Bilety lotnicze Relacje z podróży
Czytaj pocztę Noclegi Wycieczki
Forum Fotoreportaże
      BiuletynBiuletyn   RejestracjaRejestracja
WycieczkiNoclegiBilety lotniczeCzartery jachtówTargi turystycznePogoda
WYPRAWA ROWEROWA UKRAINA -2004
Autor: Zygmunt Szczepanek   
Tuesday, 08 May 2007
WYPRAWA ROWEROWA NA UKRAINĘ

Śladami bohaterów Trylogii Henryka Sienkiewicza oraz tragicznych losów ludności polskiej w okresie II wojny światowej na ukraińskich kresach Rzeczypospolitej.

7.jpg

Myśl zorganizowania krótkiej wyprawy rowerowej po ukraińskich kresach wschodnich dawnej Rzeczypospolitej zrodziła się u mnie w 2002r. Chciałem poznać tereny Wołynia gdzie w latach 1943 – 1944 dokonane zostały pogromy ludności polskiej przez nacjonalistów ukraińskich z oddziałów OUN i UPA oraz tereny Podola stanowiące w XVI i XVII wieku i okresie międzywojennym wraz z Polesiem i Wołyniem część wschodnich rubieży Polski. Celem było również zobaczyć miejsca gdzie rozgrywały się dzieje będące tematem powieści Henryka Sienkiewicza „Ogniem i Mieczem” oraz miejsca związane z obroną Rzeczypospolitej przed atakami państwa tureckiego.

Przed wykreśleniem trasy zgromadziłem mapy i przewodniki oraz zapoznałem się z materiałami opisującymi zbrodnie ukraińskie na wiejskiej ludności polskiej na tych terenach.

Wyprawa wiodła przez Polesie Wołyńskie, Wołyń, Podole i częściowo przez Bukowinę. Zaplanowaną trasę podzieliłem na XI etapów po Ukrainie oraz dwa etapy po polskim Roztoczu.

Trasę pokonaliśmy jednak w XII etapów po Ukrainie - pokonując 1036 km oraz II etapy po Roztoczu – pokonując 168 km.

Czas trwania wyprawy wyniósł 14 dni tj. od 16 do 29 czerwca 2004r.

W stosunku do opracowanego planu i kilometrażu trasę ukraińską przekroczyliśmy o ok. 100km.

W wyprawie uczestniczyli:

8.jpg


Zygmunt Szczepanek /z prawej strony/ - Radom - organizator wyprawy
Edmund Gierczak / w środku / - Radom
Andrzej Morka - Ostrołęka

Dla mnie i kolegów była to już 6 wyprawa rowerowa. Byliśmy już w: Bieszczadach, Pogórzu Przemyskim - Bieszczadach i Słowacji, Mazurach – Suwalszczyznie i Biebrzańskim Parku Narodowym, Litwie i polskiej ścianie wschodniej, pokonaliśmy trasę: Jelenia Góra - Bieszczady / wszystkie opisane na Radomskiej Stronie Rowerowej /.

Wyprawa przebiegała następującą trasą:

DOROHUSK /przejście graniczne/ - LIUBOMIL - KIWERCE - ŁUCK - DUBNO - KRZEMIENIEC - POCZAJÓW - ZBARAŻ - TARNOPOL - CHORTKIV - KAMIENIEC PODOLSKI - CHOCIM - ZALESZCZYKI - JAZŁOWIEC - BUCZACZ -BEREŻANY - LWÓW - HREBENNE

cd. wyprawy kontynuowaliśmy centralnym szlakiem rowerowym Roztoczańskiego Parku Narodowego i Krajobrazowego oraz Parkiem Krajobrazowym Puszczy Solskiej następującą trasą:

HREBENNE - WERCHRATA - NAROL - JÓZEFÓW - GÓRECKO - ZWIERZYNIEC - ZAMOŚĆ

OPIS WYPRAWY

ETAP I

DOROHUSK - LUBOMIL - ŁUKIV - TURIJSK - DROSINI

16 czerwca 2004-07-25  
111km


W dniu 16 czerwca o godz. 4,06 załadowaliśmy się z rowerami do pociągu w Dęblinie mając do dyspozycji pól wagonu. Bez przesiadki po 3 godz. dojeżdżamy do Dorohuska, robimy sobie wspólne zdjęcie, wkładam za kierownice polską flagę i rowerkami jedziemy do przejścia granicznego. Po wymianie polskich pieniędzy na ukraińskie hrywny oraz kilkanaście dolarów podejmujemy próbę przekroczenia granicy, jako że turyści rowerowi objuczeni sakwami to podobno rzadki widok. Polscy pogranicznicy informują nas, że Ukraińcy mogą nas nie wpuścić, ponieważ wg. ich interpretacji jest to przejście samochodowe. Ponadto zasugerowano nam, ze zgoda często jest uzależniona od drobnej kwoty – łapówki. Przekraczamy punkt polski i jedziemy ok. 300m do punktu ukraińskiego. Oczywiście na stronie polskiej jak i ukraińskiej jesteśmy obiektami szczególnego zainteresowania służb granicznych i celnych oraz osób przekraczających granicę. Wszyscy są ciekawi gdzie jedziemy, skąd jesteśmy i dlaczego rowerami, w dodatku tak objuczonymi, przecież można samochodem jechać i po co się mordować. Po dojechaniu do punktu granicznego Ukrainy, podobnie jak w czasie wyprawy w 2002 r. po Litwie przy próbie przekroczenia granicy do Okręgu Kaliningradzkiego mam problemy. Tam mnie ukarali mandatem za „ nielegalne ” przekroczenie granicy, ponieważ nie miałem vouczera, tu wystąpił problem, że nielegalnie chcę przewieźć broń, a mianowicie: na stelażu przedniego bagażnika Lov Rider miałem zamocowany bagnet od karabinu Kałasznikow. Nie pomogły tłumaczenia, że u nas można kupić w sklepie, że jest potrzebny turyście do różnych czynności, że noże kuchenne są dłuższe itd. Celnicy mierzą długość ostrza, piszą jakieś protokoły. Obawiamy się, że zostaniemy zawróceni. Decyduje się na poinformowanie, iż jesteśmy policjantami polskimi i kierując się solidarnością zawodową liczę na „ przymknięcie oka”. Efektem tego jest, że bagnet oddaję w depozyt za pokwitowaniem i jedziemy do następnego punktu. Tam nas wracają po jakieś karteczki i znowu do szlabanu. Wreszcie udaje się przekroczyć granicę. Pędzimy jakieś 800m aby jak najszybciej się oddalić i wjechać głęboko w Ukrainę. Jedziemy droga asfaltową w kierunku na Kovel i Sarny.
                  wwyjazd_granicy.jpg
Kilka kilometrów droga jest gładka i pędzimy lekko mając wiatr w plecy. Kovel mijamy z boku i droga staje się troszkę uciążliwa, ponieważ pod asfaltem wyłożona jest płytami betonowymi. Czuć już Ukrainę, olbrzymie pola zbóż ciągnące się kilometrami gdzie niegdzie wioski oddalone kilka kilometrów od tej drogi. Widać, że za czasów Związku Radzieckiego była to droga strategiczna omijająca miasteczka i wioski. Droga po obu stronach jest obsadzona drzewami, co sprawia bardzo ładny widok.

i2d.jpgZ lewej strony mamy tereny Polesia Wołyńskiego, z prawej tereny Wołynia. Nie ma żadnej różnicy. Widać w dali po lewej i prawej stronie trasy ciągnące się lasy. Po ok. 40 km w miejscowości Łukiv opuszczamy drogę na Kovel – Równo - Kijów i skręcamy w prawo kierując się na Kiwerce przez Turiisk i Dorosini. Tu zaczynamy przejeżdżać przez wioski. Bardzo ładne tereny: lasy łąki, pola i dużo zwierząt domowych.
Mamy pierwsze spotkania z mieszkańcami, gdy zatrzymujemy się przy sklepach. Widać z ich strony 
zainteresowanie nami i chęć porozmawiania o sytuacji w Polsce i w ogóle jak się nam wiedzie. Narzekają na ciężkie warunki, brak perspektyw itd. Faktycznie na Wołyniu jak i Podolu poziom życia jest o wiele niższy niż w Polsce, co zauważa się po zabudowaniach, starych samochodach, zaniedbanych miasteczkach i miastach. Zarówno tu jak i w pozostałych częściach Ukrainy gdzie byliśmy spotykamy bardzo dużo ludzi, którzy pracują w Polsce „ na czarno „ lub członkowie ich rodzin. Najciekawsze i najmilsze są dzieci jeżdżące po wioskach rowerami.
Nasze rowery wzbudzały u nich oraz u dorosłych szczególne zainteresowanie. Po drodze mijają nas samochody i dają sygnał klaksonami, co z początku nas denerwowało. Jak się później zorientowaliśmy sygnały były po to aby zobaczyć, że kierowcy pozdrawiają nas machaniem ręki. Nie spotkaliśmy podczas całej wyprawy sytuacji, przed jakimi nas w Polsce ostrzegano a mianowicie przed kierowcami piratami. Wrażenia mamy raczej przyjemne. Podobnie z bezpieczeństwem osobistym. Co prawda poza Lwowem nie mieliśmy spotkań z dużymi skupiskami ludzi, ale zatrzymywaliśmy się przy pijalniach piwa i często spaliśmy w namiotach i było bezpiecznie.
W pierwszym dniu mijamy ładnie utrzymane pomniki upamiętniające poległych żołnierzy armii czerwonej w II wojnie światowej, często porządkowane przez dzieci ze szkół podstawowych. Nie widzieliśmy zniszczonych pomników, co w Polsce jest częstym widokiem.. Pomniki są okazałe często monumentalne z postaciami żołnierzy w boju i uzbrojeniem.
Spotykamy też, co prawda rzadko, krzyże lub pomniki Ukraińskiej Armii Powstańczej, dla nas źle kojarzonych, ale dla Ukraińców lub ich części traktowanych jako bohaterzy narodowi.
ukraina_pomnik.jpg i2f.jpg
                                         Pomniki poległych w II wojnie oraz  kopiec poległych z UPA
Pierwszy dzień kończymy w wiosce Drosini, już przed wieczorem bardzo zmęczeni. Szukamy miejsca na rozbicie namiotu przy gospodarstwie, ale w rzeczywistości trudno znaleźć odpowiednie miejsce w miarę równe z wykoszoną trawą. Jesteśmy troszkę w strachu, ponieważ zrobiło się zimno i zaczął padać deszcz. Na szczęście pojawia się kobieta, która po krótkiej z nami rozmowie proponuje nam nocleg w swoim mieszkaniu. Dostajemy do dyspozycji pokój, pomimo, że mają niezbyt obszerne mieszkanie.

ETAP II

DROSINI - KIWERCE - PRZEBRAŻE / HAJOWE / - KIWERCE - ŁUCK

17 czerwca 2004   
91 km


Rano jesteśmy zaproszeni na śniadanie z poczęstunkiem dobrego bimberku. Pani Jeveni Iwanowna Synij jest bardzo gościnna. Na odjazd dostajemy kawał bardzo dobrej słoniny, która przypomniała mi dzieciństwo u mojego dziadka, kiedy na polskiej wsi też jadano taką słoninę z chlebem. Dostaliśmy również na drogę buteleczkę wódeczki domowego wyrobu. Robimy sobie zdjęcie z całą rodziną gospodyni i odjeżdżamy.
W II etapie zgodnie z zamierzeniami postanowiliśmy dotrzeć do wsi Hajowe w rejonie Kiwerc. Przed woja była to wieś zamieszkała w zdecydowanej większości przez Polaków i nazywała się Przebraże. Wieś ta podobnie jak w Polsce wioska Michniów jest symbolem ludobójstwa polskiej ludności wiejskiej dokonanej przez nacjonalistów ukraińskich z organizacji OUN i UPA dokonanego w latach 1943 – 44 na Polesiu, Wołyniu i Podolu z dużym udziałem mieszkańców sąsiednich wsi ukraińskich. Tereny, przez które jechaliśmy, szczególnie od Łukiv po Kiwerce i Równo oraz dalej na południe od Łucka były w tych latach miejscem masowych mordów ludności polskiej w ramach akcji oczyszczania ziemi ukraińskiej z ludności polskiej. Uratowani od rzezi dokonywanych metodami opisanymi w powieści Ogniem i Mieczem / kosy, siekiery, łomy itd. / mieszkańcy grupowali się w jednej ocalałej wsi tworząc tzw. Samoobronę. Szereg Samoobron padło, między innym w niedalekiej od Przebraża Hucie Stiepańskiej. W Przebrażu, która wraz z sąsiednimi wioskami Chołopiny i Jażwiny stanowiła dużą Samoobronę zgrupowało się ok. 25 tys. ocalałych mieszkańców okolicznych wsi. Jako nieliczna Samoobrona dotrwała do wyzwolenia przez armię radziecką. Po wojnie większość ludność wsi polskich opuściła Ukrainę emigrując do Polski. Dziś tych wiosek nie ma a jeśli pozostały to mają już nazwy ukraińskie i ludność ukraińską. Jeden z obrońców Przebraża Henryk Cybulski napisał książkę wspomnieniową pt.” Czerwone Noce”
i8c.jpgprzebra_polski_cmentarz.jpg
                                                                 polski cmentarz w Przebrażu
Z Dorosini do Przebraża jedziemy przez miasteczko Rozhysche i Kiwerce, wioski Sokyryczi / polska wieś Siekierzyce / i Ozero / Jezioro /. Przed wjazdem do Rozhysche wita nas na skrzyżowaniu wyniesiona wysoko na stalowej konstrukcji maszyna parowa. Na dalszej trasie wyprawy spotykamy podobne „ reklamy „. prawdopodobnie symbol rodzaju produkcji w danej miejscowości. Po drodze spotykamy ładne małe cerkiewki oraz częstym widokiem są grupy kilkunasto osobowe ludzi pracujących motyczkami na bardzo dużych polach uprawnych.
W Rozhysche pierwsza awaria. Po zrobieniu zdjęcia przy pomniku Chmielnickiego siadam na rower a obserwujący nas Ukrainiec zwraca mi uwagę, że nie mam powietrza w przednim kole. Zakładam zapas, Edmund klei uszkodzoną i ruszamy dalej.
Do Przebraża docieramy w godzinach południowych, zbaczamy z głównej trasy i jedziemy przez Hajowe ciągnące się ok. 3 km.. Jest to tak jak i inne wieś z zabudowaniami drewnianymi, starymi domami. Mijamy zniszczony będący w ruinie kościół katolicki, chyba ślad polskości. Ludzie chętnie nas kierują w stronę pomnika i cmentarzyka polskiego i informują, że przyjeżdżają tu Polacy autokarami.
Pomnik i cmentarzyk zlokalizowany jest za wsią na skraju lasu. Z pola dobiega do nas kobieta, widać, że spracowana i zniszczona fizycznie chcąc nas oprowadzić. Z rozmowy wynika, ze ma rodzinę w Polsce i jest z pochodzenia polką. Cmentarzyk jest nieduży, na którym jest kilkanaście grobów z nazwiskami rodzin w tym małych dzieci. Przed wejściem napis „ Polski Cmentarz Wojenny” oraz że Ukraińcy i Polacy nie zapomną o nich. Żadnej wzmianki, że pomordowani przez OUN i UPA. Podobno nie ma zgody władz ukraińskich. Wg tej kobiety na 14 stylizowanych krzyżach były napisy wiosek gdzie zostali wymordowani ich mieszkańcy. Jednak napis te były ciągle niszczone przez Ukraińców tak, że odstąpiono od ciągłego ich umieszczania. Krzyże są odnowione i pozostają nie naruszane.


    Hajowe / Przebraże /       i8k_przebrae.jpg
Odjeżdżając daliśmy tej kobiecie 15 hrywien za oprowadzenie. Dziękowała nam bardzo mówiąc, że kupi do domu żywność. Widać, że była wzruszona.
Wracamy do Kiverc i jedziemy do Łucka – miasta liczącego ok. 217tys. mieszkańców i jednego z najstarszych miast na Wołyniu.

przed Łuckiem.jpgZwiedzamy zamek Lubarta, syna Giedymina wzniesiony w XIIIw.
Przemieszczamy się pasażem do rynku gdzie jest dużo kawiarenek, spaceruje dużo ładnych ukrainek i pijemy piwko. W Łucku zwracamy uwagę na dużą ilość trolejbusów oraz co u nas zaczyna być zjawiskiem dokuczliwym brak na ulicach żeliwnych kratek wyrwanych z otworów kanalizacji deszczowej i burzowej. W ich miejsce wkładane są gałęzie jako znak ostrzegawczy.
Wzdłuż jednej z ulic na odcinku ok. 2 km naliczyłem brak ok. 20 kratek. Szczęście, że otwory kanałów znajdują się przy krawężnikach.
W Łucku warto przespacerować się ulicą, Hłuszeć, która jest jakby ulicą reprezentacyjna Łucka. Ładne budynki w tym budynki lokalnej administracji. Niezapomniane „wrażenia” pozostaną w naszej pamięci po hotelu Niva, w którym spędziliśmy noc.Szukaliśmy hotelu taniego i po wielu perypetiach z jego znalezieniem dotarliśmy do celu. Znajduje się on na terenie bazaru warszawskiego w budynku domu towarowego na jego 3 kondygnacji. Pierwsza uciążliwość to wniesienie rowerów i sakw. Druga to spartańskie warunki jak brak kabin z prysznicem i oczywiście wc w fatalnym stanie i niesamowitym zapachu. Koszt 20 hrywien oraz po piwie od każdego za zgodę na wniesienie i pozostawienie na korytarzu obok recepcji rowerów.

Łuck_ul Hłuszeć.jpgbazar wareszawski.jpg

                                        Łuck - ul Hłuszeć i przed hotelem na bazarze warszawskim
Z radości za znalezienie noclegu przypominamy sobie o prezencie od Pani Jeveni Ivanowny Synij, który konsumujemy opowiadając wrażenia z 2- ch etapów.

ETAP III

ŁUCK - DUBNO - KRZEMIENIEC
18 czerwca 2004 r.
97 km.


Rano ok. godz.7 wyjeżdżamy z Łucka i kierujemy się do Krzemieńca przez Dubno. Doświadczenie z dotychczasowych wypraw podpowiada nam aby zrezygnować z dłuższej trasy omijającej drogę główną oznaczona na mapie nr 45 ponieważ możemy nie zdążyć osiągnąć zakładany cel przed wieczorem. Każdy z nas na rowerze wiezie jeszcze sakwy z ekwipunkiem. Mój rower wraz z sakwami i torbami waży ok. 50 kg. a zaczynają się lekkie wzniesienia. Obawialiśmy się dużego ruchu samochodowego co się nie potwierdziło. Ponadto w Dubnie chcemy zwiedzić zamek. Nie sprawdziły się rady i ostrzeżenia, jakie słyszeliśmy w Polsce, aby omijać drogi główne z uwagi na niebezpieczną jazdę ukraińskich kierowców. Wrażenia mamy pozytywne. Po przejechaniu 50 km, w godzinach południowych wjeżdżamy do Dubna. Przed wjazdem do miasta wita nas pomnik - oryginalny samolot MIG 19 wyniesiony wysoko w górę nad jezdnię. Przyciąga wzrok swoją monumentalnością. Zresztą wszystkie pomniki jakie spotykamy sprawiają swoiste wrażenie poprzez ich dynamikę, wielkość i wyrazistość. W Dubnie jesteśmy krotko. Zwiedzamy zamek założony przez księcia Ostrogskiego w XV w. Nie jest to potężna twierdza i dziwimy się, że w 1649 r bezskutecznie oblegały go wojska Chmielnickiego. Prawdopodobnie w owym czasie wraz z przedzamczem był silnie ufortyfikowany.

Po zwiedzeniu zamka pozwalamy sobie na dobry obiadek w restauracji, rezygnując z zupek w kocherku. Wyjeżdżając z miasta robię sobie zdajecie z kolegą po fachu - z policjantem pełniącym służbę przed przejazdem kolejowym wyposażonym w pełny rynsztunek bojowy, chełm, karabinek i gaz maska. Prawdopodobnie mieli zaplanowana akcje policyjną. Uzyskałem zgodę na zdjęcie gdy pokazałem swoją legitymację służbową i wówczas spotkanie aczkolwiek krótkie było wysoce życzliwe i przyjacielskie.
  Krzemieniec.jpgKrzemieniec_twierdza.jpg
                                                            wjazd do Krzemieńca i krzemieniecka twierdza
Krzemieniec osiągnęliśmy ok. godz. 18 i wjazd odbył się w pogodę deszczową. Nie był zbytnio dokuczliwy ale musieliśmy się kilka razy chować pod zadaszeniami. Ponieważ zbliżał się wieczór udajemy się do polskiego kościoła przy ul.Szewczenki z myślą, że spotkamy proboszcza polskiej parafii, który kieruje polskich turystów na kwatery do mieszkańców polskiego pochodzenia. Obok kościoła spotykamy starsza kobietę mówiącą po polsku, która proponuje nam kwaterę u swojej siostry.
Otrzymujemy do dyspozycji pokoik w starym drewnianym domku usytuowanym po drugiej stronie ulicy naprzeciw wspomnianego kościoła. Właścicielką jest starsza pani mająca 84 lata. Z rozmowy wynika, że jest z pochodzenia polką. Po wkroczeniu Rosjan w 1939 wraz z mężem zostali deportowani w głąb Rosji podobnie jak większość Polaków. Jest wdową i utrzymuje się z bardzo niskiej emerytury wynoszącej 130 hrywien tj. na polskie pieniądze ok. 110 zł. Warunki są spartańskie podobnie jak w wielu innych miejscach gdzie mieliśmy przyjemność nocowania na kwaterze prywatnej lub pod namiotem na posesji gospodarza. Woda z wiaderka, wc na dworze w drewnianym przybytku. Jednak życzliwość godna pozazdroszczenia.
Przed wieczorem z podwórka kwatery robię zdjęcie ruin zamku usytuowanego na wysokim wzgórzu. Jestem pod wrażeniem wyobrażając sobie ten zamek w okresie kiedy zdobywał go Krzywonos w roku 1648.Wówczas został doszczętnie zniszczony i do dziś pozostaje ruiną.
widok na Krzemieniec.jpg
Krzemieniec zwiedzamy na drugi dzień przed wyjazdem w dalszą trasę. Rano siadamy na rowery pozbawione sakw i jedziemy na górę Bony, najwyższe wzniesienie w Krzemieńcu gdzie na szczycie znajdują się ruiny zamku. Rowery bez sakw są tak lekkie, ze w pierwszej chwili o mało nie straciliśmy równowagi – trzy dni przecież jechaliśmy rowerami „towarowymi „ a tu niespodziewanie lekkie jak piórka.
Z góry Bony widać wspaniały widok miasta i otaczające go wzgórza krzemienieckie. Robimy sobie zdjęcia i zjeżdżamy na kwaterę podziwiając po drodze miasto. Przed wojną i wcześniej Krzemieniec był miastem literatów, oficerów, inteligencji i ludzi bogatych. Mieszkał tu Juliusz Słowacji i jego rodzina. O świetności tego miasta świadczą pozostałe, stare, kiedyś pięknie utrzymane kamienice, dziś już bardzo zniszczone.
Na kwaterze Andrzej podobnie jak podczas wyprawy Jelenia Góra Bieszczady postanawia przerobić siodło, które go uwiera w delikatne miejsce. Owija materiałem z porwanej kurtki, zszywa i jak się okazuje jest świetne aż do końca wyprawy.

ETAP IV

KRZEMIENIEC - POCZAJÓW - MSHANETS -CZERNYKHIVRSI

19 czerwca 2004r.
 104 km

Odjeżdżając z Krzemieńca żegnamy się z gospodynią. Za nocleg płacimy 45 hrywien, za co nam serdecznie dziękuje zaznaczając, że kwota ta stanowi prawie połowę jej emerytury.
Kierujemy się na Poczajów planując dotarcie do Zbaraża. Wyjeżdżając z Krzemieńca podziwiamy przez kilkanaście kilometrów piękne wzgórza krzemienieckie i wielkie przestrzenie pól uprawnych., szczególnie za Poczajowem. Zaczynają dawać się we znaki długie podjazdy niejednokrotnie kilkukilometrowe.

                 krzemienieckie_wzgórza.jpg

Po 2 godzinach jazdy widzimy na odległym wzgórzu biały ze złotymi kopułami zespól budynków klasztornych zwany Ławrą Poczajowską. Jest to jeden z największych grekokatolickich i prawosławnych ośrodków kultu religijnego na Ukrainie. Przed wejściem na dziedziniec Ławry spotykamy pielgrzymów ubranych na czarno, turystów ruskojęzycznych i oczywiście kilkanaście osób proszących o wsparcie datkami. Dzieje poczajowskiego klasztoru sięgają XIII w i uchodzi za Częstochowę grekokatolików. Przepiękne budynki klasztorne oraz cerkwie i sobór zwieńczone złotymi kopułami nadają szczególna powagę dla tego miejsca. Szczególne wymagania, co do ubioru obowiązującego również dla turystów nie pozwoliły nam zwiedzić świątyń i klasztorów od środka. Wielka szkoda, ale posiadaliśmy tylko ubiory sportowe. Załączone fotografie w niewielkim stopniu oddają atmosferę tego miejsca. 
POCZAJÓW.jpgW godzinach popołudniowych wyruszamy w kierunku na Zbaraż drogą przez Oleksynes, i Mshanets.
Jazda rowerem pozwala lepiej poznać mijane miejsca, miejscowości, krajobrazy, ludzi i ich problemy. Od Poczajowa krajobrazy są inne jak na trasie do Krzemieńca. Wielkie przestrzenie, które będą się zwiększać im bardziej zbliżać się będziemy do Kamieńca Podolskiego i Chocimia.
Zwiększa się ilość i długość podjazdów a ich uciążliwość nie opuszcza nas aż do Lwowa tj. przez ok. 700 km. Wsie przypominają nam sielskie krajobrazy naszych wsi z lat 60-ch. Wszędobylskie kaczki i gęsi pasące się rodzinami nad rzeczkami. Przechodzące przez wieś i drogi stadka krów. Przy drogach i na łąkach widać dzieci i starsze osoby w roli pastuszków i pastuchów. Stada koni na łąkach i oczywiście towarzyszące temu wszystkiemu bociany. Spotykamy konne wozy na kołach żelaznych, co w Polsce takiego pojazdu nie zobaczymy. Ponadto niektóre wozy konne posiadają numery rejestracyjne.
Od Poczajowa aż do końca wyprawy towarzyszy nam upalna pogoda. Ponieważ brak na trasie jakiejkolwiek bazy turystycznej często zażywamy kąpieli przy przydrożnych studniach, źródełkach lub rzekach.
 do Zbaraża.jpgukraiśka furmanka.jpg
                                                                             w drodze do Zbaraża
W tym dniu nie udaje się nam dotrzeć do Zbaraża. Jest już wieczór i nocujemy pod  Czernykhivrsi niedaleko Tarnopola. Do Zbaraża ok. 12 km. Znajdujemy miejsce na rozbicie namiotów przy barze, w zagajniku leśnym uzyskując zgodę właściciela. Tu spotkaliśmy się z potraktowaniem nas, Polaków jako „facetów” z zachodu. Pracownik baru za rozbicie namiotów w głębi lasku przy stawie rybnym poinformował nas, że będzie nas to kosztowało ok. 16 dolarów. Cena wyraźnie przesadzona, w Polsce za ta cenę mamy dobre warunki w agroturystyce. Jest noc tak, że w takiej sytuacji nie wypada się „targować” i tak jesteśmy zadowoleni ze znalezienia miejsca na nocleg.. W trakcie luźnej rozmowy chwali swojego szefa byłego policjanta, my się też przyznajemy ze jesteśmy polskimi policjantami. Rano informuje nas, że z tą ceną to się „pomylił” i będzie kosztować 20 hrywien / ok. 5 dolarów /. Solidarność zawodowa jednak pomaga.

ETAP V

CZERNYKHIVSTSI - ZBARAŻ - TARNOPOL - KROWINKA k. Trebowli

 20 czerwca 2004r
61 km


ETAP VI

KROWINKA - CZORTKIV - SKAŁA PODOLSKA - ORININ / ORYNNO /

21 czerwca 2004r
101 km


Celem kolejnych najbliższych etapów jest Zbaraż, Kamieniec Podolski i Chocim oraz trasa wzdłuż Dniestru i jarów jego dopływów.
Z Czernykhivrsi  wyjeżdżamy jak codziennie rano i po przejechaniu ok. 10 km osiągamy Zbaraż, niewielkie miasteczko będące w XV w własnością Zbarskich, Wiśniowieckich Potockich. Przy wjeździe do miasteczka spotykamy mężczyznę, który dowiadując się, że jesteśmy Polakami zaprasza
przygotowania ich przez jego żonę Wołodia Zawadczyk oprowadza nas po polskim cmentarzu. Cmentarz jest bardzo zaniedbany, zarośnięty krzewami, chwastami i drzewami. Mnóstwo ładnych nagrobków i grobowców z polskimi nazwiskami. Przykro, że nikt nie dba o cmentarz i jak się okazuje nie tylko tu w Zbarażu, ale i w innych miejscowościach Wołynia Podolskiego jak chociażby w Jazłowcu czy Zaleszczykach.
   zbaraż.jpgzbaraż_cmentarz.jpg
                                                               Zbaraż i z Wołodią na polskim cmentarzu
Wołodia stwierdza, że on oraz wielu innych mieszkańców za niewielkie opłaty dbaliby o porządek na cmentarzu. Jego gościnność była niezwykle sympatyczna, a na zakończenie byliśmy po imieniu, wymieniliśmy adresy i wypiliśmy trzykrotnie toast wg tutejszej tradycji tj. „ pierwszy za zdrowie, drugi za smiertnika a trzeci za gospodarza”. Wołodia podobnie jak wielu Ukraińców i ich rodzin dorabia na czarno w Polsce.
Od Wołodi udajemy się do zamku, w którym w 1649 r. pod dowództwem księcia Jaremiego Wiśniowieckiego obroniono się przed wojskami Bogdana Chmielnickiego. Zamek jest w dobrym stanie gdzie w jego pomieszczeniach zwiedziliśmy wystawy etnograficzne, militarii z dawnych czasów oraz przepiękne rzeźby kozaków wykonane w drewnie z jednego pnia przez współczesnego artystę.
Ze Zbaraża ponownie przez Czerniowce kierujemy się na Tarnopol i wieś Krowinka pod Trebowlą. Dzień jest bardzo upalny, ciągłe podjazdy i do tego asfalt tak miękki, ze opony się kleją do niego. W tym dniu kolejna na wyprawie dziura w dętce i uszkodzenie boczne opony, którą przekładam na pierwsze mniej obciążone koło, Dodatkowo dętkę owijam kawałkiem skóry, aby nie wystrzeliła na zewnątrz. O dziwo na tak wzmocnionej uszkodzonej oponie pokonałem pozostałe etapy wyprawy.
Dla bezpieczeństwa miałem ze sobą zapasową zwijana oponę kevlarową. Uszkodzoną dętkę jak w każdym tego typu przypadku klei nasz specjalista w tym zakresie a mianowicie Edmund – zwany grzecznościowo wyprawowym wulkanizatorem. Ja natomiast całą wyprawę dokumentowałem fotograficznie i niejednokrotnie opóźniałem jazdę zatrzymując się przed ciekawym motywem fotograficznym lub widokiem godnym udokumentowania.
W tym dniu przejechaliśmy tylko 61 km i rozbijamy namioty na łące nad rzeczką Gniezna we wsi Krowinka.
nad gniznĄ.jpg
Piękna okolica i typowo wiejskie widoki. Na łące kilkanaście gęsich i kaczych rodzin liczące po kilkadziesiąt sztuk i każda rodzinka osobno schodząca rano z wioski na łąkę i do rzeczki tak jak i wieczorem udające się pociesznymi kroczkami do zagród. Nasz widok zainteresował wiejskie dzieci i dorosłych mężczyzn, którzy nas odwiedzają. Edmund zawsze jest przygotowany na tą okoliczność i częstuje dzieciaki cukierkami. Przed spaniem chowamy rowery u gospodarzy i od jednego z nich otrzymujemy mleko na kolacje.
21 czerwca kolejny VI etap. Z Krowinki przez Trebowle, Czortków i Skałę Podolską docieramy do dużej wioski Orinin /Orynno/.
W Skale Podolskiej zaczyna się psuć pogoda, pada deszcz, na szczęście na krótko. Przy barku piwnym dyskutujemy z miejscowymi i poznajemy mężczyznę, który również pracuje w Polsce na czarno. Na chwile zatrzymujemy się przy ruinach zamku i czujemy klimat dawnych czasów wyobrażając sobie te tereny i warownie jako bastion obronny przed naporem Tatarów i państwa tureckiego. Bardziej poczujemy klimat tamtych czasów, kiedy będziemy w Kamieńcu Podolskim, Chocimiu i pokonywać przestrzenie dawnych stepów naddniestrzańskich. Jedziemy dalej, jednak nie docieramy do Kamieńca Podolskiego. Po przejechaniu 101 km / 6 godzin jazdy na siodełku / szukamy noclegu za wioską Orynno. W polu zjadamy się groszkiem konserwowym. Organizujemy nocleg w opuszczonym budynku dawnego Sowchozu. Śpimy na podłodze po rozłożeniu materacy. Dla bezpieczeństwa ryglujemy drzwi od środka. Warunki wybitnie spartańskie. Mycie z wiaderka w wodzie wyciągniętej wiaderkiem ze studni głębinowej. Poznajemy starszego mężczyznę Wasilija Desingowicza – mieszkańca pobliskiej wsi pasącego obok nas krowy. Podziwiał rowery a szczególnie u mnie systemy mocowań sakw i toreb. Podsumował: „ot technika”.

ETAP VII

ORYNNO - KAMIENIEC PODOLSKI - CHOCIM - MELNYTSIA PODOLSKA

22 czerwca 2004r
 82 km

 
Za udostępnienie pustego budynku na nocleg płacimy opiekunowi pobliskich zabudowań gospodarstwa po 5 hrywien wyjeżdżamy o godz. 7. Po 15 kilometrach wjeżdżamy do Kamieńca Podolskiego. Jest upał, droga wyboista brukowa i rzuca nam się widok miasta położonego na wzgórzu. W centralnym miejscu piękna widokowo cerkiew koloru błękitnego. Po przejechaniu kilkuset metrów za łukiem wyłania nam się słynna twierdza z XIV w.
kamieniec podolski.jpgPołożenie kamieńca jest niezwykłe. Miasto jest otoczone jarem Smotrycza, o skalnych ścianach sięgających kilkudziesięciu metrów wysokości. Atrakcją twierdzy jest bardzo dobrze zachowany Stary Zamek stojący na największym skalistym cyplu otoczonym jarem. Zwracają uwagę liczne baszty oraz stary most turecki łączący fortecę z miastem. Z mostu rozciąga się fantastyczny widok na jar Smotrycza i bastiony obronne. To w jednej z części twierdzy nastąpiła słynna detonacja autorstwa Heklinga na znak sprzeciwu poddania twierdzy oblegającym ją wojskom sułtana tureckiego.Zwiedzamy również stare miasto uznane w całości za zespół zabytkowy i wracam jeszcze raz na most turecki podziwiać piękno Twierdzy oraz niesamowity widok jaru Smotrycza. Wyjeżdżając z Kamieńca Podolskiego zatrzymujemy się, aby zobaczyć uroczystości wyzwolenia tego miasta z pod okupacji niemieckiej zorganizowane w parku przy pomniku upamiętniającym ciężkie walki na tym froncie II wojny światowej.
Robię sobie zdjęcie z weteranami i weterankami ubranymi w mundury wojskowe. Są zainteresowani nasza wyprawą i wyrażają się życzliwie o naszym kraju.

                    iii8g.jpg
                                                                        Kamieniecka twierdza , jar Smotrycza
Opuszczamy Kamieniec Podolski i po 2 godzinach jazdy docieramy do mostu na Dniestrze na drugiej stronie, którego leży Chocim. Ok. 25 km na południe jest już Mołdawia.
Jesteśmy w regionie Ukrainy zwanym Bukowiną. Dniestr w tym miejscu jest szeroki, leniwie płynący lekkim łukiem.
na_dniestrze_przed_chocimiem.jpg

Po drogiej stronie niezbyt wysoki, częściowo skalisty brzeg. Po przejechaniu mostu pomału wspinamy się pod górę do miasteczka, które jest nieduże i liczy 12 tys. mieszkańców a jego atrakcją jest forteca chocimska. W 1621 r. twierdzę obroniły przed stutysięczną armią turecką wojska polskie pod wodza Hetmana Jana Karola Chodkiewicza a w roku 1673 była słynna Victoria Chocimska, w której Jan III Sobieski zdobył twierdze bronioną przez 30 tys. Turków, z których przeżyło tylko kilka tysięcy.Do fortecy jedziemy przez miasteczko, wzdłuż którego przy posesjach domków droga jest obsadzona wiśniami i morwami. Mijamy pomnik upamiętniający żołnierzy i walki II wojny światowej, zjeżdżamy lekko w dół na teren fortecy.
Wita nas monumentalny pomnik symbolizujący„wojów”ukraińskich z tamtych czasów i rozpościera się niesamowicie piękny widok na twierdzę oraz opływający ją z jednej strony Dniestr.W centralnym miejscu nad urwiskiem brzegowym Dniestru stoi zamek a wokół niego ciągnące się obwałowania. 
                       chocimska twierdza.jpg
Kupujemy bilet za trzy hrywny w wjeżdżamy na dziedziniec fortecy gdzie zachowane są baszty, brama wjazdowa, pałac komendanta, koszary i głęboka na 58 m studnia. Od strony Dniestru część twierdzy stanowią gigantyczne mury schodzące pionowo w kierunku wody. W zamku prowadzone są pracekonserwatorskie. Widok na Dniestr jest jednym z najładniejszych  krajobrazów na Ukrainie. To warto zobaczyć. Przy okazji zwiedzania spotykamy młodą parę Polaków z Gdyni i robimy sobie wspólne zdjęcie na tle fortecy i Dniestru. Opuszczamy fortecę i po obiedzie spożywanym w barze opuszczamy Chocim kierując się na Zaleszczyki. Wybieramy trasę drogą wzdłuż wijącego się zakolami Dniestru tj. wracamy na drugą stronę rzeki i kierujemy się na Żwaniec Mielnice Podolską / Melnytsia Podolska /. Od Żwańca droga wciąż uciążliwa, zjazdy i długie podjazdy, do tego lepki asfalt i upał. Po drodze spotykamy pracowników rolnych siedzących na kocach i goszczących się. Zatrzymujemy się i nie mogliśmy nie spełnić ich życzeń, aby nie wznieść małego toastu „ ZA ZDROWIE ZA SMIERTNIKA I ZA GOSPODARZA.”

W Melnytsi Podolskiej już przed wieczorem po przejechani ok. 30 km od Chocimia organizujemy spanko w namiotach.. Pomaga nam spotkana Pani Luba wyrażająca zgodę na rozbicie namiotów przy jej posesji. Też pracuje w Polsce na czarno i przyjechała odwiedzić córkę.
 
Etap VIII

MELNYTSIA PODOLSKA - ZALESZCZYKI / przez USTIA I NOWOSILKI - TOWSTE - PODILLIA

23 czerwca 2004r
85 km


Jak codziennie wstajemy ok. godz. 6 rano, robimy mycie, golenie i po śniadaniu ruszamy w dalszą trasę. Do Zaleszczyk na odcinku kilkunastu kilometrów jedziemy wzdłuż wysokiego brzegu Dniestru. Na tym odcinku szczególnie koło Ustii Dniestr płynie leniwie zakolami wijącego się węża. Widać wysokie urwiska wzgórz prawego brzegu a z drugiej strony olbrzymie przestrzenie łąk i lasów. Spacerujemy po wysokim brzegu rzeki i podziwiamy z wysoka krajobrazy dokumentując fotograficznie. Gdzie niegdzie co kilkadziesiąt kilometrów wioska.
dniestr.jpgdniestr.jpg
                                                                          Dniestr w okolicach Ustii
We wsi Shuparka robię zdjęcie oryginalnemu pomnikowi w formie kopca z postaciami bojowników o wolną Ukrainę. Trasa również ciężka, upał, droga w górę i w dół przez ok. 25 km. Przed Zaleszczykami zjeżdżamy w dół drogą szutrową do wioski położonej w jarze rzeki SERET stanowiącej dopływ Dniestru. Takich wiosek i miasteczek spotykamy po trasie jeszcze kilka. Są pięknie położone w dolinie rzek a po obu stronach w odległości kilkadziesiąt lub kilkaset metrów wysokie strome ściany jarów. Wyjazd z tej i innych podobnych wiosek lub miasteczek wymaga szczególnego wysiłku. Zwykle jest to długi stromy podjazd a droga często szutrowa z grubymi i ostrymi kamieniami.
W południe po przejechaniu 57 km osiągamy Zaleszczyki. Miasto znane z naszej historii jako te, które było graniczne z Rumunią, przez które we wrześniu 1939 r ewakuował się rząd Polski. Miasto zaniedbane, w którym nic szczególnego się nie znajduje.
Żegnamy Dniestr i Zaleszczyki kierując się drogą na Tarnopol do Tovstie gdzie skręcamy w lewo w kierunku na Buczacz przez Jazłowiec. W Tovstie pytając o drogę spotykamy dwie kobiety i mężczyznę. Okazuje się, że jedna z kobiet i mężczyzna są z pochodzenia Polakami On strasznie spracowany schylony do przodu od ciężkiej kilkudziesięcioletniej pracy na roli i w lesie. Wracał z prac prowadzonych w lesie. Był tak spragniony wody , ze Andrzejowi wypił prawie cała butelkę mineralnej. Żal nam ich było. Robimy wspólne zdjęcie i jedziemy dalej szukając noclegu. W Tovstie jeden z mieszkańców kieruje nas do odległej o 4 km wioski Podillia gdzie nocujemy pod namiotami na posesji starszej Babci. Dotychczas nie spotkaliśmy żadnej bazy turystycznej w postaci campingu, agroturystyki czy ośrodków wypoczynkowych, Tak będzie do granicy z Polską.

Etap IX

PODILLIA - JAŁOWIEC - BUCZACZ - MONASTYRYSKA - MUZHYLIV

24 czerwca 2004 r.
88km


ETAP X

MUZHYLIV - BEREŻANY - ROHATYN - NOVI STRYLISCHA - PIATNICZANY

25 czerwca 2004 r.
88 km

Po 30 km od Podilli wjeżdżamy do Jazłowca dawnego miasteczka będącego w przeszłości własnością Buczackich, Jazłowieckich i Radziwiłłów, dziś jest zdegradowaną wioską. Jazłowiec leży w malowniczym jarze rzeki Jazłowczyk stanowiącej dopływ Dniestru. Wjazd do jaru i wioski prowadzi w dół wijącą się serpentyną drogą szutrową. U podnóży jaru i na jego stokach, z jednej strony ruiny zamku, kiedyś silna forteca podobnie ważna jak Kamieniec Podolski a z drugiej strony zniszczona kaplica na polskim cmentarzu. Miasteczko senne, parę osób w miejscowej knajpce i co jakiś czas tumany kurzu po przejeżdżającym samochodzie ciężarowym. Śladem polskości jest stary zachwaszczony Polski cmentarz z kaplicą, w której byli chowani właściciele tych dóbr. W jej podziemiach porozbijane trumny i wyrzucone zmuminifikowane zwłoki. Na stoku sąsiedniego wzgórza leży piękny położony cmentarz prawosławny rzucający się w oczy błękitną kolorystyką nagrobków i kaplicy cerkiewnej.
jazowiec.jpgnad_rzek_seret.jpg
                                                  Jazłowiec                                wyjazd wioski w jarze rzeki Seret
Opuszczamy Jazłowiec wspinając się dość długo pod górę wyjeżdżając z jaru i ruszamy do Buczacza. Droga w dalszym ciągu uciążliwa, wzniesienia, dziury w jezdni i skwar.
Po 22 km osiągamy Buczacz, sławne w dziejach Rzeczypospolitej miasteczko. Położone jest na wysokich brzegach pięknej doliny rzeki Strypy. W XVIIw Buczacz stanowił ważną twierdzę nadgraniczną powstrzymującą ataki Kozaków, Tatarów i Turków. Zawarto tam w 1672 r słynny traktat buczacki oddający Turcji część Podola z Kamieńcem. Poza zabytkami, wrażeniem pozostanie wjazd do Buczacza zjazdem w dół lekką serpentyną. Ruch samochodów z dołu i do góry, upał oraz duże ilości kurzu i pyłu powstałego w toku prowadzonych prac drogowych związanych z wylewaniem asfaltu. Pot z kurzem zalewa oczy, asfalt oblepia opony i pryska na nogi.
buczacz.jpgbuczacz__klasztor_bazylianw.jpg
                                                                                               Buczacz - klasztor Bazylianów
W Buczaczu zwiedzamy piękny ratusz z 1750 r. ozdobiony mnóstwem rzeźb przedstawiających prace Herkulesa, dziś budynek ten poważnie uszkodzony. Udajemy się do klasztoru Bazylianów i cerkwi Podniesienia Krzyża Świętego. Robię fotografię ruin zamku na wzgórzu i udajemy się w dalszą drogę w kierunku na Bereżany przez Monastyryska.
Uciążliwość drogi daje się nam wciąż „we znaki” łudząc się, że to już ostatnie kilkukilometrowe podjazdy i będzie już równo. Niestety nie. Mijamy Monastyryska i jeszcze gorzej, dziury, podjazdy, upał i ten klejący się asfalt. Podjazdy ciągną się już ok. 500 km. Zmęczenie daje się we znaki. Po raz pierwszy spotkałem się z sytuacją, że usypiam na chwile podczas jazdy. Są to ułamki sekund, ale można znaleźć się w rowie lub na środku jezdni.
Do Bereżan nie docieramy i ok. godz. 20 szukamy noclegu który znajdujemy we wsi Muzhyliv w sadku przy zagrodzie u Pani Marusi Saliak. Mimo zaproszenia do noclegu w mieszkaniu, śpimy pod namiotami czując się bardziej swobodnie i nie chcąc sprawiać kłopotów domownikom. Pani Marusia Saliak jest z pochodzenia polką i ma siostrę w Radomiu. Jest bardzo gościnna pomimo skromnych warunków.
Na drugi dzień pokonujemy trasę do wioski Piatniczany przez Bereżany i Rohatyn liczącą 88km. Nic się nie zmieniło a już myśleliśmy, że będzie równo. Przed Rohatyniem piękny zjazd ok 6 km i równo dolinką wzdłuż rzeczki ok. 3 km. Niestety to nie koniec, tak będzie prawie aż do samego Lwowa.
Przed wjazdem do Bereżan niesamowity widok. Kilka kilometrów pól czerwieniących się makami i w dali widok miasta. W oddali po obu stronach drogi wzgórza. W rohatynie ginie nam Andrzej zatrzymujący się na bazarze. Szukamy się ok. 1,5 godziny. Przychodzą czarne myśli, ze może zasłabł i trzeba go szukać w szpitalu, a może pojechał w innym kierunku i jak się odszukać. Nagle uzmysławiam sobie, że ma telefon komórkowy bez opcji „roamingu”. Występuje komiczna sytuacja. Stoję przy CPN i nadaję Andrzejowi „smsa”, po chwili spoglądam na drugą stronę jezdni i widzę Andrzeja, który robi to samo. Po chwili tez mnie widzi – radość i ubaw niesamowity, pękam ze śmiechu.
Późnym popołudniem chronimy się od deszczu i pod wieczór za Novi Strilyscha organizujemy nocleg pod wsią Piatniczany na wzgórzu obok muzeum warowni tureckiej. Rowery chowa do warowni opiekun obiektu a my obok na polanie rozbijamy namioty. Andrzej robi świetny materac ze skoszonej trawy i chwastów, ponieważ pompowany uległ awarii i stał się nieprzydatny. Nie przystaje na nasze propozycje powiązania sznurem nowego wynalazku, codziennego jego rolowania i zabierania na kolejny etap. W nocy następuje deszcz, burza i błyskawice, w namiocie można czytać gazetę.

nocleg w iatnicznach.jpg

Wyłączamy telefony komórkowe i czekamy, co będzie dalej myśląc o ewentualnej ewakuacji. Późną nocą przestaje i z ulgą dosypiamy do rana.




nocleg w Piatniczanach przy warowni tureckiej













ETAP XI

PIATNICZANY - LWÓW

26 czerwca 2004 r.    
42 km


Etap XII

LWÓW - RAWA RUSKA - HREBENNE /POLSKA/ - WERCHRATA w Roztoczańskim Parku Krajobrazowym


27 czerwca 2004 r.
83 km


Rano 26 czerwca z samego rana przychodzi ze wsi opiekun warowni i odbieramy rowery. Płacimy a w zasadzie wciskamy opiekunowi warowni do ręki po 1 dolarze za schowanie rowerów i ruszamy do Lwowa odległego o 32 km. Mamy nareszcie wiatr w plecy i mniej wzniesień. Po 12 dniach intensywnej codziennej jazdy czujemy zmęczenie nóg, które wymagają, co najmniej jednego dnia przerwy. Niemniej jednak świadomi, że jest to już jeden z ostatnich etapów dziwnym trafem nabieramy sił. Te kilkadziesiąt kilometrów po prostu pędzimy. Lwów osiągamy po 2 godz. jazdy i o godzinie 12 jesteśmy na starym mieście.
lwów.jpg

Organizujemy nocleg u Pani Antoniny Babicz na ul Halickiej 15/5 w centrum starego miasta, tel. 72-26-20 / dane za jej zgodą/. Mamy do dyspozycji pokój gdzie wprowadzamy rowery. Cały popołudniowy dzień zwiedzamy Lwów spacerując brukowymi uliczkami. Niepowtarzalny widok pięknych kamienic na większości, których znajdują się barokowe i renesansowe bogato rzeźbione elewacje z XVII w. Stare kościoły, bazyliki i cerkwie gromadzą moc turystów z Polski, Rosji i Ukrainy.

                                             




we Lwowie

Na uliczkach Lwowa podobnie jak w Krakowie i Starówce Warszawskiej spotykamy ulicznych artystów różnych profesji. Całe śródmieście Lwowa znajduje się na liście Światowego Dziedzictwa Kultury UNESCO. Tego się nie opisze, należy wziąć w rękę przewodnik i spacerować. Najlepiej dołączyć do zorganizowanej wycieczki. Niezapomniane wrażenie pozostało po zwiedzeniu cmentarza Łyczakowskiego, głównego cmentarza Lwowa a jednocześnie jednej z najważniejszych nekropoli w dziejach kultury polskiej. Spotkamy tam znakomite rzeźby na grobach i grobowcach zasłużonych ludzi dla kultury polskiej i ukraińskiej jak M. Konopnickiej, G. Zapolskiej oraz kwatery powstańców listopadowych tzw. cmentarz Żelaznej Kompani i Orląt Lwowskich.
uliczkami Lwowa.jpgkwatera orląt lwowskich.jpg
                                        starówka lwowska                                   Kwatera Orląt Lwowskich

Na drugi dzień rano wyruszamy do Polski i wreszcie mamy drogę równą aczkolwiek z wiatrem w twarz. W Rawie Ruskiej ostatni raz piję znakomity kwas chlebowy, ale tym razem z dużej żółtej beczki nalewany do kufla szklanego. Po drodze wpadam w wyrwę i konieczność kolejnej wymiany dętki. Przed punktem granicznym w Hrebenne jeszcze na stronie ukraińskiej w barze podczas obiadu doczepia się do nas facet w naszym wieku, pijany w sztok, ledwo stojąc na nogach. Okazuje się, że jest to właściciel baru mający w tym dniu urodziny. Dowiadując się, że jesteśmy Polakami chce nasz szczególnie ugościć. Kelnerkom każe podawać przystawki i kieliszki oraz butelkę wódki. Dziewczyny przestraszone my zdenerwowani, ale utrzymaliśmy spotkanie w tonacji pokojowej i po jednym toaście wyrywamy do przejścia. U pograniczników ukraińskich i polskich jesteśmy osobami szczególnego zainteresowania, opowiadamy wrażenia i przedstawiamy pokonaną trasę. Jesteśmy w Polsce, licznik wskazał 71 km od Lwowa. Jest godzina 1730, robimy zdjęcie przy znaku Hrebenne i wjeżdżamy do Południowo Roztoczańskiego Parku Krajobrazowego.
 
roztocze.jpg

Inny krajobraz, jedziemy środkiem pięknego lasu, ptaki śpiewają. Edmund żartuje, że wita nas polski słowik. Ładne domki wiejskie z przystrzyżona trawą, częściej sklepiki. Jesteśmy u siebie. Mijamy wioskę Siedliska i Prusie a nocleg organizujemy w Werchracie na plebani w budynku Oazy. Po raz trzeci korzystamy z ciepłej wody z kranu i prysznica od czasu przekroczenia granicy w Dorohusku.










ETAP XIII

WERCHRATA - NAROL - JÓZEFÓW - GÓRECKO KOŚCIELNE

28 czerwca 2004 r.
88 km


ETAP XIV

GÓRECKO KOŚCIELNE - ZWIERZYNIEC - KOSOBUDY - ZAMOŚĆ - KONIEC WYPRAWY I POCIĄGIEM PKP do RADOMIA

29 czerwca 2004r.
83 km

SZTURMEM WIARA NA BROWARA tym hasłem rozpoczynamy etap XIII wyjeżdżając z Werchraty i jak na złość osiągamy cel dopiero za ok. 3 godziny.
vi12_nad_tanwi.jpgoztoczaskim parkiem.jpg
                           przeprawa nad Tanwią                                        roztoczańskim parkiem            
Ostatnie dwa dni jedziemy szlakiem rowerowym Roztocza i podziwiamy krajobrazy Parku Krajobrazowego Puszczy Solskiej oraz Roztoczańskiego Parku Narodowego. Zwiedzamy przepiękne wodospady na Tanwi zwane Szumami, w Górecko olbrzymie stare dęby w alei dębowej oraz kaplicę na wodzie. Ostatni nocleg spędziliśmy w domu pielgrzyma w Górecko Kościelnym dzięki życzliwości proboszcza tej parafii ks. Kazimierza Sochy gdzie znajduje się kilkusetletni kościółek drewniany.
W Zwierzyńcu zwiedzamy kościół barokowy na wodzie oraz w pobliskim rezerwacie Bukowa Góra oglądam ponad 50-cio metrowej wysokości jodły.

zamość_koniec wyprawy.jpg

Wyprawę kończymy w Zamościu a w zasadzie na stacji PKP Zawady skąd odchodzi pociąg do Radomia z przesiadką w Lublinie. Dojeżdżając do stacji PKP w Zamościu uzyskujemy informacje od kasjerki, że ten pociąg za 25 minut odjeżdża z odległej o 10 km stacji Zawady. Proponują nam dojechać „wahadłowym” autobusem PKP, jednak mój rower się nie zmieści i decydujemy się na wielki „zryw”. W ciągu 20 minut osiągamy Zawady, cali mokrzy i potwornie zmęczeni. Pasażerowie autobusu, którzy dojechali przed nami dawali nam wyrazy uznania, podziwiając, że z tak obładowanymi rowerami w ciągu tak krótkiego czasu zdążyliśmy dojechać. Edmund nie zdążył kupić biletu, formalności załatwił w pociągu.

Moim przyjaciołom Edmundowi Gierczakowi oraz Andrzejowi Morce serdecznie dziękuje za uczestnictwo w wyprawie. Następna w 2005 r.

     mapka.jpg
Galerie fotografii przedstawiłem na:
http://eturystyka.org/galeria/Itemid,130/catid,908

Pozdrowienia:

Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć
http://www.mtb.radom.com.pl

 
Biuletyn: Imię: Email:
              
      Nie masz konta?

BIULETYNKontaktO nasMapa stronyPolityka Prywatności i ZaufaniaRegulamin korzystania z serwisu
Copyright © 2006-2018 grupa eturystyka.org - Wszystkie prawa zastrzeżone;