|
|
|
|
|
EXPEDYCJA '04 - 14 października 2004 (dzień 1) [czwartek] |
|
14 października 2004 roku (dzień 1 expedycji) [czwartek] Każda dobra relacja powinna zainteresować czytelnika – czy nasza taka właśnie będzie ocenicie sami ... Początek Expedycji Morze Czarne powinien rozpocząć się zgodnie z planem w dniu 12 września 2004 roku – tak jednak się nie stało, tragiczne wydarzenia w Rosji – atak terrorystów na szkołę w Bieslanie spowodował że sytuacji na trasie naszego przejazdu stała się nieprzewidywalna i zagrażająca bezpieczeństwu uczestników Expedycji. Utwierdziły nas w tym przekonaniu przemówienie Prezydenta Rosji W. Putina zapowiadające wojnę zarówno z inspiratorami ataku, jak i również wszystkimi wrogami Rosji (szczególnie w domyśle tymi z Kaukazu). Po tym przemówieniu jak i innych relacjach w mediach kolejna wojna na Kaukazie mogła być kwestią dni lub tygodni. W takich okolicznościach zapadła decyzja o przesunięciu terminu realizacji Expedycji ... Wymuszona sytuacją w Rosji zmiana terminu realizacji Expedycji spowodowała efekt domina: Zwycięzca naszego Konkursu SMS-owego Krzysztof Waligórski zrezygnował z uczestnictwa z uwagi na rozpoczynający się dla niego na dwóch kierunkach rok akademicki.W myśl Regulaminu Konkursu miejsce Krzysztofa miało przypaść kolejnemu na liście Uczestnikowi zainteresowanemu udziałem w Expedycji. W ten sposób został wyłoniony Grzegorz - Uczestnik o nr 3 (4) na liście uzyskanych czasów. Niestety Grzegorz pomimo początkowej chęci dołączenia do naszego Teamu i zaangażowaniu się w przygotowania również zrezygnował. Nie zrobił tego natomiast Michal Sarnek - Uczestnik o nr 9 (10) na liście uzyskanych czasów – stając się czwartą osobą w naszym Teamie. Kilkudniowe wyłanianie nowego Uczestnika z Konkursu SMS spowodowało z kolei konieczność ponownego wyrobienia wiz rosyjskich dla reszty Teamu, kolejne dni opóźnienia .... Międzyczasie w Bieslanie kończyła się zgodnie z prawosławną tradycja czterdziestodniowa żałoba - czas smutku, żalu i przygotowania do zemsty ojców i braci zamordowanych (miejscowa tradycja). Komentarze w mediach władz Rosji stały się bardziej stonowane – powodowane prawdopodobnie obawa przed utratą kontroli nad mogącymi mieć miejsce samosądami. Oceniając sytuację w rejonie przebiegu trasy Expedycji jako stabilizującą się postanowiliśmy dłużej nie czekać i ruszać. Na Kaukazie spadł już pierwszy śnieg – stało się dla nas jasne że jest to ostateczny czas aby rozpocząć lub odwołać Expedycję. Mogła być tylko jedna decyzja RUSZAMY! 7:00 pakujemy do samochód od dawna już przygotowane do wyjazdu plecaki i wyposażenie, 8:00 ostatnie poprawki naklejek z logami naszych Partnerów na samochodzie; 9:00 KRAKÓW – MIEJSCE STARTU (po drodze mamy jeszcze zabrać pozostałych dwóch uczestników Michała z Krzeszowic i Andrzeja z Rzeszowa); 9:25 Nawojowa Góra pod Krzeszowicami – czułe pożegnanie przez rodzinę Michał 14:40 W Rzeszowie dołącza do nas Andrzej i zajmuje o zgrozo 1/3 samochodu sprzętem do realizacji TV Od wyjazdu z Rzeszowa jesteśmy już w komplecie: Hugo (organizator), Tomek (foto), Andrzej (operator TV), Michał (Uczestnik Konkursu SMS – „EXPEDYCJA Morze Czarne”). Ok. 15:30 Do naszych uszu dobiegł złowrogi dźwięk przypominający terkotanie, który nasilał się z każdym przejeżdżanym kilometrem. Początkowo sądziliśmy że to jakiś element metalowy wpadł do obudowy felgi lub kołpaka i o coś się obija wydając taki dźwięk. Dobiegał wyraźnie z lewego przedniego koła. Nic nie zapowiadało poważniejszych problemów ... aż do zjazdu z niewielkiego pagórka kilka kilometrów przed Sanokiem. Niespodziewanie na stosunkowo prostej drodze samochód wpadł w poślizg (!) na szczęście z naprzeciwka nic nie jechało i udało się go wyprowadzić - z turkoczącego koła dobiegły dźwięki tarcia metalu o metal. Nieopodal rowu przy którym udało się nam zatrzymać był zakład wulkanizacyjny. Syn właściciela zakładu z lekkim dystansem zabrał się do sprawdzenia przyczyny usterki, tłumacząc się że opony są w porządku a koła prawidłowo dokręcone – a przyczyną naszego poślizgu jest ... niemal 8 cm „luz” w płaszczyźnie poziomej lewego koła, krótko mówiąc koło robi „ósemki” grożąc odpadnięciem. Postanowiliśmy dojechać do odległego o ok. 5 km Sanoka do bardziej specjalistycznego zakładu ... Z zawrotną prędkością sięgającą chwilami ok. 40 Km na godzinę dotarliśmy do pierwszego napotkanego zakładu full service. Tu po odkręceniu koła a właściwie przednich kół diagnoza miejscowego specjalisty była dla nas przerażająca: nie były przykręcone prawidłowo łożyska w lewym kole w ogóle w prawym w połowie – cyt. „mieliście dużo szczęścia że żyjecie”. Tu w tym miejscu należą się szczególne podziękowania dla firmy V-TECH TUNING z Krakowa za „profesjonalne” przygotowanie auta i tym samym nas na tamten świat – /sorki Panowie tym razem nie wyszło – może jakiś wysoko ubezpieczony rajdowiec skorzysta jeszcze z waszych usług/. Po 2,5 godzinnej naprawie polegającej na dokręceniu nawet nie uszkodzonych łożysk i próbie wyprostowania nieprawidłowo założonej tarczki przy czujniku ABS (co jednak się nie udało z uwagi na materiał) ruszyliśmy w dalszą drogę było ok. 20-stej. 22:20 Do granicy w Krościenku dojechaliśmy już bez większych problemów. 23:15 Odprawa przebiegła by pewnie bezproblemowo gdyby było wiadomo gdzie są nabite nr karoserii w Ssangyoung’u Korando – tego ustalić nie udało się zarówno naszej jak i ukraińskiej straży granicznej po przeszło godzinnych próbach. Ukraińskim udało się stwierdzić brak naklejki „PL” (faktycznie musiała zostać w ferworze oklejania pojazdu zaklejona) – koszt rozwiązania problemu to 5 EUR które wypadło akurat na siedzenie w trakcie rozmowy ze strażnikiem. Kolejny problem pojawił się dla Ukraińskich celników przy spisywaniu deklaracji okazało się że nasze koszulki są nowe w ilości deklarowanej 60 szt. a to już ilość handlowa nie mówiąc o kilku kartonach produktów Lajkonika – istna kontrabanda! – koszt rozwiązania problemu to 4 koszulki z logiem „OTO MOTO” i kilka opakowań wspomnianej kontrabandy „Lajkonika”.
Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć
Strona expedycji.
|
|
|
|
|