Przeżyliśmy pożar sawanny - 06 lutego 2007 Nie pisaliśmy o tym w poprzedniej wiadomości, ale do Mali wjechaliśmy 2 dni wcześniej niż data rozpoczęcia wizy w paszportach. Chcieliśmy przekonać się, jaka jest czujność malijskich pograniczników :) Sprawdzając wizy, żaden z nich na szczęście nie dopatrzył się dat, a przechodziliśmy odprawę paszportową, celną, a nawet kontrolę Żandarmerii. I tak przyjechaliśmy do stolicy Mali, Bamako. Czas oczekiwania na nigeryjską wizę w Bamako wynosi 4 dni. W tym czasie postanowiliśmy obcować z naturą Sahelu otaczającego stolicę. Uzupełniliśmy zapas wody na pokładzie Pandy, aby nie brakło nam tej życiodajnej cieczy podczas wypadu i ruszyliśmy w drogę. Naszym oczom ukazał się płaskowyż nachylony ku dolinie Nigru, porośnięty suchą, jak chrzan sawanną. Postanowiliśmy tam przenocować. Nad ranem obudził nas zapach dymu.  Okazało się, że kilkadziesiąt metrów od naszego obozowiska płonie sucha roślinność sawanny. Ogień tak bardzo szybko rozprzestrzeniał się, że zdążylismy tylko wyjść z namiotu i nawet go nie składając ewakuowaliśmy się. Na sawannie, tak naprawdę wystarczy jedna zapałka lub wyrzucone szkło by rozniecić pożar obejmujący setki hektarów przestrzeni. Teraz grzecznie siedzimy w Hotelu i czekamy na wizy. Możliwe, że uda nam się przekopiować do internetu więcej zdjęć z wyprawy, chociaz wcześniej musimy znacznie zmniejszyć ich "ciężar", gdyż przepustowość tutejszych łączy jest mizerna. Po samochodzie nie widać trudów wyprawy poza obtartymi przez pustynię spodnimi częściami zderzaków.
Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć
http://www.autopodroznicy.com/
|