Bilety lotnicze Relacje z podróży
Czytaj pocztę Noclegi Wycieczki
Forum Fotoreportaże
      BiuletynBiuletyn   RejestracjaRejestracja
WycieczkiNoclegiBilety lotniczeCzartery jachówTargi turystycznePogodaGrupy dyskusyjne
Relacje z podróży
Relacje z podróży
Polska
Europa
Azja
Afryka
Ameryka Północna
Ameryka Południowa
Australia i Oceania
Antarktyka
Podróże dookoła świata
Relacje z podróży z dziećmi
Relacje z rejsów
Wyprawy nurkowe
Wyprawy w góry, trekking
Wyprawy rowerowe
5.01 - 7.01 - pierwsze dni jedynki
5 styczeń 2003 (21)

   W nocy -27,2, rano tylko -20. Zjedliśmy śniadanie, Denis i Wasilij poszli zakładać obóz I, Jacek z Jurkiem poszli transportowo. Nad K2 próbują przedostać się ciemne chmury, wieje ostro. Denis rwie do góry jak szalony, a K2 porządnie dymi.
   Wpadł Krzysiek po kilkudniowej nieobecności i od razu znalazł dla nas robotę w bazie. Chyba się trochę zdziwił jak zobaczył nasz przytulny kącik brydżowy. Pewnie wieczorem też się przyłączy do gry, w końcu dzisiaj jego urodziny.
   Siedzimy w mesie i słuchamy radia. Rozmawia Jacek z Jurkiem, mimo że są w górze o kilkadziesiąt metrów od siebie. Wiatr wieje coraz porządniej, słychać trzaski i wycie w radiu. Włącza się Denis, walczy dzielnie o ostatnie metry do obozu I.
   Dochodzi 16-ta, miejsce na obóz znalezione, jeszcze godzina, dwie, będzie jedynka. Dokładnie tak jak lider chciał, 5 stycznia, w dniu jego urodzin. Około 17, wraca Jacek, wygląda jakby odbył spacerek. Pół godziny później nawołuje Jurek, żeby zaświecić mu czołówką z obozu, bo zgubił drogę zejściową. Coraz więcej takich małych, górskich przygód. Po godzinie zasiedliśmy wszyscy przy stole, przy salami z musztardą (która się właśnie z trudem rozmraża) herbatce ze spirytusem. Urodziny szefa.

6 styczeń 2003 (22)

   Całą noc wiało, choć było w miarę ciepło. Rano zastaliśmy mesę sponiewieraną, choć na szczęście niewywróconą. Woda cała poszła poprzedniego wieczora, zatem nasz wymarsz się opóźnił.
   Wiało cały czas. Niekiedy silniejszy podmuch wybijał z równowagi. Droga do jedynki najpierw idzie na śliczne plateau, potem do góry po śniegu i lodzie obchodzi wielką czarną dziurę, zapewne po potężnym seraku. Następnie stromymi lodowymi polami, wystawionymi na podmuchy wiatru dochodzi się do jedynki. Prawie cały czas mocno pracują nogi na tym lodzie, ciężary też mamy spore, wysokość też daje się we znaki. Ze zmarzniętą twarzą, zmęczonymi łydkami, powoli, krok za krokiem osiągam koniec niekończących się poręczówek.
   Siedzimy w czwórkę (Darek, Maciek, Marcin i ja) w jedynce. Altimetr Darka wskazuje 6010 m, ciśnienie 470 mbar, dwukrotnie niższe od normalnego. Po długiej walce z zapalniczką udało nam się odpalić prymusa. Od razu cieplej. Wiatr targa naszym niedużym namiotem, razem z podmuchami o ściany wali śnieg. W czwórkę jakoś musimy się pomieścić. Niesamowita atmosfera, świeczka, prymus, pełno pary, szronu na ściankach namiotu i różniste opowieści. Zupa malinowa parzy w gardło, a przed chwilą był krem z kury i kabanosy.
   W końcu się umościliśmy. Leżymy ściśnięci jak sardynki. Na plecach. Wiatr targa namiotem, zrzuca szron na twarze. Jeszcze się nie wiercimy, ale zapewne niedługo zaczniemy. Na razie jest wesoło, radosne dowcipy i teksty. Ale do wstania jeszcze ze 13 godzin.

7 styczeń 2003 (23)

   Nie spaliśmy prawie całą noc. Pewnie i wysokość, i warunki dały nam się we znaki. Już po siódmej mieliśmy śniadanie. Na zewnątrz siadła nieprzyjemna mgła i sypało drobnym śniegiem. Maciek chciał poręczować, ruszyli z Darkiem do góry. My z Marcinem zaczęliśmy kopać nową platformę pod namiot. Dotychczas jedynka stała prowizorycznie. Wychodziło się prawie w przepaść, a jeden bok namiotu wisiał w powietrzu. Niestety jeszcze w jedynce nie było łopaty, dziabkami wykopaliśmy w kilka godzin całkiem sporą platformę. W międzyczasie z mgły wyłonili się nasi koledzy. Położyli coś około 100 metrów i zawrócili. Jeszcze z godzinę porządkowaliśmy jedynkę i zaczęliśmy zjeżdżać. Kiedy rozwiewało mgłę, widzieliśmy kilkaset metrów niżej trzy postacie pnące się po poręczówkach do góry. To Siekierka, Jurek i Lider szli nas zmienić.
   Kilka lin poniżej jedynki, zaraz na początku długiego odcinka stromego lodu, podczas zjazdu zazgrzytał mi rak w prawym bucie. Kątem oka dostrzegłem, że się poluzował i nagle jedna część raka pomknęła błyskawicznie w mlecznobiały dół, gdzieś do podnóża lodowej ściany. Druga część smutnie wisiała na pasku przy bucie. Klnąc, na czym świat stoi i ślizgając się nieprzyjemnie kontynuowałem zjazdy. Minąłem trójkę napierającą do góry. Ze trzysta metrów poniżej mojego wypadku, kilkanaście metrów od poręczówki zobaczyłem tkwiącą w małej śnieżnej jamce nieszczęsną część. Liny było akurat, żeby się dobujać i odzyskać zgubę. W łatwiejszym terenie ponownie założyłem raka i stwierdziłem, w czym tkwi problem. Nasz buty, zaprojektowane szczególnie z myślą o Himalajach (do tej pory zwane Onesportami, mimo że obecnie produkowane przez różne firmy), są bardzo szerokie. Mocowani z tyłu musiało się za bardzo rozgiąć, tylna część raka odczepiła się i następnie wyleciała z przednich mocowań. Przy standardowej szerokości buta rzecz praktycznie niemożliwa. Trzeba dodać dwie, przytrzymujące śrubki, aby uniknąć podobnego wydarzenia w przyszłości. Dobrze, że to się stało podczas zjazdu, a nie podczas prowadzenia i zakładania poręczówek
   Może wreszcie pech mnie opuści. Dziaba zleciała mi pomiędzy seraki, wiatr zniszczył mi statyw fotograficzny, mróz mocowania w obiektywie. Teraz zleciał mi rak, ale udało się go odzyskać. Mam nadzieję, że zła passa została przełamana.
   Noc jest ciemna, choć gwiaździsta. Tylko samo K2 wydaje się być spowite chmurami, w okolicach góry nie widać żadnej gwiazdy. Siedzę sam w mesie, przed godziną skończyliśmy grać w poobiedniego brydża i reszta poszła spać. Dzisiaj jeden z ostatnich dni bazy prawie niezaludnionej. Dzisiejszego wieczoru jest tylko nasza czwórka, która zeszła z jedynki oraz Lacchu. Powoli zaczną napływać po skończonym odpoczynku nasi wschodni sprzymierzeńcy, potem Ogór i telewizja, na koniec Monika i Bogdan opuszczą bazę chińską oraz przybędzie support team po skończonej pierwszej części pracy.

Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć
http://www.piotrmorawski.com


 
Biuletyn: Imię: Email:
              
      Nie masz konta?

BIULETYNKontaktO nasMapa stronyPolityka Prywatności i ZaufaniaRegulamin korzystania z serwisu
Copyright © 2006-2008 grupa eturystyka.org - Wszystkie prawa zastrzeżone;