Bilety lotnicze Relacje z podróży
Czytaj pocztę Noclegi Wycieczki
Forum Fotoreportaże
      BiuletynBiuletyn   RejestracjaRejestracja
WycieczkiNoclegiBilety lotniczeCzartery jachówTargi turystycznePogodaGrupy dyskusyjne
Relacje z podróży
Relacje z podróży
Polska
Europa
Azja
Afryka
Ameryka Północna
Ameryka Południowa
Australia i Oceania
Antarktyka
Podróże dookoła świata
Relacje z podróży z dziećmi
Relacje z rejsów
Wyprawy nurkowe
Wyprawy w góry, trekking
Wyprawy rowerowe
Śladami Stasia i Nel - Egipt
Sudan - pomysł, by zobaczyć ten kraj, poddał mi Janek - mój kolega i towarzysz z wyjazdu do Etiopii. Na początku zastanawiałem się, czy jechać ponownie do Afryki, czy może zobaczyć znowu Azję. Ale w końcu się zdecydowałem i dołączyłem do Janka i jego żony, Ani. I nie żałuję mojego wyboru. Choć niektóre plany nie wypaliły (powrót przez Arabię Saudyjską), choć Sudan okazał się droższy, niż planowaliśmy, to jednak zobaczyłem miejsca, gdzie turyści to rzadkość, więc wita się ich bardzo przyjaźnie. Trochę we znaki dała nam się sudańska biurokracja, wścibskie "security", a nawet wojsko w Kassali. Przy okazji znów odwiedziłem Egipt, ponownie podziwiałem piramidy i Abu Simbel, znowu wściekałem się na tamtejszych naciągaczy. Miłym akcentem kończącym moją podróż byłą wizyta w Jordanii - kraju miłych ludzi i wspaniałych zabytków. Bilet na przelot do Kairu liniami Alitalia, kupiłem w przyjemnym i kompetentnym biurze 5MS.

WIZY
Wizę egipską dostaje się szybko i bez problemów w ambasadzie w Warszawie; wielokrotna, ważna na trzy wjazdy, kosztuje 110 zł. Można też dostać wizę na lotnisku w Kairze i w porcie w Nuweibie. Wizę jordańską wyrobiłem szybko i sprawnie w Chartumie, ale musiałem zapłacić. Można ją również dostać za darmo na większości przejść granicznych.

28_2.jpg03.10.2002 r. Wyleciałem wcześnie rano z Okęcia samolotem LOT-u, obsługującym połączenie linii Alitialia. Po krótkim locie, opóźnionym ze względu na mgłę, na pokładzie dość ciekawie wglądającego samolotu Embraer, wylądowałem na lotnisku Malpensa, koło Mediolanu. Tu przesiadłem się na samolot do Kairu. W czasie tego lotu miałem okazję podziwiać wspaniałe widoki m.in. wybrzeża Chorwacji, a przy podejściu do lądowania - piramid w Gizie. Na lotnisku w stolicy Egiptu wymieniam pieniądze (20 USD=92 LE), a następnie miejskim autobusem, z parkingu, jadę do centrum. Muszę się przesiąść na drugim terminalu, cała podróż trwa około 2 godzin i kosztuje 2 LE.

Szczęśliwie wysiadam przy stacji kolejowej Ramzes. Znam tutaj z mojego poprzedniego pobytu, 5 lat wcześniej, Hotel Ciao. Niestety, okazuje się, że hotelu nie mogę zlokalizować i muszę wziąć taksówkę, która za 5 LE podwozi mnie kawałek, choć wystarczyło przejść na drugą stronę dworca. W hotelu znowu rozczarowanie - podrożał znacznie od poprzedniego pobytu. Robi się jednak późno i po negocjacjach śpię w pokoju z łazienką i śniadaniem za 40 LE. Kupuję bilet do Asuanu na następną noc. Podobno jest tylko I klasa, płacę za ten luksus 75 LE. Pomaga mi policjant "turystyczny". Chcę dowiedzieć się jeszcze o prom do Sudanu, ale już jest za późno. Na kolację jem falafela (trzy kulki za 1 LE), popijam wodę i colę (razem 3 LE). Bez problemu udaje mi się wysłać SMS-y do domu (sieć Vodafon). Wieczorem chodzę sobie po mieście - ten zgiełk, ryk klaksonów, tłumy ludzi - ta metropolia naprawdę tętni życiem. Piję sok z trzciny cukrowej (0,50 LE), a potem piwo Stella w hotelowej restauracji (6,50 LE), wracam do pokoju i idę spać. W nocy robi się trochę chłodno.

29.jpgRano wypytuję się o możliwość kupienia karty ISIC, ale dostaję tylko propozycję kupienia wycieczki do Gizy (60 LE taksówką) i - przy okazji - wstąpienia do odpowiedniego biura sprzedającego karty (podobno miejsce zna tylko kierowca :-). Idę na dworzec kolejowy, do biura firmy żeglugowej, tuż przy punkcie sprzedaży miejsc w wagonach sypialnych, ale w piątek biuro jest zamknięte. Pakuję się, oddaję bagaż na przechowanie. Jadę metrem do stacji Sadat, stamtąd idę do Nill Hilton Mall, gdzie wypłacam pieniądze z bankomatu. Niedaleko jest Muzeum Egipskie - mnóstwo policjantów, zwiedzanie odkładam na później. Spaceruję wybrzeżem Nilu, potem idę przez dzielnicę na wyspie, aż docieram do ulicy Manyal (Manial) 23, gdzie za 52,5 LE wyrabiam legitymację ISIC (właściwie bez większych problemów). Przechodzę przez most do dzielnicy Giza, tam łapię (z wydatną pomocą miejscowych) autobus miejski za 50 piastrów, który podwozi mnie pod same piramidy. Jeszcze minibus za 2 LE i już jestem w rękach miejscowych naganiaczy. Choć z początku nie mam ochoty, ale w końcu decyduję się wynająć wielbłąda za 30 LE (plus 10 LE napiwku dla poganiacza). Mój przewodnik jest całkiem fajny, umie robić dość dobre zdjęcia. Zsiadam z wielbłąda pod piramidami i dalej zwiedzam już samodzielnie, wchodzę na wzgórze, skąd jest ładny widok, wspinam się na jedną z mniejszych piramid (za mały napiwek dla strażnika, sam mi zaproponował). Wszędzie mnóstwo naganiaczy, trudno się skupić na zwiedzaniu, trwają przygotowania do jakiegoś przedstawienia (Aida?). Wreszcie przy piramidzie Hefrena spotyka mnie policjant na wielbłądzie i karze opuścić teren (zamykają już o 16.00). Jeszcze oglądam Sfinksa, jem pizzę w Pizza Hut naprzeciwko piramid (30,5 LE). Nie zostaję na widowisko "Światło i dźwięk", ale wracam taksówką na stację kolejową (za 15 LE). Trochę chodzę po okolicach dworca, piję piwo w hotelowej restauracji, a potem idę do pociągu. Wagony w "Nefretiti" są wręcz luksusowe, podróż przebiega sprawnie. Rano ucinam sobie pogawędkę ze współpasażerem. Około 11.00 jestem na miejscu.

30.jpgNa peronie w Asuanie czekają już na mnie Ania i Janek - razem odbędziemy tą wspaniałą podróż. Na początku idziemy do biura żeglugowego, bardzo obskurnego, gdzie za 192 LE kupuję bilet pierwszej klasy na prom do Wadi Halfa. Mieszkamy w Hotelu Noorhan (miły i tani). Po kąpieli idziemy na poszukiwanie wycieczki do Abu Simbel (były i takie za 75 USD, ale jedziemy w końcu do świątyni Ramzesa za 50 LE). W centrum są dwa bankomaty, w jedynym czynnym udaje mi się dokonać wypłaty pieniędzy. Wynajmujemy felukę na rejs do wyspy Kitschenera (10 LE), gdzie zwiedzamy przepiękne ogrody i kupujemy niesamowite, pachnące naszyjniki z owoców (1 LE). Ponieważ nasz kapitan feluk jest miły, nie nagabuje nas, więc postanawiamy popływać jeszcze po rzece za 15 LE, aż do zachodu słońca. Jemy w bardzo dobrej knajpce naprzeciwko hotelu (3 LE za "fasolię" i wywar z kurczaka, 1 LE za sałatkę).

Następnego dnia wstajemy o 3.30 i około 3.45 już czekamy na minibus. Potem zbieramy pozostałych uczestników wycieczki z innych hoteli. Czekamy na zebranie się całego konwoju i przed świtem wyjeżdżamy z miasta. Po mniej więcej 3 godzinach jazdy przez pustynię jesteśmy na miejscu, w Abu Simbel. Wstęp kosztuje 36 LE, dla studentów 19,5 LE. Przy wejściu jest kontrola bagaży, Jankowi zabierają nóż. Cały teren jest strzeżony, są tam kamery. Wspaniałe posągi Ramzesa, które widzę po raz drugi, robią na mnie niezapomniane wrażenie, jednak Janek jest zawiedziony. Oglądamy jeszcze widoki jeziora Nassera i wracamy. Widzę fatamorganę. Odwiedzamy Wielką Tamę Asuańską (High Damm). Nie jest to coś niesamowitego, ale zobaczyć warto. Na tamie panuje niesamowity upał - czuję, jakby ktoś wbijał mi w ciało szpilki. Następny punkt wycieczki to wyspa Philae (wstęp 20 LE, studenci 10 LE, łódka na wyspę 3 LE). W planach jest jeszcze niedokończony obelisk (10 LE), ale my rezygnujemy (i inni też). Wracamy do hotelu, odpoczywamy i idziemy coś zjeść. Za radą spotkanych podróżników idziemy do restauracji Asawa Moon, mieszczącej się na barce zacumowanej na Nilu. Panuje tam superatmosfera i są piękne widoki, ale jedzenie jest drogie (ryba + frytki 15 LE, piwo 6 LE + 15% podatku i opłaty za obsługę) i raczej nie najlepsze. Razem z nami je czeska wycieczka i "overland tour". Po posiłku korzystam z internetu (15 minut - 5 LE), kupuję wodę mineralną (1,5 LE) i wracam do hotelu. W budynku obok odbywa się wesele.

07.10.2002 r. to dzień, w którym odpływa nasz promu do Sudanu. Ranek zaczyna się dla mnie niezbyt miło - mam ból brzucha (chyba po wczorajszej kolacji). Jednak krople żołądkowe pomagają i idę wysłać kartki na pocztę (kartka 1 LE, znaczek do dowolnego kraju 1,25 LE). Potem pakujemy się, łapiemy spod dworca kolejowego taksówkę do High Damm (15 LE - nie było łatwo, jeżdżą tam tanie lokalne pociągi, ale nie mieliśmy już czasu). Egipskiej waluty wyzbyłem się do tego stopnia, że częściowo płaciłem dolarami... Sama droga prowadzi wzdłuż linii kolejowej, krzyżując się z nią, przez hałdy.

31.jpgW porcie przechodzimy kontrolę "bezpieczeństwa" (prześwietlanie bagażu! filmy udaje mi się od tego uchronić), paszportową, celną (dla nas bezproblemowa). Zabierają nam część kwitków, w zamian wydają inne. Wreszcie wchodzimy na statek. Jest on całkiem nowoczesny (produkcji chyba niemieckiej), pierwsza klasa to dwuosobowe kabiny z klimatyzacją, druga klasy - wspólne ławki na niższym pokładzie, ale też klimatyzowana. Do promu doczepiona jest metalowa barka, na której są załadowane przewożone samochody (w tym "overlanda") oraz ładunki. Załadunek trwa nieustannie, przez kilka godzin. Tymczasem dostajemy smaczny posiłek, wliczony w cenę biletu (zupa, sałatka z gujawy, chleb - pita, bób). Można zakupić na miejscu napoje (cola 1,5-2 LE). Są dwie kantyny - dla pierwszej i drugiej klasy. Różnią się dość znacznie jakością jedzenia i obsługi. W kantynie drugiej klasy nawet cola jest w mniejszych buteleczkach (zarazem tańsza). Opryskliwy sprzedawca w brudnym fartuchu pali papierosa nawet wydając posiłki - klimaty, jak z Misia. Do mojej kabiny dokwaterowują bardzo miłego Chilijczyka. Prom odbija dopiero o 17.00, po całkowitym załadunku, tuż przed zachodem słońca. Modlący się muzułmanie obracają się w stronę Mekki, dostosowując się do ruchu statku.

Wieczór spędzamy na rozmowach - zarówno z kilkorgiem podróżujących białych, jak i Sudańczykami. Bardzo pomaga nam zwłaszcza jeden Sudańczyk bez ręki, mający dość duże znajomości. Okazuje się, że przewożenie samochodu jest kosztowne - za wóz kempingowy płaci się 600 USD, a za ciężarówkę ("overlandy") - 1000 USD. Oddajemy nasze paszporty, mamy je odebrać rano. W nocy śpię całkiem dobrze, choć jest bardzo zimno (klimatyzacja).

Rano jem śniadanie (8 LE - bób, pita, biały serek, dżem, dziwne warzywa; herbata z mlekiem - 1,5 LE; cola - 2 LE). Około 11 mijamy Abu Simbel - widok z jeziora jest naprawdę niesamowity. Pozwalają nam nawet stanąć tuż przy mostku, gdzie widok jest najlepszy. Biali, którzy płyną razem z nami, są często naprawdę dziwni, np. para Francuz i Niemka z dzieckiem (sprzedali wszystko i jadą na południe Afryki), para na motocyklu. Około 13.30 stajemy przy granicy (wyznaczonej na jeziorze przez pływające beczki i linę), jedna motorówka zabiera egipskiego policjanta, potem następna przywozi sudańskich. Około 17 przybijamy wreszcie do Wadi Halfy - jesteśmy w Sudanie.

Jacek Żoch
www.zoch.pl


 
Biuletyn: Imię: Email:
              
      Nie masz konta?

BIULETYNKontaktO nasMapa stronyPolityka Prywatności i ZaufaniaRegulamin korzystania z serwisu
Copyright © 2006-2008 grupa eturystyka.org - Wszystkie prawa zastrzeżone;