Bilety lotnicze Relacje z podróży
Czytaj pocztę Noclegi Wycieczki
Forum Fotoreportaże
      BiuletynBiuletyn   RejestracjaRejestracja
WycieczkiNoclegiBilety lotniczeCzartery jachtówTargi turystycznePogoda
400 kilometrów 20 godzin
Przed wyjazdem

O pokonaniu takiego dystansu myślałem już od zeszłego roku. Start ustaliłem wstępnie na koniec czerwca, zaś przygotowania rozpocząłem od początku tego miesiąca. Głównym sprawdzianem przed wyjazdem była wycieczka licząca 252 km. Po pokonaniu tej trasy stwierdziłem, iż jestem gotów na poważniejszą trasę.

Ostatni tydzień przed wyjazdem unikałem większy wyjazdów. Trochę biegałem. Niestety popełniłem błąd, gdyż w dniu wyjazdu na 20 godzinna trasę nie czułem się w pełni 'świeży'. Wszystko przez to, iż 2 dni przed wyjazdem biegałem i czułem w łydkach i udach ten wysiłek bardzo wyraźnie jeszcze na jeden dzień przed wyjazdem.

Relacja z trasy

Pobudkę urządziłem sobie o 2:30. Noc jednak przed wyjazdem nie mogę zaliczyć do przespanych. Kilkakrotnie budziłem się, wstawałem. Przespałem łącznie przed wyjazdem może z 2 i pół godziny. Po pobudce szybko się umyłem, zjadłem śniadanie i ruszyłem na trasę. Wszędzie pusto, ciemno i chłodno. Po wyjeździe z miasta przychodzi czas na test oświetlenia. Przednie światełko sprawuje się świetnie, nie mam problemów z widocznością na drodze. Jedzie się bardzo fajnie. Pomimo, iż jadę główną drogą, jest bardzo mały ruch. Pozwala mi to jechać środkiem mojego pasa. Po godzinie jazdy, o 4 robi się już jasno, wyłączam przednie światło. Niebo pochmurne, nie miałem okazji obserwować rowerowego wschodu słońca. Od samego startu odczuwam także wiatr, którym wieje mi w twarz. Za miejscowością Grabów nad Prosną zaczyna mocno padać. Chowam się na przystanku. Robi się zimno, ale ja niestety nie mam w co się ubrać. Czekam, aż 25 minut i jadę dalej w lekkiej mżawce. Przed 8:00 mijam Kalisz. Wiatr bardzo mi przeszkadza, jedzie się ciężko. na stacji benzynowej robię krótki postój na jedzenie i pompuje maksymalnie jak się da moje koła. Jadę dalej. Już ok. 130 km. ma pierwszy kryzys. Patrzę się tylko w asfalt i moją oponę. Nie mam zbytnio ochoty rozglądać się, myślę tylko żeby jechać. Przyczyną kryzysu był chyba brak energii, jedzenia, choć głodu nie odczuwałem. Z tego 'snu' wybudziła mnie dopiero ciężarówka która zatrąbiła tuż za mną. 10 km. dalej robię małe zakupy. Ok. 10:30 dojeżdżam do Konia, tutaj to co lubię najbardziej - wyprzedzam samochody stojące w korku. W ciągu 15 minut wyprzedziłem 100-200 pojazdów. Uwielbiam to, mam okazje wtedy udowodnić wyższość roweru nad samochodem ;). Z Konina kieruje się bardziej na południe, odtąd nie jadę już prosto pod wiatr. Jazda jest już coraz bardziej monotonna i męcząca. Od Turku jedzie się fatalnie. Kręci mnie coś w brzuchu, chwilami jakby zbiera na wymioty. Pomimo tego, podejmuje decyzje o wydłużeniu mojej trasy tak aby przejechać łącznie 400 km. Dopiero przed miejscowością Łask sytuacja się poprawia i jedzie mi się znacznie lepiej. Kryzys pokonany. Przez telefon umawiam się z kolegą, że spotkamy się na drodze Szczerców - Wieluń. Kilka kilometrów za Szczercowem jadę już z nim. Prowadzi mnie do Wielunia. Tam robię zakupy i udaje się dalej boczną trasą. Ciężko jest mi wysiedzieć na siodełku, często wstaje i pedałuje na stojąco. Musze jakoś przetrzymać ból pośladków. Do Kluczborka już blisko. Robi się ciemno, włączam światełka. 7 kilometrów przed domem, na zjeździe z górki odkręca się trochę moja kierownica i wykręca co chwilę w górę. Udaje mi się znaleźć jednak pomoc, dostaje imbusa i dokręcam kierownice. Przed 23 docieram do Kluczborka i na liczniku pokazuje się 400 km. Jestem strasznie zmęczony, ale szczęśliwy. Dojeżdżam pod dom, na liczniku 405 km.

Sprzęt

Trasę pokonałem na rowerze crossowym Author Classic sx 2005.

Zabrałem ze sobą także: małą sakwę a w niej: pompka, zapasowa dętka, łatki, klucz 13/15, bidon, licznik, światełko czerwone tylnie, lampka przednia biała, 2 bułki, pomidor, mapa, portfel, 2 zapasowe baterie (nie przydały się), klucze od domu.

Ubrany byłem w: koszulkę kolarską, spodenki kolarskie, bokserki, skarpetki, buty :) Do tego jeszcze czapeczka kolarska i okulary przeciwsłoneczne.

Co jadłem? Co piłem?

Śniadanie w domu: płatki + mleko (talerz), mus z truskawek (300 g), kawa
Na trasie: 72 kilometr - pomidor, bułka (masło + pomidor + kiełbasa + ser pleśniowy + majonez)
120 kilometr - bułka (masło + pomidor + kiełbasa + ser pleśniowy + majonez)
130 kilometr - pączek, kawałek czekolady (40g)
*185 kilometr - kawałek czekolady (60 g)
230 kilometr - bułka słodka, wafelki (50 g)
250 kilometr - wafelki (80 g)
280 kilometr - wafelki (50 g)
330 kilometr - banan, jogurt do picia (300 g), 2 bułeczki
360 kilometr - banan

Uwaga!: Wydaje mi się, że mój jadłospis był za mało rozbudowany. Polecam wszystkim jeść więcej na trasie.

Wypiłem:
ok. 6-7 litrów wody i 2 litry 'Lifta' (nie polecam tego typu napojów)

Założenia przed wyjazdem (taktyka):
nie forsować tempa na początku
nie doprowadzać do nagłych skoków prędkości, tętna. W związku z tym nie ścigać się z innymi rowerzystami, motorkami, nie gonić TIRów, nie pokonywać mocno podjazdów;
dużo pić, nawet jeżeli nie mam ochoty;
sporo jeść;
robić postoje o max. długości 15 minut. Najlepiej zamiast postoju 15 minutowego robić 3 x 5 minut;

Krótkie podsumowanie

Data: 29 czerwiec 2006
Start: 2:55
Koniec:
23:00
Kilometrów
: 405
Czas jazdy: 17 h 25 minut

Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć
http://www.narowerze.info/

 
Biuletyn: Imię: Email:
              
      Nie masz konta?

BIULETYNKontaktO nasMapa stronyPolityka Prywatności i ZaufaniaRegulamin korzystania z serwisu
Copyright © 2006-2018 grupa eturystyka.org - Wszystkie prawa zastrzeżone;