Bilety lotnicze Relacje z podróży
Czytaj pocztę Noclegi Wycieczki
Forum Fotoreportaże
      BiuletynBiuletyn   RejestracjaRejestracja
WycieczkiNoclegiBilety lotniczeCzartery jachtówTargi turystycznePogoda
SUDETY 2006: KASKADĄ BOBRU I GÓRAMI KACZAWSKIMI
Nie mogę sobie znaleźć miejsca po stracie Muchy; chcę jechać na Dolny Śląsk, ale prognozy pogody są fatalne, więc planuję przeczekać je w gościnnym domu przyjaciół w Kamiennej Górze. Ostatecznie wysiadam pochmurnym i deszczowym świtem w Marciszowie, w przerwie deszczu pedałuję w Rudawy przez Wieściszowice nad Kolorowe Jeziorka. Właśnie gdy tam dojeżdżam do turystycznej wiaty, zaczyna się godzinna ulewa. Jeziorka to malownicze pozostałości po wyrobiskach kopalnianych, w ładnym lesie. http://www.globtroter.pl/weekend/wycieczki/jeziorka.phtml

Przez leśne kałuże i głębokie błoto zjeżdżam do Kamiennej Góry, gdzie witam Braci-Gospodarzy. W Kamiennej Górze pędzimy mile czas na biesiadach (nie tylko słownych). Pogoda ciągle fatalna; robimy z Romanem jedynie krótki wypad do Ogorzelca i do wlotu nieczynnej linii Kowary - Kamienna Góra.

Tunel w złym stanie, po drugiej stronie przełęczy Kowarskiej dość złowrogie sztolnie kopalni uranu. Malownicze okolice Janiszowa. W piątek moja cierpliwość się wyczerpuje: decyzja wyjazdu wzdłuż Bobru szlakiem rowerowym R6, na którego początek zabieram obu gospodarzy. W Miedziance chwilowo się rozdzielamy: ja zjeżdżam w dół do toru kolejowego w rejon dawnych sztolni. Kupferberg to początkowo było miejsce kopalnictwa miedzi; po wojnie zaczęto eksploatację uranu. Pod ochroną KGB, w niemal tajnych warunkach obozów pracy przymusowej. Z ogromną śmiertelnością i terrorerm obozowym. Dopiero teraz odtwarzane są fragmentaryczne realia...

W miejscu gdzie droga prawie dochodzi do toru, po prawej zbocze hałdy z otworem sztolni.

Otwór jest wąski, niezbyt bezpieczny, więc nie wchodzę do środka. W okolicy są bardzo liczne inne stare sztolnie. Złowrogie miejsce: to na uranie kowarskim lub z Miedzianki być może eksplodowały pierwsze pokój miłujące (czyli: radzieckie) bomby atomowe... Do Janowic zjeżdżam uciążliwie z powodu błota wzdłuż toru kolejowego, a potem wzdłuż bardzo malowniczego tu przełomu Bobru; w barze w Janowicach celebrujemy rozstanie.

Jadę dalej wzdłuż prawego brzegu; krajobraz w miarę zbliżania się do Sokolików robi się coraz bardziej malowniczy (widać to zresztą również z pociągu).

Rejon Sokolików jest ogromnie atrakcyjny: strome skałki, ładny las, ruina zamku Bolczów (nie mylić z Bolkowem). W Trzcińsku zjeżdżam na lewy brzeg: interesująca odbudowywana ruina pałacu Bobrów (przed Wojanowem).

Pałac przylega do mniej sympatycznego wielkiego zespołu o charakterze koszarowym. W Wojanowie kościół z kilkoma bardzo interesującymi płytami nagrobnymi, w parku odbudowuje się pałac. Po drugiej stronie (to już właściwie Łomnica), na lewym brzegu odbudowany okazały zespół pałacowy. Liczne tablice wskazują na udział niemiecki. I rzeczywiście: robi on wrażenie niemieckiej enklawy.

Okrążam Jelenią Górę wzdłuż Bobru, skrajem starych jej dzielnic, potem skrajem nowych osiedli: patrzę stąd na miasto z dużym sentymentem. Zjazd na lewy brzeg, i zostawiając po lewej Wzgórze Krzywoustego odnajduję utwardzony deptak Borowego Jaru.

Pozostawiam malowniczy wiadukt kolejowy; szlak wiedzie typowym sudeckim otoczeniem: nieco ciemny wilgotny las w głębokim jarze; takie otoczenie sprzyja narodzinom legend o Liczyrzepie. Tak dojeżdżam do Perły Zachodu (stare ładne niemieckie schronisko przylepione jak jaskółcze gniazdo na urwisku Bobru).

Bóbr co prawda już tak koszmarnie nie cuchnie odpadami z Celwiskozy, jak w latach 70tych, ale rzeką płynie brązowy muł o niedwuznacznym aromacie nieistniejącej oczyszczalni ścieków komunalnych.... Żeby było śmieszniej (a może straszniej?) nazywa się on tu Jeziorem Modrym. Pogoda dość pesymistyczna, szybko zjazd do Siedlęcina (tu warto zobaczyć Wieżę rycerską), i dalej nad następne jezioro kaskady: Wrzeszczyńskie, tym razem innym szlakiem rowerowym R&&. Jakiś kilometr dalej, na prawym brzegu mały ale ładny biwak pod dorodnymi świerkami. Smutny długi wieczór i noc.

Rano do kolejnej malowniczej elektrowni, i dalej, tym razem lewym brzegiem okrążam głęboko na zachód Bóbr, przez Barcinek. Tam w ruinie sanatorium UB w ładnym parku, dłuższe podejście w górę leśnymi drogami, i przez Pokrzywnik nad zaporę w Pilchowicach. To największa i najładniejsza budowla kaskady: imponujący mur długości 290 m, wysokości 62 m. Cała kaskada wybudowana była dla zapobiegania powodziom, po serii katastrofalnych wylewach w początkach XX w., a również dla celów energetyki. Ostatni raz niekontrolowane przelanie dokonało się tu w 1997 r. Podobnie malownicze budowle wzniesiono na Kwisie. Nad całym dużym jeziorem zaporowym są jedynie bardzo nieliczne miejsca z dobrym dostępem od lądu. Dalej wzdłuż Bobru do niedalekiego Wlenia. Ładne miasto z okazałym rynkiem, ratuszem, starym kościołem, malowniczym dworcem i wlotem tunelu, oraz ruiną zamku na wysokim wzgórzu. Ruina jest w złym stanie: niezabezpieczone osuwiska mogą niedługo zniszczyć zabytek.

Z wieży bardzo rozległy widok na okolicę. W całym Wleniu nigdzie nie znajduję żadnego baru ani restauracji. Bardzo mozolny podjazd przez Bystrzycę (głównie jednak prowadzę rower kilka kilometrów: do diabła - przecież nie jestem sportowcem ani harcerzem abym MUSIAŁ jechać). Ze zjazdu na Bełczynę otwiera się widok na ostry stożek najpiękniejszego naszego wulkanu: Ostrzycy Proboszczowickiej.

Ponieważ po drodze nigdzie nie było sklepiku, więc po chleb i piwo jadę do Proboszczowa i wracam pod wulkan. Mozolnie wnoszę oddzielnie bagaż, potem rower na szczyt. Tu późnym popołudniem robię kolację i myję się symbolicznie i tradycyjnie w pół litrze wody. Wieczór w resztkach słońca; wspaniała panorama Dolnego Śląska z wysokości ponad 200 m ponad okolicą. Taki widok musiał mieć Bóg Ojciec ostatniego z owych siedmiu dni. Długi cień stożka wulkanu pode mną.

Od zachodu powoli się chmurzy, zapowiadają deszcz w nocy, a ja dodatkowo nie chcę tu spać - smutno bez Muchy. O zmierzchu schodzę z bagażem i rozstawiam namiot na polance skłonu wzgórza. Rzeczywiście w nocy trochę popadało. Rano jeszcze raz Proboszczów, Pielgrzymka, Jerzmanice. Po drodze usiłuję zdzwonić się z sympatycznymi znajomymi ze Złotoryji, którzy pomagali nam w trudnych chwilach odwrotu po tragicznej zeszłorocznej wyprawie w Alpy... Niestety, nie ma ich w domu. Tuż przed Złotoryją podjazd w stronę Wilkołaka; rower zapinam w lesie, a pod kamieniołom w wulkanie podchodzę pieszo. Widok niesamowity: urwisko w dwóch tarasach, razem ze 100 m wysokości pionowych ścian zrośniętych słupów wulkanicznej lawy.

Czegoś tak potężnego nie widziałem nawet w Czechach. Zjeżdżam do pobliskiej Złotoryji i wchodzę do kopalni złota. Od wielu lat rywalizuje ona turystycznie ze Złotym Stokiem. I z większym powodzeniem, chociaż ośrodek w Złotym Stoku jest znacznie większy, a muzealna kopalnia znacznie atrakcyjniejsza. Na promocję czeka trzeci złoty ośrodek - w Głuchołazach. Wystawny obiad w restauracji na rynku, ostatnia nieudana próba kontaktu ze znajomymi - i powrót na Jelenią. Rower zaczyna podejrzanie szarpać: okazuje się, że jechałem niedawno kilka dni na hamulcu ze startą gumą, i metal szczęki tak poszarpał obręcz, że na jakimś zjeździe górskim pękła ona na długości kilku cm. No, abym tylko dojechał... Przed Sędziszową skręcam w lewo szlakiem, pod kolejny twór wulkaniczny: Wielkie Organy Wielisławskie.

Ściana słupów wulkanicznych, tym razem koloru czekolady.

W Świerzawie otwarty jest stary, jeszcze romański kościół z interesującymi malowidłami.

Świerzawa: piękne stare miasteczko z okazałym rynkiem i kościołami. Przypadkowi znajomi polecali mi jazdę do Lubiechowej do kolejnych pozostałości wulkanicznych, ale nie mogłem ryzykować. W Starej Kraśnicy polecam odejście na wschód, na Muchów: oryginalny wulkanik Czartowska Skałka, Wąwóz Myśliborski oraz Kościół Pokoju w Jaworze. A również na południe: Wojcieszów, Miłek. Ja zaczynam nużący spory i bardzo długi (ok. 10 km) podjazd w Góry Kaczawskie, odczuwam nietypowe nieznaczne, ale niepokojące dolegliwości serca. Ładne krajobrazy z kulminacją widokową w rejonie Widoku, bardzo stromy zjazd na jednym hamulcu do Dziwiszowa; ładny krajobraz, interesująca miejscowość. Otwiera się imponujący widok na Jelenią Górę na tle potężnych Karkonoszy: nie darmo nazywane były one krótko po wojnie: Góry Olbrzymie (Riesengebirge). Tu polecam bardzo interesującą starą kolorową niemiecką dokładną F mapę doskonałej jakości (link niżej). Do Jeleniej wjeżdżam przez nowe dzielnice Zabobrza; wraca mój sentyment do tego miasta. Przyjazd krótkiego pociągu ze Szklarskiej. to ostatni w sezonie dzień bezpośredniego połączenia z Gdańskiem. Okazuje się, że prawdopodobnie była to również w ogóle ostatnia możliwość przejazdu pięknym szlakiem kolejowym ze Szklarskiej. Trasa ma zostać definitywnie zamknięta. W zeszłym roku ostatni raz jechałem z Wałbrzycha do Kłodzka, teraz mowa jest również o zamknięciu linii z Kłodzka do Kudowy. Kiedy wreszcie Władze Kolejowe staną przed sądem za sabotaż gospodarczy?

Krótkie podsumowanie: króciutki wyskok rowerem, częściowo towarzyski, częściowo po znanych już szlakach, w kiepską pogodę, w smutnym nastroju, ale moc wrażeń: Dolny Śląsk i Sudety to najbardziej interesujący region Polski! Kiedyś postanowiłem, że z własnej woli już nie będę więcej jeździł w Beskidy. Argumentacja jest prosta: po co jeździć w Beskidy, w których prócz dość monotonnych gór i lasu, niemal nic więcej nie ma - jeśli są w Polsce tak wspaniałe miejsca, jakimi są Sudety?!

Tomasz Pluciński
Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć '; document.write( '' ); document.write( addy_text93116 ); document.write( '<\/a>' ); //-->\n Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć


 


 
Biuletyn: Imię: Email:
              
      Nie masz konta?

BIULETYNKontaktO nasMapa stronyPolityka Prywatności i ZaufaniaRegulamin korzystania z serwisu
Copyright © 2006-2018 grupa eturystyka.org - Wszystkie prawa zastrzeżone;