Bilety lotnicze Relacje z podróży
Czytaj pocztę Noclegi Wycieczki
Forum Fotoreportaże
      BiuletynBiuletyn   RejestracjaRejestracja
WycieczkiNoclegiBilety lotniczeCzartery jachtówTargi turystycznePogoda
SZUMAWA na majowy weekend
Szumawa, Šumava, Böhmerwald, zrębowe pasmo górskie na granicy Czech i Niemiec (Bawarii) oraz częściowo w Austrii, stanowiące południowo-zachodnie obrzeżenie Masywu Czeskiego. Długość ok. 250 km, szerokość do 80 km. Pasmo zbudowane jest głównie z granitów i gnejsów, składa się z dwóch równoległych grzbietów, oddzielonych od siebie pasem obniżeń, wykorzystywanych w części południowej przez górną Wełtawę. Wznosi się do 1456 m n.p.m. (Grosser Arber). Szerokie, pokryte rumowiskami skalnymi grzbiety kontrastują ze stromymi, zalesionymi stokami. W najwyższych partiach występują formy polodowcowe, m.in. przegłębione kotły z jeziorami. Klimat umiarkowany, opady do 1500 mm rocznie. Eksploatuje się skały budowlane, grafit i glinkę porcelanową. Obszar słabo zaludniony, dobrze rozwija się turystyka. W południowo-wschodniej części pasma, na Wełtawie, znajduje się Zbiornik Lipnowski (hydroelektrownia). Północnym przedłużeniem Szumawy jest Las Czeski.
Mała Encyklopedia Internetowa

Dzień pierwszy, czyli zaczynamy od najwyższego punktu
Parkujemy nasz samochodzik w pobliżu flowmarku w Bayerisch Eisenstein. To bawarskie miasteczko graniczne. Po drugiej stronie jest czeska Zelezna Ruda. Początkowo duża ilość jednakowo znakowanych szlaków wprowadza nieco zamętu w naszych głowach, ale jakoś odnajdujemy tę właściwą ścieżkę wiodącą na szczyt najwyższej góry pasma Szumawy, na Grosser Arber. Szlak początkowo wiedzie przez urokliwe przysiółki by w końcu zagłębić się w las. Po drodze mijamy dużo świeżych wyrębów, wszędzie walają się sterty świerkowych gałęzi. śniegu coraz więcej. Szlak jednostajnie wspina się południowo-wschodnim ramieniem góry. W końcu osiągamy górną granicę lasu.
Tutaj też jeszcze sniegu jest dużo, aczkolwiek są połacie gdzie go już nie ma i gdzie wystaje zeszłoroczna trawa i skały. Na szczycie ruch dosyć znaczny. Pełną parą pracuje kolej gondolowa wwożąca niemieckich turystów. Na szczycie dominują kuliste radary (wojskowe lub meteorologiczne) a w restauracji leje się piwo i pachną kiełbaski. My jednak wolimy własną herbatę i kanapki. Wracamy na dół tą samą drogą. Nocleg spędzamy w jednym z hotelików w Zeleznej Rudzie. Ale nie tym z różowymi okiennicami, których to lokali wyjątkowo tam dużo.

Dzień drugi, czyli zagłębiamy się w bezkres szumawskiego lasu.
Trzydniową pętlę rozpoczynamy od miejscowości Srni. Z pełnymi plecakami idziemy żółtym szlakiem w kierunku miejscowości Prasily. Nie dochodzimy jednak do niej, lecz mijając przepiękne miejsce po nieistniejącej już wsi Zelena Hora dochodzimy do niebieskiego szlaku. Ten szlak to stokówka. Ale jaka stokówka- wyasfaltowana! I pomimo wszędobylskiego śniegu odśnieżona! A na niej pełno rowerzystów. Ciepło! Słońce topi śnieg i opala naszą bladą skórę. Odbijamy ze stokówki, by wejść na szczyt Oblik.

Generalnie w Szumawie szlaki wiodą głównie stokówkami lub drogami w dolinach. Niewiele szczytów można odwiedzić wchodząc na niej szlakiem. Generalnie to i tak nie ma po co, bo są one z reguły gęsto zarośnięte lasem. Z Oblika widać iż Szumawa to góry nieco bez wyrazu. Bez charakterystycznych szczytów, wierzchołki kopulaste i jednakowej wysokości. Identyfikacja bardzo utrudniona. Trudno też wyróżnić główną grań, tak charakterystyczną dla Beskidów. Za to są tu przepiękne polany i rozległe, niezamieszkane tereny. Dochodzimy do rozstaju Tmavy Potok. Rozległa polana w dnie doliny. Słońce wytapia śnieg, który w postaci niezliczonych cieków spływa każdym zagłębieniem terenu. Łąki są podmokłe, potoki wezbrane i w czerwonawym w kolorze. Jest ładnie! Teren przypomina skandynawską tajgę.

Tuptając asfaltem dochodzimy do wsi Modrava. Musi być tu coś niezwykle magicznego w tym miejscu, skoro ma ono bezpośrednie połączenie z Pragą. Jakoś jednak tego nie dostrzegamy. Ani żadnej Skiareny, ani hoteli, czy pensjonatów. Ogólnie zadupie i już. Gotujemy zupkę z torebki i idziemy dalej. Szlak wiedzie lasem po śniegu. Męczący to odcinek. Nagle śnieg ustępuje. Droga odśnieżona. Pomimo asfaltu idzie się znacznie łatwiej.

Dochodzimy to najpiękniejszego miejsca na całej naszej trasie, do Březnika. W sercu leśnej głuszy, u zbiegu potoków leży polana. Rozległa polana. Od Niemiec pośród białych płatów śniegu spływa rzeka, która wcale małą nie jest. Za domkiem myśliwskim rozbijamy namiot. Godzina 20 zastaje nas śpiących.

Dzień trzeci, czyli odkrywamy źródła narodowej rzeki Czechów
Raniutko opuszczamy przepiękne miejsce zwane Březnik. Kolejnymi drogami stokowymi (oczywiście wyasfaltowanymi) dochodzimy do źródeł Wełtawy. Samo Źródło ocembrowane, okolone ścieżką i płotkiem. Obok ławki, tablice informacyjne. Na szczęście nie ma straganów i parkingu. Jest za to parę osób. I oczywiście rowerzyści. Tamtejsze tereny są stworzone do turystyki rowerowej. Łagodne podjazdy, dobre drogi, liczne polany widokowe sprawiają że na rowerach spotyka się całe rodziny. Idziemy dalej. Pogoda nam sprzyja, aczkolwiek nie przywykłe do słońca ciała szybko musimy chronić przed nadmiernym opaleniem (czyt: oparzeniem). Po krótkim podejściu dochodzimy do opuszczonej po wojnie wsi Bucina. Była to najwyżej położona wieś w Szumawie (1162mnpm). Wieś o rodowodzie niemieckim, dlatego gdy po wojnie znalazła się na terenie Czech, wyludniła się całkowicie. Obecnie buduje się tam na wzór przedwojennego pensjonat Alpy. Buduje się w miejscu skąd przy dobrej pogodzie widać Alpy Bawarskie. Znajduje się tam turystyczne przejście graniczne. Rewelacyjne miejsce na biwak! My jednak po wysuszeniu namiotu i posileniu się zupką z torebki idziemy do Kvildy. Zaschło w gardle. Droga do Kvildy wyjątkowo dała sięgam we znaki. Nasłoneczniony asfalt i kilometry lubią iść w parze. Nie było więc nic dziwnego w tym, że na początek poszedł jeden kufelek miejscowego złotonośnego napoju (złotonośnego bo w miejscowej rzeczce dorośli panowie wykonywali czynności podobne do tych znanych z westernów, opowiadających o amerykańskiej gorączce złota).

Na nocleg wybraliśmy skraj łąki nad miejscowością.

Dzień czwarty, czyli wracamy do domu.
Po śniadanku umilanym odgłosem pracującego nieopodal na polu ciągnika udajemy się leśnym szlakiem do Horskiej Kvildy. Leśna droga tchnęła monotonią, natomiast Horska Kvilda okazała się być kolejną perełką pośród szumawskiej, leśnej głuszy.

Przysiółek z kilkoma domami rozrzuconymi na polanie pośrodku lasu. Podobnie perełką okazał się szlak wzdłuż Hamerskiego Potoku do miejscowości Antygl. Z Antygla szlak z kolei wiódł nas wzdłuż rzeki Vydra. Wzburzonej, hałaśliwej, pełnej baniorów i skalnych progów. Opuściwszy rzekę poprzez przysiółek Horni Hradky dochodzimy do punktu wyjścia, do miejscowości Srni. I to by było z tej Szumawy na tyle.

Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć
http://www.sternet.pl/mirosado/

 
Biuletyn: Imię: Email:
              
      Nie masz konta?

BIULETYNKontaktO nasMapa stronyPolityka Prywatności i ZaufaniaRegulamin korzystania z serwisu
Copyright © 2006-2014 grupa eturystyka.org - Wszystkie prawa zastrzeżone;