Bilety lotnicze Relacje z podróży
Czytaj pocztę Noclegi Wycieczki
Forum Fotoreportaże
      BiuletynBiuletyn   RejestracjaRejestracja
WycieczkiNoclegiBilety lotniczeCzartery jachtówTargi turystycznePogoda
Brazylia
Autor: Jacek Juras   
Foz de Iguazu

...znow mamy lacze ze swiatem.
Zdarzylo sie 3 marca:
Zarwalismy kolejna nocke jadac busem do Foz de Iguazu. Z rana na dworcu autobusowym pojawila sie nasza hostka z tego miasta Maria. Szybko znalezlismy sie w jej przytulnym apartamencie z basenikiem przed wejsciem. Nie byl to jednak dzien laby. Po lekkim sniadanku ruszylismy zobaczyc glowny powod przybycia do tego miejsca - wodospady na granicy brazylijsko - argentynskiej. Bus z dworca dowiozl nas pod same bramy parku od strony brazylijskiej. Tam krotki spacer nad pierwsze kaskady w towarzystwie motyli. A widoki przednie. Siklawka po prostu ginie w swej "wielkosci" a Wodogrzmoty Mickiewicza to tylko cichutkie rwanie strumyka przy WIELKICH Iguazu Falls. Kolejne welony wody lacza sie w sciane wody i tak wyplywaja z zieleni. Wkoncu docieramy pod Diabelska Gardziel choc jest to dopiero zaczatek tego co czeka nas jutro po argentynskiej stronie. Mimo to zgodnie twierdzimy ze byl to najmocniejszy punkt brazylijskiej wedrowki, ktora przychodzi nam zakonczyc jednak slabym show music i light na tamie Itaipu. Duzo szumu o nic. Zapora jest wielka ale zgromadzeni licznie widzowie zobaczyli jedynie standardowa procedure wlaczania oswietlenia - mialkie to bylo.

Miasto Boga

Po chwilowym milczeniu warto spisac krotka historie z miasta Boga - Rio de Janeiro

...opuscilismy Sao Paulo tak szybko jak sie dalo, choc Anderson i Katia spisali sie na medal, to samo miasto zniechecilo. Po nocy w autokarze robimy sobie lekka objazdowke. Z dworca do Flamengo, gdzie czekala juz na nasz Gerusa. Pierwszy host na naszej trasie. Wrazenia zza szyby podobne do tych z Sao Paulo - sporo biedoty i dzieci ulicy szukajacych `centavos` badz zakatku na sen. Gerusa okazuje sie byc spokojna osobka, moze nadzbyt spokojna co w pewnych momentach nas zastanawia. Czy aby na pewno zna ona miasto czy te jej slimacze ruchy wywolane sa klimatem. A ten daje sie we znaki. Ukrop i slonko przyjmujemy dzielnie. Pierwsze popoludnie w Rio mija na podejsciu pod Pao de Azucar i podziwianiu symbolu Rio przy pojawiajacym sie ksiezycu.

Nastepny dzien zaczynamy od wczesnej pobudki i zdobywaniu Glowy Cukru. Gerusa troszke oslabia tempo przy podejsciu na Morro de Urca jednak widoki rekompensuja wszelkie niedogodnosci. Z pierwszej gorki udajemy sie kolejka linowa na Pao de Azucar co trwa nie dluzej jak 5 min. Widok jeszcze lepszy. Z jednej strony Copacabana w ksztalcie ksiezyca, z drugiej plaze Botafago. W oddali zas wznoszacy sie nad Rio Chrystus z rozlozonymi rekoma. To drugi cel naszej wedrowki po miescie Boga.
W drodze powrotnej zagajamy grupke angielskojezyczna, ktora okazuje sie byc mieszanka z Nevady i Sao Paulo. Od zdania do zdanie i mamy zalatwiony dojazd pod kolejke prowadzaca na Corcovado. Cenka troszke zaskakuje, ale raz sie zyje a widok Cristo Redentor rekompensuje poniesione koszty. Na szczycie okazuje sie ze mieszkancy swietuja dzis 442 urodziny miasta. Tak wiec nie moze obyc sie bez tortu i muzyczki. Delektujemy sie zatem widokiem i smakiem przy goracych dzwiekach rodem z Copacabany. Rzut na Maracane i raz jeszcze na Glowe Cukru. W koncu czuje ze jestem w podrozy, o ktorej tyle sie marzylo.

Popoludniem wedrujemy przez Copacabane porownujac ja do mniej slynnych acz niekoniecznie brzydszych plaz, na ktorych dane nam bylo juz przelezec niejedna chwile. Ta najslynniejsza gubi jednak swoj urok, gdy spojrzy sie na betonowa sciane hoteli i biurowcow, ciagnacych sie wzdluz plazy.
Trzy punkty, ktore planowalismy zostaly zaliczone. Miasto ladna acz nie powalajace na kolana. Teraz czas na chwile z natura...do nastepnego:)

Betonowe wzgorza nad rzeka Tiete
Dzisiejdzy caly dzionek spedzilismy na zwiedzaniu Sao Paulo, jesli mozna to wogole tak nazwac. Miasto przeraza swoja wielkoscia i samym wygladem. Glowne punkty wycieczki po ruchliwych ulicach i jeszcze ruchliwszych chodnikach to Plaza de Se wraz z Katedra (najlepszy punkt calego molochu). Nastepnie przeszlismy na Plaza de Republikana - ze niby jest zielono ale dalej jakos tak... dziwnie i betonowo - szaro. Drapacz chmur Edificio Italia moze i siega chmur ale dla nas siegnal on dna swym pomyslunkiem architektonicznym.

Ogolnie miasto mozna uwazac za zaliczone. Szkoda ze jest w nim tylu bezdomnych, spiacych na kraweznikach. Wiekszosc ludzi lapie sie jakiegokolwiek zajecia - wszystko odbywa sie na ulicach miasta. Jesli uliczni sprzedawcy wszystkiego zostana przegonieni przez policje z jednego miejsca, zaraz ich prowizoryczne straganiki laduja na zupelnie innej ulicy.

Do ciekawego pomyslu na zarobek naleza parkingowi i ich wlasne parkingi - bramy i podworka. W centrum miasta brak jest pustych, niewykorzystanych przestrzeni. Wiekszosc z placykow, garazy czy podworek to dobrze zorganizowane parkingi. Naganiacze dzielnie pracuja na ulicy sciagajac klientele pod swoj dach. Zastanawia tylko jedno - jak pierwszy klient takiego garazu wyjezdza, skoro zostaje ciasno zblokowany przez kolejnych kierowcow. Jakos musi to dzialac ale jak narazie nie doszlismy do tego :)

Jak dla nas Sao Paulo tyle mialo do zaoferowania, dlatego jutro zawitamy do kolejnego punktu naszej podrozy: Rio de Janeiro

Wyladowali
Jestesmy po pierwszej goracej nocy na kontynencie poludniowoamerykanskim. Pierwsza mala czarna spita, centrum Sao Paulo mignelo przed oczami a favele postraszyly.
Dzieki pomocy Andersona mielismy gdzie sie zatrzymac na noc, a teraz spokojnie mozemy wyskoczyc na miasto zobaczyc centrum zabytkowe i kilka placow miasta.

Jacek Juras

www.americatour.prv.pl
 
Biuletyn: Imię: Email:
              
      Nie masz konta?

BIULETYNKontaktO nasMapa stronyPolityka Prywatności i ZaufaniaRegulamin korzystania z serwisu
Copyright © 2006-2018 grupa eturystyka.org - Wszystkie prawa zastrzeżone;