Bilety lotnicze Relacje z podróży
Czytaj pocztę Noclegi Wycieczki
Forum Fotoreportaże
      BiuletynBiuletyn   RejestracjaRejestracja
WycieczkiNoclegiBilety lotniczeCzartery jachówTargi turystycznePogodaGrupy dyskusyjne
Relacje z podróży
Relacje z podróży
Polska
Europa
Azja
Afryka
Ameryka Północna
Ameryka Południowa
Australia i Oceania
Antarktyka
Podróże dookoła świata
Relacje z podróży z dziećmi
Relacje z rejsów
Wyprawy nurkowe
Wyprawy w góry, trekking
Wyprawy rowerowe
Szkice z Bornholmu
Autor: Katarzyna Lewańska-Tukaj   
Kudłaci i skrzydlaci mieszkańcy Bornholmu

"Kiedy Półwysep Skandynawski był już gotowy, Panu Bogu została jeszcze garść najlepszych rzeczy, jakie można znaleźć na dalekiej północy.
Wrzucił to wszystko do Bałtyku - i tak powstała wyspa Bornholm."

Tyle dobra, ile zdołała natura zgromadzić na tym małym skrawku lądu zakrawa na niesprawiedliwość; dlaczego inne obszary ziemi nie wyglądają tak pięknie jak Bornholm? Nawet klimat, który tam panuje, zdaje się nie zauważać obecności słonych morskich fal, jest łagodny i przyjazny dla mieszkańców. Nie wpływa nawet negatywnie na stan pięknego, największego na wyspie lasu Almindingen.

Mieszkańcy tej pięknej wyspy traktują lasy jak największy skarb, dbają o nie, ale bez użycia środków chemicznych, co jednak sprzyja rozwojowi szkodników. Dużym zagrożeniem są kleszcze, które u człowieka mogą wywołać chorobę zwaną boreliozą, sporo bornholmczyków doświadczyło tego i dziś boryka się ze skutkami tej choroby. Ingerencja człowieka w przyrodę nieraz jest potrzebna, jej brak spowodował, że na Bornholmie wyginęły całkowicie lisy. W związku z tym zachwiana została równowaga w przyrodzie i dziś mieszkańcy wyspy borykają się z nadmiarem bażantów, zajęcy i saren, które pustoszą uprawy. Dopiero w tym roku sprowadzono ze stałego lądu lisy, które mają za zadanie zmniejszenie zbyt liczebnych populacji. Mimo że większość bornholmczyków jest myśliwymi, to często "na pomoc" przyjeżdżają tu ich koledzy z Niemiec, którzy zachwycają się nie tylko krajobrazami, ale przede wszystkim ilością zwierząt.

Geologiczna historia tej wyspy wpłynęła na skład mineralny gleby, tak że rośliny mają fantastyczne warunki do rozwoju. Zimą, przed chłodem, chronią je zaciszne doliny, latem panuje tu chłód, który zapewnia cała sieć wodospadów i rzek przecinających wyspę we wszystkich kierunkach. Przyroda tworzy tu niesłychane widowisko; mieszają się artystyczne style sztuki: na południu piaskowe kompozycje z miałkiego piasku, w centrum wyspy rzeźby z bukowych drzew, a na północy ląd ponacinany wąwozami, urwiskami i zraszany wodą z wodospadów. Nie wiem jak to wszystko mieści się na 587 kilometrach kwadratowych.

Bornholmskie lasy są wyjątkowo obfite w grzyby, nie dlatego, że rosną one tam szybko i w dużych ilościach, ale dlatego, że nikt ich tam nie zbiera. W duńskiej kuchni nie ma dla nich miejsca! Jesienią na wyspę przyjeżdżają na grzyby Polacy, ale grzybobrania przypominają tu raczej żniwa, ponieważ w jednym miejscu może rosnąć nawet trzydzieści prawdziwków. Przed wejściem do lasu wypada jednak zasięgnąć informacji o jego właścicielu, ponieważ lasy na wyspie są w większości prywatne. Właściciele nie mają nic przeciwko zbieraniu grzybów i na pewno pozwolą, ale grzeczność wymaga, żeby zapytać, czy można wejść na czyjś teren. Jeżeli zawitacie kiedykolwiek na Bornholm, to zacznijcie od uszanowania tutejszych zwyczajów i uczciwości mieszkańców.

Wycieczki po Bornholmie - braterstwo historii z przyrodą

Szczęk zbroi, odgłosy polowania i rycerskich turniejów usłyszeć można przy odrobinie wyobraźni, gdy odwiedzi się ruiny zamku Hammershus. Są to największe tak stare ruiny w Europie północnej, budowę tego zamku podobno rozpoczęto ok. 1250 r., na zlecenie jednego z ówczesnych biskupów, ale rozbudowywano go i modernizowano przez prawie 400 lat. Kościół w Danii zawsze odgrywał ważną rolę; posiadał spore obszary ziemskie, miał własną armię, administracje, swoje, wewnętrzne sądownictwo i dobrze rozwinięty system egzekwowania podatków. Wewnętrzne spory o władzę i walki z sąsiadami osłabiały Danię i dlatego postanowiono zrobić z Hammershus potężną warownię, która początkowo służyła jako fortyfikacje obronne i siedziba władców Bornholmu. W późniejszych latach zmieniono jej przeznaczenie i przechowywano w niej ściągnięte od poddanych podatki. O potędze tej warowni świadczyć może fakt, że w 1324 roku rozpoczęto jej oblężenie, ale załoga poddała się dopiero półtora roku później i to wynegocjowawszy uprzednio bardzo dogodne warunki. Stało się tak dzięki temu, że w przepastnych piwnicach zamku zdołano zgromadzić sporo zapasów, a o zasoby wody pitnej nikt nie musiał się martwić, ponieważ na terenie Hammrshus znajdują się dwa jeziorka ze słodką wodą. W XVI wieku zamek ten został oddany w zastaw bogatemu miastu Lubeka, które udzieliło pożyczki ówczesnemu królowi, Fryderykowi I. W XVII wieku warownia zaczęła tracić swoje znaczenie, Szwedzi dysponując artylerią zdobyli zamek zaledwie w kilka godzin Po tym wydarzeniu Hammerhus służył już tylko jako siedziba garnizonu i więzienie. Osadzano w nim nie byle kogo, nawet przyrodnia siostra króla "zaszczyciła" swą obecnością przytulną wieżę zamku na ponad rok! W 1743 roku postanowiono zamek rozebrać, a cegłę sprzedać, co trwało do 1822 r. Wtedy to stwierdzono jednak, że warto zachować dla kolejnych pokoleń choćby fragmenty jego chwalebnej przeszłości. Do tej pory trwają prace konserwatorskie, mające na celu zabezpieczenie pozostałych fragmentów zamku przed działaniem warunków atmosferycznych, a przede wszystkim słonych wiatrów wiejących znad Bałtyku. Surowy krajobraz, jaki roztacza się wokół ruin, spowodowany jest umiejscowieniem ich tuż nad stromym, morskim brzegiem. Gładki, łąkowy płaskowyż przechodzi wprawdzie od strony lądu w obfitą zieleń, ale wzrok i tak ściąga urwisko, w dole którego przelewają się morskie fale. Bornholmczycy mawiają, że choćby na całej wyspie było bezwietrznie, to na zamku Hammershus zawsze wieje silny wiatr, słychać już z daleka melodie, jakie wygrywa w pustych wykuszach okiennych i wyszczerbionych murach. Latem warto tam przyjechać, żeby być świadkiem wieczornego widowiska "światło i dźwięk", ponieważ zamek jest pięknie oświetlony; wizję tego obrazu zapewnia człowiek, natura zajmuje się muzyką, choć nie zawsze, ponieważ często odbywają się tu koncerty jazzowe. Co ciekawe, cały kompleks znajduje się pod opieką Zarządu Lasów i Zasobów Przyrody, podlegającego Ministerstwu Środowiska Naturalnego Danii, które jest również organizatorem sezonowej wystawy o historii Hammershus. Wystawa ta prezentuje model zamku wypalony w glinie, opracowany na podstawie badań ruin, murów oraz spisie inwentarza. Model wydaje się być miniaturą dawnej budowli - jeżeli spojrzeć na niego spod przymkniętych powiek, to fantazja zaniesie nas daleko w historię. Malutkie pomieszczenia zdają się tętnić życiem; kobiety pieką chleb, w więziennym lochu siedzi skazaniec, a w komnacie pisarza powstają zapiski. W spichlerzu trwają prace przy przyjmowaniu zboża, w sądzie właśnie trwa rozprawa, a w części mieszkalnej krzątają się kobiety. Wygląda to tak, jakby ktoś w 1570 roku, w największym okresie świetności zamku, w tajemniczy sposób zmniejszył go dla zabawy. Warto zaglądnąć tu po wypoczynku na słonecznych, bornholmskich plażach, słynących z miałkiego, sypkiego piasku.

Bornholm od kuchni

Wybierając się na Bornholm, radzę nastawić się kulinarnie na ryby. Dumą mieszkańców wyspy jest danie zwane "Słońce Bornholmu" (lub "Słońce nad Bornholmem"). Jest to wędzony śledź polany żółtkiem, podawany na kromce czarnego chleba i posypany gruboziarnistą solą. Niby nic szczególnego, a smak na długo pozostaje w pamięci, szczególnie jeżeli je się ten przysmak w Svaneke, w małej restauracyjce z widokiem na morze. Miałam mieszane uczucia otwierając małe, plastikowe pudełeczko z kurzym żółtkiem i wylewając jego zwartość na rybę, lęk przed salmonellozą zniknął jednak przy pierwszych kęsach śledzika. Urzędnicy ustanawiający przepisy sanitarne w Unii Europejskiej będą musieli najpierw spróbować tego przysmaku, żeby móc wypowiedzieć się na temat zagrożenia płynącego ze spożywania śledzi polanych surowym żółtkiem. Potrawę tę można określić parafrazując jedno ze znanych powiedzeń: zjeść "Słońce Bornholmu" i umrzeć (choćby na salmonellozę!). Jeżeli w UE obroniły się nasze kiszone ogórki i góralskie oscypki, to śledź z żółtkiem też powinien mieć szansę. Podstawą większości kompozycji rybnych podawanych w knajpkach rozsianych po całym wybrzeżu Bornholmu jest wędzony, tłusty śledź, zwany bornholmerem. Wczesnym rankiem, kiedy turyści jeszcze śpią, nad wyspą unosi się chmura pachnącego dymu; to znaczy, że w wędzarniach już rozpoczęto pracę. Już na śniadanie można zjeść pachnącego, świeżego śledzika i popić go piwem, które jest uznawane przez Duńczyków za napój chłodzący a nie za alkohol. Można więc śmiało po dużym jasnym wsiąść za kierownicę, byleby nie przekraczać dozwolonych prędkości. Przez cały sezon tutejszą policję wspomagają ich koledzy z lądu na motorach oraz kilkadziesiąt specjalistycznych samochodów z radarami i kamerami, które wyglądają jak cywilne wozy i stoją zaparkowane na poboczach, nie wzbudzając podejrzeń turystów. Prędkości nie opłaca się na Bornholmie przekraczać, mandaty są tak wysokie, że lepiej nie ryzykować, bo można stracić całe fundusze przeznaczone na wypoczynek i z konieczności zakończyć wakacje na wyspie. Trzykrotne złamanie przepisów przez bornholmczyka może skończyć się zabraniem mu prawa jazdy na całe życie.

Podróżując drogami Bornholmu spotykamy tajemnicze stargany wypełnione płodami rolnymi; leżą tam pęki szczypioru, stoją worki z ziemniakami i kosze z owocami. Ich tajemniczość polega na tym, że nigdzie nie widać sprzedających, Duńczycy to naród bardzo uczciwy i ufny, na wszystkich produktach napisane są ceny, a na ladzie stoi skarbonka, każdy kupujący bierze towar i wrzuca do niej odliczone pieniążki. Dziwne to i obce dla nas, mieszkańców kraju, w którym wysiadając z samochodu najlepiej zabrać z niego radio i pochować wszystkie rzeczy, bo znikną. Tu samochody zostawia się otwarte, nawet jeżeli ktoś chciałby je ukraść, to nie bardzo ma je jak wywieźć z wyspy! Jeżeli przyjechaliśmy na wyspę na dłużej, to przejeżdżając koło takiego straganu warto zaopatrzyć się w ziemniaki, przydadzą się w porze obiadowej, do kolejnej rybnej potrawy, której dominującym smakiem jest sól. Jest to Saltstegt sild, nieprzeciętnie słony śledź, obtoczony w mące, podawany z musztardą. Jedząc go najlepiej usiąść przy fontannie, bo pragnienie jest ogromne. Urocza fontanna stoi na ryneczku w Nexo, przedstawia ona chłopczyka z płetwami zamiast stóp. Jej powstanie pewnie jest związane z jakąś legendą, niestety, w przewodnikach nie trafiłam na jej ślad.

Bornholmskie kulinaria to nie tylko ryby, to również sery (St. Clemens), piwa (Dark Gold, Stout), pyszne lody, słynna szynka bornholmska i słodycze. W każdej miejscowości zapach ryb miesza się ze słodką wonią wanilii i cukru. Kiedy zapach słodyczy robi się silniejszy, to znak, że zbliżamy się do wytwórni cukierków lub czekolady. Zza szklanych szyb można obserwować, jak powstają słodkości, a potem kupić je zapakowane w eleganckie pudełeczka lub urocze, romantyczne torebeczki za równie cudowną cenę. Aż dziw bierze, że na tak malutkim skrawku ziemi może nagromadzić się tyle wspaniałości.

Uliczkę znam w... Nexo

A znam i to nie jedną. Chłonęłam je oczami pełnymi zachwytu i nie zapomnę do końca życia. Nie, żebym nie widziała innych maleńkich porcików, które rozsiane są wzdłuż wybrzeży Szwecji, Danii, czy Niemiec; byłam i to w niejednym z nich, ale tylko ten zapadł mi głęboko w serce. Nie wiem, dlaczego tak zadziałała na mnie senna atmosfera tego miasteczka, może spokój bijący z każdego zaułka i wszechobecna, zadziwiająca cisza, mimo że przecież tam, tak jak w każdej innej miejscowości jeżdżą samochody i żyją ludzie?

Coś na co natychmiast zwraca uwagę turysta żyjący za pan brat z przyrodą, który zawitał na Bornholm i spaceruje po uliczkach Nexo, to brak psów. Można odnieść wrażenie, że jedyne czworonogi w tym mieście to te, które przyjechały tu w celach turystycznych ze swoimi właścicielami. Co ciekawe, przed każdym sklepem i w większości restauracji w porze letniej są wystawione miseczki z wodą dla czworonogów. Duńczycy wolą koty, ponieważ przepisy bardzo rygorystycznie regulują trzymanie psów na wyspie; a już niedopuszczalne jest, żeby właściciel nie posprzątał po swoim zwierzaku.

Wędrując uliczkami Nexo, natknęłam się na dom, na którym było napisane "na sprzedaż", a że furtka na podwórko była otwarte weszłam, nie pytając nikogo o pozwolenie. Na środku miniaturowego trawniczka siedział szarobury kot o bursztynowych oczach, który wydawał się reprezentować komitet powitalny; ocierał się o nogi, mruczał i zdawał się pytać: "Jak ci się podoba na wyspie? Będziemy przyjaciółmi? A może zostaniesz tu na zawsze?". Poczułam się jak w bajce Andersena, kot pewnie też był bajkowy, a na drzwiach wejściowych do domu wisiała kołatka-maszkaronek, wystarczyło zapukać... Domów do kupienia na Bornholmie jest sporo, obrotem nieruchomościami zajmują się biura sprzedaży, których tylko w centrum malutkiego Nexo naliczyłam pięć. Starsi ludzie sprzedają swoje malutkie domki i przeprowadzają się do ośrodka, gdzie zamieszkują w małych apartamencikach, mają tam jednocześnie towarzystwo i opiekę medyczną. Dzieci nie utrzymują z nimi kontaktów, tu związki rodzinne nie są zbyt silne - w przeciwieństwie do uczuć patriotycznych; przed każdym domem znajduje się maszt, na który wciągana jest duńska flaga, a uwielbienie bornholmczyków dla kraju i królowej przewyższa miłość do dzieci, które opuszczają rodzinny dom po ukończeniu 18 roku życia i nie zaglądają tu zbyt często. Młodzi często opuszczają wyspę, żeby studiować i nie wracają tu więcej, osiadają na lądzie i dlatego Bornholm to wyspa ludzi starszych. Nie buduje się tu nowych domów, starych jest wystarczająco dużo, a jeżeli nowy właściciel chce wprowadzić jakiekolwiek zmiany architektoniczne, choćby wymienić okna, musi mieć zezwolenie miejscowego architekta. Zresztą mieszkańcy sami dbają o tradycyjny wygląd swoich domostw; nie zakładają nawet odgromników, bo uważają, że szpecą one ich domy. Nie jest to rozsądne, bo burze na wyspie są częste, a uderzenia pioruna zniszczyły już wiele zabudowań. Jest w tej dbałości o wygląd zewnętrzny trochę hipokryzji, bo ogromne anteny telewizyjne na każdym dachu bardziej rzucają się w oczy niż mały piorunochron.

Każde miejsce na wyspie, które odwiedziłam, tchnęło czystością, co w zestawieniu z moimi wspomnieniami z polskiego wybrzeża wypadło smutno. Dwa dni wcześniej spacerując po lasach otaczających piękną miejscowość letniskową, Pogorzelicę, co krok natykałam się na rozsypujące swą bogatą zawartość kosze na śmieci. Codziennie przez Bornholm przelewa się dużo więcej ludzi niż wypoczywa w Pogorzelicy, a jednak nie ma tu porozrzucanych śmieci czy brudnych toalet, a przecież większość turystów to Polacy -czyżbyśmy umieli zachować się "w gościach", a u siebie nie? Bornholmczycy dbają o ekologię, a zamiłowaniem do czystości zarażają przebywających tu turystów. Dbają też o to, żeby do powietrza też nie przedostały się szkodliwe substancje; większość domów opalanych jest drewnem lub prądem nie tylko z tego powodu, że węgiel trzeba by dostarczać statkami, ale dlatego, że właściwa gospodarka leśna pozwala na eksploatację lasów. Co ciekawe, są one w większości prywatne, więc dbałość o ich kondycję jest tylko na głowie właścicieli. Jak oni to robią, że wszystko jest jak należy? Będę szukała odpowiedzi na to pytanie, ale wydaje mi się, że duży wpływ ma tu opieka państwa i... mentalność samych mieszkańców wyspy.

Svaneke-Christianso-Svaneke

Svaneke to jeden z wielu na wyspie przytulnych porcików jachtowych, w sezonie można stąd dostać się na Christianso, maleńką wysepkę, mekkę artystów i miłośników ornitologii. Niestety, dłuższy pobyt w tej enklawie przyrody jest niemożliwy; jedyny na wyspie hotel dysponuje zaledwie sześcioma miejscami, a rozbijanie namiotów jest zabronione. Warto jednak skorzystać z możliwości choćby kilkugodzinnego pobytu, jaki daje połączenie z wyspą (wypłynięcie i powrót tego samego dnia) tylko po to, żeby przez chwilę poczuć się jak europejski Robinson. Christianso jest połączone mostem z sąsiednią wyspą, Frederikso, w sumie na obu mieszka ok. 110 osób, głównie artystów i ornitologów, którzy prowadzą badania na trzeciej wyspie tego miniaturowego archipelagu, Graesholm. Niestety, jest ona niedostępna dla turystów, ponieważ zamieszkują ją rzadkie okazy ptactwa oraz porasta niespotykana gdzie indziej roślinność. Sama Christianso pierwotnie była przeznaczona na bazę marynarki wojennej, stanowiła przecież najbardziej na wschód wysunięty przyczółek Danii. Na początku XIX wieku, jako trudna do opuszczenia, została przeznaczona na więzienie dla szczególnie groźnych przestępców. Odstraszało to jednak potencjalnych chętnych do zamieszkania tu i w połowie XIX wieku więzienie zlikwidowano, co otworzyło drogę rybakom, rzemieślnikom i innym zwykłym ludziom, którym surowa i jednocześnie piękna przyroda wyspy przypadła do gustu.

Wracając statkiem do Svaneke, obejrzyjmy się jeszcze raz za siebie, widoku, jaki zostawiamy za kilwaterem, nie ogląda się zbyt często. Ale i w Svaneke nie można się nudzić, nie na darmo miasto to uznawane jest za ośrodek kulturalno-artystyczny Bornholmu. Na każdym kroku natykamy się na maleńkie galerie pracownie, w których artyści wystawiają i jednocześnie tworzą swoje dzieła. Tworzy się tu nie tylko obrazy, powstaje mnóstwo prac w glinie, w drewnie i ciekawe w szkle. Svaneke słynie w całej Europie z artystycznych wyrobów szklanych. Do miejsc, które koniecznie trzeba zobaczyć, należy również największa na wyspie wędzarnia z pięcioma kominami, gdzie na miejscu można spróbować piekielnie słonego, wędzonego śledzia. Warto przyjrzeć się też jednemu z najlepiej zachowanych na wyspie wiatraków, którego obracany korpus jest swoistego rodzaju ewenementem technicznym XVII wieku, oraz latarni morskiej Skovgade, znanej przede wszystkim żeglującym na Bornholm żeglarzom.

Opuszczając Svaneke miałam wrażenie, że kiedyś tu wrócę, wydawało mi się, że nie nazbyt dokładnie przyjrzałam się starym, kolorowym domkom, które wyglądają na dziwnie małe, żałowałam, że nie pojechałam konnym tramwajem i nie byłam w fabryce cukierków. I choćby po to taki łasuch jak ja powinien tu wrócić.

Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć
 
Biuletyn: Imię: Email:
              
      Nie masz konta?

BIULETYNKontaktO nasMapa stronyPolityka Prywatności i ZaufaniaRegulamin korzystania z serwisu
Copyright © 2006-2008 grupa eturystyka.org - Wszystkie prawa zastrzeżone;