Bilety lotnicze Relacje z podróży
Czytaj pocztę Noclegi Wycieczki
Forum Fotoreportaże
      BiuletynBiuletyn   RejestracjaRejestracja
WycieczkiNoclegiBilety lotniczeCzartery jachtówTargi turystycznePogoda
WYPRAWA ROWEROWA NA BIAŁORUŚ - 2005
                             WYPRAWA ROWEROWA -  BIAŁORUŚ 2005
              img_1716.jpg 
Wyprawa rowerowa na Białoruś jest moją kolejną wyprawą do naszych wschodnich sąsiadów. Podobnie jak poprzednie, na Litwę i Ukrainę jej celem było poznanie wschodnich kresów przedwojennej Rzeczypospolitej i pozostałych jeszcze na tych terenach śladów polskiej obecności, która zakończyła się wraz z wybuchem II wojny światowej. Część trasy, bo aż na odcinku ponad 600 kilometrów przebiegała Polesiem Brzeskim i Prypeckim oraz Zahoryniem Prypeckim, krainami zwanymi w niedalekiej przeszłości:  Polesiem  Suchym zajmowanym  przez pola uprawne, Polesiem Głuchym porośniętym lasami i Polesiem Zapadłym pokrytym otwartymi bagnami. Kiedyś tajemnicze i dzikie części tych krain, dzisiaj również stwarzają takie wrażenie, szczególnie tereny po obu stronach Prypeci oraz  rzeki Horyń.
W kierunku na wschód od Brześcia wyprawa sięgnęła miasteczek i terenów Zahorynia tej najbardziej dzikiej części Polesia Prypeckiego tj. do Petrykowa niedaleko Mozyrza i zamkniętego rezerwatu radiacyjno ekologicznego po katastrofie czarnobylskiej.
Na odcinku wzdłuż i wokół Prypeci towarzyszyły nam przepiękne krajobrazy, dzika przyroda, wymierające wsie o zabudowie w całości drewnianej oraz niedostępne bagna i torfowiska obejmujące ok. 1,5 ml ha powierzchni, nieporównywalne do naszych bagien Biebrzańskich obejmujących teren 100 tys. ha.
W kolejnych etapach wyprawy osiągnęliśmy Mińsk, Mir, Nowogródek, Grodno Prużany i ponownie Brześć, miasta, z którego zaczynaliśmy wyprawę jak również ją zakończyliśmy.
Poza przyrodą i poszukiwaniem polskich śladów chcieliśmy poznać Białorusinów, ich stosunek do Polaków szczególnie w aktualnie napiętej sytuacji politycznej pomiędzy obu krajami.
Pojechałem wbrew sugestiom niektórych kolegów i znajomych odradzających nam wyjazd na Białoruś. Rady o treści: cyt. „gdzie ty jedziesz, już za granicą będziesz miał kłopoty, zostaniecie pobici, obrabowani a jeden z internautów radził, abym nie wchodził na cmentarze, bo żywy nie wyjdę”, przyjmowałem z „powagą”,
Trasę przemierzyliśmy w 13-tu jednodniowych etapach od 03 do 14 lipca 2005r pokonując 1402 km. Towarzyszył mi  w wyprawie mój przyjaciel Andrzej Morka z Ostrołęki uczestnik wspólnych wypraw rowerowych.
Była to już od roku 1999 moja 7 wyprawa rowerowa tj. 1999r  Bieszczady, 2000r Pogórze Przemyskie – Bieszczady i Słowacja, 2001r Warmia - Mazury – Suwalszczyzna i Biebrzański Park Narodowy, 2002r Litwa i polska ściana wschodnia, 2003r Jelenia Góra - Bieszczady oraz 2004r. Ukraina / wszystkie opisane na Radomskiej Stronie MTB /.

Wyprawa przebiegała następującą trasą:

BRZEŚĆ  -  KOBRYŃ  - DROHICZYN  -  PIŃSK  -  STOLIN  -  DAWID GRÓDEK  -  TURÓW  -  PETRYKÓW   -  LIUBAŃ  -  SŁUCK  -  MIŃSK  -  DZIERŻYNSK  - MIR  - NOWOGRÓDEK  -  SZCZUCZYN  -  GRODNO  -  SWISŁOCZ  -PRUŻANY  -  BRZEŚĆ

Przygotowując się do wyprawy opracowałem trasę, zabezpieczyłem się w mapę i przewodnik pt., CZAR POLESIA autorstwa Grzegorza Rąkowskiego. Ubiory, namiot, śpiwór, pojemniki gazu Prymus, palnik, kocher, wyżywienie na pierwsze dni w postaci zupek, makaronu i kaszy, konserw, słodyczy, musli i mieszanek orzechowych, wyposażenie apteczki PCK i higieny osobistej oraz inne niezbędne części wyprawowe w tym narzędzia, zapasowe szprychy, dwie dętki i kevlarową oponę zwijaną na zapas zapakowałem do 4–ch sakw firmy Ortlieb tj. dwie na przedni i dwie na tylny bagażnik. Dwa aparaty foto / cyfrowy i lustrzankę analogową/ umieściłem w torbie na kierownicy i 02 lipca udałem się samochodem do Siedlec skąd w niedzielę rano pociągiem PKP z Andrzejem dojechaliśmy o godzinie 940 do Terespola. Decyzja o przekroczeniu granicy pociągiem była  wymuszona sytuacją ponieważ na dzień dzisiejszy  nie ma innej  poza  samochodem i pociągiem  możliwości  przekroczenia granicy. Białorusini nie wyrażają  zgody na przekraczanie granicy rowerem.  To nie jest w ich rozumieniu pojazd. Pojazdami są samochód i pociąg. Trudno, ale taki dziwoląg interpretacyjny musieliśmy respektować.
W Terespolu mieliśmy 20 minut czasu na przesiadkę w pociąg osobowy do Brześcia. Przeskakujemy na drugi peron i „pakujemy” się  z rowerami oraz naszymi sakwami do ostatniego wagonu. Odprawa graniczna, wypełnienie w pociągu deklaracji celnej, przyjemne i życzliwe kontakty z pogranicznikami Białoruskimi i oczywiście Polskimi, pomoc Białorusinów przy wypełnianiu deklaracji, wielkie zainteresowanie podróżnych „ dziwnymi facetami’ utrudniającymi sobie życie / bo przecież są samochody na tak długie eskapady / to pierwsze pozytywne wrażenia. W ciągu 30 minut znajdujemy się na bardzo ładnym i zabytkowym Brzeskim Dworcu Kolei Żelaznych. Odprawa celna na dworcu bez sprawdzeń bagaży i już jesteśmy wolni. Na dworcu wymieniam 160 euro na olbrzymią ilość, bo aż ok. 500 tys. rubli białoruskich, wszystkie w banknotach. Polską flagę z orłem i napisem Polska mocuję na kierownicy i ruszamy w głąb Białorusi. Pogoda piękna, słoneczna utrzymująca się przez całą wyprawę.
Przed opuszczeniem terenu dworca pytamy milicjanta o kierunek na Twierdze Brzeską. Po krótkiej rozmowie, wielkim zainteresowaniu naszą podróżą, uznaniem naszego wysiłku wskazuje nam drogę. Kiedy dowiedział się, ze jesteśmy polskimi policjantami uścisnął nam  „prawice” i ruszyliśmy do Twierdzy.
                          1_brze_twierdza.jpg
Tak rozpoczynamy  pierwszy z trzynastu, etap wyprawy  białoruskiej, których  opis zawierający spostrzeżenia,  wrażenia postarałem się przedstawić zdając sobie jednocześnie sprawę, iż w rzeczywistości nasza wyprawa była tylko krótkotrwałym przejazdem po tym pięknym terenie  jednego z krajów wschodniej Europy.


ETAP I
BRZEŚĆ  -  ŻABINKA  -  SIECHNOWICE  -   ŻABINKA  -   KOBRYŃ -  ZALESIE
03 lipca 2005r.

101km

03.jpg
Brześć jest niezbyt ciekawym miastem chociażby z uwagi na brak zabytków, ponieważ miasto to było całkowicie zniszczone w czasie działań wojennych. Stanowi ono  miejsce wypadowe na Polesie. Opuszczamy Dworzec Brzeski i kierujemy się do słynnej Twierdzy, w której we wrześniu 1939 r broniła się kilka dni polska załoga w sile 4 tys. żołnierzy. Twierdza została prawie całkowicie zniszczona w czerwcu i lipcu 1941r w której bronił się garnizon radziecki przed Niemcami. Dzisiaj nosi nazwę Twierdzy – Bohatera.
Wjazd do niej prowadzi drogą asfaltową, wzdłuż której po prawej stronie na odcinku kilkuset metrów towarzyszył nam poczet dużych formatów zdjęć bohaterów obrony Twierdzy.
Sam wjazd  na jej teren jest imponujący, bo prowadzi przez bramę stanowiącą stylizowaną gwiazdę w potężnym murze. W tym miejscu spotykamy rosyjską kilkuosobową grupę młodych rowerzystów jadących z Murmańska do Polski, z którymi chwilę rozmawiamy i robimy sobie grupowe zdjęcie. Ruiny twierdzy, część ocalałych budynków koszar, jedna z zachowanych bram zwaną Bramą Chełmską oraz ruiny piwnic, z których prowadzono obronę, wraz z monumentalnymi pomnikami radzieckich obrońców wywołują u zwiedzających powagę tego miejsca. Dochodzi do tego poważna muzyka  stwarzająca wrażenie, że wydobywa się z piwnic – okopów. Zatrzymujemy się przez dłuższą chwilę na dziedzińcu Cytadeli przed dwoma pomnikami: czołgającym się żołnierzem oraz potężnym popiersiem żołnierza - pomnikiem obrońców twierdzy, przy którym znajduje się stale płonący znicz oraz wystawiane są warty spośród umundurowanych pionierów. Teren twierdzy jak zauważyliśmy jest miejscem spacerowym mieszkańców Brześcia oraz miejscem wycieczek młodzieży szkolnej i dorosłych. Wszyscy zachowują powagę tegoż miejsca. Gdzie niegdzie widać weteranów wojny, prawdopodobnie uczestników obrony  noszących na marynarkach baretki odznaczeń wojennych.

Opuszczamy twierdzę zatrzymując się na chwilę przed muzeum kolei żelaznych gdzie oglądamy dobrze utrzymane parowozy z charakterystycznymi na przodzie kolorowymi gwiazdami.

Z  Brześcia  kierujemy się na Kobryń dwupasmową dobrze utrzymaną  autostradą wiodącą przez Mińsk do Moskwy,  wybudowaną  w 1980r z okazji moskiewskiej olimpiady.

Po przejechaniu ok. 20 km skręcamy do odległego o ok. 5 km miasteczka Żabinka. Nie udaje się nam tam znaleźć grobu 9 żołnierzy AK  z oddziału „WATRA I”  z I-go Okręgu Poleskiego AK którzy polegli w potyczce  z Niemcami w październiku 1943 r. chcąc wyrwać się z okrążenia we wsi Siechnowice Małe. Postanawiamy jechać do położonej od  Żabinki  o ok. 6 km wioski Siechnowice Wielkie.

   11_siechnowice_kociuszko.jpg12_na_pomniku_kosciuszki.jpg

Obie wioski Siechnowice są związane z naszym bohaterem narodowym Tadeuszem Kościuszko. Wioski te przez kilka stuleci należały do rodziny Kościuszko oraz do ojca Tadeusza. W Żabince spotykamy się z wielkim zainteresowaniem mieszkańców, którzy świętowali dzień wyzwolenia. Większość z nich nosiła przypiętą do marynarki wstążkę symbolizującą flagę narodową Białorusi. Ten uroczysty dzień nosi u nich nazwę „Prazdnika”, w którym spotykają się przy muzyce, piwie oraz koncertach muzycznych. Wytłumaczyli nam jak dojechać do Siechnowic, ale musieliśmy się zgodzić, aby jeden z młodych mieszkańców pilotował nas samochodem do tej wioski. Pomyśleliśmy, że odmowa nasza byłaby nie na miejscu. Skorzystaliśmy z pomocy i chłopak pilotował nas na odcinku 6 km. Jak się okazało sami prawdopodobnie kluczylibyśmy drogami. Na pożegnanie wręczył mi wstążkę w kolorach flagi narodowej odpiętą od swojej marynarki a ja rewanżując się przekazałem w podziękowaniu stylizowany wyszyty srebrnymi i złotymi nićmi na materiale symbol polskiej policji z naszym orłem w koronie.
W Siechnowicach na miejscu nieistniejącego już dworu Kościuszków pozostały  fragmenty parku lipowego a w zasadzie aleja lipowa. Przed budynkiem szkoły zbudowanej na terenie majątku znajduje się pomnik Tadeusza Kościuszki wykonany w latach trzydziestych XX wieku. Grzegorz Rąkowski w swoim opracowaniu „Czar Polesia” pisze, że pomnik ten przed wojną stał w Kobryniu i w 1939 r był usunięty przez sowietów. Odnaleziono go w latach osiemdziesiątych i postawiono w Siechnowicach Wielkich. W jednej z sal szkoły znajduje się ekspozycja muzealna poświęcona Tadeuszowi Kościuszce. Z wielką przyjemnością wprowadza nas do tej sali woźna tej szkoły.

Z Siechnowic wracamy przez Żabinkę do autostrady i już płatnym odcinkiem / opłata nas nie obowiązuje / jedziemy do Kobrynia jednego z ważniejszych historycznie miast poleskich. Kobryń znany jest z bitwy wojsk rosyjskich z wojskami Napoleona w dniu 15 lipca 1812r. Tu po raz pierwszy wojska francuskie poniosły klęskę. Zostało to upamiętnione monumentalnym pomnikiem zwycięstwa, który utrwaliłem na zdjęciu.
                          kobry.jpg
                                             Kobryń - upamietnienie bitwy z wojskami Napoleona

kobry_polski cmentarz_1920r.jpg

W Kobryniu zatrzymujemy się przed dworkiem Suworowa z jego popiersiem przed wejściem. Podobno przed Suworowem w domku tym zamieszkiwał Romuald Traugutt.
Zwiedzamy również na terenie Kościoła Katolickiego p.w Wniebowzięcia NMP cmentarzyk polskich żołnierzy poległych w latach 1914 – 1920. Jest ładnie uporządkowany, co świadczy, że na miejscu jest opiekun i jest odwiedzany przez miejscową polonię lub turystów z Polski. Kobryń jest małym ale sympatycznym miasteczkiem.
Zbliża się wieczór i postanawiamy szukać noclegu. Za Kobryniem opuszczamy autostradę kierując się na Antopol. W wiosce Zalesie w pierwszej zagrodzie uzyskujemy zgodę na rozbicie namiotów. Gospodarze żyją bardzo skromnie, robią nam herbatkę i częstują truskawkami. Dzieciaki okazują wielkie zainteresowanie których „przekupujemy” słodyczami.  Podczas mycia w warunkach polowych zaczynamy odczuwać napastliwość komarów. Po upalnym dniu i przejechaniu 101 km zasypiamy na pierwszym noclegu.

ETAP II i III
ZALESIE  -  HORODEC  -  ANTOPOL  -  DROHICZYN  -  IWANOWO – DUBOI

04 lipca 2005r

100 km

DUBOI -  PIŃSK -  STOLIN
05 lipca 2005r

103 km

04 lipca wstajemy o godz. 430 i składamy nasze „obozowisko” z czym  schodzi nam ok. 1,5 godz. Tak jest codziennie rano. Wstajemy w godzinach 4 do 530, zwijamy namioty, poranna toaleta i pakowanie bagażu do sakw. Okazuje się, że pomimo ubytku prowiantu jakoś wszystko „puchnie” i kombinujemy jak i gdzie to wszystko załadować. Dobrze, że moje sakwy firmy Ortlieba  mają zatrzaskowe zapięcia, które powodują to iż przykładam sakwę do bagażnika, opuszczam je i automatycznie się zatrzaskują na jego konstrukcji nośnej. Jest to naprawdę dobre rozwiązanie. Nie zawsze po „zwinięciu” się jedliśmy  śniadanie. Najczęściej po herbatce wyruszaliśmy  w drogę i dopiero po godzinie lub dwóch szykowaliśmy śniadanie na trasie kolejnego etapu. Przed odjazdem otrzymuję od gospodarza butelkę wody ściągniętej z brzozy w której było kilkanaście rodzynek. Jak się okazuje bardzo orzeźwiający napój. Żegnamy się z gospodarzem któremu grzecznościowo płacimy po dwa dolary, robimy wspólną fotkę. Wyruszamy w kierunku na Drohiczyn i planujemy w dniu następnym dojechać do Pińska oraz Stolina tj. wjechać na obszar Polesia Prypeckiego.
z_dzierzyskim.jpgMijamy pierwszą wioskę - Gorodec, w której wykonałem sobie zdjęcie na tle pomnika Feliksa Dzierżyńskiego.
Kolejną miejscowością, będącą celem wyprawy była wioska Perkowicze za Antopolem. Tu znajdujemy kolejny ślad polskiej obecności a mianowicie pozostałości siedziby znanego i szanowanego przez miejscowych, poleskiego rodu Wysłouchów.
W 1939r  miejscowa ludność wystąpiła w  obronie ostatniego  właściciela, Antoniego Wysłoucha przed aresztowaniem ze strony NKWD. 
Został jednak wywieziony i ślad po nim zaginął. W Perkowicach pozostał jedynie stary park oraz dworek aktualnie remontowany. Mieszkańcy Perkowicz wiedzą, do kogo należał dworek, park i tereny majątku.
W Drohiczynie nagle pojawia się wielka ulewa, czekamy ok. godzinę na przystanku autobusowym wykorzystując czas na sporządzenie  obiadu w warunkach wybitnie polowych tj. na stojąco i wykorzystując siodło roweru  jako stolik.
Na dłuższą chwilę zatrzymujemy się w Jwanowa / dawniej Janów Poleski / w którym na dziedzińcu kościoła p.w. Podwyższenia Krzyża Św. Oglądamy figurę patrona Polesia św. Andrzeja Boboli jezuitę, którego w 1657 r zasiekły szablami kozackie oddziały. W tym też dniu  wymordowali prawie wszystkich katolików i Żydów. Tu w Janowie robię sobie zdjęcie z Leninem w tle, którego spotykam w każdym miasteczku i mieście. Lenin towarzyszy nam już  do Grodna i Brześcia. Przy wyjeździe z tego miasteczka zauważam  stary zarośnięty wysoką trawą i pokrzywami cmentarzyk. Okazuje się, że jest to polski cmentarzyk  a potwierdzeniem było nazwisko na jednym z zachowanych nagrobków  -  ANTONINA z KORCZYCÓW LASSOTA zmarła w 1915r. Smutny to widok bardzo zniszczonego, zapomnianego cmentarzyka. Prawdopodobnie za kilka lat, jeśli ktoś z Polski będzie jechał tymi terenami już nie go nie zobaczy. Na jednym z nagrobków   były jeszcze świeże sztuczne kwiaty świadczące o tym, że  są  jeszcze ludzie, a napewno polscy turyści, którzy choć na chwile „wspomną”  o byłych mieszkańcach tych terenów. Może nadejdą czasy zrozumienia potrzeby uszanowania tak ważnych dla pamięci i historii miejsc, jakimi są cmentarze byłych mieszkańców tych czy innych terenów.

  polski_cmentarz.jpgw żabinkce.jpg
                  Iwanowa - polski cmentarz                                 pod pomnikiem przed Żabinką

Na Białorusi utrzymane są w bardzo dobrym stanie pomniki żołnierzy Armii Czerwonej poległych w II wojnie światowej. Będąc na wyprawach rowerowych na Litwie, Ukrainie  i Czechach nie zauważyłem aby je niszczono  tak jak to zrobiono w Polsce w ostatnich latach. Często spotykanym widokiem są dzieci z nauczycielem szkolnym przy tych pomnikach, sadzących kwiaty czy tez sprzątające jego otoczenie. Niestety tego u nas nie widać.
Zatrzymując się przy sklepach w których kupujemy napoje i art.żywnościowe zawsze jesteśmy w zainteresowaniu Białorusinów. Podjeżdżając do sklepu zwykle jest jedna  lub dwie osoby a gdy wychodzimy okazuje się, ze już jest kilka osób. Okazują zainteresowanie nami, naszymi rowerami i  celem naszej wyprawy. Podziwiają i często mówią cyt.” ot mołodcy” ile mają zapału i siły. Andrzej żartuje i mówi„my nie mołodcy, my  duraki”.
            W tym dniu przed wieczorem kończymy etap w wiosce Duboi ok 30 km przed Pińskiem. Nocleg organizujemy w kołchozie w którym stróż udostępnia nam pokój w domku wolnostojącym spełniającym funkcje administracyjną. Śpimy na własnych materacach rozłożonych na podłodze. Taka formę noclegu na naszych wyprawach traktujemy jako  komfortowe. Nie zawsze jednak  uzyskiwaliśmy zgodę na nocleg na ich terenie. Odpada rozkładanie namiotów, mamy zapewnione bezpieczeństwo i nie martwimy się o rowery. Na tej wyprawie do zapewnienia sobie kąpieli używając worków na wodę z końcówką prysznicową, do którego można nalać 10 l wody. Wieszamy na drzewie i w warunkach polowych mamy zapewnioną kąpiel.
W kołchozie w Duboi pytamy się stróża gdzie nabrać wody. Prowadzi nas za stróżówkę i wskazuje wystającą pionowo z ziem rurę i średnicy ok 1m i wysokości do 4 m. Rura stanowiąca część odwiertu studni artezyjskiej. Podziurawiona była w kilku miejscach na różnych wysokościach i z każdego otworu woda tryska silnym strumieniem tworząc z tej rury coś w rodzaju choinki. Żałuję, że nie zrobiłem zdjęcia i to ja, który odpowiadam za fotograficzne dokumentowanie każdej wyprawy.
Rano 5 lipca robimy sobie wspólne zdjęcie ze stróżem, wręczamy naszemu opiekunowi 4 tys. rubli na dwa lub trzy piwa i wyruszamy do Pińska. Ten odcinek 30 kilometrowej trasy wiedzie już Zahorodziem stanowiącym część Polesia Pińskiego.
W Pińsku jesteśmy w ciągu 1,5 godziny od wyjazdu z Duboi. Jest to stare miasto, którego historia sięga XI w. Przed II wojną światową Pińsk był stolicą województwa poleskiego. We wrześniu 1939r przez parę dni mieścił się sztab gen. Franciszka Kleeberga, który zasłynął ze zwycięskiej bitwy z Niemcami pod Kockiem. Na rzece Pina stacjonowała przed wojną słynna Pińska Flotylla, zatopiona przed wkroczeniem Rosjan.
W Pińsku zatrzymujemy się na ogromnym placu zwanym Placem Lenina, spełniającym kiedyś funkcję targowiska. Dzisiaj góruje nad nim wielki pomnik wodza rewolucji na tle, którego robimy sobie zdjęcie. Odwiedzamy zespół kościoła i klasztoru franciszkanów - budowle barokowe z XVIII wieku, po którym oprowadza nas polska siostra zakonna. Zwracamy uwagę na dwie tablice: jedna poświęcona pamięci 30 mieszkańców Pińska zastrzelonych w styczniu 1943 r Janowie /Antopolu/ przez Niemców w odwet za akcję PONUREGO / dowódcę zgrupowania AK działającego na ziemi kieleckiej / na Pińskie więzienie, której celem było odbicie więzionych partyzantów II-go Odcinka dywersyjnego zgrupowania AK „WACHLARZ” na Wołyniu.
Druga tablica upamiętnia poległych i zamordowanych w latach 1919 i 1939 marynarzy Flotylli Pińskiej. Położenia Pińska jest bardzo ładne i samo miasto również ładne. Spacerujemy uliczkami i bulwarem nad rzeką Piną.
                                30_pińsk.jpg
                                                                   Pińsk - widok z mostu na Pinie
Z mostu na Pinie oglądamy panoramę miasta w tle, której widać rzekę z przystanią statków rzecznych, przecinające toń wodną kajaki z czteroosobowymi załogami, przygotowującymi się prawdopodobnie do zawodów oraz fascynujący widok kolegium jezuickiego
Na bulwarze Piny wypoczywamy 2 godziny przygotowując sobie obiad w kocherku. Ja rozkładam sobie karimatę i funduję sobie na jedną godzinę zasłużona drzemkę. Andrzej pilnuje i robi  w Pinie małe pranko.
Opuszczamy Pińsk kierując się prze most na Pinie w kierunku na Stolin. Pina stanowi południową granicę miasta i za mostem nie ma już żadnej zabudowy a rozciąga się widok na niekończące się łąki i tereny bagienne Polesia Prypeckiego. Jest to największy i najcenniejszy obszar wodno-błotny w Europie.
                        prypeć_za_pińskiem.jpg
                                  Prypeć za Pińskiem

Opuszczając Pińsk już za mostem towarzyszy nam z lewej strony na odcinku ok. 4 km rzeka Prypeć, którą przekraczamy mostem kierując się dobrze utrzymaną drogą do wioski Chliaby i dalej do Stolina. Po drodze spotykamy ciekawą stację benzynową a mianowicie murowany kiosk dla obsługi i samochód cysternę z której rozlewa się benzynę bezpośrednio do samochodów osobowych i ciężarowych. Z chwilą wyczerpania benzyny w cysternie podjeżdża następna albo następuje przerwa do czasu jej przyjazdu. Za zgodą obsługi robię zdjęcie niespotykanemu u nas rozwiązaniu dystrybucji paliwa. Pogoda piękna słoneczna, która towarzyszy nam już do końca wyprawy. Ponadto tak jak dotychczas jesteśmy zauroczeni dobrymi drogami, asfaltowymi, równymi których możemy Białorusinom pozazdrościć. Drogi szutrowe prowadzą przez tereny rezerwatów i parków.
W dalszej części wyprawy odwiedzimy tereny parków i rezerwatów: Zarzecza Prypeckiego, Olmańskich Błot w okolicach Stolina oraz Środkową Prypeć i Prypecki Park Narodowy w rejonie Dawidgródka, Turowa, Dereszewicz i Petrykowa.
Ok.20 km za Pińskiem znajdujemy się w wiosce Chliaby z ładnymi drewnianymi domami, każdy z okiennicami pomalowanymi na kolor niebieski, i ornamentami wokół okiennic wycinanymi w drewnie. To typowa zabudowa wiejska, którą spotykamy na całej trasie wyprawy rowerowej.
W Chliabach spotykamy gospodarza malującego płot na kolor niebieski. Wyjaśnił nam, że mieszkańcy dostali od władz farbę po to, aby wioska ładnie wyglądała, ponieważ znajduje się przy uczęszczanej drodze. Jak się okazało czuje się z pochodzenia Polakiem. Rozmowa była bardzo miła, nacechowana wielką życzliwością. Był niezmiernie zadowolony, że spotkał ludzi z Polski.
dom_weterana.jpgnapis na domu.jpg
Na jednym z domów zauważyliśmy tabliczkę z napisem iż w tym domu mieszka uczestnik wielkiej wojny ojczyźnianej. Z Chliab jedziemy przepięknym terenem Zarzecza Prypeckiego. Po obu stronach tereny bagienne Błot Pińskich, łąki, mijane wioski z drewnianymi domami, mnóstwo ptactwa szczególnie bocianów wychodzących na drogi i typowo sielskie widoki w starych zapomnianych zdawałoby się wsiach.
Cześć spotykanych wiosek o których będę wspominał w dalszej części opisu w połowie jest wymarłych tj. opuszczonych gdzie pozostały tylko starsze kobiety i mężczyźni.

  56_za_styrem.jpg62_zarzecze_p__przed_stolinem.jpg
 wioski  Zarzecza Prypeckiego

Tu spotykamy wielkie kopy siana przy zabudowaniach, żurawie przy studniach, co na wsiach polskich już jest wielką rzadkością. Częstym widokiem są drewniane krzyże przydrożne z obwiązywane wyszywanymi ręcznikami, fartuszkami lub wąskimi kawałkami tkanin.

  do_iwanowa.jpgparkiem_prypeckim_do_stolina.jpg
         parkiem zarzecza prypeckiego

Grzegorz Rąkowski podaje w przewodniku, że jest to relikt przeszłości z czasów pogańskich, jako forma składania ofiary bogom pól i dróg a na krzyżach cmentarnych – zmarłym, aby spełniali zanoszone do nich prośby. W wiosce Borszczina niedaleko rzeki Styr udałem się na stary wiejski cmentarzyk gdzie zobaczyłem i sfotografowałem PRYKŁADĘ tj. formę nagrobku z prymitywnie obrobionych kłód drewnianych wieńczoną krzyżem. Chyba była to jedna z ostatnich zachowanych form nagrobków na Białorusi.
                        prykad.jpg
Była mocno spróchniała i na innych cmentarzach już nie odnalazłem zachowanych PRYKŁADÓW.
Wieczorem osiągamy Stolin nad rzeką Horyń. Zmęczeni rezygnujemy z szukania miejsca na rozbicie namiotów a decydujemy się na nocleg w miejscowym hotelu robotniczym. Za nocleg płacimy na polskie pieniądze po ok. 35 zł.

W tym bardzo upalnym dniu przejechaliśmy 103 km.

ETAP IV
STOLIN  -  OLMANY  -  STOLIN -  DAWIDGRÓDEK

O6 lipca 2005r

91 km

Rano postanawiamy  pojechać  do wsi OLMANY /Almany/, do niedawna  jednej z najbardziej niedostępnej  i oddalonej od cywilizacji miejscowości Polesia Prypeckiego. Wieś ta położona jest na skraju słynnych Błot Olmańskich. Do rozpadu ZSRR teren ten był poligonem wojskowym. Aktualnie jest to teren ogromnego Rezerwatu Przyrody.
Sakwy zostawiamy w hotelu pod opieką recepcjonistki i wyruszamy dobrą drogą asfaltową. Stajemy na pedały a tu się okazuje, że rowery bez sakw są tak lekkie iż o mało się nie przewróciliśmy. Rowery obciążone sakwami są stabilne i na równej drodze trzymają się jezdni jak wozy pancerne. Wymagają  jednak szczególnej  koncentracji i mocniejszego nacisku na pedały. Do Olman mamy 20 km, pogoda upalna. Trasa niezwykle widokowa. Po obu stronach drogi przepiękne łąki, rozlewiska i kanały wodne oraz niedostępne torfowiska i bagniska. Mijamy rzeki Horyń i Lwa, oraz dwie małe wioski z chatami i towarzyszącymi im wielkimi stogami siana. W rozlewiska wodnych kapiące się stada koni, lilie wodne i sitowia. Spotykamy słynne lodzie poleskie pchane długimi wiosłami.

  na bagnach Olmańskich.jpgw_drodze_do Olman.jpg
                                    rozlewiska w drodze do Olman i  poleska zagroda                  

Na jednym z rozlewisk udało mi się zrobić zdjęcie spracowanej poleskie wieśniaczce płynącej z drugiego brzegu od pasącego się stada. Duże wrażenie  zrobiła na nas wioska Koszara Olmańska, położona na skraju rzeki Lwa i niedostępnych bagien. Jest to wioska z kilkunastoma chatami, ale w większości opuszczonymi. Prowadzi przez nią droga piaszczysta i po ok. 400 metrach kończy się w torfowiskach i bagnach a nad krętymi brzegami Lwy widać pasące się konie.
Droga asfaltowa kończy się w Olmanach jednej z najbardziej kiedyś izolowanej poleskiej wsi. Wieś dużo większa od  Koszar Olmańskich, w całości z chatami drewnianymi. Stąd już tylko niedostępne błota i lasy. Odwiedzamy miejscowy sklep gdzie można dostać pieczywo, żółty ser konserwy rybne i przetwory mleczne. Tu w Olmanach i jeszcze innych mijanych wioskach sklepowe mają kolorowe uniformy, najczęściej niebieskie lub czerwone a na głowach  wysokie czapeczki. Robimy parę zdjęć i wracamy do Stolina. Z hotelu zabieramy sakwy, odwiedzamy zniszczona synagogę żydowska i wyruszamy do Dawidgródka. W pobliskich Mankiewiczach odwiedzamy przepiękny kiedyś park krajobrazowy, który założyła w 1885r  Maria Radziwiłłowa. Przy jednej z alei znajduje się głaz z napisem upamiętniającym jego założenie. Fundatorem głazu był jej syn -  Książe Stanisław.

Przed Dawidgródkiem odwiedziliśmy cmentarz w Chorsku gdzie  znalazłem będące jeszcze w dobrym stanie słynne poleskie krzyże nagrobne. Wykonane są z dębowego drewna i obwiązane wyszywanymi ręcznikami. 
                           w_chorksu.jpg

Krzyże te składają się z masywnego cokołu, na którym wyryto napisy oraz z krzyża właściwego, którego ramię pionowe jest wycięte z tego samego pnia, co cokół. Krzyże tego typu  są już rzadkością. Przeważa już lastryko oraz kamień.
W Dawidgródku nad Horyniem mamy przyjemne spotkanie z dzieciakami, których kilku na rowerach oprowadzało nas po miasteczku. Wyglądało to tak, że jechał peleton chłopców w tym jeden na motorowerze, my za nimi  objeżdżaliśmy miasteczko.  Odwiedziliśmy cerkiewkę cmentarna z 1648r, cerkiew z 1903r pw. Ikony MB Kazańskiej, której towarzyszą  pomniki: Kniazia Dawida oraz Lenina górą zamkową, która jest wczesnośredniowieczny grodziskiem. Z góry zamkowej przy kamieniu upamiętniający Kniazia Rusi Kijowskiej – Dawida robimy sobie  zdjęcie z dzieciakami. Podziwiamy piękną zabudowę miasteczka  drewnianymi domkami. Wieczorem udaliśmy się na Prazdnik, na którym mieszkańcy świętowali rocznicę wyzwolenia. Tam tez zostaliśmy przez jednego z miejskich notabli zaproszeni, aby porozmawiać z merem miasteczka. Rozmowa jak zwykle była bardzo życzliwa i przyjacielska. Wjeżdżając do tego miasteczka otrzymaliśmy od jednej z mieszkanek propozycję noclegu w jej wolnym domku na ul Kijowskiej nr 3. z której to propozycji chętnie skorzystaliśmy. Gospodarze okazali nam wielka serdeczność i przyjaźń dla Polaków. Dawidgródek znany jest z tragicznych wydarzeń, jakie miały miejsca w czasie kozackiego powstania Chmielnickiego w czasie, którego zbuntowani mieszkańcy rabowali i palili majątki ziemian oraz duchowieństwa. Bunt został stłumiony przez ekspedycję karna  księcia Janusza Radziwiłła. Ukarano śmiercią przez ścięcie i nabicie na pal kilkunastu przywódców buntu. Miasto przez stulecia było świadkiem i uczestnikiem wielu bitew. Jego historia sięga X w i podobno należy do najciekawszych miast na Polesiu a warto zobaczyć bardzo ładną gęsta drewnianą zabudowę tego miasteczka.


 ETAP V
DAWIDGRÓDEK - TUROW - ŻYTKOWICE - DERESZEWICZE

06 lipca 2005r

121 km

Jak codziennie wstajemy rano i wyruszamy w kolejny etap. W tym dniu chcemy osiągnąć wioskę Dereszewicze oddaloną ok. 25 km od Petrykowa. Ujechaliśmy ok. 4 km i na drodze zaczyna się wzmożony ruch furmanek załadowanymi workami oraz motocykli z wózkami bocznymi o różnych konstrukcjach od oryginalnych po palety drewniane zamiast koszy, również załadowanymi po kilka worków. Wozy konne posiadają uprząż na konia tzw. DUHA, czyli wygięty drewniany pałąk nad koniem i dwoma dyszlami.

77_olmany_ko_z_duh.jpgna_targ_ogrkw.jpg
                       uprzęż "DUHA"                                                          Poleszuk na targ ogórków
Częstym widokiem jest,  Poleszuk z gęstym zarostem na brodzie powożący koniem  a z tyłu wozu śpi kobieta przykryta „derką”. Motocykle to wyłącznie marki, IŻ, Panonia oraz Ural. Te wszystkie pojazdy zatrzymują się we wsi Olszany gdzie jak się okazuje był tam targ ogórków. Kupcy podobno przyjeżdżają nawet z Rosji i ładują worki po uprzednim zważeniu na ciężarówki. To wszystko jest wykonywane bezpośrednio na drodze w środku wioski. Ruch niesamowity i musieliśmy uważać, aby nie stać się sprawcą lub ofiara kolizji.

                    91_olszany_targ_ogrkw.jpg
                                                         Olszany - targ ogórków
Jeden z uczestników targu powiedział nam, ze jest tu jedna z bogatszych wsi i bardzo gospodarnych mieszkańców. Faktycznie była to inna wieś, w której było dużo tuneli foliowych i murowanych domów. Skorzystałem z okazji i wykonałem sobie zdjęcie na jednym z motocykli. Żartuje i mówię znajomym, ze zabrakło nam pieniędzy i dorabialiśmy wożenie ogórków. Po drodze na jednym z cmentarzy spotykam chyba też już bardzo rzadką nadrzewna barć pszczelą. Jest to sztuczna dziupla wykonana z grubego o średnicy ok. 70 cm i wysokości ok. 1 m pnia z otworem po jego środku. Barć wisiała wysoko w koronie starego dębu, ale pszczół już nie było.

pod_turowem.jpgWe wsi Biereszczina przed Turowem zatrzymujemy się przy rozlewiskach Prypeci i oglądamy oraz fotografujemy przepiękne obrazki poleskie. Na rozlewiskach widzimy poleszuków na drewnianych łodziach  wyciągających ryby z sieci. Woda przepięknie ukwiecona liliami wodnymi, a w dali szuwary, łąki i płynąca leniwe Prypeć. Tu z wielka przyjemnością odpoczywamy z chłodnym piwkiem. Dzień upalny a my opalenia jak skwarki. Robię kilkanaście zdjęć przepięknych krajobrazów.
W południe docieramy do Turowa, miasteczka odległego od Dawidgródka o 40 km. Zwiedzamy grodzisko z pięknym pomnikiem świętego Cyryla Turowskiego znanego jako pustelnika a jednocześnie krasomówca i klasyk literatury staroruskiej. Żył i działał w XII wieku.
Przejeżdżamy kilka razy główną ulica Turowa i podziwiamy po obu jej stronach piękną zabudowę drewnianą. Ładne drewniane domy ustawione szeregowo po obu stronach ulicy, płoty drewniane i słupy elektryczne pomalowane do wysokości ok. 1,5 w białe pasy. Urzekający widok. Tu w Turowie jak również we wszystkich mijanych miejscowościach naszej wyprawy jest czysto.

turov.jpg



uliczkami miasteczkaTurov


W Turowie postanawiamy zmienić częściowo trasę do Dereszewicz. Rezygnujemy z jazdy do wsi Chłupin położonego po lewej stronie Prypeci w sercu Parku Narodowego. W drodze do Chłupin oglądalibyśmy największe rozlewiska Prypeci i bogactwo krajobrazów. Powodem zmiany trasy był brak w okolicach Chłupina przeprawy promowej. Opracowując trasę wyprawy na podstawie mapy sądziłem odwrotnie. Wobec powyższego za Turowem przekraczamy Prypeć i kierujemy się na miasteczko Żytkowice.
Z mostu na Prypeci za Turowem fotografuje piękne widoki tej rzeki oraz ogromne obszary rezerwatu Środkowa Prypeć. Upał daje się nam porządnie we znaki a do tego pot zalewający oczy powoduje powoduje sokuczliwe pieczenie.


                      prype_pod_turowem.jpg
                                                         Prypeć pod Turowem

W Żytkowicach, miasteczku niezbyt ciekawym urzekł mnie niecodzienny, sympatyczny widok kobiety na wózku inwalidzkim w otoczeniu 7 kóz, powracającej z nimi z pastwiska do zagrody. Udało mi się w ostatniej chwili udokumentować fotograficznie tą eskapadę najbliższych sobie „przyjaciół”.
w żytkowicach.jpg
Dereszewicze osiągamy ok. godz.18, spotkane kobiety wiejskie, z którymi ucinamy sobie pogawędkę kierują nas do odległego o dwa kilometry parku gdzie mieściła się przed wojną rezydencja Kieniewiczów znanego poleskiego rodu na tych terenach. Dziś pozostał tylko park, co prawda nie tej świetności, co przed wojną. W środku parku znajduje się głaz upamiętniający dzień wyzwolenia tych terenów przez armie radziecką. W Dereszewiczach jadąc lasem nad Prypeć koziołkuję rowerem, na szczęście w miękkie poszycie leśne, ale uszkadzam aparat zbijając wyświetlacz ciekłokrystaliczny, co uniemożliwia programowanie funkcjami aparatem. Od tego czasu zdjęcia dubluję kliszowcem Nikonem F50. Nocujemy w Dereszewiczach obok letniskowego domku u poznanego przy sklepie Anatola Petkiewicza – artysty malarza, który przyjechał na wakacje z Mińska.. Z okazji jego urodzin przygotował z małżonką kolację i toasty wznosiliśmy białoruska wódką. Przed wieczorem Anatol zaprowadził nas nad urwisty brzeg Prypeci oddalonej od ich domku ok 700m. Urzekł nas widok rzeki oglądanej z urwistego brzegu w porze zachodzącego słońca, leniwie płynącej zakolami i mnóstwem ptactwa gnieżdżącego się w norkach piaszczystego urwiska oraz wzlatujących dziesiątkami nad Prypeć.

Etap VI i VII
DERESZEWICZE  -  PETRYKOW  -  SOSNY
07 lipca 2005r.

113 km

SOSNY  -  LIUBAŃ  -  SŁUCK  -  GACUK
 08 lipca 2005r.

129 km

Rano o świcie przed odjazdem z Dereszewicz udaję się jeszcze raz nad Prypeć popatrzeć na nią i sfotografować w porze wschodzącego słońca. W tle unoszącej się mgły widać przeprawiających się łódką wędkarzy na drugą stronę rzeki gdzie po horyzont widać bezkresną toń zieleni.

prype_w_petrykowie.jpgprype_dereszewicze.jpg
                                         Prypeć w Petrykowie i w Dereszewiczach
Z  Prypecią żegnamy się ostatecznie w Petrykowie gdzie oglądamy ją ze skarpy przy wjeździe do miasteczka. Widok jej rozlewiska, biel lilii wodnych i ta bezkresna zieleń wywiera niezapomniane wrażenia.
W Petrykowie, 14 tys. miasteczku urzeka nas jedynie ładna, podobnie jak w Turowie drewniana zabudowa. Zwiedzamy cerkiew prawosławną p.w. Św. Mikołaja w sąsiedztwie, której znajduje się popularna na Białorusi i Litwie „ Bania” /sauna/.  W miasteczku wita nas na wielkim placu pomnik Lenina w tle budynku administracji lokalnej i tak będzie prawie w każdym mieście na trasie wyprawy.
Po południu opuszczamy Petryków i kierujemy się na północ Białorusi drogą na Kancewicze i magistrali drogowej relacji Brześć – Homel. Opuszczamy już tereny Polesia Prypeckiego i kolejnymi etapami zmierzać będziemy do Mińska przez Liubań i Słuck. W dalszym ciągu mijamy pięknie położone wioski z samotnymi starszymi babciami jak tą, którą spotkaliśmy w Kancewiczach. Starsza babcia, zaniedbana i samotna z trudem się poruszająca uciągnęła nam wody, gdy przy jej zagrodzie przygotowywaliśmy sobie obiad.
                 w kancewicze_babcia.jpg
                                                         Babcia w Kancewiczach
Upał daje się nam we znaki i zaczynamy sobie robić godzinne przerwy połączone z lekką drzemką w cieniu pod drzewami. Po przejechaniu ok 30 km od Petrykowa przekraczamy wspomniana magistrale drogową do Homla, która w naszym odczuciu stanowiła granicę oddzielająca tereny parków i krajobrazów prypeckich od pozostałej części kraju. W wiosce Grabow zmieniamy częściowo trasę i na Liubań jedziemy dłuższym odcinkiem z uwagi na piaszczysta trudna leśną drogę do Wietczin. Wieczorem po przebyciu 113 km decydujemy się na nocleg w wiosce Sosny ok 25 km przed Liubaniem. Namioty rozbijamy nad stawem z tylu kołchozu, a rowery przechowujemy u stróża.
                        Mimo, że opuściliśmy już tereny Polesia Prypeckiego na trasie towarzyszą nam krajobrazy pięknych lasów i pól uprawnych. Za drogą  Brześć – Homel krajobrazom leśnym, torfowo bagiennym i łąkowym coraz częściej towarzyszą  olbrzymie powierzchniowo pola uprawne uprawiane przez Kołchozy. W niektórych miasteczkach i wioskach obok starych drewnianych domów znajdują się jak  te w Turowie bardzo ładne murowane domki, kolorowe z działkami. Są to wg. informacji uzyskanych od Białorusinów domy Łukaszenki stawiane z jego inicjatywy przez Kołchozy po to, aby przekonać młodzież do pozostawania na wsi i podejmowania tam pracy. Podobnie jak w Polsce część młodzieży ucieka do miast.W następnym dniu przez miasteczko Liubań kierujemy się na Soligorsk, który mijamy z boku i w godzinach południowych osiągamy Słuck. Tereny równinne z przewaga pól uprawnych. Za Lubaniem jadąc do Słucka po raz pierwszy widzimy tereny przemysłowe, wielkie kolorowe hałdy kopalniane a w rejonie Soligorska spostrzegamy zakłady hutnicze. Mijane miasteczka nie są ciekawe. W Słucku wreszcie znajdujemy restaurację i postanawiamy zjeść porządny obiad, bo ileż można wytrzymać na zupkach z torebek, makaronach i kaszach. Dobre wiktuały jak flaczki, gularze i zupki grzybowe z mięsem skończyły mi się już w Pińsku.   Okazuje się, że restauracja jest po remoncie, ale nieczynna a obsługa przygotowuje ją do otwarcia dnia następnego. Gdy kelnerki dowiadują się, że jesteśmy  z Polski wspólnie z kucharkami przygotowują nam obiad. Radość z naszej strony niesamowita. Dodatkowo zamawiam sobie porządną lampkę czerwonego wina.
Po południu mijamy wioskę Gacuk, gdzie nagle pojawia się krótkotrwały deszcz. Chronimy się w lesie pod daszkiem obok kobiet sprzedających jagody. Przy okazji poznajemy mężczyznę też z jagodami, który miło wspomina o Polsce oraz o swoim nieżyjącym już przyjacielu z Częstochowy. Wjeżdżamy na dobrą szeroką autostradę do Mińska i po kilkunastu kilometrach szybkiej jazdy równym poboczem tuż przed wieczorem za miejscowością Gacuk szukamy noclegu. Do Mińska mamy jeszcze 45 km.  Miejsce do rozbicia namiotów znajdujemy w obozie Pionierów  oddalonym ok. 500 m od autostrady. Po rozstawieniu namiotów zjawił się kierownik gospodarczy  i po krótkiej rozmowie  zapytał nas czy pijemy. Andrzej tłumaczy, że jesteśmy już zmęczeniu i alkohol powaliłby nas z nóg a ponadto nie mamy ze sobą żadnego trunku. On na to cyt. „ ja lubię i chcę się napić a sklep jest za dwa kilometry. Ponieważ stawialiśmy opór jego żądaniom ostatecznie facet machnął ręką i dał nam spokój. Wyobrażam sobie, co o nas pomyślał.  Rano natomiast był niezmiernie zadowolony, gdy przy podziękowaniu wręczyliśmy mu ruble równowartości dwóch butelek mocnego trunku. Podziękował z uśmiechem i stwierdził, że wczoraj zartował.

ETAP VIII i IX
GACUK  -  MIŃSK  - DZIERŻYŃSK  - BOGDANOWKA
09 lipca 2005r.

102 km

BOGDANOWKA  -  MIR  -  NOWOGRÓDEK  -  BEREZOWKA
10 lipca 2005r.

135 km

Rano mkniemy autostradą do Mińska, w którym jesteśmy już ok. godz. 9. Śniadanie jemy pod sklepem po wjechaniu do stolicy Białorusi. Mińsk jest bardzo ładnym miastem. Szerokie ulice, dużo parków i zieleni. Przemieszczamy się prospektem Maszerowa, i Partyzanckim oraz zwiedzamy centrum i śródmieście Mińska.
ulicami mińsk_1979.jpgW śródmieściu podziwiamy socrealistyczne budynki utrzymane w wysokiej czystości. Kolorowe tynki i szerokie ulice nadają im powagę. Zwiedzamy siedzibę rządu robiąc sobie zdjęcia pod wysokim pomnikiem Lenina. Podjeżdżamy również pod pałac Prezydenta Łukaszenki, ale tam żołnierz ochrony nie pozwala fotografować. Centrum i śródmieście Mińska urzeka nas kolorystyką, ładnymi budynkami, duża ilością ogródków” piwnych.
Na jednym z placów niedaleko siedziby Prezydenta w muszli koncertowej gra orkiestra symfoniczna przy której  zbiera się bardzo dużo mieszkańców stolicy.
U niektórych wzbudzamy zainteresowanie, podchodzą do nas i opowiadamy skąd jesteśmy, jaką trasę robimy i podziwiają nas. Dumni są ze swojego miasta, czego w dyskusji nie ukrywają. W pewnym momencie podchodzi do nas facet niekonwencjonalnie ubrany. Biały uniform, długa śnieżno biała broda, włosy długie spięte z tyłu w kucyk, opaska na czole i mnóstwo koralików oraz różnych świecidełek. Przedstawił się jako Kazimir – Kazimierz – Kazimirowicz. Czuje się z pochodzenia Polakiem, ponieważ jego ojciec był z Krakowa. Gdy miał 6 lat Stalin „ zabrał” ojca, który już nigdy nie wrócił. Jest miejscowym gawędziarzem i poetą. Rozchodząc się życzeń nie było końca.
                     127_kazimir.jpg
                                                           z Kazimierzem Kazimirem Kazimirowiczem
Opuszczamy Mińsk pędząc autostradą olimpijską do Dzierżyńska i w pobliskiej wiosce Bogdanowka organizujemy nocleg w sali budynku, w którym kiedyś mieściła się szkoła. Śpimy  na podłodze  rozkładając materace na pokryciach namiotów. Jak codziennie, materace pompuje Andrzej, który na tej wyprawie pełni funkcję pompiarza. Przed zaśnięciem jesteśmy proszeni do pokoju gospodarzy. Bardzo pocieszni faceci, którzy pracują w miejscowym kołchozie. Jeden z nich nazywa się Wasilij Sawicz, któremu zobowiązałem się przesłać zdjęcie, na którym występujemy wszyscy razem. Wasilij z kolegami chcą nas ugościć i częstują samogonem.
u_wasila.jpgNie odmawiamy i wypijamy po dwie szklaneczki a zagryzamy cebulą ze szczypiorem. Do fotografii ustawiamy się mając za plecami  duże zdjęcie Lenina. Ci trzej mężczyźni zajmują jeden duży pokój, w którym znajdują się tylko trzy lóżka, szafa, dwa  stoły,  czarno biały telewizor  i portret Lenina. Wstajemy bardzo wcześnie, bo o godz. 4  a powodem było unikniecie  ewentualnego powtórzenia poczęstunku samogonem. Niestety nie udaje nam się, bo koledzy już czekali na nas. Grzecznościowo wypijamy tylko po jednym małym kieliszeczku zagryzając cebulą i ruszamy w dalszą drogę.
Po przejechaniu ok. 50 km opuszczamy autostradę i kierujemy się do miasteczka Mir a następnie do Nowogródka. Mir jest jednym z najbardziej ładnych miejscowości, jakie mijaliśmy po drodze. Zwiedzamy piękny pałac Radziwiłłów wykonany z czerwonej cegły oraz kaplicę znajdującą się przed wjazdem do miasteczka.
W miasteczku oglądamy z zewnątrz Troicką Cerkiew z XVII w. oraz fotografuję uliczne widoczki, miedzy innym wóz konny, którym rozwożone są ciasta i pieczywo. U nas taki sposób transportu był jeszcze w końcu lat 60-ch. 

pałac_Radziwiłłów w Mirze.jpg





pałac Radziwiłłów w Mirze



Z Miru wyruszamy do odległego o 60 km Nowogródka. Tu po raz pierwszy zaczynają się podjazdy i zjazdy, miejscami dające się we znaki naszym zmęczonym nogom, wszak nie mieliśmy jednodniowej przerwy a przejechaliśmy już 900km.
W Nowogródku zwiedzamy Kopiec Adama Mickiewicza oraz ruiny zamku książąt litewskich na górze zamkowej i podziwiamy widoki okolic Nowogródka z kopca.
Etap X kończymy nad rzeką Niemen w wiosce Berezowka gdzie nocowaliśmy w ogrodzie jednego z gospodarzy.
                            
                  w_skidel.jpg
                                                 rozwożenie pieczywa w miasteczku Skidel


 ETAP X i XI
             BEREZOWKA  -  SZCZUCZYN  -  SKIDEL  -  OBYKSOWO
   11 Lipca 2005r

 115 km

   OBYKSOWO  -  GRODNO  -  ALEKSZYCE
   12 lipca 2005r

  68 km

Od Berezowki do Skidel przez Szczuczyn /znane ostatnio miasto z konfliktu pomiędzy mniejszością polska a władzami Białoruskimi/ jedziemy bocznymi drogami i wioskami omijając magistralę drogową relacji Grodno – Lida – Mińsk. Upał towarzyszy nam w dalszym ciągu. Na Białorusi w czasie naszego pobytu panuje susza a na polach upraw warzywnych z samochodów cystern organizowane są deszczownie. Na 10 km X etapu pęka mi szprycha w tylnym kole. Zakładam nową, centruję koło i jedziemy dalej. Po przejechaniu kilkunastu kilometrów następuje ponowna awaria w tylnym kole. Pęka szprycha od strony kasety gdzie mam założone mocniejsze szprych DT Alpine III i koło bije na boki. Postanawiam założyć kolejną szprychę, ale po zdjęciu koła, założeniu łańcuszka przytrzymującego kasetę oraz klucza do zluzowania nakrętki okazuje się, że nie mamy klucza płaskiego. Do najbliższej wioski jest ok. 7 km. Na szczęście mimo bardzo małego ruch samochodowego zatrzymujemy ciężarówkę. Kierowca daje nam gratisowo klucz i odjeżdża nie chcąc żadnej gratyfikacji. Podaje nam jednocześnie adres najbliższego serwisu rowerowego, który znajduje w odległym o 100 km Grodnie.

Po uzupełnieniu szprychy okazuje się, że jest to poważniejsza awaria a mianowicie w dwóch miejscach obręczy przy oczkowanych otworach wystąpiły podłużne pęknięcia i groźba wyrwania nypli. W takiej sytuacji lekko luzuje szprychy, podcentrowuję koło oraz zamieniam lekkie sakwy z przodu do tyłu i odwrotnie. Postanawiamy jechać dalej. W Szczuczynie i Skidel nie ma żadnego serwisu a sytuacje może poprawić jedynie kupno nowej obręczy lub ich zamiana z przodu na tył, co wiąże się z całkowitym rozpleceniem szprych obu kół. Tego nie podejmuję się, bo zdaje sobie sprawę, że w tych warunkach może być jeszcze gorzej. Dalsza jazda dla mnie jest podwójnie męcząca raz, że jadę zestresowany a ponadto cały czas musze amortyzować nierówności na drodze ciągłym uginaniem ciała.

                      w_szczuczynie.jpg
                                                           z Leninem w w Szczuczynie
W Szczuczynie krążymy rowerami po mieście, fotografujemy ozdobiony sztandarami gmach i wielki plac z Leninem.
Zastanawiamy się z Andrzejem czy czasem nie zainteresuje się nami lokalna milicja, bo jedziemy oznaczeni flagą i godłem Polski a ostatnio były podobno przypadki zatrzymań miejscowych działaczy polonijnych. Brak zainteresowani nami a swoją drogą dotychczas mieliśmy bardzo przyjazne i życzliwe kontakty z milicjantami Białoruskim.
W miasteczku Skidel wjeżdżamy na bardzo ładną autostradę prowadzącą do Grodna. Po drodze przy sklepie przysiada się do nas bardzo wesoły mieszkaniec pobliskiej wioski Piaszczanka. Iwan Iwanowicz w dowód przyjaźni z Polakami wynosi z samochodu butelkę samogonu i prosi nas o spróbowanie z dumą zachwalając swój żytni wyrób. Nie odmawiamy, ale wypijamy tylko po malutkiej dawce tj. po „naparstku”. Iwan zadowolony i ulewa nam buteleczkę abyśmy mieli na wieczór. Wymieniamy sobie adresy i prosi o przesłanie zdjęcia, co tez zrobię.
X etap kończymy noclegiem obok kołchozu w miejscowości Obyksowo. Rowery pilnują nam panie dozorczynie. Do Grodna mamy 17 km.
Następnego dnia w Grodnie jesteśmy już o godz. 9 i od razu kierujemy się na ul. Lenina nr 18 do serwisu rowerowego. Czynny od godz., 15 ale ekspedientka znajdującego się obok sklepu widząc Polaków nawiązuję kontakt telefoniczny z właścicielem. Za 30 minut mechanik pojawia się na rowerze mówiąc, że przerwał trening i postara się nam pomóc. Zgodnie z moimi sugestiami w ciągu godziny przeplata obie obręcze i spokojnie mogę kontynuować wyprawę.
Parę godzin poświęcamy na zwiedzanie bardzo ładnego Grodna.
                  grodno_niemen.jpg
                                        Grodno - widok na Niemen z ruin zamku książąt Litewskich

w_grodnie.jpgMiasto jest pięknie położone nad rzeką Niemen.Zwiedzamy Stary i Nowy Zamek oraz podziwiamy piękną panoramę miasta i okolic w tle płynącego leniwie Niemna. 
Spacerujemy uliczkami starej części Grodna i odwiedzamy na Starym Cmentarzu Katolickim grób Elizy Orzeszkowej oraz groby żołnierzy polskich poległych w 1919 i 1920r.
Na krzyżach można wyczytać formacje jednostki wojskowych poległych jak np. Jazda Tatarska. Niektóre krzyże mają przewiązane wstążki o barwach narodowych.
 Obiad zjadamy w wytrawnej karczmie w piwnicach starówki której właścicielem jest Białorusin pracujący kiedyś w Polsce na czarno. Grodno opuszczamy w godzinach popołudniowych. Zmieniamy planowaną trasę i rezygnujemy z przekroczenia granicy pociągiem z Grodna do Sokółki. Postanawiamy jechać na południe wzdłuż granicy z Polską aż do Brześcia, co zwiększa planowany kilometraż po Białorusi o 260 km.
Upał i zaczynające się za Grodnem podjazdy i zjazdy towarzysza nam do samego Brześcia. Etap XI kończymy w wiosce Alekszyce gdzie śpimy w opłotkach zabudowań u starszej Pani Karpuć –
miejscowej bioenergoterapeutki leczącej choroby nerek, epilepsje i inne dolegliwości. Podobno wg. Pani Karpuć przyjeżdżali do niej chorzy z Polski.
                   u_pani karpuć_alekszyce.jpg
                                                     z Panią Karpuć w Alekszycach
Poznajemy jej dwóch synów mający bardzo religijne podejście do życia. Gdy z jednym z nich rozmawialiśmy w ogrodzie ja z Andrzejem oganialiśmy się cały czas od komarów rozmówca stwierdził: zobaczcie a mnie komary nie atakują. Wg niego my jesteśmy nerwowi i wydzielamy energię, która powoduje ataki komarów. Chyba coś jest w tym prawdy.

ETAP XII i XIII
ALEKSZYCE -  SWISŁOCZ  -  ARABNIKI k/PRUŻAN
13 lipca 2005r.

112 km

ARABNIKI  -  PRUŻANY  -  BRZEŚĆ
14 lipca 2005r.

104 km

Brześć planujemy osiągnąć w ciągu 2-ch dni. Z Alekszyce oddalonych parę kilometrów od granicy Białorusko Polskiej kierujemy się na Swisłocz i Porozowo skąd droga prowadzi obrzeżami Puszczy Białowieskiej. Ok 15 km za Porozowem wjeżdżamy w  puszczańską drogę szutrową.
Ten odcinek o długości 16 km pozostanie bardzo długo w naszej pamięci. Upał, wciskające się koła w szuter i niesamowity atak chmar much, komarów oraz gzów. Rowerem kierowałem jedną ręką i koszulką trzymaną w drugiej ręce machałem nad głową odganiając dokuczliwe owady.. Nie było mowy o zejściu z roweru i wykonaniu zdjęcia krajobrazów puszczy. Roje owadów atakowały nas a przejeżdżające samochody wzburzały szeroka ławę kurzu i pyłu.
159_puszcz_biaowiesk.jpg161_puszcz_biaowiesk.jpg
                                                            puszczą Białowieską


Trud rekompensują nam piękne widoki puszczy Białowieskiej i jej okolice. Nocujemy w tym dniu w zabudowaniach Pani Łatyś Lili Antonowny w wiosce Arabniki przed Prużanami. Bardzo przyjemna starsza Pani, z którą wieczorem przed namiotem dużo dyskutowaliśmy o Białorusi, czasach przedwojennych i wojennych. Miło wspominamy z Andrzejem ten wieczór. Bardzo przyjemnie nam było, gdy przyszła sąsiadka Pani Antonowny z miłą wiadomością, że ugotowała nam na kolacje kartoszków /ziemniaczków/.
Nad ranem pożegnaliśmy się serdecznie z gospodynią i ruszamy ostatnim etapem do Brześcia. W chwilę po opuszczeniu wioski Arabniki wjeżdżamy do miasteczka Prużany. Do centrum miasteczka z południa, północy, wschodu i zachodu prowadzą drogi z szeregową zabudową domkami drewnianymi. Centrum Prużan stanowi wielki plac otoczony kolorowymi budynkami oraz starą odrestaurowaną halą targową. Kolorowe chodniki, parkingi, ławeczki i odnowiony kościół katolicki nadaje temu miasteczku ciepło i miłą atmosferę. Podobny charakter ma również wcześniej wspomniany Mir. Spotkany w kościele katolickim ksiądz polskiego pochodzenia wyjaśnił, na, że miasteczko zostało przygotowane na wizytę Prezydenta Łukaszenki z okazji organizowanych dożynek. Opuszczamy Prużany i zmierzamy do Brześcia.
w_drodze_do_pruan.jpg
Upajamy się ostatnimi pięknymi krajobrazami Białorusi. Olbrzymie pola uprawne, łąki i lasy towarzyszą nam od Grodna. Na tym etapie musimy pokonywać dużo podjazdów pod wzniesienia i odczuwamy to kondycyjnie Tutaj jak na wszystkich etapach chwalimy z Andrzejem drogi  Białoruskie. Są dobre, dużo remontują i kładą całe odcinki nowych nawierzchni.
Utrwalam na zdjęciach ostatnie charakterystyczne dla Białorusi przydrożne głazy pomalowane intensywnymi ciepłymi kolorami zawierające napisy o obowiązku ochrony przyrody lub wyznaczające granice obszarów uprawnych. Fotografuję również tablice nazw kołchozów umieszczane na stalowych lub betonowych cokołach często zawierające pięcioramienną czerwona gwiazdę oraz sierp i młot.
Dwadzieścia sześć kilometrów za Prużanami wysoki pomnik w kształcie graniastosłupa przypomina nam, że Białoruś była terenem walk i przemarszu wojsk Napoleona. Napis na tym pomniku mówi, że w 12 sierpnia 1812 r. w tym miejscu wojska carskie pod dowództwem gen. Tomasowa pokonały żołnierzy Korpusu Napoleońskiego. Poległo wówczas 6 tys. żołnierzy francuskich.
            W Brześciu jesteśmy ok godz.17 i zajeżdżamy pod dworzec kolejowy. Okazuje się, że pociąg do Terespola będziemy mieć dopiero jutro rano. Decydujemy się jechać ok 12 km. na przejście graniczne licząc, że z Białorusi powinni nam zezwolić wyjechać rowerami. Niestety nasze rowery nie posiadają numerów i dowodów rejestracyjnych, nie są, więc pojazdem i nie uzyskujemy zgody. Śmieszne, ale prawdziwe. Gdybyśmy wiedzieli to  / śmiejemy się z Andrzejem / tabliczki byśmy sobie zrobili. Rozsądek bierze górę u pogranicznika Białoruskiego i za jego propozycją ładujemy rowery do stojącego obok pustego autokaru polskiego i w ciągu godziny jesteśmy w Terespolu. Kierowca autokaru jest na tyle grzeczny, że podwozi nas pod dworzec PKP w Białej Podlaskiej.

koniec_wyprawy.jpg

Koniec wyprawy i tradycyjnie po każdej wyprawie plansza







W tym pośpiechu zapominamy z Andrzejem zrobić sobie przy przejściu granicznym zdjęcie na tle planszy zawierajęcej opis trasy, kilometraż i datę, co robimy po każdej wyprawie. Robimy ją dopiero na dworcu w Białej Podlaskiej oczekując 4 godziny na przyjazd pociągu. Śpimy jak bezdomni na ławkach poczekalni dyskretnie czuwając nad rowerami
Jedziemy razem do Łukowa. Ja przesiadam się do Dęblina a Andrzej jedzie dalej do Siedlec. Obaj myślimy o kolejnej trasie rowerowe 2006 roku.




                        2_trasa_wyprawy_biaoru.jpg
Galeria fotografii: patrz tutaj  http://eturystyka.org/galeria/Itemid,130/catid,902/

                                              ZYGMUNT SZCZEPANEK - LIPIEC 2005 R.
                                                         http//www.mtb.radom.com.pl/

 
Biuletyn: Imię: Email:
              
      Nie masz konta?

BIULETYNKontaktO nasMapa stronyPolityka Prywatności i ZaufaniaRegulamin korzystania z serwisu
Copyright © 2006-2018 grupa eturystyka.org - Wszystkie prawa zastrzeżone;