Bilety lotnicze Relacje z podróży
Czytaj pocztę Noclegi Wycieczki
Forum Fotoreportaże
      BiuletynBiuletyn   RejestracjaRejestracja
WycieczkiNoclegiBilety lotniczeCzartery jachtówTargi turystycznePogoda
PERU 2005 - Wyprawa Do Ameryki Południowej
Autor: Darek i Ewa   
Zobacz też:
10.jpg1. 26 X Lot z Warszawy do Amsterdamu był ogólnie Ok. Nie warto brać ze sobą jedzenia do samolotu, ponieważ dają go tak dużo, że naprawdę można się najeść. WAW start o 6.00 a o 9.00 w AMS. Wystarczający w zupełności czas na przesiadkę i o 11.05 staruję z Amsterdamu do Limy z międzylądowaniem i postojem godzinnym na tankowanie na małej wysepce Aruba. W samolocie spotykam młodego Peruwiańczyka, który dobrze mówi po Angielsku i radzi mi gdzie się zatrzymać w Limie. (dzielnica Miraflores, hostel o nazwie Home Peru).(skan) Lądowanie w Limie o 19.00 czasu lokalnego (przesuniecie do naszego to 7 godzin). Na sali przylotów łapią nas naganiacze. Mnie, ze względu na to, że miałem już określony hostel, za symboliczne 8 $ od osoby zawieźli na miejsce.(skan) Jeżeli podróżuje się poza sezonem i nie posiada się upatrzonej kwatery, można się targować bo bus i tak nie był pełny. Zakwaterowałem się - koszt 8 $ od osoby w dormitorium ze śniadaniem kontynentalnym (2 bułki, dżem, kawa/herbata i sok z ananasa). Mycie się i odpoczynek po długiej podróży. Są ogólnie dwie opcje nocowania, jedna to Miraflores, druga - Centrum Limy. Ta pierwsza podobno bezpieczniejsza i dla tych co lubią się pobawić w nocnych klubach, druga - dla tych co chcą pozwiedzać i wieczorem grzecznie idą spać. Ja korzystałem z tej pierwszej i trochę żałuję bo do centrum jest bliżej i taniej z lotniska, dużo bliżej do zabytków Limy, które w większości mieszczą się w starej Limie i same noclegi też są tańsze.

11.jpg2. 27 X Pobudka o 5.00 czasu Peruwiańskiego, w Polsce jest już popołudnie - jeszcze zmiana czasu nie nastąpiła. Nie mając co robić zjadłem trochę jedzenia, które zabrałem z kraju i postanowiłem się udać w kierunku centrum Limy. Jako, że wszystko otwierają o 9.00 miałem 2 godziny wolnego. Idąc ulicą AV. Arequipa dotarłem do Limy, a dalej do starego miasta. Zacząłem zwiedzać od Katedry (najwcześniej otwarta od 9.00), wstęp 10 soli (skan)Znajduję się ona po prawej stronie, stojąc twarzą do Parlamentu. W Katedrze jest też muzeum które można zobaczyć. Parlament oglądam tylko zza krat i dalej udaję się na pocztę, by wysłać pocztówki (do europy koszt jednej to 7 soli, na co się składa 6soli za znaczek +1 sol za kartkę).(skan)Później zobaczyłem Kościół i zakon Św. Franciszka, wstęp z przewodnikiem anglojęzycznym 5 soli oraz katakumby. Ciekawy jest obraz z diabłem jako uczestnikiem "Ostatniej Wieczerzy". Z tego miejsca jest niedaleko do muzeum Inkwizycji, które jest bezpłatne, ale nie doczekawszy się na przewodnika zwiedzanie odbyło się samodzielnie - trochę ciężko, bo wszystkie opisy są po hiszpańsku. Wracałem z Plaza de Armes (centrum starego miasta) deptakiem do Plaza San Martin i dalej w poszukiwaniu autobusu, który odjeżdża do Piasco lub Nazca. Ceny od Pisco 15 soli, do Nazca 30 soli. Niestety większość przewoźników ma swoje dworce autobusowe. Udałem się w drogę powrotną do Hostelu (również na piechotę - trochę obolałe stopy po takiej całodniowej wycieczce). Powrót w porze kolacji, jedzenie, prysznic, emile do znajomych- w hoteliku bezpłatny dostęp do komputera i Internetu. Wcześnie idę spać (ciągle ta zmiana czasu).

12.jpg3. 28 X
Miraflores.Pobudka o 7.00 (j.w) ale jest już lepiej. Śniadanie z innymi ludźmi z hosteli, spacerek do centrum Miraflores i dalej nad ocean. Powrót do skrzyżowania Av. Arequipa i Av.Angamos Oeste i łapię collectivo za 1 sola do Muzeum de Oro (muzeum złota i broni).(skan) Same muzeum otwierają o 11.30, więc nie ma co zaczynać wycieczki wcześniej niż około 11.00. Collectivo dojeżdża do znaku w kierunku muzeum i trzeba podejść z 50-100m. Można też wziąć oczywiście taxi z Miraflores i dojechać pod same drzwi muzeum. Muzeumjest fajne, ale cena dość wysoka - 30soli . Powrót w ten sam sposób do hotelu na obiadek, sprawdzenie poczty i relax. Potem przepakowywanie się i przygotowania do wyjazdu do Pisco.

13_1.jpg4. 29 X
Pisco Śniadanko i o 9.00 taxi na dworzec autobusowy firmy Soyuz (odłam firmy Peru Bus) za 5 soli (wcześniej spytałem się w recepcji ile mogę zapłacić za taki kurs). Koszt biletu z Limy do Pisco to 27 soli (myślałem, że będzie mniej). (skan)Kupuję bilet przy pomocy miłych starszych Peruwianek. Autobus jedzie około 3 godzin z 2 przystankami w innych miejscowościach. Wyruszamy około 10.00, a docieramy o 13.00. Autobus wysadza podróżnych na skrzyżowaniu panamericana z drogą do Pisco. Zatrzymują się tam taxówki, które za 6 soli (za całą taxówkę - im więcej osób tym na głowę taniej) dowożą do samego Pisco i "swoich" hoteli. Zatrzymuję się w hostelu z przewodnika Beliese za 15 soli zanoc. Pierwsze spotkanie z elektrycznym preuwianskimi prysznicami, które tak sobie ogrzewają wodę. Po rozpakowaniu się idę poszukać wycieczki na wyspy Ballestas. Większość biur oferujących wycieczki znajduje się przy głównym placu. Warto zwiedzić kilka tych agencji w i wybrać najlepszą ofertę oczywiście targując się, bo ceny różnią się od siebie i obsługa też. Ja znalazłem agencję, (skan) która zaproponowała mi 2 wycieczki za 35 soli (wsypy + rezerwat paracas), a inne chciały za jedną 30 soli. Wybieram tę podwójną opcję, później odwiedzam restaurację, jem obiad za 12 soli (nie dałem rady zjeść wszystkiego, takie mają porcje). Spanie strasznie słabe, bo przy placu, na którym stoi hotel było święto i pół nocy trwały hiszpańskie pieśni religijne przez mikrofon.

14.jpg5. 30 X Pobudka o 7.15 i z hotelu około 8.00 zabieraja nas busik do portu w Paracas Tam chłopczyk zarabia na życie pozując do zdjęć z pelikanami (rzuca im rybki , a one jak psy za nim chodzą) i zbiera od turystów po 1 solu. Po kilku minutach przypływa motorówka, która zabiera nas na wyspy. Podróż trwa około 20 min i nie warto jeść dużego śniadania bo można się źle poczuć. Warto też mieć czapkę i kremy z filtrami, bo słonce trochę dokucza. Podróż trwa około 2-3 godzin , gdzie opływa się wyspy kilkakrotnie i podziwia foki , lwy morskie, guano, ptactwo i inne rzeczy. Powrót na lunch do portu i wycieczka do rezerwatu Paracas. Bilet wstępu opłacamy samodzielnie 5 soli (skan) Na punkcie widokowym "Katedra" wieje strasznie i tam warto mieć okulary chroniące oczy. Robię zdjęcia i ruszam dalej w drogę. Kończy się obiadem (jeśli ktoś chce kupić w 2 restauracjach) przy plaży gdzie można się wykąpać (ale woda jest strasznie zimna). Powrót do Pisco około 16.00. Za 5 soli można pojechać, za większą sumę nie za bardzo, gdyż nic tak strasznie ciekawego nie ma, zależy też czy ma się czas, bo połączenie jest kombinowane - autobus z Pisco do Ica i z Ica do Nazca i może uciec wieczorny autobus z Ica do Nazca, co też się stało. Bilet z Pisco do Ica 4 sole (skan) (mapka Pisco) i odjazd o 18.00, a przyjazd o 19.30. Nie ma autobusu do Nazca i nocleg w mieście Ica za 15 soli. W pierwszym hotelu (z przewodnika) chcieli 20 soli i nic nie spuszczali, więc w następnym 10 m dalej cena ta sama z tym ze spuścili do 15 soli (hostal "Trial") z TV i ciepłą wodą, ale niezbyt czysto i lepiej spać we własnym śpiworze.

6. 31 Ica. Pobudka, śniadanie i po bilet do firmy Flores. Koszt biletu z Ica do Nazca to 10 soli. Wybieram spokojną godzinę 13.15. spotykam trojkę Polaków, którzy dali mi kilka rad co do Cuzco. Na dworzec z pleckiem udaję się spacerkiem, trwa to około 15-20 minut i czekam na autobus. Autobus wyjeżdża o 13.20, podróż 2.30 godziny i o 16.00 jestem w Nazca. Na dworcu łapie mnie naganiacz, który prowadzi mnie do hotelu z przewodnika oferującego niskie ceny. Na miejscu cena wzrasta dwukrotnie. Ja proponuję cenę 15 soli, oni się nie zgadzają. Wychodzę więc i 5 m dalej wchodzę do innego hostelu. Tam cena 20 i 15 soli osoba/noc, a ja mówię 12 soli (wiem, że nie ma sezonu). Dostaję za 12 ale bez telewizora (ale kto przyjechał oglądać TV). Utwierdza mnie to w przekonaniu, że tam trzeba się zawsze targować. Hotel jest nowy, czysty i miły (skan), łazienka jest na korytarzu, ale jest tak pusty, że chyba tej nocy tylko ja korzystam z noclegu lub max. kilka osób. Rozpakowuję się i idę poszukać dobrej oferty lotu. W drodze z autobusu do hotelu spotykam poznanego wcześniej Kolumbijczyka , który mówi mi ile zapłacił za hotel, a ile za lot na liniami Nazca (jestem w komfortowej sytuacji wiem co jest max, a co wytarguje to moje). Dwie agencje z przewodnika chcą po 45 $ i mówią, że każdy z pasażerów ma własne okno w samolocie. Tak naprawdę to w każdym samolocie turysta siedzi przy "swoim" oknie. Oczywiście idę szukać biletów dalej i już w innej agencji (a jest ich sporo) proponują mi za 40 $ i w końcu kupuje za 38$ =126 soli (skan). Szwędam się trochę po miasteczku, idę na Internet - 1 sol za godzinę (jest tego dużo). Kolacja, kąpiel i idę wcześnie spać, bo rano mam lot.

7. 1 XI Nazca. Pobudka i lekkie śniadanie przed lotem. Z hotelu zabiera mnie taxi i jeszcze dwójkę Duńczyków z innego hotelu. Przejazd na lotnisko trwa około 5 min. Na miejscu film o Nasca (kopia z Discovery) i zaraz potem rozpoczyna się lot. Jak zobaczyłem samolot - pierwszą myślą było, że już nie wrócę. Pilot bardzo miły, stara się pokazać figury z dwóch stron samolotu. Pokazuje około 13 figur (standard), a sam lot trwa około 30 min. Samoloty startują rzadko, widocznie jest brak turystów ( myślę ze na samym lotnisku można dostać tańszy bilet). Około 10.00 już jest po wszystkim łącznie z powrotem do hotelu. Mając mnóstwo czasu udaję się do lokalnego muzeum. Wstęp - 10 soli, przewodnik po hiszpańsku lub w wersji książkowej po ang. - do ręki. Miasteczko jest tak małe, że wszędzie można dojść na piechotę. Idę na Internet 1s/godzina i do pierwszej lepszej knajpy na obiad (błąd) Chcę zjeść pizzę i dostaję odgrzaną mrożonkę za 20 soli (szok). Po "obiedzie" idę kupić bilet na wieczorny pociąg do Arequipy. Jedyny sensowny w dobrej cenie i porze to Cruz del Sur za 42s/osoba. Siedząc w poczekali hotelowej czytam gdzie się zatrzymać w Areq. Czas płynie powoli, nikt się nie spieszy, starsi oglądają TV, młodzi siędzą na necie w kafejkach. Dla pewności idę wcześniej na dworzec, odjazd jest o 19.15, a na miejscu jestem o 6.00. Podróż koszmarna, sam kupując bilet wybrałem miejsce za kierowcą (gdzie na wyciągniecie nóg jest najmniej miejsca).

15.jpg8. 2 XI Arequipa. W Arequipe o 6.00. Pierwszy spotkany taxiarz chciał 4 sole za dowiezienie do Centrum, drugi już 3. Po dotarciu do Centrum i wyjściu z pojazdu spotykam biegacza, który poleca mi hostel za 15s/osoba/noc przy samym placu w centrum. (skan) Dzień zaczynam od śniadania i zwiedzania. Po kolei Katedra, Klasztor św. Katarzyny - bilet to 25soli,(skan) podwyżka z 15 soli, muzeum z Huanitą za 15 soli. (skan) W międzyczasie posiłki i szukanie wycieczki do Canion Colca. Jest mnóstwo biur, które oferują tę wycieczkę. Ja wybrałem 2-dniową wersję za 17 $ (skan) bez jedzenia i biletu wstępu. Znów niespodzianka podrożał z 2 do 7 $ (już wiem dlaczego go nie ma w cenie). W samym centrum market samoobsługowy z naklejonymi cenami - nikt nikogo nie robi w konia. Klasztor warto zwiedzić zaraz po otwarciu, gdyż wtedy jest cicho i spokojnie, w tle nastrojowa muzyka- pełen relax. Wieczorem rezerwuję bilet autobusowy z Areq. Do Puno (za 3 dni) 15soli (skan) +5 soli prowizji(skan). Dojazd dla jednej osoby na dworzec i z powrotem to wydatek taki sam, tylko jeszcze stracony czas. Wieczorem pakowanie ciepłych ciuchów na wyprawę do C.C i kąpiel w prysznicu "ciśnieniowym" (im mniejsze ciśnienie tym cieplejsza woda).

16.jpg9. 3 XI Start o 8.30, spod hotelu zabiera mnie bus. Lepiej siadać po lewej stronie samochodu - słonce mniej grzeje. Jeździmy, oglądamy zwierzaki, punkty widokowe - najwyższy 4900 m (wysokość daje się we znaki - ciśnienie w głowie). Lunch za 14 soli do wyboru z kilku dań+1 sola za herbatkę z liści koki (czy pomaga trudno powiedzieć i sam lunchnie był nadzwyczajny). Obiad jest około 15.00 i potem rozwożą ludzi po hotelach (standard jaki kto sobie wybrał) ja dostaje pokój 4-osobowy i jestem w nim sam. O 17.00 zbiórka pod kościołem i wycieczka do gorących źródeł. Nic szczególnego, nie polecam taki basen z ciepłą wodą na powietrzu, bilet 10s. (skan) Kąpiel około 1,5 godziny. Powrót do hotelu i umawiamy się na spotkanie z poznanymi turystami (fajni ludzie). Spotkanie w jedynym irlandzkim pubie. Ja kupuję herbatkę za 2 sole, oni idą jeszcze coś zjeść. Około 22.00 do hotelu, bo jutro pobudka o 5.00. Na pierwszy dzień wycieczki można śmiało włożyć sandały nie ma żadnych ciężkich pieszych warunków.

17.jpg10. 4 XI Pobudka o 5.00 (okropna godzina) śniadanie w hotelu (wliczone w nocleg) i wyjazd busem. Dojeżdżamy do miasteczka, gdzie dzieci tańczą od samego rana na ulicy (to jest dopiero ciężka praca). Później z powodu spóźnienia kilku towarzyszy podróży jedziemy bezpośrednio na Cruz del Condor. Podobno mamy szczęście i latają trzy sztuki. Turystów mnóstwo z całego świata i setki obiektywów wycelowanych w niebo. Czas na zdjęcia i oglądanie to około 1,5 godziny. Potem zaczyna się powrót (kilka miasteczek i punktów widokowych). Obiad jest w Chivay w tej samej knajpie, w której byliśmy wczoraj i dostajemy dużą zniżkę. Po obiedzie zaczyna się powrót do Areq. Na miejscu jesteśmy o 16.30 (żegnamy się i każdy rusza w swoją stronę). Można się upewnić, czy drugiego dnia nie ma trekingu to znów można włożyć sandały. Idę do hostelu, do którego dostałem wizytówkę (skan) noc to 10soli/osoba. Tam się rozpakowuję i idę na Internet, do sklepu po zakupy, oraz odebrać bilet do Puno. Wracam do hotelu gdzie spotykam Niemca i dwoje Duńczyków. Wymieniamy się informacjami. Oni mi opowiadają o Machu Picchu, a ja o Canionie Colca. Rozmowa się przeciąga, oni idą na miasto, a ja spać.

11. 5 XI Pobudka o 7.00, śniadanko i taxi - 3 sole na dworzec o 8.00. Autobus odjeżdża o 8.20. Na dworcu w specjalnej kasie trzeba kupić bilet wyjazdowy za 1,5 sola (taki lokalny podatek). Panie z agencji zadbały o dobre miejsca w autokarze (dostaję miejsce z przodu nad głową kierowcy -panoramiczne) Podróż trwa 5,15 h. Pod koniec podróży agenci hoteli zaczynają atak. Po wyjściu z autobusu spotykam dwóch Hiszpanów, z którymi mijam się podczas podróży - jedziemy do tego samego hotelu. Cenę ustalamy za 15 soli/noc.(skan) Naganiacz w hotelu oferuje jutrzejsze wycieczki na pływające wyspy i na cmentarzysko - cena 40 soli. Później udaje się na miasto, aby coś zjeść. Za 7,5 sola jem w ciastkarni dwa przepyszne kawały ciasta i najadam się do syta, tam tez spotykam Niemca, który podróżuje po Ameryce Południowej motocyklem (fajowo jak Che Guevara). Okazuje się, że trafiłem przez przypadek na dni Puno i jest mnóstwo parad poprzebieranych dzieci. Zwiedzam miasto i jeszcze raz idę na tort czekoladowy za 4 sole (jestem już tak napchany, że nic więcej nie dam rady zjeść). Jutro czeka mnie wyprawa na pływające wyspy.

12. 6 XI Pobudka i o 8.45 jestem w autokarze wiozącym do portu. Cała wycieczka trwa 3 godziny i około 12.00 jest się z powrotem na miejscu.(skan) Typowa "lipa" turystyczna - nie watro. Od 12.00 do 14.00 czas wolny na lunch (znów ciastka) i o 14.25 zabiera mnie bus na cmentarzysko. Tam jest już ciekawie, są wielkie grobowce wojowniczego ludu Collias. Całość trwa podobnie około 3 godzin. Wieczorkiem idę na miasto (kolacja w pizzeri za 15 soli) i na Internet 1sol/godzina. Później kupuję przez tego samego pośrednika bilet na autobus do Cuzco za 25 soli. Pakowanie się i pierwszy deszcz w Peru - zaczęła się pora deszczowa.

13. 7 XI Kilka rad jak w Puno nie przepłacić (mi się nie chciało, więc dwa dni odpusiłem sobie kombinowanie). Po pierwsze to nie należy kupować wycieczek u pośrednika, tylko samemu w agencji w centrum miasta - są co 5 metrów, po drugie to należy kupić bilet samemu na dworcu, bo kosztuje 15 soli. Do dworca można albo dojść pieszo bo jest blisko, albo dojechać rykszą za 1 sola. Podróż z Puno do Cuzco rozpoczęła się o 8.15 (chociaż na tabliczce widniało 7.30). Bilet wyjazdowy na dworcu to 1 sol. Autokar znów panoramiczny, a ja na pierwszych siedzeniach przed sama szybą. Podróż trwa od 7.30, ok. 8 godzin. Połowę trasy jechałem sam, a później dosiadła się Preuwianka. Na dworcu w Cuzco łapie mnie naganiacz i za 3 sole jadę taxi do hostelu (z przewodnika zresztą), noc to 20 soli.(skan) W pokoju 3-osobowym jestem sam, oferta jest bez łazienki, ale ze śniadaniem. Większość zabytków jest otwarta do 17.00, więc nie zostało mi wiele czasu. Hotel jest blisko centralnego placu. Będąc w centrum spotykam Holendrów i Amerykanów (znajomych z Canionu Colca). Samo Cuzco jest naprawdę fajne, takie "indiańskie" Wczesne spanie, bo jutro ważny dzień, zakup biletów na wyprawę do Machu Picchu.

14. 8 XI Ollantaytambo.Rano śniadanko i udaję się po bilet kolejowy i autobusowy. Warto to zrobić jednocześnie, gdyż taxi z dworca autobusowego na kolejowy to 2 sole. Bilet z OLL do Aqua Callientes - 40$ w dwie strony. (skan) Pociąg odjeżdża o 20.00. Można kupić na dworcu w Aqua lub w tym samym dniu, ale lepiej to zrobić wcześniej. Po drodze na dworzec do Ollantaytambo zwiedzam ruiny Qorikancha, bilet 6 soli (skan) - fajne połączenie ruin inkaskich z hiszpańskimi budowlami. Do Oll można pojechać colectivos za 5 soli. Ja złapałem stopa i dałem 10 soli bo nie maiłem drobnych. W OLL kupuję bilet turystyczny na 16 atrakcji wokoło Cuzco, kosztuje to 70s, (skan) a jeszcze trzy miesiące temu 20s (znów szok) . Zwiedzam twierdzę (fajna) i siedzę do 18.00 w centrum, potem udaję się na dworzec. Wcześniej w barze zostawiam plecaki za 2 sole. W tej samej knajpie czekam na pociąg. Na peron wpuszczają tylko z biletami-ludzie zaczynają się pchać. Pociąg jedzie 2 godziny (2 oddzielne przedziały dla turystów - reszta dla miejscowych). W pociągu poznaję hiszpankę i dwójkę Francuzów. Na dworcu czekają hotelarze z wywieszkami (ja swój rezerwowałem przez hotel w Cuzco (skan)). Znajduję swoje imię i udaje się na spoczynek. Doba to 20soli (taki sobie -woda gorąca 24h). Wcześnie idę spać, bo jutro czeka mnie Machu Picchu.

18.jpg15. 9 XI Miała być pobudka o 5.00, ale zaspałem i wstałem o 5.30. Śniadanie w biegu na dworzec autobusowy. Bilety wjazdowe 12$ (w obie strony). (skan) 6.30 melduję się w bramie wejściowej. Zaczynam wędrówkę (most Inki, H picchu - tam warto wejść wcześnie bo wpuszczają tylko do 13.00 i trzeba mieć siły). Ja robię dużą pętle z jaskinią - zajmuje mi to 4 godziny). Wracam do zaginionego miasta i robię sobie odpoczynek. O 12.00 zaczyna padać deszcz (jak się okazuję, będzie tak do końca dnia). Warto iść do MPI z rana, kiedy jest mało turystów i jeśli pogoda jest słaba to przeczekać ją tam i zwiedzać po południu. Jak się przyjdzie po południu i pogoda będzie zła to nie ma żadnego wyboru. Warto wziąć trochę więcej wody (teoretycznie nie można wnosić - ale tego nikt nie sprawdza), bo hasając po górach trochę się człowiek poci. Wieczór spędzam spokojny w Aqua Callientes - kolacja (trochę kolano mi dokucza od tego chodzenia po górach). Sam wstęp do ruin to 20$=77 soli (można płacić w solach albo w $). (skan) Warto wziąć jakieś specyfiki na kontuzje, bo mogą się przydać po ciężkich chwilach w górach. Wczesne spanie, bo jutro czeka mnie ranny pociąg powrotny, na który nie można zasapać..

16. 10 XI Cuzco cd. Pobudka o 5.00 odjazd z nowego dworca, do którego prowadzą mnie spotkani turyści. Pociąg rusza punktualnie o 5.45 . Około 8.00 jestem w OLL - tam dopada nas naganiacz i za 5 soli wiezie autokarem do Cuzco. Łapię taxi i za 2 sole wiezie mnie do znanego już hostelu. Tym razem biorę pokój z łazienką za 20 soli. Około 10.00 wychodzę pozwiedzać muzea. Po drodze odwiedzam Internet - 0,7 sola/godzina i ciastko za 5 soli. O 14.00 wracam na sjestę. Około 16.00 chcę wyjść znów, ale następuje przesunięcie planów z powodu deszczu o 2 godziny. Jem obiad za 10 soli i spotykam 2 Polki poznane w MPI. Spędzamy razem 2 godziny, one jadą wieczornym autobusem do Puno. O 21.00 miasto zaczyna żyć. Liczba "naciągaczy" rośnie lawinowo. Idę do hotelu się wyspać i planować nowe zwiedzanie okolicznych ruin.

17. 11 XI Cuzco - okolice. Pobudka o 8.00 i o 9.00 udaję się na lokalny dworzec autobusowy. Kupuję bilet do Pisaq za 2 sole (skan) i jadę do najdalej położonego zabytku Tombomachy. Poznaje tam Amerykankę i Anglika. Podróżuję z nimi od początku do ostatniego zabytku. Ruiny są fajne, można sobie zrobić przyjemny kilkokilometrowy spacer. W ostatnim zabytku zgubiliśmy się i nie zdążyliśmy pożegnać. We wszystkich tych czterech zabytkach wstęp jest z biletem turystycznym. W jednym chłopak oprowadza mnie i nie chce za to pieniędzy czym mnie wzruszył, więc dałem mu zasłużoną zapłatę. Wracam do hotelu na sjestę około 14.00 i jak to bywa zaczyna padać o 14.30. Wieczorem wybieram się na zakup suwenirów do dużej hali z wieloma kramikami. Przyjaźni Hiszpanie służą jako tłumacze i pomagają w targach. Niestety wieczorem deszcz się tak rozpadał, że z planów wyjścia nici, o 22.00 lulu.

18. 12 XI
Pisaq. Pobudka o 8.00 i jak wcześniej o 9.00 jestem na lokalnym dworcu do Pisaq. Koszt ten sam - 2 sole. Na miejscu taxiarz chce aż 15 soli za zawiezienie do ruin. W końcu z innymi ludźmi ta samą tax już jako colectivo jadę za 5 soli od łebka. Miałem wrócić na tax, ale tak się rozpędziłem ze wróciłem na przełaj. Pisaq to fajna twierdza inkaska, na pewno warta zobaczenia. Już w miasteczku Piasq w drodze powrotnej naganiacze łapią mnie i za 2 sole wiozą z powrotem do Cuzco. Cała wycieczka zajmuję 4-5 godzin. W drodze powrotnej zachodzę, bardziej z ciekawości, na obiad do lokalnej jadłodajni (nie nastawionej na turystów) - menu 2,5 sola ( zupa +drugie danie +picie +galaretka). Jestem w szoku! Do hotelu wracam około 15.00 i przepakowuję cenne rzeczy na siebie, by nie dać okazji złodziejom. Chwila relaxu i o 17.00 udaję się na dworzec. O 18.00 wsiadam do autobusu firmy Civa do Limy, koszt to 80 soli, (skan) czas podróży - 20h.

19. 13 XI W autobusie podają kolację, śniadanie i lunch (pozytyw) Siedzenia rozkładają się bardzo dobrze, ale lepiej wziąć miejsce obok przejścia - można jeszcze bardziej wyciągnąć nogi. Po 14.00 przyjazd i idę do hotelu z przewodnika w centrum. Nie dochodzę tam, bo po drodze zachodzę do któregoś z kolei i wynajmuję pokój z łazienką za 15 soli/osoba. W centrum jem obiad (kurczak za 5 soli + ciastko za 3 sole), korzystam z Internetu i w hotelowej recepcji pytam się ile kosztuję tax na lotnisko. Niestety podróż daje się we znaki i wcześnie idę spać.

20. 14 XI Pobudka, śniadanie i przed hostelem łapię taxi za 6 soli do Muzeum Larco. Fajna i znana wystawa ceramiki erotycznej, wstęp to 25 soli. (skan) Powrót z muzeum za 1 sola collectivo do Av.Arequipa, a stamtąd już pieszo 10 min do centrum. Biorę kąpiel i o 13.00 opuszczam pokój hotelowy, bagaże zostawiam do przechowania w hostelu. Idę na lunch za 4 sole i spaceruję po mieście. Wyruszam wcześniej na lotniska. Łapię collectivo do ulicy Faculett, tam następuje przesiadka na collectivo na lotnisko za 0,5 sola. Wysadzają przy takim wiadukcie nad ulicą, trzeba nim przejść na drugą stronę i już widać lotnisko. Spacerkiem trwa to około 5 min. Odprawa zaczyna się o 18.00, a lot o 21.30. Na lotnisku jest strasznie dużo formalności, a samą bramkę otwierają o 20.00. Trzeba też opłacić podatek lotniskowy 28,24$ = 96,30 sola.

21. 15XI Cały dzień w samolocie - jedzenie nawet dobre i po przesiadce w Amsterdamie o 21.50 jestem w Warszawie. To koniec następnej fajnej PODRÓŻY.

Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć
 
Biuletyn: Imię: Email:
              
      Nie masz konta?

BIULETYNKontaktO nasMapa stronyPolityka Prywatności i ZaufaniaRegulamin korzystania z serwisu
Copyright © 2006-2018 grupa eturystyka.org - Wszystkie prawa zastrzeżone;