|
|
|
|
|
Autor: Elżbieta Simon
|
Ilekroć przechodzę koło katedry w Kolonii, za każdym razem na nowo zapiera mi dech. Katedra jest skończenie piękna. Stoi na wzgórzu w pobliżu Renu i przerasta wszystkie budynki wokół. Jest tak wspaniała, że automatycznie myśli się, że była tu od zawsze. Tymczasem katedra w tej postaci istnieje dopiero od stu dwudziestu lat. Poprzedzające je trzy wieki katedra wyglądała jak na tym sztychu, ilustrującym wygląd budowli w roku 1560. Była zbudowana tylko częściowo. Istniał chór i nawa poprzeczna. Dalej ciągnął się już niski budynek starego kościoła, który wcześniej stał na tym miejscu. Od strony zachodniej rozpoczęto budowę fasady, ale wieże udało się dociągnąć tylko do wysokości 57 i 14 metrów. Tak budowano wszystkie katedry: zwykle w miejscu starego kościoła. Rozpoczynano od chóru, gdzie mieściło się prezbiterium i stalle dla duchowieństwa. Ludzie w czasie nabożeństw korzystali z budynku starego kościoła. Wraz z postępem budowy stary kościół wyburzano - a raczej dokonywano "kontrolowanych pożarów" - aż po latach stara budowla znikała, a na jej miejscu pojawiała się nowa. Katedra w Kolonii powstała dzięki biblijnym Trzem Królom. W 1164 roku wysłannnik cesarza Barbarossy przywiózł z Mediolanu jako zdobycz wojenną relikwie Trzech Króli. Wieść o tym rozeszła się - dzięki zręcznemu marketingowi - i do Kolonii zaczęli ściągać pielgrzymi. Szczególnie zręczne okazało się ogłoszenie "Mędrców ze Wschodu" patronami wędrownych kupców. Święte kości owinięte były w drogocenne tkaniny. Postanowiono umieścić je w skrzyni - relikwiarzu. Jego wykonanie powierzono najsłynniejszemu w ówczesnych czasach złotnikowi - Nicolasowi z Verdun. Niebawem kościół, w którym znajdował się relikwiarz, uznano za zbyt mały i "staromodny". We Francji istniały już katedry, zbudowane według najnowszej techniki: z wielkimi oknami, pełne światła i wdzięku. Katedra w Kolonii miała być jeszcze piękniejsza niż w Amiens i Chartres i jeszcze bardziej reprezentacyjna niż katedra królów francuskich w Reims! Wszak cesarze niemieccy - koronowani w Akwizgranie - udawali się w pierwszą pielgrzymkę do Kolonii, do świętych, którzy "jako pierwsi ujrzeli Zbawiciela". Do budowy przystąpiono w 1248 roku. Na początku szła szybko, potem przerywały ją na całe dziesięciolecia bunty mieszczan i zbrojne konflikty wolnego miasta z arcybiskupem. Po odkryciu Ameryki miasto zaczęło też cierpieć na brak pieniędzy. Zmieniły się szlaki handlowe i Kolonia, zarabiająca dotychczas na pośrednictwie handlowym, znalazła się nagle na prowincji. W 1560 roku prace budowlane ustały całkowicie. Przez następne dwieście pięćdziesiąt lat nic się nie działo, a pod koniec XVIII wieku w katedrze przestano nawet odprawiać nabożeństwa. Po wojnie z Napoleonem Kolonia została zajęta przez Francuzów i w latach 1794-1815 należała do Francji. Była to wielka obraza dla uczuć patriotycznych Nadreńczyków - ta sytuacja w ogóle pobudziła Niemców do rozważań na temat ojczyzny i charakteru narodowego. W duchu romantyzmu poszukiwano własnego, niemieckiego stylu. I wtedy pojawił się Sulpiz Boisserée. Był to młody, dwudziestopięcioletni kupiec, wielbiciel sztuki. Po sekularyzacji kościoła, dokonanej przez Francuzów, na wolny rynek trafiły dzieła sztuki sakralnej. Boisserée wyszukiwał je i gromadził, rozumiejąc to jako misję ratowania dziedzictwa kultury. To właśnie on rzucił hasło skończenia budowy katedry jako "pomnika narodowego" - i z ogromnym zapałem zabrał się za pozyskiwanie dla tej idei ludzi kultury, nauki i finansów. Wygłaszał wykłady, dyskutował, przekonywał, pisał listy. Już od roku 1806 dokumentował stan budowli i w postaci sztychów udostępniał szerokiej publiczności. Sztychy te były reklamą idei dalszej budowy katedry. Przedstawiały ją królującą samotnie na wzgórzu jak antyczne świątynie. W rzeczywistości i w 1560, i w 1806 roku katedrę gęsto otaczały domy mieszkalne. Inne sztychy ilustrowały wygląd katedry po ukończeniu: z wieżami o wysokości 157 metrów, z potężnymi kolumnami i kolorowymi witrażami. Kraj ogarnęła fala patriotyzmu. Sensacją było znalezienie zaginionych średniowiecznych planów fasady - część z nich odnalazła się na jakimś strychu w Darmstadt. Do idei udało się skłonić następcę tronu pruskiego, który "przez trzy noce nie mógł spać", podniecony wizją katedry. Jednak musiało minąć jeszcze 30 lat, zanim wizję tę zrealizowano. Nadrenia wraz z Kolonią stała się częścią Prus i zaczęła się rozwijać jako miasto przemysłowe. W 1840 roku władcą został wspomniany następca tronu, Fryderyk Wilhelm IV. Boisserée wykorzystał szansę i na nowo podjął akcję realizowania "młodzieńczych mrzonek". W roku 1842 król położył kamień węgielny pod dalszą budowę. Połowę kosztów zobowiązywało się ponieść państwo, połowa miała pochodzić z darów społeczeństwa. Utworzono w tym celu Towarzystwo Budowy Katedry (Dombauverein), które zresztą działa aktywnie do dzisiaj. Budowa trwała 38 lat. Uroczyste poświęcenie katedry odbyło się w 1880 roku. Fascynująca jest dla mnie myśl, że katedra do nikogo nie należy, również nie do kościoła katolickiego. Osobą prawną jest "Czcigodna Katedra w Kolonii" - Der Hohe Dom zu Köln. Połączenie "nowych czasów" i przeszłości symbolizować miało ostatnie cudo techniki, jakim była wtedy, w połowie XIX wieku, kolej parowa. Do miasta wjeżdżało się od południa mostem przez Ren. Tory prowadziły prosto na katedrę - i miało się wrażenie, że pociąg zaraz na nią wjedzie. W ostatniej chwili tory zataczały łuk i pociąg z fantazją wjeżdżał na dworzec. Warto poświęcić zwiedzaniu katedry trochę czasu. Dobrym w nogach, o mocnych płucach, polecam wejście na wieżę - 509 stopni. Piękny widok na katedrę i pocztówkową, "Czekoladową stronę" Starego Miasta rozciąga się z mostu Hohenzollernbrücke, tego właśnie, po którym wjeżdżały pociągi parowe. W noc sylwestrową kolończycy spotykają się na tym moście, na placu przed katedrą i nad Renem - i wspólnie świętują, śpiewają i piją szampana. O północy dzwonią wielkie dzwony katedralne. Warto też zwiedzić katedrę z przewodnikiem. Przewodnicy są dobrze wyszkoleni i opowiadają naprawdę ciekawie. Jeśli ma się szczęście, można trafić na przewodnika, który ma odpowiedni klucz - i wtedy można zobaczyć różne cuda, na co dzień niedostępne dla turystów. Na przykład paropiętrowe podziemia katedry - tam dopiero widać, na jakich fundamentach ten budynek się opiera - czy gniazda sokołów pustułek na wieżach... Albo konserwatorów, zawieszonych przy pracy sto metrów nad ziemią...
Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć
|
|
|
|
|