Bilety lotnicze Relacje z podróży
Czytaj pocztę Noclegi Wycieczki
Forum Fotoreportaże
      BiuletynBiuletyn   RejestracjaRejestracja
WycieczkiNoclegiBilety lotniczeCzartery jachtówTargi turystycznePogoda
Schronić się w schronisku, górom się pokłonić nisko
Droga na Ornak po niechlubnej próbie dotarcia do jaskiń Raptawickiej i Mylnej, okazała się przygodą „lekką ,łatwą i przyjemną”.
Za kolejnym mostkiem, po lewej stronie, Wodna Jaskinia Pisana, wyżłobiona w wapiennej Skale Pisanej. Według legendy, tu właśnie śpią zaklęci rycerze Bolesława Śmiałego, którzy obudzą się podobno jak kraj będzie w potrzebie, a póki co, pilnują zaklętych skarbów.
Opowieści o nieprzebranych dobrach, które kryje skalna grota, ściągały tu przez wiele lat amatorów bogactwa, poszukiwaczy przygód a nawet badaczy; prowadzone tu były nawet prace górnicze. Podobno nad wejściem do jaskini wyrzeźbiony jest wizerunek rycerza, ale wszechobecny śnieg tak oblepił skały, że nie dane mi było go oglądać, takoż samo i tablicy upamiętniającej działania partyzanckie w tym rejonie.

Dalej droga, tak jak przez większość trasy, prowadzi wśród wysokich skał, wzdłuż strumienia, który kluczy płynąc raz z jednej strony, raz z drugiej aż w pewnej chwili stwierdzam, że to dwa potoki a nie jeden. Pod jednym z mostków, w lodowych okowach, łączą się potoki: Pyszniański i Tomanowy, tworząc jeden, o szerszym i szybszym nurcie, Kościeliski.
Z kierunkowskazów wynikało, że zaraz znajdę się na Polanie Ornak gdzie w przytulnym schronisku wypiję herbatę, zjem coś pożywnego i odpocznę, ale za mostkiem, dałam się skusić czarnemu szlakowi. Wydeptana w głębokim śniegu dróżka, tak wąska, że z trudem można nią było iść „stopa za stopą”, prowadziła do Smreczyńskiego Stawu.

Po półgodzinnej wędrówce nie żałowałam swojej decyzji; to co zobaczyłam wynagrodziło mi przemarznięte policzki i pusty żołądek. Wśród ciemnych świerków, oświetlona jaskrawym, zimowym słońcem widniała ogromna, jaskrawobiała, lodowa polana, w którą zamienił się Smreczyński Staw. Zaklęta w twardą taflę woda, przysypana skrzącym się śniegiem, wyglądała jak arena gigantycznego cyrku, na którym zaraz miały występować polarne niedźwiedzie. Nie tknięty ludzką stopą ogromny, miękki dywan wzbudzał respekt; bałam się stanąć na nim, żeby broń Boże, nie zepsuć tego, co przyroda zachowała dla mnie (i tych kilku osób, które odważyły się przede mną zboczyć z trasy) w nienaruszonym stanie.

Kiedy już nasyciłam się czernią i bielą, zmarzły mi nogi a w brzuchu zaczęło burczeć jak w czarodziejskim kociołku, wróciłam tą samą ścieżynką do głównej drogi i nie zatrzymując się, szybkim krokiem podążyłam tam, gdzie można było uciszyć pieśń trzewi, czyli do schroniska na Hali Ornak. Schronisko to powstało w 1949 roku, znajduje się na wysokości 1108 m.n.p.m. i jest jednym z najpopularniejszych i najładniej położonych tatrzańskich schronisk. O tej porze roku budynek otoczony jest wysokim wałem śniegu, który tuż przy samej ścianie został częściowo usunięty tak, że można usadowić się na ławce pod oknem i podziwiać Tatry Zachodnie. Podziwiałam tak długo, aż słońce schowało się za wysokie świerki, zrobiło się zimno no i trzeba było zbierać się w powrotną drogę. Zimą dzień jest krótszy a wędrówka po górskich szlakach po zapadnięciu zmierzchu nie należy do najbezpieczniejszych. Latem na tym szlaku ludzi jest sporo, trasa należy wręcz do spacerowych, ale zimą, nawet tu trzeba uważać i jak dzień się kończy to trzeba „schronić się w schronisku, górom się pokłonić nisko”.

    Z ceperskim „hej” - Katarzyna Lewańska-Tukaj
 
Biuletyn: Imię: Email:
              
      Nie masz konta?

BIULETYNKontaktO nasMapa stronyPolityka Prywatności i ZaufaniaRegulamin korzystania z serwisu
Copyright © 2006-2018 grupa eturystyka.org - Wszystkie prawa zastrzeżone;