Bilety lotnicze Relacje z podróży
Czytaj pocztę Noclegi Wycieczki
Forum Fotoreportaże
      BiuletynBiuletyn   RejestracjaRejestracja
WycieczkiNoclegiBilety lotniczeCzartery jachtówTargi turystycznePogoda
Paragwaj
Autor: Jacek Juras   
Zobacz też:
Guarani i ich misje

Po dlugim oczekiwaniu na transport z Puerto Iguazu do przygranicznego Posadas wkoncu udalo sie zajac miejsca w autobusie nocnym. Kolejna dobrze zarwana nocka :) Klimatyzacja na maxa, tu podwiewa, tam ktos wsiada, traca lokciem, wbija kolana w plecy. Chwila na sen a tu juz godzina 6 i czas od polnocy minal jak z bicza trzasnal.

Ale tym oto sposobem jestesmy o krok od misji jezuickich - celu naszego krotkiego wpadu do Paragwaju. Przesiadamy sie szybko do kolejnego busika. Tym razem podwozi nas na granice do pobliskiego miasteczka Encarnacion. Jezeli caly Paragwaj jest jak to miasto - zaluje ze przeznaczylismy tak malo czasu na ten kraj. Ciasne, male miasteczko, wszedzie stragany: to z jedzeniem, to z pamiatkami. Przygladamy sie temu zwariowanemu tlumowi, ktory uzupelnia sie perfekcyjnie. Wystarczylo, ze pojawilismy sie w zasiegu wzroku juz mozna bylo zauwazyc naganiaczy na busiki do pobliskich miast. Do kazdego podjezdzajacego autobusu podchodza uliczni sprzedawcy. Przez okna wystaja ludziska i wyhaczaja co popadnie. Wszystko dziala po prostu w ulamku sekundy.

Dopadlismy busa do Trinidad (1$), podobno najlepiej zachowanych misji jezuickich w Paragwaju. Autobus pelen miejscowych, ludzie chyba dziwili sie ze jedziemy w te strony. Kierowca jak zawsze w takich przypadkach okazal sie pomocny i zatrzymal sie w punkt, czyli ok 2 kilometrow do ruin. W tym miejscu okazalo sie ze ruiny wcale nie sa rozpowszechnione wsrod turystow, gdyz tych brak :) Zdecydowanie bylo nam to na reke. Krotki spacer bita, droga przez wioske stale zamieszkala przez potomkow indian Guarani (zamieszkiwali oni te tereny za czasow dzialalnosci misji) i oto naszym oczom ukazuje sie piersza sciana misji. Na terenie jestesmy jako jedyni. Jest czas na spokojne okrazenie ruin, popstrykanie zdjec, oraz chwile rozmyslania. I oto pod koniec naszego spaceru po ruinach pojawiaja sie indianie, tj. matka z corka i malym synkiem. Zachwycaja sie pozostalosciami z ich misji przy okazji pozujac nam do kilku fotek :)
Ruiny robia naprawde wielkie wrazenie. Olbrzymi obszar, bardzo dobrze zachowane sciany budynkow mieszkalnych oraz glownego kosciola.

Kolejnym punktem sa ruiny Jesus (1$). Sam dojazd do tych misji byl po prostu genialny :) 3 kilomentry od misji Trinidad mozna zlapac busa. Mozna ale jak sie pozniej okazalo nie koniecznie trzeba, bo za ta sama cene mozna wynajac taksowke. My jednak postawilismy na bliskosc z mieszkancami tego jakze pieknego miejsca. Bus w temperaturze 32 stopni bardzo szybko zamienil sie w piekarnik - a my w srodku czekamy na motoriste :) indianki go nawoluja, z nas leje sie pot (albo to my wylewalismy sie spod niego) a kierowca spokojnie czeka na zapelnienie busa. Czekamy i czekamy, kolejne lyki wody juz nic nie pomagaja, az tu nagle podjezdza polaczenie z Ciudad de Este, ludziska sie przesiadaja do naszego busa i oto naszym oczom ukazuje sie mlody szofer. I wreszcie zaczynamy jazde do.... nikad. Kolejne pagorki zostawiamy za soba, samochod wzbija tumany miedzianego kurzu. Jest naprawde wesolo. Obserwujemy spokojne, sielskie zycie miejscowych indian. Wiekszosc popija blogo terere (yerba mate na zimno), nawet psy nie maja sily na igraszki, wszystkie leza jak dlugie na ziemi - one chyba nie znaja co to obcy ;). Wiatr na twarzy jeszcze bardziej poprawia nastroje. Pokonujemy liczne zakrety wioski, ktora ciagnie sie w nieskonczonosc. Tak powoli nasz bus pustoszeje az dojezdzamy do ostatniego przystanka - jezuickich misji. Autobus powrotny za godzine wiec mamy niewiele czasu. Lepiej sie nie spoznic na ten transport bo droga powrtona moglaby byc lekko uciazliwa. Ruiny Jesus sa zdecydowane mniejsze niz Trinidad. Na obszarze misji zachowaly sie fundamenty budynkow mieszkalnych oraz zrekonstruowany glowny kosciol. Godzina czasu jest wiec jak najbardziej wystarczajaca.
Za glowna sciana kosciola odkrylismy pole kukurydzy, ktora byla naszym obiadem :) Polamanych kilka kolb i misja misje zakonczona ;)

Opuscilismy Paragwaj nocnym autobusem do Buenos Aires gdzie teraz jestesmy.
Jak sie okazuje Paragwaj jest jak narazie najtanszym i najbardziej przyjaznym panstwem jakie odwiedzilismy. Klimat wiosek otaczajacych misje jest niesamowity i juz nie mozemy doczekac kolejnych, takich dni ;)

Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć
www.americatour.prv.pl
 
Biuletyn: Imię: Email:
              
      Nie masz konta?

BIULETYNKontaktO nasMapa stronyPolityka Prywatności i ZaufaniaRegulamin korzystania z serwisu
Copyright © 2006-2018 grupa eturystyka.org - Wszystkie prawa zastrzeżone;