dostarczyła fantastycznych doznań i niezapomnianych przeżyć. Dzika morska przyroda Nowej Zelandii okazała się niezwykle bogata i potrafiąca swym pięknem zaskoczyć niejednego turystę. Pragnę dodać, że na półwyspie Kaikoura może podziwiać również foki wygrzewające się na skałach (kiedy jest ładna pogoda), które mają tutaj trzy kolonie lęgowe oraz rzadziej pingwiny niebieskookie.


 *Artykuł ten został opublikowany w nr 10 miesięcznika "Gazeta Uniwersytecka" z 2006 r.

Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć
Prywatna strona Tomasza Cukiernika.

 
Biuletyn: Imię: Email:
              
      Nie masz konta?

BIULETYNKontaktO nasMapa stronyPolityka Prywatności i ZaufaniaRegulamin korzystania z serwisu
Copyright © 2006-2018 grupa eturystyka.org - Wszystkie prawa zastrzeżone;