Bilety lotnicze Relacje z podróży
Czytaj pocztę Noclegi Wycieczki
Forum Fotoreportaże
      BiuletynBiuletyn   RejestracjaRejestracja
WycieczkiNoclegiBilety lotniczeCzartery jachówTargi turystycznePogodaGrupy dyskusyjne
Relacje z podróży
Relacje z podróży
Polska
Europa
Azja
Afryka
Ameryka Północna
Ameryka Południowa
Australia i Oceania
Antarktyka
Podróże dookoła świata
Relacje z podróży z dziećmi
Relacje z rejsów
Wyprawy nurkowe
Wyprawy w góry, trekking
Wyprawy rowerowe
Katedry północnej Francji
Autor: Elżbieta Simon   
18.jpg



Aby obejrzeć katedry średniowieczne, trzeba najpierw przejechać okropną autostradą przez Zagłębie Saary. Zagłębie jest gęsto zaludnionym okręgiem przemysłowym. Autostrada zapchana po brzegi ciężarówkami i transporterami. Dawne kopalnie zapadają się, wyrywając w powierzchni drogi szczeliny i dziury, nieraz parometrowej wielkości. Łata się je prowizorycznie asfaltem. Mimo to na tych wertepach Francuzi i Niemcy prześcigają się w pobijaniu rekordów prędkości...

Potem jedzie się przez płaskie tereny Szampanii i Ile de France. Pola, pola i pola. Wszystkie takie same: kilometrami ciągnie się rzepak i zboże, ani drzewka, z rzadka w oddali mała wieś. Chyba po to, aby kierowcy nie zasnęli przy kierownicy, ułożono na ziemi obok autostrady figury geometryczne z metalu, pomalowane na różne kolory. Po pewnym czasie i te figury stają się monotonne. My z nudów zabawialiśmy się durną zgadywanką: "-Zgadnij, co widzę?". "-Hm, może wieżę ciśnień?". "-Zgadłeś!". Oprócz wież nie ma tam jednak nic innego... Ale po tej monotonii nagle z autostrady widać miasto Reims i wspaniałą katedrę - tam też rozpoczyna się "szlak katedralny".

19.jpgW czasie tej podróży obejrzeliśmy wczesne katedry w Noyon i Soissons oraz klasyczne w Reims, Amiens, Beauvais i Rouen. Wszystkie katedry gotyckie w północnej Francji zaczęto budować w tym samym czasie, na początku XII wieku. Była to prawdziwa "epidemia" - biskupi "zarażali się" entuzjazmem od innych biskupów i rozpoczynali budowę, prześcigając się w nowoczesnych rozwiązaniach architektonicznych i wystroju.

Początek XII wieku to we Francji okres rozkwitu gospodarczego. W rolnictwie, zatrudniającym wtedy 80% ludności, rozpowszechnia się trójpolówka i pług, co znacznie podnosi wydajność produkcji. W transporcie używa się nowego rodzaju chomąta, pozwalającego ciągnąć dziesięciokrotnie większe ciężary niż dotychczas. Nadal dominuje jednak transport wodny. Rozbudowuje się sieć dróg i mostów, w miejscach pielgrzymkowych organizuje się targi handlowe. Rozwijają się nauki: geometria, astronomia, medycyna, technika wojenna, scholastyka.

"Katedra z XII wieku" jest oczywiście pojęciem umownym. Oznacza, że wtedy rozpoczęto budowę. Często jednak pieniędzy starczało tylko na 10-20 lat, potem budowę przerywały wojny, bunty ludności. Zwykle budowa trwała więc dwieście lat, a w wielu katedrach doprowadzono ją do końca dopiero w XIX wieku. Budowę finansowano z dochodów biskupstwa i kapituły. Mimo że w tych czasach jedna trzecia ziemi należała do kościoła, dochody okazywały się zwykle zbyt małe w stosunku do potrzeb. Budowniczowie zmuszeni byli szukać innych źródeł dochodów: dobroczyńców, mecenasów, spadkodawców. Od papieża uzyskiwano pozwolenie na wędrowanie z relikwiami po innych diecezjach i zbieranie datków. Udzielano także specjalnych odpustów, na przykład za jedzenie masła w czasie postu. Wyobrażenia, że ludność czynem wspomagała budowę, nie znajdują potwierdzenia w kronikach - wręcz odwrotnie - średniowieczne kroniki notują takie przypadki jako curiosum.

20.jpgBudowniczowie średniowieczni nie umieli jeszcze obliczać fizycznych współzależności. Ich wiedza opierała się na doświadczeniu własnym oraz na obserwacji kościołów, będących równocześnie w budowie. Nowe rozwiązania architekt wypróbowywał na prowadzonej właśnie budowie - i jeśli się nie zawaliła, nowości te przejmowali inni. Budowa wyglądała zwykle tak: katedrę lokalizowano w miejscu istniejącego kościoła romańskiego. Używano go nadal, a tymczasem rozpoczynano budowę chóru. Gdy już był gotowy, święcono tę część kościoła i zaczynano odprawiać w nim msze i nabożeństwa. Lud w czasie nabożeństw stał nadal w "starym kościele". Potem z pracami posuwano się coraz dalej, budując niejako "naokoło" dotychczasowego kościoła. Całość przykryta była prowizorycznym drewnianym dachem. Na końcu budowano dach, a kościół romański rozbierano. Tak więc swój ostateczny wygląd katedry przybierały dopiero setki lat po zaprojektowaniu.

Tak naprawdę jednak nie wiadomo dokładnie, jak kiedyś katedry wyglądały. To, co się ostało do dzisiaj, to "goła architektura". Wojny i pożary niszczyły wielokrotnie części budynków i wnętrz. Witraże w Soissons wyleciały podczas eksplozji fabryk prochu, znajdujących się w sąsiedztwie. W czasie rewolucji zniszczono rzeźby i ołtarze, rozgrabiono naczynia liturgiczne, obrazy, świeczniki, grobowce. Sami proboszczowie też się przyczynili do spustoszenia - remontując katedry. W okresie oświecenia modne były wielkie białe powierzchnie, a więc zamalowano na biało wszystkie średniowieczne malowidła ścienne. Witraże zastąpiono zwykłym okiennym szkłem. W Rouen wstawiono nawet wielkie szyby z mlecznego szkła, jak w fabryce. Z zachowanych resztek wiadomo, że katedry były kolorowe. Biały wapień znakomicie nadawał się do pomalowania. Fasady były barwne i pozłacane. Wewnątrz ołtarze, roboty snycerskie, misternie zdobione filary, posadzki z różnobarwnych płyt, na ścianach dywany. Dachówki układane w różnobarwne wzory. To, co można oglądać dzisiaj, to ogromne budowle, fascynujące rozmachem.

21.jpgMimo ogromu budowle robią wrażenie lekkości. Sprawia to nowa technika budowania. Inaczej niż to było w budowlach romańskich, ściany katedr gotyckich składają się częściowo z okien i nie są w stanie same unieść ciężaru sklepienia. Siła przesuwu, "rozpychająca" ściany na zewnątrz, odprowadzana jest za pomocą przypór i łuków przyporowych. Dodatkowe ciężary - z pozoru filigranowe fiale - stabilizują konstrukcję. Nowy rodzaj łuków i filarów umożliwia budowę sklepienia przypominającego rozpięty namiot.

Największe wrażenie zrobiła na mnie katedra w Beauvais. Planowano, że będzie największa ze wszystkich - chór ma 47 m wysokości, nawa główna 15,5 m szerokości. Wspaniałe, ogromne witraże, zajmujące większą część ścian. Smukłe, wysokie filary. W środku odbywał się akurat chrzest. Czuliśmy się jak w średniowieczu: wierni stali w nowym kościele, przedzieleni prowizoryczną ścianą od starego kościoła. W przecięciu nawy głównej i poprzecznej ściany podparte były drewnianymi przyporami. Romański kościół z X wieku, który miał być poprzednikiem katedry, stoi nadal - "przylepiony" do prowizorycznej ściany zachodniej. Ten stan trwa już od roku 1580.

22.jpgBudowę rozpoczęto w roku 1225. Od początku była jednak pechowa. Trzydzieści lat po ukończeniu chóru zawaliło się sklepienie. Chór odbudowano, wzmacniając statykę dodatkowymi filarami. Budowa nawy poprzecznej trwała następne dwieście lat. W XVI wieku postanowiono nad nawą poprzeczną zbudować wieżę z kamienia. Miała to być najwyższa wieża chrześcijaństwa. Rok po jej ukończeniu w murach pokazały się rysy. Sprowadzeni z Paryża eksperci radzili rozpocząć jak najszybciej budowę nawy głównej, aby podeprzeć sklepienie od strony zachodniej. Po upływie następnych trzech lat wszystko było już gotowe do dalszej budowy, ale oto w Święto Wniebowstąpienia roku 1573 wieża zawala się, niszcząc część chóru, witraże i stalle. Pieniędzy starcza tylko na odbudowę zniszczeń. Potem rozpoczynają się wojny hugenockie, a po nich zarzuca się ostatecznie plany dalszej budowy.

Na temat przyczyn katastrof przedstawiono wiele różnych teorii. Ostatnie badania przeprowadził w roku 1982 Robert Marks, wykorzystując do tego metody nowoczesnej fizyki. W spolaryzowanym świetle obserwował przekroje poszczególnych części budowli, symulując działanie sił nacisku, wiatru, przesuwu. Odkrył przy tym, że wyjątkowa wysokość katedry w Beauvais naraża ją na szczególnie silne działanie wiatru. Wewnętrzne, smukłe filary stoją, z punktu widzenia fizyka, w nie najlepszym miejscu. Łuki odporowe nie odprowadzają ciężaru tak jak powinny. Poza tym w innych katedrach ciężar nawy poprzecznej wspiera nawa główna, zakończona masywną fasadą zachodnią - tu tego oparcia brakuje. Mimo to budowla ta stoi już siedemset lat! Ciekawe, czy budowle z XX wieku tyle wytrzymają...

23.jpgZwiedzając katedry, odkrywa się wiele ciekawych szczegółów. Dlatego warto je zwiedzać nie spiesząc się. Na posadzce w Amiens zachował się labirynt, który służył kiedyś do odbywania "zastępczej pielgrzymki" do Ziemi Świętej. Katedra w Noyon zawdzięcza swoje istnienie relikwiom świętego Eligiusza, które miały pomagać - jak mówią kroniki - na "otwarte, niegojące się wrzody o przykrym zapachu". Jakie to szczęście, że mamy antybiotyki...

W porównaniu do kościołów w Polsce i w Niemczech wyposażenie katedr francuskich jest biedne - proste krzesła, skromne ołtarze. Przypuszczalnie wszystkie pieniądze idą na bieżące naprawy budowlane. We wszystkich katedrach stoją rusztowania. W Amiens ze środków Unii Europejskiej restauruje się obecnie fasadę. Widać już efekt: przede wszystkim oczyszczono ją z brudu - i nagle fasada nie jest już szara, ale lśni ciepłą bielą wapienia.


 Joachim był szczególnie zachwycony wieżą na katedrze w Rouen. Zbudowano ją w XIX wieku z najnowocześniejszego wtedy materiału: żeliwa. Wygląda jak wieża Eiffla, stojąca na dachu katedry.
24.jpg"Trasę katedralną" objeżdża się bardzo wygodnie. Dobrze rozwinięta sieć hoteli - także w przystępnych cenach. Jeśli w danym hotelu nie ma wolnych pokoi, to obsługa chętnie szuka innego, dzwoni tam, objaśnia na planie miasta - każdy czuje się mile widzianym gościem. Miasta są doskonale oznakowane. W informacjach turystycznych można otrzymać bezpłatne i ciekawe informatory.

W miastach "katedralnych" oprócz katedr jest niewiele do oglądania. Trzeba jednak przyznać, że te nieliczne atrakcje są po mistrzowsku zachwalane. I tak w Amiens zachęca się do przejażdżki łodzią po "pływających ogrodach", założonych "już za starożytnych Rzymian" na małych wyspach w dorzeczu Sommy. Owszem, przyjemna przejażdżka, choć "pływające ogrody" to zwyczajne ogródki działkowe... No, ale we wszystkich miastach, położonych nad rzekami, musi być jakaś "mała Wenecja Północy"...

25.jpg
Miłośnicy literatury wędrują też w Amiens śladami Juliusza Verne'a. W Reims turyści oglądają produkcję szampana, degustując przy okazji. Z miasta do miasta jedzie się bardzo przyjemnie, wzdłuż sadów jabłkowych i pastwisk, na których pasą się "polskie" krowy. Pastwiska też wyglądają jak w Polsce: polne drogi, krzaki, ogrodzenia z drewna, bramy na skobel. Koło tych krów robiliśmy sobie pikniki.

Korzystając z bliskości kanału La Manche, można się też objadać homarami, krewetkami, małżami i innymi owocami morza. Ja do tych wykwintności zamawiałam regionalny napój: musujące wino jabłkowe. A na deser lody jabłkowe, polewane jabłkową wódką! Na samą myśl o takim zestawie smakoszom kuchni francuskiej przewraca się pewnie w żołądkach! Ale turyści - odpoczywając po parogodzinnym zwiedzaniu katedr - są naprawdę szczęśliwi!

Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć

 
Biuletyn: Imię: Email:
              
      Nie masz konta?

BIULETYNKontaktO nasMapa stronyPolityka Prywatności i ZaufaniaRegulamin korzystania z serwisu
Copyright © 2006-2008 grupa eturystyka.org - Wszystkie prawa zastrzeżone;