Bilety lotnicze Relacje z podróży
Czytaj pocztę Noclegi Wycieczki
Forum Fotoreportaże
      BiuletynBiuletyn   RejestracjaRejestracja
WycieczkiNoclegiBilety lotniczeCzartery jachtówTargi turystycznePogoda
Wyprawa w Beskidy 18-22.06.2005 - "Szlakiem 10 przełęczy i szczytów"
Relacja z pobytu w Beskidach

Dzień 1


Wszyscy spotykamy się o godzinie 15 pod hotelem „Piramida” w Tychach i stąd ruszamy na trasę. Dojeżdżamy do Kęt i tutaj żegnamy się z kolegą Januszem, który jedzie do Skoczowa, do domu. My dalej kierujemy się wzdłuż rzeki Soły i mijamy kolejno zbiorniki wodne: Czaniec i Międzybrodzkie. Decydujemy się wjechać jeszcze na górę Żar, pomimo iż niektórzy z nas mieli już sporo kilometrów w nogach. Przykładowo ja ponad 200 km. Podczas podjazdu przekonujemy się, iż kolejne dni nie będą wcale łatwe. Podjazd ma co prawda 5 kilometrów, lecz nachylenie jest bardzo duże. Na górę nie wjeżdżamy w grupce, gdyż każdy podjeżdżał swoim tempem. Różnice pomiędzy pierwszą, a ostatnią osobą sięgają 15 minut. Chwila odpoczynku na mały posiłek (czekolada) i zjazd w dół. Zjazd nie fortunnie rozpoczyna Spiner. Już na pierwszym zakręcie wylatuje z drogi i ląduje w rowie. Na szczęście jest tylko trochę poobijany. Na dół zjeżdżamy już bez większych przygód ze średnią prędkością ok. 50-60 km/h. Jeszcze tylko kilka kilometrów i dojeżdżamy nad Zbiornik Międzybrodzki. Znajdujemy płatne pole namiotowe, na szczęście dla nas sezon jeszcze nie rozpoczęty i nic nie płacimy. Rozbijamy namioty i męczymy się z rozpaleniem ogniska przez pół godziny, gdyż mocno wiało. Ok. godziny 22 idziemy spać.

Dzień 2

Pobudka o godzinie 6. Pogoda nie zbyt przyjemna: zimno ok. 15 stopni, pochmurno. śniadanie, pakowanie się zajmuje nam 2 godziny. Ruszamy po godzinie 8. Pierwszy cel – Przełęcz Kocierska (718 m.n.p.m). Po około 5 kilometrowym podjeździe zdobywamy przełęcz. I teraz zjazd. Spiner twierdzi, iż zjeżdża ostatni. Trochę żartujemy, aby się nie spieszył. Zjazd okazuje się rzeczywiście niebezpieczny: kręty, na drodze poruszają się samochody. Momentami wszystkim adrenalina mocno uderza do głowy. Na dole zatrzymujemy się chwile przy sklepie i jedziemy na kolejny podjazd krótki, ale niesamowicie stromy. Bardziej przypomina to ścianę niż drogę. Wszyscy podjeżdżamy krytyczny punkt podjazdu na najmniejszym przełożeniu z ogromnym wysiłkiem. Kto zatrzymał się w trakcie podjazdu, musiał prowadzić rower na szczyt wzniesienia, gdyż nie było możliwości ruszyć. Zjazd odrobinę nie wygodny, gdyż dziurawa droga, za to przyśpieszenie jak w ścigaczach. Wystarczyło się odepchnąć, a po chwili na liczniku pojawiało się 40 km/h. Zjeżdżamy na dół i jemy drugie śniadanie. Jak zwykle małe problemy z wodą, gdyż już nam jej brakuje. Problem rozwiązujemy kilka kilometrów dalej, prosząc sprzedawczynie w sklepie aby nalała nam wody. Kolejny raz przejeżdżamy obok zbiornika w Międzybrodziu. Rozpoczynamy kolejny podjazd. Wjeżdżamy na górę Hrobacza. Podjazd okazuje się morderczo ciężki. Ostatni kilometr zaś prowadzi bardzo dziurawą trasą. Z podjazdem ma problemy Zadek, bo jedzie na kolarce, i opony nie zbyt przystosowane do takiej nawierzchni. Wszyscy jednak zdobywamy szczyt. Po chwili odpoczynku rozpoczynamy zjazd. Pierwszy odcinek cały czas trzymając ręce na hamulcach, aby zbytnio się nie rozpędzać i nie wjechać w dziurę. Gdy rozpoczęła się trasa asfaltowa już normalnie, z prędkościami ok. 60 km/h. Po jakimś kilometrze zjazdu widzę na boku drogi Spinera. Początkowo myślałem, iż robi zdjęcia, jednak po chwili zdałem sobie sprawę, iż ... znowu się przewrócił. Docieramy na dół. Oczekujemy chwile na Spinera i sprawdzamy jak się trzymają nasze klocki hamulcowe. Przy zjeździe i hamowaniu bowiem, obręcze kół nagrzały się do temperatury ok. 70 stopni. W powietzru unosi się zapach spalonej gumy, a nasz klocki trochę się stopiły!. Nareszcie dociera Spiner. Nie wygląda na zadowolonego. Mówi na tylko, że jedzie do domu i ma dość. Pomimo naszych starań nie daje się przekonać i wraca do domu. My jednak jedziemy dalej. Kierujemy się na przełęcz Przegibek. Wjeżdżamy na nią w miarę szybko. Na górze robimy pół godzinną przerwę na jedzenie. Zostaje nam jeszcze tylko podjazd na górę Magurka (909 m.n.p.m). Tym razem podjazd nie jest łatwy. Nie dość, iż jest długi to do tego bardzo stromy. Po ok. 40 minutach podjeżdżania jesteśmy na górze. I zjazd. Zjazd niesamowicie szybki i niebezpieczny. Wąska droga, miejscami piach, żwir, kręta i do tego poruszają się po niej czasami samochody. Każdy z Nas miał chwile kiedy serce podeszło do gardła. Np. gdy na drogę wyskoczyły zdezorientowane i przestraszone owce (barany ?), albo gdy nagle z naprzeciwka wyłonił się samochód. Mówimy sobie, że dobrze że nie ma z nami Spinera, bo mógłby zaliczyć poważną glebę ;-). Z Magurki kierujemy się na miejsce naszego obozowiska – Jez. Żywieckie. Miejscówka na nocleg okazuje się świetna – w lesie na kilku metrowej skarpie, z której roztacza się widok na Jez. Żywieckie i Beskidy. Korzystając z okazji kąpiemy się w dosyć jeszcze zimnej wodzie jeziora. Rozpalamy ognisko, przygotowujemy kolację (zupki chinskie) i idziemy spać.

Dzień 3

Tradycyjnie dzwoni budzik Duszaka o godzinie 6 w namiocie w którym śpię. Jednak zarówno jemu jak i mi nie chce się zbytnio wstawać. Pół godziny póśniej budzi nas Wojtek. Ruszamy bez śniadania, gdyż skonczyły się zapasy wody. Pakujemy się, składamy namioty i jedziemy do pobliskiego sklepu. Tu uzupełniamy wodę i jakieś 2 kilometry dalej organizujemy śniadanie. Po śniadaniu kierujemy się na przełęcz Salmopolską. Mijamy wcześniej Szczyrk. Kolejny podjazd! Pomimo, iż w porównaniu z poprzednimi (Żar, czy Magurka) nie jest zbyt stromy to jednak nie jest łatwy, gdyż każdy czuje już kilometry w nogach. Za to zjazd jest długi i szybki. W Wiśle, postój na 2 śniadanie. Stąd ruszamy na Kubalonke (761 m.n.p.m), na którą prowadzi bardzo widokowa trasa. Szkoda, że nie ma z nami naszego fotografa – Spinera. Zjeżdżamy z Kubalonki boczną trasą. Mijamy również rezydencję Prezydenta RP. Zastanawiamy się dlaczego, jeszcze nikt nie pomyślał aby zlikwidować dziury na drodze do willi prezydenta. Dojeżdżamy do rzeki Wisły i teraz kierujemy się cały czas w górę niej, w kierunku schroniska „Przysłop”. Wisła tutaj jest niesamowicie czysta i bystra. Podczas podjazdu, jadąc z prędkością ok. 14 km/h wyprzedza nas... jakiś koleś, który biegnie sobie spokojnym tempem. Zaczynam się zastanawiać czy się dobrze czuje i czy nie mam jakiś przewidzen. Nie udaje nam się go dogonić. W drodze powrotnej zatrzymujemy się nad Wisłą – obiad, kąpiel, picie wody prosto z rzeki. Stąd, aż do początku kolejnego podjazdu na górę Równica cały czas z górki, doliną Wisły. Widoki naprawdę świetne. Dojeżdżamy do Ustronia i zaczynamy szukać podjazdu na Równicę. Udaje się – jest właściwa droga. Podjazd jak dla mnie morderczy, nie potrafię znaleźć motywacji żeby pedałować. Jadę więc na najmniejszym przełożeniu i wjeżdżam na górę 20 minut za resztą. Za to na górze niesamowite widoki i godzinny odpoczynek. Zjazd też niczego sobie. Zadek max. Prędkość 88 km/h (hardcore). Kilka kilometrów dalej zatrzymujemy się, robimy zakupy i żegnamy się z Grześkiem, który otrzymał pilny telefon i musiał wrócić do domu. My zaś rozbijamy się nad Wisłą, kolacja, kąpiel, sen.

Dzień 4

Dziś wstajemy punktualnie. Dosyć sprawnie się zbieramy i ruszamy. Jedziemy dwujezdniową trasą i pierwsze 30 km pokonujemy ze średnią prędkością... 30 km/h (!). Przed Żorami dzielimy się na dwie pod-grupki (ja i Zadek, Wojtek i Duszak) i jedziemy już w dwóch różnych kierunkach. Wojtek z Duszakiem docierają do domu jeszcze przed południem. Ja z Zadkiem jedziemy razem jeszcze do Żor. I tu się rozdzielamy. I tak kończymy Naszą 4-dniową wyprawę.

Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć
http://www.narowerze.info/

 
Biuletyn: Imię: Email:
              
      Nie masz konta?

BIULETYNKontaktO nasMapa stronyPolityka Prywatności i ZaufaniaRegulamin korzystania z serwisu
Copyright © 2006-2018 grupa eturystyka.org - Wszystkie prawa zastrzeżone;