|
|
|
|
|
Autor: Jacek Żoch
|
To była wycieczka rodzinna. Do Wilna pojechaliśmy z moim bratem, jego dzieciakami i naszym ojcem. Pierwotny plan zakładał podróż pociągiem, ale ponieważ w odpowiadającym nam terminie nie było wolnych miejsc pojechaliśmy samochodem mojego brata. Wyjechaliśmy piątkowym, sierpniowym popołudniem, aby późnym wieczorem dotrzeć do granicy. I tu czekała nas niemiła niespodzianka - długa kolejka i kilkugodzinne oczekiwanie. odprawa przebiegała dosyć opieszale, np. nasza SG sprawdzała dość skrupulatnie dane samochodu. Ciekawe, czy w Unii nadal jest tak samo ? Po przekroczeniu granicy musieliśmy objechać jeszcze nocą jakiś wypadek. Ale w końcu dotarliśmy do autostrady Wilno - Kowno, a potem zaskakująco łatwo odnaleźliśmy kemping "Slenyje" w pobliżu Trok, na którym mieliśmy zarezerwowany nocleg. Kemping nie był za tani ( 100 Lt za domek czteroosobowy ), ale całkiem przyzwoity. Następnego ranka pojechaliśmy zwiedzać miasto. Samochód zostawiliśmy na parkingu strzeżonym ( 10 litów za dobę ), choć nie wydaje się, żeby było koniecznie potrzebne. Przeszliśmy mostem i już byliśmy w okolicach katedry. Ta niestety była w remoncie, zresztą zbudowana w stylu klasycystycznym nie jest największą atrakcją miasta. Za to ciekawe s a jej kaplice, np. św. Kazimierza. Tuż obok trwa .. budowa pałacu książęcego ( dziwactwo ). Wąskimi ulicami Starego Miasta idziemy w kierunku rynku, mijając piękne pałace, kościoły i cerkwie. Na rynku największe zainteresowanie wzbudza ... akwarium z żywymi rybkami. Potem idziemy w kierunku Ostrej Bramy. Tu zatrzymujemy się na dłuższą chwilę - modlimy się przed cudownym obrazem Matki Boskiej. Samo miejsce ma rzeczywiście niesamowitą atmosferę i jest tak różne od Jasnej Góry - malutkie, skromne, bez fanfar i wystrzałów armatnich. Niestety każda większa grupa wiernych lub turystów powoduje tłok. Pod kościołem niestety żebrzą miejscowe starsze Polki ... Robimy się głodni. Dzieciaki ciągną nas do Mc Donald`s z dziwaczną toaletą podświetloną niebieskimi jarzeniówkami. Gdy już nasyciliśmy się tradycyjnymi litewskimi hamburgerami :-) idziemy w stronę drugiego najważniejszego dla Polaków miejsca w Wilnie - cmentarza na Rossie. Po drodze oglądamy niezmienione stare uliczki i odnowiony barbakan. Wizyta na Rossie jest z jednej strony ciekawa i podniosła - widzimy grób matki marszałka Piłsudskiego ( z jego sercem ), groby wielkich Wilnian. Z drugiej strony zaniedbany cmentarz budzi też smutek. Wracamy inna drogą. Zatrzymujemy się w miłej restauracji na Zarzeczu nad rzeką. Zwiedzamy kościoły św Anny i Bernardyński - jedne z najwspanialszych obiektów sakralnych w mieście. Potem idziemy na wieżę Giedymina, skąd roztaczają się wspaniałe widoki na miasto. Wracamy do samochodu i jedziemy do Trok. Tam jedziemy na kolację do restauracji karaimskiej. Jedzenie jest świetne, przyjemność mąci nam jednak kelnerka, która ma wyraźne opory z wydaniem reszty. Wracamy na kemping i idziemy spać. Następnego dnia zwiedzamy zamek w Trokach. Samochód zostawiamy na parkingu i idziemy do zamku. Po drodze oglądamy jeszcze charakterystyczne domki Karaimów oraz ich drewnianą świątynię - Kenesę. Zamek, położony na wyspie, z zewnątrz wygląda bajkowo - piękna ceglana budowla odbijająca się w wodach jeziora. W środku wyraźnie widać, że został dawno zniszczony i odbudowany dopiero po wojnie. W środku mieści się typowa wystawa różnych historycznych przedmiotów. Komentarze i opisy tak przeinaczają historię i nic nie mówią o polskości w tym rejonie, że aż budzą uśmiech. Po wyjściu idziemy obejrzeć różne stragany z pamiątkami - dzieciaki chcą sobie coś kupić. Choć mieszka tutaj spora mniejszość polska, to boją się oni mówić po polsku. Gdy my chcemy rozmawiać z nimi w naszym wspólnym języku, jakiś Litwin obwieszcza nam, że to Litwa i mówi się po litewsku ! Kompleksy miejscowych są wciąż silne. Jemy obiadek w miejscowej knajpce ( kołdun i kwas chlebowy - drogie, bo to miejsce turystyczne ) i zamierzamy wracać do Polski. Niestety okazuje się, że nasz samochód uległ małej awarii. W czasie kiedy mój brat go reperuje idziemy odwiedzić kościół Nawiedzenia NMP, opisywany w Trylogii. Ma on obecnie wystrój barokowy. Trafiamy akurat na mszę w języku litewskim, odbywają się tam także msze po polsku. W środku znajduje się piękna kaplica Romerów, oraz słynny, cudami słynący obraz Matki Boskiej Trockiej, namalowany w stylu wschodnim na miedzianej blasze. Gdy samochód jest już sprawny wyruszamy w drogę powrotną. Na granicy znowu czekamy - odprawa litewska trwa dość długo, bo mają jakąś kontrolę. Do domu docieramy wieczorem - zmęczeni, ale i zadowoleni. Jacek Żoch www.zoch.pl
|
|
|
|
|