|
Mordercza droga do Kongo - 06 marca 2007 W drodze do stolicy Gabonu, Libreville spotkaliśmy dwoje zmotoryzowanych podróżników z RPA. Próbowali oni uzyskać wizy do Angoli, jednak bezskutecznie. Tym samym odwiedli nas od podobnego pomysłu. I tak od tej pory przez 3 kolejne dni razem w konwoju podróżowaliśmy w stronę granicy z Kongo. Z tą różnicą, że oni jechali ciężarówką terenową Mercedesem Unimogiem, a my Pandziorą :). Tempo podróży mieliśmy dość dobre, więc zdążyliśmy przekroczyć granicę z Kongo przed wieczorem 5 marca. Pierwszy poranek w Kongo to 7-mio godzinna ulewa i kałuże sięgające do uda. Była to najtrudniejsza próba dla nas i samochodu.  Trzy ostatnie rozlewiska (10 km przed utwardzoną drogą) okazały się prawie zabójcze dla samochodu. Najpierw prąd wody wyrwał z zaczepów przednią tablicę rejestracyjną (teraz jest przykręcona wkrętami do zderzaka). W kolejnym bajorze utknęliśmy w głębokim błocie sięgającym ponad progi samochodu i konieczne było holowanie. Na wyłączonym silniku ciężarówka przeciągnęła nas przez resztę błotnych mazi. Niestety woda przedostała się do wnętrza samochodu powodując tym samym zalanie rzeczy osobistych, a co najgorsze wiekszości części zamiennych. Żeby było tego mało, to przy holowaniu oblepiona po szyby gliną Panda stawiała tak duży opór, że dwukrotnie zerwała się lina, a na domiar złego nie wytrzymał wspornik haka rozrywajac tym samym zderzak. Umocowanie liny holowniczej było tak trudne, że wyglądaliśmy, jak ludzie ulepieni z gliny. Na tyle byliśmy opanowani (o ile w ogóle można mówić o opanowaniu w takiej krytycznej sytuacji) i trzeźwo myślący, że silnik, elektronika, zawieszenie, napędy i układ chłodzenia udało się ochronić przed zalaniem. Chodząc w rozlewisku o powierzchni około 100 m kwadratowych rękoma wymacaliśmy tablicę rejestracyjną. Poświęciliśmy swoje ubrania do osuszenia sprzętu elektronicznego i samochodu. Wybraliśmy tą drogę ponieważ na głównej drodze z Gabonu do Kongo, która jest w jeszcze gorszym stanie, rozpoczęły się systematyczne napady o czym pisaliśmy w poprzedniej wiadomości. W stolicy Kongo, Brazaville regenerujemy siły po najtrudniejszym do tej pory etapie podróży i leczymy rany po ukąszeniach robactwa w dżungli. Co ciekawe nie komarów, bo tych to jest tu najmniej.
Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć
http://www.autopodroznicy.com/
|