Bilety lotnicze Relacje z podróży
Czytaj pocztę Noclegi Wycieczki
Forum Fotoreportaże
      BiuletynBiuletyn   RejestracjaRejestracja
WycieczkiNoclegiBilety lotniczeCzartery jachówTargi turystycznePogodaGrupy dyskusyjne
Relacje z podróży
Relacje z podróży
Polska
Europa
Azja
Afryka
Ameryka Północna
Ameryka Południowa
Australia i Oceania
Antarktyka
Podróże dookoła świata
Relacje z podróży z dziećmi
Relacje z rejsów
Wyprawy nurkowe
Wyprawy w góry, trekking
Wyprawy rowerowe
Laponia i Kraje Nadbałtyckie
Autor: Bartłomiej Zabdyr   
Prolog

26.jpg Witajcie na stronie mojej wyprawy do Finlandii - Tarnów -> Warszawa -> Krynica Morska -> Wilno -> Ryga -> Talin -> Helsinki -> Jyvaskyla -> Inari. Postaram sie tutaj na bierzaco wrzucac informacje i zdjecia z wyprawy. Z tego miejsca chcialbym podziekowac wszystkim ktorzy pomogli i pomagaja w realizacji: rodzicom, dziadziowi, Marcie, rodzinie, przyjaciołom z pl.rec.motocykle (w szczegolnosci Kocykowi za informacje), znajomym (szczegolnie Alexowi i Witkowi za goscine), władzom miasta Tarnowa, portalowi www.tarnow.pl, Tarnowskiej Konfederacji Motocyklistow "WATAHA" firmie Starbike (ul. Mariensztat 8, Wawa) przedstawicielowi Hein-Gericke oraz wielu wielu innym zyczliwym ludziom ktorych nie jestem w stanie tu zmiescic :-)

Ostatni dzień przygotowań - czas zmienić łańcuch, zębatki, klocki hamulcowe. Zauważam, że jeden z tylnich amortyzatorów cieknie - nie dobrze... Na szczęście mam zapasowe uszczelniacze, a kolega przynosi specjalny olej do amortyzatorów. Dodatkowo drobne poprawki w bagażniku. Wieczorem mycie maszyny i pora spać.

Tarnów-Mielec-Sandomierz-Kozienice-Studzianki Pancerne-Warszawa (323km)

27.jpg Pobudka o 7.30. Najwyższy czas się pakować. Ubrania, namiot, śpiwór, jedzenie, kuchenka gazowa, menażka, różne drobiazgi - chyba jest wszystko Ufff... w końcu spakowany, teraz szybka kąpiel, tankowanie i pędem na rynek pożegnać miasto. 11.40 pora ruszać... Zmiana tylniej zębatki na mniejsza o 3 zęby daje mi różnicę prędkości o około 10km na 6-tym biegu. Trzeba od nowa nauczyć się jeździć bo różnica okazuje się dość zauważalna. Mały ruch, spokojne prędkości w granicach 90-110. Na 133km pierwszy postój i tankowanie, bardziej z ciekawości niż z potrzeby. Mile zaskoczenie - motocykl zużył tylko 6,5l wiec wynik w okolicy 4,9l/100 zamiast spodziewanych 6l. Zobaczymy jak będzie dalej i czy uda utrzymać się takie tempo i spalanie. Na 240km zjeżdżam z głównej drogi na Studzienki Pancerne - miejsce pamiętnej bitwy z II wojny światowej. Kilka fotek, krotki spacerek i czas ruszać dalej. Około godziny 16 przekraczam granice Warszawy. Bardzo blisko akademika zatrzymuje mnie patrol Policji - ktoś uciekał przed innym patrolem czarnym motocyklem... Nic, trzeba swoje odczekać - na szczęście jeden z policjantów okazuje się być motocyklistą, wiec czas się nie dłuży. Podjeżdża patrol - to nie ten -puścić. W końcu melduje się w pokoju, zrzucam bagaże z motocykla i heja na starówke. Krótkie zwiedzanie Warszawy nocą, po czym pora kłaść się spać.

Warszawa (32km)

28.jpg Mała korekta planów - dzis 1 sierpnia - 61 pierwsza rocznica wybuchu Powstanai Warszawskiego... Wszedzie widac flagi panstwowe, znicze pala sie juz od poprzedniego wieczoru... Warszawa pamieta. Krotka wycieczka po miejscach zwiazanych z tamtymi wydarzeniami... Godzina W... Miasto zamiera, staja autobusy, tramwaje, samochody... Minuta ciszy... Wieczorem krotka wycieczka po Wawie i czas spac - jutro trzeba nadrobic ten dzien :-)

Warszawa-Płonsk-Sierpc-Brodnica-Kwidzyn- Malbork-Krynica Morska-Piaski (404km)

29.jpg Rano pobudka, zimny prysznic, sniadanko, sprawdzenie czy wszystko spakowane. Dobra teraz czas pozegnac sie z Marta (juz sie teskni), potem odwiedziny sponsorow czyli Starbike (przedstawiciel Hein-Gericke) oraz Tomi-Moto. Z pierwszego wychodze z letnia turystyczna kurtka, z drugiego z zestawem naprawczym do opon (bezdetkowych, coby Kefir nie marudzil ;-) Zakladam bagaze na moto, tankuje i o 14.30 kierunek Plonsk. Ruch nawet niewielki, wiec szybko dojezdzam do krajowej 10... tutaj juz wiecej samochodow i straszne koleiny. Chlopaki z raderem nawet nie namierzaja tylko pokazuja coby dolozyc do pieca ;-) To lubie :-) W Sierpcu odbijam na droge 560. W Brodnicy (559km wyprawy) szybkie zwiedzanie zamku, pamiatkowe fotki, chwila odpoczynku i ruszamy dalej. Bocznymi drogami i objazdem docieram do Kwidzynia na tankowanie - spalanie wychodzi calkiem calkiem bo 5.09l/100. W miaescie liczne niespodzianki - niby czerwona droga a jade po kocich lbach :-) Nastepnie na stacje podjezdza konkretnie przerobiony motocykl Suzuki Hayabusa. Po opuszczeniu miasta cudow ;-) Kieruje sie w strone krzyzackiej stolicy Malborka - rzut okiem na potezny zamek i jedziemy dalej. Okolo godziny 20 laduje juz na Miezei Wislanej dzwonie do kolegi ze zaraz bede. Chyba za bardzo sie pochwalilem bo droga jest dosc waska i kreta... kurcze w calej Poilsce same proste a tu pod sam koniec taki przyjemny odcinek :-) Przed 21 melduje sie w jego knajpce, rybka z frytkami na kolacje i wysmienice biale piwo pszeniczne. Lokal zaskakuje mnie bogatym wyborem piw z calego swiata: Niemiec, Angli Ukrainy, Irlandii i wielu innych... Probuje tylko kilka i do spania :-)

Piaski-Krynica Morska-Elblag-Lidzbark Warminski-Ketrzyn-Gizycko-Budzisko-Trakai-Wilno (598km)

30.jpg Pobudka, poranna tolaeta, solidne sniadanko na caly dzień (zupa zacierkowa :-) spakowac sie i jeszcze bez kufrow skoczyc nad morze. O 11.20 zakladam kufry i kierunek Litwa. Dzis zakrety ida mi o wiele lepiej i okolo 12 docieram do krajowej 7-ki. W Pasleku odbijam na boczne mazurskie drogi. Zarowno predkosc przelotowa jak i srednia spadaja dosc znacznie - drogi waskie krete, szalejace tiry od czasu do czasu i genialne prowadzenie drog w miasteczkach dzieki czemu nadrabia sie mnostwo km. Za to wspaniale widoki i w koncu opony zaczynaja nabierac wlasciwego ksztaltu :D Powoli zaczyna konczyc sie paliwo, wiec na wszelki wypadek tankuje 2,3l w Lidzbarku, jak sie potem okazalo moglem jechac dalej, bo spalanie znow mialem 4,9 i do rezerwy (2,5) nawet nie doszedlem. Tuz przed Ketrzynem zatrzymuje sie w obejrzec zespol klasztorny w Swietej Lipce. I tutaj maly zonk - objazd... Oczywiscie drogami bardzo paskudnej kategorii... Przez objazd wjezdzam od innej strony do Ketrzyna i kraze po miescie w poszukiwaniu stacji bp... Jak sie potem okazalo warto bylo bo paliwo na niej bylo zauwazalnie tansze :-) Poniewaz juz dosc dlugo jade,a apaliwa zaoszczedzilem juz dosc znacznie postanawiam jechac troche szybciej i dynamiczniej. Przed Gizyckiem staje sprawdzic drogi, zatrzymuje sie jakis motocyklista i przeprowadza mnie przez miasto, dzieki czemu zaoszczedzam cenny czas. Potem Wydminy gdzie spedzilem kiedys troche czasu i dalej kierunek Suwalki. Przed samymi suwalkami znowu objazd szutrem... Jak sie okazalo Suwalki to jeden wielki objazd :( Z Suwalk szeroka droga wiec staram sie jechac duzo szybciej 140-160km/h. Znowu chlopcy, ale bez radaru i dzis nagonka na tiry wiec spokojnie jade dalej. Granica - 2 minuty jestem juz po Litewskiej stronie, ostatnie telefony do bliskich, tankowanie (wyszla szybsza jazda bo spalanie 5,4). Ruszam na Wilno o 5.45 czasu polskiego, poniewaz tutaj jest godzina pozniej. Via Baltica szeroka, spokojna, malo samochodow, ludzie zjezdzaja... az chce sie odkrecic, ale pamietejac o bardzo restrykcyjnej Policji trzymam sie w granicach 100-110km/h. Robi sie az nudno (Squalik jak Ty mogles tu wytrzymac ta predkosc ;-) Jedyna rozrywka jest slalom miedzy strzalkami na rozjazdach... Zjezdzam z glownej drogi na A16 na Wilno... Strzalki sie skonczyly... Mijam Niemno i podziwiam piekne krajobrazy. 60km przed Wilnem moje prosby o jakies atrakcje na drodze zostaly spelnione, choc nie w sposob o ktorym myslalem (zakrety), ale 10km odcinek szutrowki!!! Chlopaki naprawiaja droge ale nie jak u nas kilka cm starego asfaltu i zaraz nowy, tylko razem z wymiana tlucznia... I po czyms takim przyszlo sie jechac... W polowie drogi malo nie spadlem z motocykla gdy zobaczylem patrol Policji z radarem :-) Ogranicznie do 50, ale i tak jazda na szosowym moto powyzej 40km/h to walka o zycie... ehhh... trza powazniej pomyslec o varadero chyba ;-) 30km przed Wilnem miejscowosc Trakai z przepieknym jeziorem i zamkiem. Okolo godziny 20 naszego czasu dojezdzam do litewskiej stolicy. I tutaj niemila niespodzianka - przeciazona jest siec w ktorej tel ma moj kolega i nie moge sie do niego dodzwonic. Po godzinie kluczenia po Wilnie, pomocy motocyklisty z Hamburga i dreczenia tutejszej Policji dojezdzam do jego domu. Bagaze do mieszkania, motocykl na parking strzezony, nocne Polakow rozmowy i do spania :-):-)

Wilno

31.jpg Dzis odpoczynek od moto - czas zwiedzic to wspaniale misto. Pierwsze wrazenie ze litweska stolica przypomina wieloma rozwiazaniami techniki urbanistycznej Wieden - przejscia dla pieszych, oznaczenia wolnych miejsc na parkingach i wiele innych... Na pewno blizej temu miastu do stolic zachodniej Europy niz komunistycznego panstwa z poprzedneij epoki. Szybko wrzucam fotki w kafejce na strone i udaje sie na spotkanie do polskiej szkoly gdzie zostawiam prezent zwiazany z Tarnowem - album i obrazek tarnowskiego ratusza. Kolejnym punktem byl cmentarz na Rosie i grob Serca Pilsudskiego. Niezbyt przyjazna aura zmusila mnie do porotu na obiad - tradycyjne litewskie cepeliny, czyli mielone mieso w ciescie ziemniaczanym. Wieczorem Alex zabral mnie na wieze telewizyjna z ktorej podziwiac mozna panorame Wilna. Po powrocie nocne Polakow rozmowy przy bialym pszenicznym piwie i sen.

Wilno dzień 2

32.jpg Dzis pogoda znacznie lepsza wiec celem byla wilenska starowka. Po sniadanku udajemy sie na gore 3 krzyzy, ktore symbolizuja niepodleglosc Litwy - poki stoja litwini ciesza sie wolnoscia, a kazdy najezdzca niszczy je w pierwszej kolejnosci. Nastepnym punktem wycieczki byly ruiny zamku i wieza Giedymina, zalozyciela Wilna. Po zrobieniu mnostwa fotek udajemy sie na plac przed Katedra, gdzie litwini wyszli na ulice walczyli o oderwanie sie od Zwiazku Radzieckiego. Udajac sie do Ostrej Bramy odwiedzilismy Uniwersytet Wilenski. Szybkie zakupy do obiadu i dualo mi sie znazlezc... piwo Efez, czyli turecki napoj, wyprodukowany co dziwne w Moskwie a zakupiony w Wilnie :-) Widac bylo mi dane poznac jego smak, pomimo ze z wyjazdu do Turcji wyszla Finlandia :-) Na koniec dnia kilka zdjec Wilna noca i do spania - jutro kolejny dzien wrazen...

Wilno-Ryga-Tallinn (626km)

33.jpg Wieczorne polakow rozmowy skonczyly sie dosc pozno... Na Litwie zaciekawil mnie znak - bialy trojkat z czerona obwodka i wielka kropa na srodku... Alex nie wiedzial co to jest poniewaz nie jedzi samochodem, wiec zapytalem jego kuzynki ktora niedawno zdala PJ... Nie wiem - to jak zdalas? A co ma PJ do znakow...

Rano pobudka, solidne sniadanie i biegne po moto... pada :( Ehhhh.... zmiana planow pakunkowych, wyciagam kombinezon i z planowanej 8 rano wyszla 9... trudno nadrobimy na autostradzie. Wilno zostawia wrazenie miasta bardzo chcacego sie upodobnic do stolic zachodzniej Europy i gdzies gubiace swoja tozsamosc... Wiele rozwiazan wprost sciagnietych z ulic Wiednia czy Berlina. Udaje sie w miare szybko dotrzec do Via Baltica i zaczely sie remonty... Dopadam granicy litewsko-lotewskiej i spotykam grupe chlopakow na scigach jadacych na zawody kolo Rygi, trzymam sie ich i mimo remontow docieram okolo 13 do przedmiesc. Tankowanie, (kurcze autostrada i trzymanie sie scigow wysuszylo troche zbiornik, na szczescie paliwo po 3.20). Godzina na starowce, na ktora dosc latwo trafic kierujac sie znakami i szukajsc informacji turystycznej ktora jest genialna, 2 trasy turystyczne, bardzo dobrze oznakowane i ciekawie poprowadzone. Moge tylko potwierdzic to co napisali chlopcy z serwisu scigacz.pl - naprawde ciezko uwierzyc ze to jedno z miast bylego ZSRR. Potem podjechac do poleconej restauracji na obiad. Pierwsze wrazenie - lokal super ale tanio to tu na pewno nie bedzie... Elegancki wystroj w drewnie jak w naszych goralskich restauracjach, zaloga w ludowych strojach... i tu pozytywne rozczarowanie - poniewaz system przypomina nasze bary szybkiej obslugi ceny bardzo przyzwoite za 10-20zl mozna porzadnie zjesc. Zaczyna znow padac wiec szybko zbieram sie i walczac remontami docieram do granicy z Estonia. Chwila odpoczynku, wymiana kasy i dalej w droge. Po tej stronie granicy remonty zakonczyli juz wczesniej, wiec jazda jest przyjemniejsza. Docieram przed zmrokiem do Tallina, tankuje paliwo (3.70zl), znajduje hotel, ale po calym dniu wrazen mam dosc i robie tylko fotki z okna. Plan by rano wstac i zwiedzic miasto szybko jednak nie wypali poniewaz okazuje sie ze najtanszy prom jest o 7.45 :( Szybka kolacja, prysznic i do spania.

Tallinn-Helsinki-Lahti-Jyvaskyla (323km)

34.jpg Pobudka o bardzo nieludzkiej 6 godzinie, kanapka, kawa, naprawienie lusterka ktore urwalem wjezdzajac do srodka do hotelu i biegiem na prom. O 7 stoje juz w kolejce i pierwszy raz spotykam moja ulubiona chmurke ktora bedzie mnie meczyc caly dzien... Przemoczony do suchej nitki (nie ubieralem kombinezonu coby sie nie zagotowac na promie), wjezdzam na poklad . Szybko zabezpieczaja mi motocykl i moge isc do kabin pasarzerskich. Kolejna dzis goraca kawa i slone orzeszki umilaja mi ponad poltora godzinny rejs. Tuz przed wejsciem do portu w Helsinkach wychodze na zewnatrz i podziwiam uroki miasta. Po przybiciu do brzegu i wyjechaniu z promu czekam na odprawe paszportowa i znow spotykam moja chmurke i znow jestem caly mokry. Postanawiam nie zwiedzac Helsinek tylko jak najszybciej ruszyc na polnoc. Zanim jednak zalozylem kombi, przepogodzilo sie w miare by choc z motocykla zobaczyc zabytkowa czesc miasta. Okolo 11 ruszam w kierunku Lahti i tuz przed samym miastem znow mijam moja chmurke. Podjezrzam pod skocznie narciarska, pod ktora znow mnie dogania deszcz. Tym razem odpoczynek troche dluzszy, by odetchnac, przeschnac i nacieszyc sie przepieknymi widokami. Przed 14 ruszam dalej w kierunku Jyvaskyla. Drogi w Finlandi sa dosc dobrze jedynie przekraczanie laczenia pasow jezdni moze byc niebezpieczne dla motocykla w deszczu, dobrze oznakowane i co najwazniejsze madrze rozstawione sa ograniczenia predkosci - jak bezpieczniej to podwyzszaja do 100 czy 120, jak cos nie tak to jest 60 czy 80. Finowie jezdza bardzo uprzejmie i przepisowo... Jak ktos robi cos glupiego to na pewno ma na tablicy bialo czerwony pasek i literki pl... Ceny paliwa niestety nie sa juz tak przyejmne jak w krajach nadbaltyckich i za litr 95-ki trzeba zaplacic okolo 1.25 do 1.3 euro. Zauwazam tez wile podobniesnt do Estonii, choc zapewne Finlandia sluzyla za wzor a nie na odwrot. Okolo godziny 16.30 docieram do Jyvaskyla, melduje sie w recepcji, rozpakowuje rzeczy i przezywam maly szok cenowy w sklepie... Wieczorem szybki przysznic i do spania.

Jyvaskyla

35.jpg Pierwszy dzien zajec w szkole, rano pobudka, sniadanie, potem studiowanie mapy jak dojechac na zajecia. Przed 9 melduje sie pod gmachem, szybko znajduje sale i zaczyna sie. Budynek Wydzialu Fizyki ma zaledwie kilka lat, posiada swietnie wyposazone sale wykladowe, stolowke i wiele udogodnien dla studentow. Wyklad z "Nano Biointerfaces - Materials, Surface Science and Nanotechnology Perspectives" prowadzi prof. Bengt Kasemo ze Szwecji, w zupelnie inny sposob niz u nas - wiekszy nacisk kladziony jest na zrozumienie tematyki. Pierwsze wyklady stanowai wprowadzenie do tematyki nano-nauki.Po wykladach wracam do akademika - mam okolo 6km w jedna strone. Wieczorem oficjalne rozpoczecie szkoly, zorganizowane w muzeum Centralnej Finlandii, ktora w poprzednich latach bylo w weekend poprzedzajacy zajecia, w tym nie bylo to mozliwe z powodu Neste Rally Finland. Po oficjalnych przemowieniach rozpoczyna czesc artystyczna (wystep lokalnego zespolu folkowego) i poczestunek. Na koniec wszycy udaja sie do pubu Sohvi. Dzielimy sie pierwszymi wrazeniami zeszkoly i Finlandi. Powstaje powiedzonko "punktualny jak finski pks" ktorym podrozowala reszta ekipy z Polski i ktory nigdy nie mial opoznien.

Jyvaskyla

36.jpg Dzis udaje mi sie troche skrocic droge do szkoly, dzieki czemu jestem troche szybciej. Na zajeciach poznajemy metody eksperymentalne oraz biomembrany. Po zajeciach powrot do akademika. O 17.30 spotykamy sie pod budynkiem o wdziecznej nazwie "Agora" na wycieczke autobusowa po miescie. Przezjezdzamy przez najwazniejsze dzielnice Jyvaskyla, podziwiamy budynki architekta Alvar´a Alto, przepiekne krajobrazy Finlandii. Na dluzej zatrzymujemy sie pod skocznia narciarska i najwyzszym punktem w okolicy z ktorego rozciaga sie przepiekny widok. Po powrocie do akademika postanawiamy wybrac sie nad okoliczne jezioro na kapiel. Woda okazala sie bardzo zimna wiec szybko konczymy i wracamy do pokojow, juto kolejny dzien wrazen.

Jyvaskyla

37.jpg Tradycyjnie rano pobudka, sniadanko i pedem do szkoly na zajecia. Dzis wyklady o biosensorach, biochipach, biomaterialach i medycznych implantach. Po zajeciach posufrowac troche po sieci i na obiad. Wracajac do akademika wizyta w sklepie. Tutaj kilka uwag ktore moga sie przydac wszystkiem wyjezdzajacym do Finlandii. Sklepy przewaznie otwarte sa w godzinach 9 do 21. Najtaniej kupowac w duzych sklepach z daleka od osiedli - roznice w stosunku do osiedlowych supermarketow moga siegac nawet 50% na podstawowych produktach... Warto rowniez kupowac opakowania zbiorcze - przyklad napoje 1,5l jedna butelka 2.5E dwupak juz od 2.95E. Butelek tez nie warto wyrzucac poniewaz sa one w wiekszosc wypadkow zwrotne (latwo je rozpoznac po grubszym plastiku) odpowiedno 0,5l - 0.20E, a 1,5l 0.40E. Hmmmm... co jeszcze margaryna nie zawsze jest taka jak u nas i mozna kupic wyraznie slona. Alkohol w sklepach sprzedawany jest tylko do godziny 21. Kilka przykladowych cen:
ziemniaki: 0.60E do 1E
maly jogurt: 0.50E do 0.70E
batoniki: od 0.30E
chleb: 1E do 4E
napoje 1,5l : 2E do 4E

Wieczorem spotkanko w gronie ekipy z Politechniki, dzielenie sie wrazeniami ze szkoly. O 23 do spania.

Jyvaskyla

38.jpg Dzis ostani dzien wykladow z Nanoscience. Chyba sa to najlepsze wyklady z calej serii dotyczace zastosowan prowadzonych badan, jak rozmawiac z przedsiebiorcami i wdrazac w zycie nowe technologie. Temat ktory jest traktowany po macoszemu w Polsce a bardzo wazny. Dzieki temu mlodzi ludzie moga poznac sens swojego trudu - ze nie jest to tylko sztuka dla sztuki, ale realne rzeczy ktore mozna wykorzystac. Chocby prosta aczkolwiek cenna uwaga - najpierw wysylajcie zgloszenie do urzedu patentowego, a dzien pozniej artykul do publikacji. Tak samo badania nad budowa liscia lotosu wykorzystano do produkcji farby do malowania domow, dzieki ktorej budynki same sie oczyszczaja.
Wieczorem "Sauna evening" - pierwszy raz w prawdziwej finskiej saunie... Temteratury w granicach 70-100 stopni, kilka minut i biegiem do lodowatego jeziora... Za pierwszym podejsciem nie odwazylem sie, drugi raz a co raz sie zyje... Wychodze stamtad calkiem odmieniony. Na kempingu spotykam pare z Polski ktora jedzie objazdem przez cala Sandynawie, wymiana doswiadczen i uwag. Na koniec wieczoru razem z ekipa z Ukrainy siedzimy przy wspolnym barbecue, pozyczaja musztardy mowiac ze uwaga bo to ostre... Chybaj eszcze nie jedli mojej kuchni... Wracam po calym dniu cudownie zmeczony.

Jyvaskyla

39.jpg Dzis dzien bez zajec, rano trochę nauki, porzadki w pokoju potem biegiem na uczelnie posurfowac troche po sieci. Wracajac do akademika mam okazje zobaczyc wspanila tecze, a wlasciwie nie jedna tecze a kilka jedna nad druga. Niestety na zdjeciach widac tylko podwojna. Wieczorem razem ze znajomymi z uczelni wybralismy sie zobaczyc Jyvaskyle noca i na "happy hour" do "Sohwi". Przed akademikiem spotykamy doktorantke z Rumuni, studiujaca na Krecie i takim powiekszonym gronem uderzamy na miasto. Najpierw nasz pub i ulubiony napoj czyli Upcider (cos jak oranzada tylko odrobine wzmocniona). Nastepnie dlugi spacer najstarsza czescia Jyvaskyla wsrod mnostwa clubow i ogrodkow piwnych. Wracajac mijamy sklep sportowy z gigantycznym plecakiem. Nic czas isc spac jutro intensywny dzien.

Pyha-Hakki

40.jpgPobudka o 8.30, szybkie sniadanko i kapiel. O 9.45 zbiorka i odjazd sprzed osiedla studenckiego Kortepohja do oddalonego o okolo 80km Parku Narodowego Pyha-Hakki. Po godzinie drogi docieramy na parking, gdzie wita nas mily i dowcipny przewodnik. Podejscie do parku jest tutaj zupelnie inne niz w Polsce - duzy parking, wyznaczone szlaki turystyczne, ksiega gosci, mozliwosc zbierania owocow lasu, bezplatny wstep i materialy informacyjne. Rowniez podejscie przewodnika inne niz u nas - wszystko na wesolo i z humorem. Pierwszym punktem zwiedzania na liczacej 6,5km trasie bylo "Giant tree" najstarsze datowane na XVI stulecie drzewo. Zeby uzmyslowic sobie wysilek jaki rosliny musza wlozyc w rozwoj nalezy wiedziec ze maja one tylko 3 tygodnie na przelomie maja i czerwca na rosniecie. Dlatego maja duzo czasu na zgromadzenie materialu, co powoduje ze finskie drewno jest cenione w swiecie. Podobnie jak na kazdym innym postoju zajadalismy sie mnostwem dorodnych borowek. Nastepnie udalismy sie do miejsca, ktore jest przedsmakiem Laponii, z malymi karlowatymi drzewkami. Na bagnach jedna z ciekawszych roslin byla rosiczka, czyli miesozerna roslinka. Po minieciu diabelskiego drzewka docieramy do miejsca biwakowego. Jest to kolejna roznica w stosunku do Polski, zamiast zabraniac biwakowania w parku, zostalo specjalnie przygotowane do tego celu miejsce, wyposazone w piec z naczyniami, sklad drewna, kominek i krag ogniskowy z grilem. Rozmowy, pieczenie kielbaski, upajanie sie pieknem przyrody... tak minely nam okolo 2 godziny. Przewodnik nie ruszyl sie z miejsca dopoki wszystko nie zostalo uprzetniete - co mozna bylo spalic, to do ogniska, a pozostale rzeczy zabieramy ze soba. Przywiazanie Finow do czystosci srodowiska potwierdzila odpowiedz na pytanie czy mozna spalic plastikowa butelke ktora nie byla na kaucje - dlaczego, przeciez mozna ja uzyc jeszcze wielokrotnie... U nas bylo by to zbieractwo, tutaj przejaw dbania o srodowisko naturalne. Szybko docieramy do autobusu, wpisy do ksiagi gosci i pozegnanie z naszym przewodnikiem.

Jyvaskyla

41.jpg Dzis niebywala okazja zobaczyc od podszewki nowoczesne laboratoria fizyki. Naszym przewodnikiem po wydziale jest Maciek, doktorant ktory studiuje tu juz od 2 lat. Najpierw akcelerator czastek - potezna hala wypelniona po brzegi aparatura pomiarowa. Kolejnym punktem bylo Nanocience - laboratoria w ktorych badane i wytwarzane sa nanostruktury. Najwieksze wrazenie zrobil na nas Clean Room - czyli pomieszczenia w ktorych musi byc idealna czystosc, nie wolno nic wnosic, przed wejsciem nalezy przebrac sie w specjalne niepylace ubrania. Wszystkie wnoszone przedmioty musza byc wczesniej oczyszczone. Jakikolwiek pylek moze znacznie wplyna na badana probke. Po zwiedzaniu mozna w koncu poleniuchowac i wypoczac :)

Information system - Jyvaskyla - 3 dni na zajęciach

42.jpg Poniewaz te 3 dni wygladaly niemal identycznie opisze je za jednym zamachem. W tym tygodniu zajecia z e-Biznes. Na szczescie zaczynaja sie dopiero o 11 wiec mozna troche pospac. Na zaliczenie zajec mamy przygotowac prezentacje na temat artykulu o zastosowaniu Webservices. Moj zespol jest dosc ciekawy: Julia z Rosji, Mai z Chin, Clemens z Austrii i Antti z Finlandii. Razem jakos udaje nam sie dogadac i podzielic zajecia. Wieczorami we wspolnym gronie wychodzimy do pubow.

Metso Paper i rejs po jeziorze

43.jpg Zapowiada sie bardzo intensywny dzien. O 8.45 zbiorka pod uczelnia i jedzimy do firmy Metso Paper na prezentacje dotyczaca zastosowania sieci w biznesie. Przedsiebiorstwo zajmuje sie glownie produkcja papieru i urzadzen do jego wytwarzania na calym swiecie. Wiadomo przestoj duzej produkcyjnej firmy to ogromne straty, dlatego postanowiono produkowac inteligentne maszyny. Szereg czujnikow podlaczony jest do komputera ktory zbiera je i wysyla do centralnego serwera. Tam sa one obrabiane, i jezeli jest taka potrzeba klient informowany jest ze powinien sprawdzic dany element. Tak samo w przypadku awarii urzadzenia widomo gdzie lezy przyczyna i technicy na miejscu informowani sa co i jak nalezy zrobic. Pozwala to zaoszczedzic mnostwo czasu i pieniedzy. Po powrocie dopracowujemy prezentacje i pedzimy cosc zjesc. O godzinie 17 zbiorka przed M/S Rhea, plyniemy na rejs po okolicznych jeziorach. Cel Manniemi, gdzie czeka juz na nas sauna i barbecue. Wspolny piknik, smiech zabawa... Dla niektorych jak Mai, byla to calkowita nowosc - czegos takiego to w Chinach nie mamy... Wracamy wieczorem, podziwiajac wspanialy zachod slonca i nocna Jyvaskyle.

Jyvaskyla-Oulu-Rovaniemi (602km)

44.jpg Pobudka, śniadanko i zabieram sie za pakowanie motocykla: namiot, spiwor , karimata, kuchenka, jedzenie. Szybko pedze na uczelnie - dzis prezentacja. Jako jedyna grupa miescimy sie w przygotowanym czasie i nie przynudzamy. W przerwie wpadam jeszcze do sali komputerowej porozmawiac z Marte i sprawdzic maile. Wracam jeszcze do akademika popare drobiazgow i w droge. Kierunek polnoc droga numer 4. Okolo 200km za jyvaskyla mijam knajpke czlowieka ktory od lat zbiera dwony i dzwoneczki. W pierwszej chwili wyglada to jak koscielna dzwonnie dobrze znana mi z okolic Tarnowa, podjezdzam blizej i widze ich coraz wiecej. Jedzie mi sie bardzo bodrze staram sie trzymac w granicach 110-120km/h, droga w miare pusta. Okolo 140km przed Oulu wyprzedza mnie dosc zaladowany motocykl na finskich tablicach i postanawiam sie go trzymac - w koncu kto jak kto ale miejscowi najlepiej wiedza jak jechac :) Tempo troche sie zwieksza do okolo 140 przy wyprzedzaniu innych pojazdo, tak to normalnie kolo 120km/h. Na autostradzie ktora jest jednoczesnie obwodnica Oulu zatrzymuje sie razem z tajemniczym finskim motocyklem na tankowanie. Kierowca okazuje sie starsza kobieta z Helsinek ktora udaje sie do miejscowaosci okolo 100km przed Rovaniemi. Dzwonie do rodzicow... Zygzak zginal wczoraj... zal sciska gardlo i nie moge wydobyc z siebie slow... Znalem go zaledwie 2 lata... W moje ostatnie wakacje spedzone w calosci w Tarnowie, latem 2003 duzo jezdzilismy razem. Mimo ze mial 2 razy szybszy motocykl niz ja wtedy, nie przeszkadzalo mu ze jezdzimy powoli, czasem tylko jechal szybciej, stawal na papierosa, mijalem go po chwili mnie doganial... Bardejow, Lesko, Dynow... obrazy staja przed oczami... Zawsze wesoly, zawsze usmiechniety... Zycie choc piekne tak kruche jest... zrozumial ten kto otarl sie o smierc... Ostatni raz rozmawialem z nim dluzej na pikniku country w Lesku... wtedy nie mogle msie otrzasnac po tragedii ktora doktnela mnie dzien wczesniej - wypadku w ktorym zginely kolezanki mojego przyjaciela ze ktore dane mi bylo poznac ledwie kilka godzin przed ich smiercia... Spieszmy sie kochac ludzi, tak szybko odchodza... Cala droge usiluje sobie przypomniej jak najwiecej obrazow i chwil spedzonych z Wojtkiem... Promieniem radosci jest mysl ze zginal robiac to co najbardziej kochal, czul "wiatr" we wlosach, adrenaline towarzyszaca kazdemu pokonanemu kilometrowi na motocyklu. Jade dalej. Staje okolo 60km przed Rovaniemi na tankowanie i goraca herbate. Przed 23 dojezdzam na camping, kolacja i spacer po nocnym Rovaniemi.

Rovaniemi-Napapiirin-Inarii (360km)

45.jpg Wstaje o 8, szybki przysznic i sniadanko. O 10 jestem juz w Arkticum - Muzem Laponii i terenow arktycznych. Oczarowuje mnie podejscie Finow do muzealnictwa - napisow nie dotykac przktycznie nie ma za to jest mnostwo prezentacji multimedialnych, elementow ktore mozna dotknac, cos wlaczyc, uslyszec spiew ptakow, wycie wilkow. Bardzo zaciekawila mnie tablica z futrami roznych zwierzat ktore mozna bylo dotknac, pomyslec o ich wlascicielach i potem sprawdzic na zdjeciu czy sie poprawnie rozpoznalo. Duzo jest tez wypchanych zwierzat, a najwieksze wrazenie, zapewne przez swoje rozmiary robi los, poza nim jeszcze renifer, niedzwiedz polarny i cale mnostwo ptactwa. Waznym elementem poznawczym sa tez przekroje, jak na przyklad ta dotyczaca lowienia pod lodem, wraz z pokazanymi roznymi sposobami polowu. Poniewaz odbywala sie konferencja, nie mialem mozliwosci obejrzenia filmu dokumentalnego o Laponii:( 2 godziny wystarcza tylko na bardzo pobierzne przegladniecie zbiorow tego miejsca, a kto postanowi spedzic tutaj caly dzien, nie wyjdzie rozczarowany.

Okolo 13 docieram do Arctic Circle Centre - czyli miejsca gdzie kolo podbiegunowe przecina droge numer 4. Napapiirin jest rowniez siedziba Swietego Mikolaja. Jako ze Mikolaj to wpadam do sklepu po upominki dla bliskich i pamiatke dla siebie :D Pamiatkowe fotki, wizyta w biurze Swietego Mikolaja, jeszcze podjechac na stacje umyc szybke w kasku i sprawdzic cisnienie w oponach i mozna jechac dalej.

Charakterystycznym elementem drog na polnocy sa dlugie proste, czasem nawet bardzo dlugie. Przy jednym z takich odcinkow, robie odpoczynek, pstrykam kilka fotek i jade dalej w kierunku Inarii, mijac po drodze drogowskaz "Murmansk 303km" (kurcze az tak daleko jestem?). Aura dzis nie jest dla mnie laskawa i praktycznie od samego kregu polarnego jade w deszczu. W samym miescie zatrzymuje sie na poczcie kupic znaczki i kartki i udaje sie do Siida - Muzeum Samow i Polnocnej Laponii. Muzeum bardzo podobne do Arkticum, choc ma kilka swoich wlasnych elementow, jak chocby pokazanie zycia w tych trudnych warunkach w poszczegolnych miesiacach roku, rowniez skansen jest wielka atrakcja. Na zakonczenie udaje sie do muzealnej restauracji napisac zyczenia i zakosztowac lokalnych specjalow. Ciekawym elementem wystroju byly krzewy borowek wraz z owocami zamiast kwiatow. Lokalny przysmak to cos w rodzaju gulaszu z miesa renifera, do tego puree, kiszony ogorek oraz konfitura z czerwonych jagod. Wychodzac zostawiam bandamke Tarnowa, znaczek i informator o naszym pieknym miescie.

Godzina 20, trzeba poszukac jakiegos fajnego miejsca na nocleg. Wybieram jedno z "resting place" nad samym brzegiem jeziora, rozbijam obozowisko i klade sie wczesnie spac, poniewaz jutro czeka mnie spory kawalek drogi do zrobienia

Inarii-Kemijarvi-Kuusamo-Iisalmi- Kuopio-Jywaskyla (1038km)

46.jpg Dzis najtrudniejszy dzien wyprawy - najwiecej kilometrow do zrobienia. Pobudka zgodnie z planem, gorzej z pogoda... pada... Ryzykuje i zamiast na dworzu szykuje sniadanie w namiocie odslaniajc maksymalnie wentylacje i uwarzajac zeby nie wywrocic palnika.

Wyruszam okolo 8.30, pamiatkowe zdjecia okolic Inarii i tankowanie. 9.11 wyruszam na poludnie w kierunku Sodankyli. Okolo 100km na poludnie od jeziora przestaje padac, a slonce niesmialo przebija sie przez chmury. Temperatura okolo 15 stopni a wcale nie jest tak cieplo... Normalne ubranie motocyklowe, na to ocieplany kombinezon z goretexu i temparetura jest tak w sam raz. Droga na poludnie do Kemijarvi prowadzi przez malownicze i praktycznie bezludne tereny - tylko asfalt, wgorza i las. W miasteczku tankuje, kupuje pieczywo i suche skarpetki na zmiane, poniewaz wszystkie pozostale juz przemoczylem. Postanawiam tez zdjac kombinezon co okazalo sie bardzo niemadra decyzja. Przynajmniej ubrania troche przeschnal. Mijam kolo podbiegunowe i zaczyna sie zabawa z reniferami... O ile tez polnocy to w wiekszosci dzikie i plochliwe zwierzatka, to te na poludniu wcale nie maja zamiaru uciekac na widok samochodow. Najlepsze sa dwa samce idace srodkiem drogi i nie robiace sobie nic z przejezdzajacych pojazdow. Udaje mi sie wyciagnac aparat i robic zdjecia w jadac obok jednego z nich. Po sporym kawalku wspolnej drogi postanawiaja jednak dac za wygrana i wrocic na lono natury. Ostatnie z tych zwierzat spotykam okolo 40km za Kuusamo. W miedzyczasie mijam skocznie w Ruka, gdzie rozpoczyna sie sezon skokow narciarskich, pamiatkowe zdjecia i w dalsza droge "Via Karelia". 30km przed Iisalmi moja uwage przykuwa cos co nazwalbym muzeum strachow na wroble, a naprawde jest rzezba "Quiet people". W tych pieknych okolicznosciach przyrody przyrzadzam sobie posilek i uderzam w dalsza droge. Dosc ciekawe i znaczne sa roznice w cenie paliwa - najdrozsze w okolicach Inarii kupowalem po 1.38, najtansza po 1.24 w okolicy Suomisalmi. Skoki w granicach nawet 6-7 centow zdarzaja sie na przestrzeni nawet kilkudziesiaciu kilometrow. Przed Kuopio trafiam na autostrade i moge troche przyspieszyc, a przejazd obodnica robi duze wrazenie - podswietlone potezne sosny, rzezby. Mijam miasto i zatrzymuje sie na tankowanie, goraca kawe i ladowanie telefonu. 12 stopni... zimno. Ruszam w dalsza droge, wjezdzam w lesne tereny okolic Jyvaskyla, temperatura spada jeszcze bardziej, pojawiaja sie mgly. Nic to jeszcze tylko 100km. Dojezdzam przed godzina pierwsza w nocy, dobra rozpakuje motocykla rano.

Jyvaskyla

Nawet da sie dzis zyc po takiej trasie... Sniadanko, prysznic i biegusiem na wydzial. Kurcze spac sie chce niemilosiernie, no ale trudno sie mowi. W ramach zajec kolejny artukul do opracowania - tym razem tematem jest "Dostep do internetu na terenach rolniczych w USA. Po zajeciach pora w koncu zabrac sie za rozpakowanie motocykle i wysuszenie namiotu, obiadek i padam ze zmeczenia... Troche ozywia mnie wieczorna sauna.

Kolejne dni zajec i plan dnia dokladnie taki sam - Wstac o 9, posprztac, wykapac sie sniadnako i w droge na uczelnie. Wieczorem czytanei artykulu i przygotowywanie sie do prezentacji.

Jutro prezentacja wiec siedze z Klemensem w sali komputerowej i rpubujemy cos ciekawego wymyslic. Jutro go nie bedzie juz wiec musze samodzielnie przedstawic artykul. O 19 umawiam sie z Mackiem, ze pomoze mi przy motocyklu - linka sprzegla powoli odmawia wspolpracy i raczej marne szanse by na niej przyjechac do polski. Kupuje w supermarkecie rowerowa i razem cos kombinujemy. Wydzialowy warsztat jest swietnie wyposarzony wiec bez problemu dorabiam koncowke linki - jeszcze tylko rwegulacja i gotowe :) Po naprawie wpadam jeszcze do supermarketu zrobic ostanie zakupy - likier z pomaranczowych malin, mieso z renifera i kilka bitelek upcidera :) Jeszcze tylko pierwsza przymiarka do pakowania sie i do spania.

Przed poludniem biegiem na uczelnie - dzis prezentacje. Moja jest jako ostania wiec mam jeszcze troche czasu na przemyslenie i przygotowanie sie, na co skrzetnei przeznaczam przerwe w wykladach. Ufff... już po strachu wyszlo całkiem niezle :) Teraz pedem do akademika cos zjesc, spakowac jak najwiecej rzeczy i zaczac sprzatac. Wieczorem impreza pozegnalna - ehhh... wszsytko co dobre kiedys sie konczy... Poczestunek dobrym czerwonym winem i pierwsza niespodzianka - kolacja z miesem renifera i tradycyjnymi dodatkami jak miedzy innymi puree (z tym ze tutaj jako puree rozumiane jest cos co ma konsystencje budyniu) Potem jeszcze deser - ciasto z jagodami i kawa. Zbieranie adresow, emaili, telefonow, wreczam gadzety Tarnowa. Najbardziej zaskakuje nas pewna Ukrainka - Oksana. Podchodzi i prosi nas o adres, poniewaz bardz chce miec przyjaciol z Polski, bo w Kijowie bardzo nas lubia... Czy ktos jeszcze jeszcze moze sie zastanawiac czy warto bylo stanac po stronie pomaranczowej rewolucji. Na koniec koncert studenckiego zespolu i na parkiecie pierwsze skrzypce gra oczywiscie Polska i Ukraina. Czsem tylko nieliczni przedstawiciele innych nacji podrywaja sie z krzesel. Punkt 12 koniec imprezy.... ehhh... Finlandia - nie ma szans przegadac nikogo :(

Jyvaskyla-Helsinki-Tallin-Panevezys-Wilno-Miedniki (957km)

47.jpg Ostanie porzadki w pokoju, wrzucenie bagazy na motocykl, zdanie pokoju i mozna ruszac w droge. Plan pierwszy dotrzec do Helsinek, przedostac sie za wode, ujechac kawalek i przenocowac. Dojezdzam w okolicy godziny 15.30 do finskiej stolicy i okolo 16 stoje w kolejce na prom. Kilka minut wczesniej i poplynal bym juz o 16 - trudno. Poniewaz opuszczam Finlandie, napisze kilka slow na temat moich odczuc odnosnie podrozowania po tym kraju. Pierwsza sprawa nalezy bardzo przestrzegac ograniczen predkosci w miastach - tutaj mandaty sa procentowe. Za 60 na 40, zaplacimy okolo 180E, a za 120 na 100 pewnie nawet nas nie zatrzymaja. Dzieki temu jezdzi sie bardzo bezpiecznie i spokojnie. Dodatkowa rzecza przemawiajaca za przepisowa jazda jest synchronizacja ruchu i to nie tylko swiatel drogowych ale i reakcji innych kierowcow czy pieszych. Juz po tygodniu udawalo mi sie przejachac cale miasto stojac tylko gdy musialem skrecic z ciagu ulic. Tak samo gdy czasem na poczatku jechalem ciut szybciej zdarzaly sie lekkie wymuszenia, a po wychamowaniu okazalo sie ze wystarczylo zwolnic do przepisowej predkosci. Potem trzymajc sie dokladnie organiczen zaden samochod nie wyjechal mi tak bym musial zwolnic - to samo tyczy sie pieszych. Podobnie jak nic za mna nie jechalo to Fin zawsze czekal az przejade. Finscy kierowcy sa szalenie uprzejmi i wiele razy zdarzylo sie ze rezygnowali z pierwszenstwa na moja korzysc. Jezeli chodzi o ograniczenai predkosci to w miastach jest 60, w okolicach szkol 40. Poza miastem 80 (skrzyzowania, grupiki domow) lub 100, gdy nie ma zadnego zagrozenia. Autostrady to kolo 120, ale spokojnie mozna trzymac 130-140. Duza zaleta Finlandi jest bardzo maly ruch poza szczegolnie na polnocy. Nigdzie nie ma problemu z bezpiecznym wyprzedzaniem i jedynym klopotem moga byc lesne zwierzeta. To byloby na tyle jezeli chodzi o drogi. Czekajc w kolejce na wjazd, widze w lustrku jak ktos do mnie podbiega - Maciek, doktorant z Polski jedzie z rodzina na wakacje i akurat zalapal sie na moj prom. Od tej pory jedziemy razem. Postanawiam zmienic decyzje dojechac do Miednikow za jednym zamachem. Odpoczynki tylko na tankowania i mimo remotnow docieramy okolo 3 w nocy do Panavezys. Tutaj nasze drogi sie rozdzielaja - aciek uderza na Kowno, ja na Wilno. Robi sie bardzo zimno... usze stawac co 30-40km rozgrzac sie troche. Tuz przed 6 rano docieram do domu Alexa, słońce grzeje już swoimi promieniami... Idę w końcu spac :)

Miedniki

Godzina 14 - powoli budzę się do życia bo ile można spać? Szkoda życia. Słoneczko mocno przygrzewa, okolica cieszy się kończącym sie latem. Mama Olka pilnuje by na stole ciągle były różne pyszności, żal odmawiać. Spacer po polach i łąkach z dala od zgiełku i cywilizacji. W takich chwilach doskonale rozumie się przesłanie twórczości Kochanowskiego. Niestety godziny płyną nieubłaganie i czas spać - wyjazd bardzo wcześnie :(

Powrót do Warszawy

48.jpg Wstaje wcześnie rano, żeby uniknąć korków w Wilnie. Szybkie śniadanie, wbicie sie w kombinezon i gotowość do jazdy. Żegnam sie z mamą Alexa i z nim samym choć zobaczymy się już za klika dni na studiach. Mimo ciemności daję radę wyjechać na główna drogę kierunek Wilno. Znaki prowadzą peryferiami miasta, boję sie czy trafię stacje benzynową bo hondzia głodna się robi ;-) Tankowanie i kierunek granica. Już świta gdy dojeżdzam do szutrowego odcinka drogi, co pozwala mi pokonać go sprawnie i bez bólu (mam przecież praktykę z poprzedniej nocy). Granica to czysta formalnośc, ale gubię ciepła rękawiczke... coż dobrze ze nie w Laponii :D Jeszcze tylko miłą rozmowa z panami policjantami w Suwałkach (bez dodatkowych punktów i opłat), zrzucenie kombinezonu, wszak słoneczko wyszło i jazda do stolicy. W godzinach popołudniowych docieram do swojego akademika, ciepłego łóżeczke i zimnego prysznica :-)

Podsumowując - 28dni, ponad 6000km, 4 kraje, wiele litrów paliwa :-)

Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć
www.morowiec.pl
 
Biuletyn: Imię: Email:
              
      Nie masz konta?

BIULETYNKontaktO nasMapa stronyPolityka Prywatności i ZaufaniaRegulamin korzystania z serwisu
Copyright © 2006-2008 grupa eturystyka.org - Wszystkie prawa zastrzeżone;