Bilety lotnicze Relacje z podróży
Czytaj pocztę Noclegi Wycieczki
Forum Fotoreportaże
      BiuletynBiuletyn   RejestracjaRejestracja
WycieczkiNoclegiBilety lotniczeCzartery jachówTargi turystycznePogodaGrupy dyskusyjne
Relacje z podróży
Relacje z podróży
Polska
Europa
Azja
Afryka
Ameryka Północna
Ameryka Południowa
Australia i Oceania
Antarktyka
Podróże dookoła świata
Relacje z podróży z dziećmi
Relacje z rejsów
Wyprawy nurkowe
Wyprawy w góry, trekking
Wyprawy rowerowe
25.02 - 26.02 - ostatnie wyjście do góry...
25 luty 2003 (72)

   Prawie cała noc przeszła bezwietrznie. Niestety nad ranem wiatr powrócił, uderzył znów śniegiem. O 7 łączność ze ścianą. Lider nie przespał całej nocy, tak targało dwójką. Stwierdził, że bierze proszek nasenny i idzie spać, a do góry wyruszy w okolicach południa. Może wtedy wiatr ucichnie. Chłopcy w trójce także nie wyszli ze śpiworów. Narzekali nie tylko na wiatr, ale też na przenikliwe zimno. Bardzo zmarzli tej nocy.
   Życie w bazie nadal toczy się swoim rytmem. Wyczekiwanie od posiłku do posiłku, na wieczór, noc i koniec kolejnego dnia. Coraz częściej rozmowy o tym, co zjemy po powrocie, co będziemy robić, gdzie pojedziemy się wygrzewać. A czas sobie płynie banalnym tik tak... Do góry, do jedynki idą odwody, Bartek i Teler. Po niespokojnej, bardzo zimnej nocy w obozie I do bazy wracają Darek i Maciek. Przed 13tą rusza do czwórki Denis, kilkanaście minut później Marcin. Widocznie wiatr trochę ucichł, albo znudziło im się czekanie. Obserwujemy z niepokojem górę, cały czas spowita białą zasłoną. Gdzie to zapowiedziane przez prognozy czyste niebo? Lider się nie odzywa, zatem jest w drodze do trójki.
   O czwartej łączność i przygnębiające wieści. Denis dotarł do czwórki. Została kompletnie zniszczona. Liczyliśmy się z tym faktem, ale raczej zbytnio w niego nie wierzyliśmy. Przecież trzy pozostałe obozy przetrwały zawieruchę... Denis szybko skończył łączność, nie podał żadnych szczegółów. Pewnie dowiemy się wszystkiego o 18, podczas głównej łączności. Marcin stwierdził, że do obozu ma jeszcze 2-3 godziny. Został daleko w tyle za swoim partnerem. Lider od półtorej godziny już siedział w trójce. Ledwo go było słychać przez radio, szum wiatru wszystko zagłuszał.
   O 18 żadnej łączności z czwórką. Dopiero trzy kwadranse później zgłosił się Denis. Sam postawił nowy namiot i czekał na Marcina, który właśnie co dotarł. Po starej czwórce nie było śladu. Wszystko przepadło, śpiwory, palnik, butle gazowe, karimaty. Na szczęście Denis i Marcin wzięli ze sobą oprócz namiotu jeden śpiwór, maszynkę i paliwo, trochę jedzenia. Czeka ich ciężka noc na linach i plecakach, bo nie ma karimat i w jednym śpiworze. Z leków mają tylko jedną pastylkę aspiryny.
   O ósmej kolejna łączność. Monika czyta właśnie co odebraną prognozę pogody. Chmury i wiatr nie chcą opuścić K2, nie będzie jutro bezchmurnego dnia. Za dwa dni wiatr ma się jeszcze nasilić. Krzysiek kazał Denisowi i Marcinowi schodzić do trójki, nie kłaść jutro poręczówek. Chce się naradzić z Denisem. Denis zaśpiewał nam przez radio rosyjską pieśń o bohaterze, któremu czas ruszyć w śmiertelny bój. Oby to była tylko pieśń.

26 luty 2003 (73)

   Obudziłem się po godzinie 6 i czekałem na łączność z liderem. Zapowiedzianą na 7mą. Lider z ledwością przekrzykiwał wiatr. Mówił, że chce się wycofać z tego ataku, zejść do bazy, odpocząć 2 dni i ponownie ruszyć z Denisem do góry. Tak by mieć szansę ataku na wierzchołek po 3 marca. Po tym dniu prognozy przewidują znaczną poprawę pogody. Bazę jednak trzeba zwijać, co by oznaczało, że atakujący pozostaną sami, tylko z oczekującym na nich na miejscu bazy lekarzem, bez żadnego zaplecza, zdani w razie jakiegoś niepowodzenia, czy wypadku tylko na siebie. Czwórka nie połączyła się w ogóle.
   Śniadanie jedliśmy zaniepokojeni ciągłym milczeniem obozu IV. Dopiero po 9.30 odezwał się Denis. Stwierdził, że dopiero co wstali, że noc spędzili w miarę spokojnie. Kilka minut później, kiedy rozchodziliśmy się po skończonym posiłku nagle znów odezwał się Denis. Brzmiał na mocno zdenerwowanego. Stwierdził, że Marcin jest zdeteriorowany, nie kojarzy, co się do niego mówi, jest zupełnie osłabiony, siedzi opatulony w śpiwór i kiwa się do przodu i tyłu. Stanęliśmy zdumieni i przerażeni. Na górze nie było apteczki, którą zdmuchnął wiatr, tlen dopiero szedł do dwójki. Jeśli by to były początki obrzęku mózgu sytuacja stała by się niesamowicie groźna.
   Wszyscy wrócili na swoje miejsca. W mesie zapadła pełna wyczekiwania cisza. Roman poprosił do radia Marcina. Ten zgłosił się po dłuższej przerwie. Rozmawiał przytomnie, jasno odpowiadał na pytania. Zatem istniała duża szansa, że po prostu po kilku dniach dojścia w kiepskich warunkach, po prawie w całości nieprzespanej, ciężkiej nocy, jest potwornie wyczerpany i osłabiony.
   Kolejne godziny spędzamy nasłuchując rozmów. Marcin ma kłopoty nawet z zawiązaniem butów. Trzeba go jak najszybciej sprowadzić na dół, jak najniżej. Teler z Bartkiem są od 7.30 w drodze do dwójki. Dostają polecenie zostawienia wszystkich rzeczy, które niosą, poza butlą z tlenem, maską z reduktorem, apteczką i mają jak najszybciej iść nie tylko do dwójki, ale jak najwyżej będą mogli. Lider w trójce przygotowuje jak najwięcej herbaty i szykuje się do wyjścia w górę. Ma jeszcze przy sobie kilka tabletek Dexametazonu, może się przydać. Z bazy do jedynki wyrusza Ogór i Jurek z kolejną butlą tlenu i apteczką. Oprócz tego mogą się przydać w górze. Około 11tej przychodzą dobre wieści. Marcin, związany liną z Denisem, zaczął schodzić o własnych siłach. Bardzo powoli, ale całkowicie świadomie. Podejrzenia Romana, że to wyczerpanie, a nie obrzęk mózgu, u stają się coraz bardziej prawdopodobne. Są jednak na wysokości grubo ponad 7000 metrów, sytuacja może nagle stać się bardzo groźna. 100 metrów poniżej czwórki Marcin idzie już samodzielnie. Rozwiązali się z Denisem, okazało się, że dodatkowa asekuracja nie jest już potrzebna. Marcin schodzi powoli, przepina się bardzo wolno, ale wszystkie ruchy wykonuje świadomie. W okolicach 14tej cała trójka, dwóch schodzących i lider, spotyka się około 300 metrów powyżej obozu III. Po krótkiej przerwie na herbatę i zażycie proszków, Marcin schodzi dalej, asekurowany z przodu i z tyłu. Niedługo do dwójki dotrze tlen, sytuacja, zatem wygląda na opanowaną. W bazie wszyscy oddychamy z ulgą. Atmosfera rozluźnia się, wszyscy powoli wracają do swoich zajęć.
   Przed 16tą docierają już do dwójki. Marcin czuje się już znacznie lepiej. Lider oznajmia, że będą próbowali dotrzeć do bazy. Niedługo do jedynki dotrze Jurek i od razu bierze się za robienie herbaty.
   Około 18tej zaczęło się robić ciemno. Chłopaki byli na drugim polu śnieżnym, kilkanaście lin nad jedynką. Marcin miał duże kłopoty na tych piekielnych trawersach, które nawet zdrowemu człowiekowi sprawiają problemy. Potem już schodzili sprawnie i szybko. Kwadrans po 7 cała siódemka była już w obozie I. Postanowiono, że Jurek i Ogór zostaną razem z osłabionym na noc w namiocie, pozostali zejdą na dół. Wezmą ze sobą liny i kilka zbędnych rzeczy. Naprzeciw nim z bazy wyszło kilka osób, nieśli herbatę, mają przejąć plecaki. Cały dzień akcji musiał wszystkich działających w górze porządnie wymęczyć. Szczególnie Denisa i Krzyśka.
   W końcu usłyszeliśmy Marcina. Konsultacje z Romanem. Okazało się, że Marcin ostatni raz jadł wczoraj wieczorem. Do czwórki ledwo doszedł, prawie kompletnie wyczerpany. Niewiele wypił, potem ciężka, nieprzespana noc... Teraz, z jedynki, mówił już nie dość, że przytomnie, to jeszcze z energią. Zatem odzyskuje siły. Nie ma także żadnych odmrożeń. Wygląda na to, że ten niespodziewany dzień dobiega szczęśliwie końca. Czekamy jeszcze z jedzeniem i gorącą herbatą na powrót ludzi z góry.

Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć
http://www.piotrmorawski.com


 
Biuletyn: Imię: Email:
              
      Nie masz konta?

BIULETYNKontaktO nasMapa stronyPolityka Prywatności i ZaufaniaRegulamin korzystania z serwisu
Copyright © 2006-2008 grupa eturystyka.org - Wszystkie prawa zastrzeżone;