Bilety lotnicze Relacje z podróży
Czytaj pocztę Noclegi Wycieczki
Forum Fotoreportaże
      BiuletynBiuletyn   RejestracjaRejestracja
WycieczkiNoclegiBilety lotniczeCzartery jachówTargi turystycznePogodaGrupy dyskusyjne
Relacje z podróży
Relacje z podróży
Polska
Europa
Azja
Afryka
Ameryka Północna
Ameryka Południowa
Australia i Oceania
Antarktyka
Podróże dookoła świata
Relacje z podróży z dziećmi
Relacje z rejsów
Wyprawy nurkowe
Wyprawy w góry, trekking
Wyprawy rowerowe
Motocyklowa majówka na Słowacji 2005
Autor: Bartłomiej Zabdyr   
Zobacz też:
Prolog - maj 2005

Rano pobudka, dokończenie pracy przy moto - założyć kierunki z tyłu przerobić trochę elektrykę i poskładać do kupy. 18.20 skończone teraz czas dla rodzinki i oczekiwanie na Łukasza i Agnieszkę.

21.30 - przyjechali, szybko zmieniamy ubrania na robocze i zabieramy się za wymianę napędu w Łukaszowym GS500. Na złość wszystkie śruby jeszcze firmowo skręcone i do tego zapieczone
:( Nie pójdzie tak łatwo... Kurcze mechanizm sprzegła w deklu od zębadki, idziemy sprawdzic w serwisówce... czas leci... Nie ma nic specjalnego rozbieramy dalej.... teraz wahacz... Dobra stary napęd zakonczył swoją przygodę z motocyklami - składamy moto do kupy... Zonk 1.30 w nocy a my nie
możemy założyć koła... zacisk nie puszcza... zapieczony tak że bardziej chyba nie można... dobra jakos się udało. Ostatnia śruba i znowu niespodzianka koło się nie obraca... Mowię zacisk dalej trzyma, Łukasz się waha, jest coraz później - decyzja odkładamy do rana bo wstajemy o 6 rano... Jest 3 w nocy... 3 godziny snu.

Dzień 1 - Wśród skał

6 z minutami jesteśmy przy moto, próbujemy wyjąć klocki i coś kombinowac dalej... Pojawia sie Marcin (VFR) i Jarek (Gl1200), ja pakuje moto chłopaki walczą z hamulcem - udało się i o 8 ruszamy w trasę - kierunek Czorsztyn,
trasami widokowo-zakręconymi, chłopaki uczą się składać maszyny ;-)


Przyjezdzamy na końcówke zlotu Gold Winga. Ze starej ekipy z lat 1997-99 nie ma praktycznie nikogo... Pogadalismy chwilę z jednym znajomym i ogień w kierunku Zakopanego. Jakiś wypadek koło Morskiego Oka - cała droga zakorkowana - pcham się przodem w kamizelce i na długich, jakoś nam idzie - Łukasz tylko narzeka ze to przeginanie trochę jak tiry poboczem muszą jechać ;-) Czekamy na Jarka bo goldasem tak szybko się nie przebije. Wymieniamy walutę, robimy zakupy, tankujemy (kurcze gs500 pali Łukaszowi 10-15% mniej paliwa) - kierunek Chochołów.


Słowacja - zupełnie inne drogi, dużo lepsze, mniej samochodów. Stajemy na chwilę pod zamkiem, potem dalej na obiadek w knajpce harleyowskiej koło Zyliny. Świetne jedzenie, można na moto do środka wjechać ;-) ceny jak na nasze warunki znośne (jak na Słowacje to drogo).

Po obiadku zaliczamy jeszcze jeden zamek i odbijamy w okolice Povazskiej Bystricy zobaczyc drogę w wąwozie i na nocleg. Podjezdzamy pod ośrodek - zamknięty do 12 maja, jest tylko budka z piwem i miła przedstawicielka słowackiej płci pięknej Emilka :-) Dobra tu robimy imprezę podjezdzamy do 2 ośrodka dowiedzieć się o nocleg - jak na jeden dzień to wszystko zajete... Uśmiechamy się ładnie do Emilki i możemy rozbić namioty ne terenie ośrodka w którym pracuje. Próbujemy wyciągnać klucze od domku, ale nie może sama nam ich dać. Telefon do szefa - załatwił nam miejsce w tym drugim ośrodku i to nawet taniej niż normalnie jest :-) Łukasz jedzie załatwic formalności, a my zapoznajemy się z pieknem przyrody słowackiej i słowackim piwem. Przed 21 Emilka niestety nas opuszcza :(

Dojazd do ośrodka po kilku kolejkach piwa wcale nie jest taka prosta sprawa ;-). Nocne Polaków rozmowy i w kime kolo 24 - w końcu sen bo po ostatniej nocy mam dosyć...

Dzień 2 - Na zamku u pani Drakulowej i nie tylko

Wstajemy koło 8, toaleta poranna śniadanko i o 10 wsiadamy na motocykle -
plan zobaczyć jak najwięcej zamków - Lednica, Cachtice, Beckow, Trencin i co
się jeszcze da - potem winkielki koło Bańskiej Bystrzycy.

Lednica - świetny zamek, ktoś miał naprawdę pomysł - 2 wypiętrzone ściany skalne jedna
nacięta z wyżłobionymi schodami w dole cześć mieszkalna. Widoki nieziemskie, dojazd trochę kiepski i gs ma bliskie spotkanie z błotem - na szczęście nic się nie stało, ale Marcin woli zostawić moto na dole i iść na nogach. Odpoczeli, poogladali to kierunek Cachtice - wypadamy na autostradę do Bratysławy i testujemy z Łukaszem co potrafia "500-tki" - cebek z towarem poszedł 190, gs - 170, tylko coś za szybko nam się autostrada skończyła. Wjeżdzamy do Cachtic i pytamy ktorędy na hrad. Podjezdzamy pod zamek i znowu zapowiada się trasa enduro po szlaku turystycznym. Za to pakrujemy pod samym wejściem, tzn. Ja, Jarek i Łukasz - Marcin znów woli piesza wycieczke :-)

Cachtice to letnia rezydencja pani Drakulowej, gdzie jak wieść gminna niesie kapała się w krwi dziewic podstępnie przyprowadzonych na wielki bal. Zamek stosunkowo duży i rownież wspaniałe widoki. Uderzamy na Beckov - niestety dziś nieczynne :(

Trenczyn - zostawiamy moto na niestrzeżonym parkingu w środku miasta, kaski przypięte na paskach, kurtki pod pająkami i ruszamy w miasto. W informacji turystycznej dowiadujemy jak dojśc na zamek, kupujemy coś do picia i na zamek. Oglądamy wspaniałe wnętrza sluchamy miłej, młodej pani
przewodnik i zachwycamy się panoramą miasta z zamkowej wieży. Do miasta wracamy zabytkowymi drewnianymi schodami. Motocykle jak zostawiliśmy je kilka godzin temu tak stoją... nikt nic nie ruszył...

Zakupy w Tesco i heja na Bańska. Na mapie znalazłem fajny skrót a że zaprawę enduro już mieliśmy to jedziemy. Na szutrze idę ostro i wpadam w świerzo wysypaną grubą warstwę kamieni... nie utrzymuje motocykla i robię test gmolom. Na szczeście skończyło się na kilku rysach gmoli, handbarow i tłumika, gorzej ze chłopaki wymiękli... Jarek przeprowadził przez najgorsze miejsca moto Łukasza i Marcina. Ściemnia się a my w lesie nie ma noclegu nigdzie... Marcin stwierdza że jak pytał sie mnie w styczniu o ekipę i usłyszal że jedzie ktos na gold wingu to myślał że będzie spokojnie, ale nie wiedział wtedy co Jarek potrafi z tym moto :-) Trochę mi się oberwało za dobor trasy ale nie jest źle :-)

Mylę drogę i na głownej odbijamy w przeciwnym kierunku... strata kilku km i czasu. W końcu po ciemku wjeżdzamy na drogę koło Bańskiej - ciemno, kamyczki po zimie i same zakręty. Jarkowi ucieka moto i zwalnia jak widzi tylko kamienie... Ja też jade ostrożnie, Łukasz nic nie widzi w swoich swiatłach i chciałby sie składać jeszcze bardziej :-) Droga super - trzeba będzie tu wrócić latem i katowac ją do bolu :-)

Krótka narada co ze spaniem - jest zaznaczony kemping w Donovaly. Jedziemy - kurcze nie ma tu nic coby wyglądało jak ośrodek dla namiotów, jeździmy w kołko szukając czegoś, trafiamy w doline a tam śnieg i kikanaście stopni rożnicy - wracamy na górę. W pewnym momencie wjeżdzam na cmentarz, nie to chyba nie najlepsze miejsce na noc. W końcu decydujemy sie rozbić namioty na drewnianym moście nad głowna drogą.

Obok zimowy bar dla narciarzy z którego robimy sobie imprezownie. Pojedli po pili i spać - łatwo powiedzieć jak ktoś zaczyna się śmiac to cały most drga. O 3 w nocy mamy gości - jakaś wycieczka z Węgier bierze nas za atrakcje turystyczna i nawet jakaś panna włazi do namiotu- jest wesolo :-)

Dzień 3 - powrót przez Tatry

Rano okazuje się że kilka metrów od nas leżą wielkie zwały śniegu - czad :-) Pakujemy się jemy śniadanko i ruszamy w kierunku Tatr. Mijamy Liptowski Mikulasz i odbijamy na górską drogę. W pewnym momencie życie staje nam przed oczami - zakręt zasypany kamykami... Jadę drugi, widzę jak Jarek ratuje się zjazdem na lewy pas... ja też prostuję maszynę i modlę się zeby nic nie jechało z naprzeciwka i chłopaki się wyrobili... Łukasz mija mnie z prawej... ufff udało się :-)

Widzimy coraz więcej zwalonych drzew przez wichurę w listopadzie zeszłego roku... Nie poznaje tej drogi a jechałem nią wiele razy... w Starym Smokowcu ostało się może 10% drzew... Asfalt też
jakiś zryty... nie było tego.... Smutny widok...

Obiadek Starej Lubovnej i jedziemy katować zakręt 180 stopni. Kilka przejazdów, Łukasz prawie oponki pozamykał i spadamy do Polski. Jezszcze tylko zakupy na granicy. Pożegnanie w Wytrzyszcze i uciekamy przed deszczem, w Jurkowie Macin odbija na Krakow a my na Tarnów. Przepakowanie u mnie w domu i Łukasz z Agnieszka wracają do Warszawy.

Dziś mogę już ocenić skutki wyjazdu - Marcin zamienil ściga na Afryke Twin, Jarek Goldwinga na Varadero, potem na Bmw1150GS a Łukasz zrezygnował w ogole z turystyki na rzecz jazdy po torze... Ciekawe dlaczego takie zmiany ;-)
 
Biuletyn: Imię: Email:
              
      Nie masz konta?

BIULETYNKontaktO nasMapa stronyPolityka Prywatności i ZaufaniaRegulamin korzystania z serwisu
Copyright © 2006-2008 grupa eturystyka.org - Wszystkie prawa zastrzeżone;