Bilety lotnicze Relacje z podróży
Czytaj pocztę Noclegi Wycieczki
Forum Fotoreportaże
      BiuletynBiuletyn   RejestracjaRejestracja
WycieczkiNoclegiBilety lotniczeCzartery jachtówTargi turystycznePogoda
Amerykanskiego paradoksu ciag dalszy - cuda architektury
Autor: Tomasz Grzegorczuk   
Cuda architektury
Wiem, wiem, ze już pisałem o kartonowo-tekturowych budowlach upowszechnionych w USA, ale podczas ostatniego pobytu w USA postanowiłem bliżej zainteresować się tematem. Wielkie było moje zdziwienie, kiedy odkryłem, ze większość Amerykanów jest po prostu zafascynowana stylem budownictwa powszechnie obowiązującym na tym kontynencie. W moim mniemaniu nawet domy za kilka milionów dolarów są po prostu tandetne i na pewno nie warte swojej ceny. Inne niż amerykański style budownictwa są po prostu nieznane, podejrzewam, ze prosty, aczkolwiek funkcjonalny styl śródziemnomorski byłby przebojem, a nawet zwykly murowany domek jednorodzinny jakich wiele w Polsce zrobiłby niezłą furrorę.

23.jpg  24.jpg

Dodatkowo moja uwagę zwróciła gęstość zabudowań ( przykład na zdj. powyżej) jaka można spotkać szczególnie w dużych miastach. Zapewne w wielu przypadkach rodowity Amerykanin wychowany na jedzeniu z McDonalda ma na codzien poważne problemy z przejściem pomiędzy swoim, a domem sąsiada i jest zmuszony do używania tylko wejścia frontowego. Wniesienie pralki, lodówki, czy większego mebla to prawdziwe wyzwanie, a cala funkcjonalność tych budynków  jak i przestrzeni przy nich (tzw. yard-u) staje pod znakiem zapytania. Jakość komponentów budowlanych, a także ich wzorów jest na tyle żałosna, ze domy różnią się miedzy sobą jedynie gabarytami. Okna, drzwi czy nawet klamki występują w kilku wzorach wiec unikatowosc budynku pozostaje czymś abstrakcyjnym.
Oczywiście są zalety tego rodzaju budownictwa, pierwsza i chyba jedyna jakiej udało mi się dopatrzyć jest dosyć prosty sposób budowania takich obiektów, co w znaczny sposób przekłada się na szybkość realizacji, a także na dostępność mieszkań, które można wykonać we własnym zakresie, bez używania ciężkiego sprzętu praktycznie nie używanego w budownictwie lekkim. Główna wada natomiast jest nietrwałość tekturowych budowli, co w praktyce oznacza konieczność przeprowadzania regularnych remontów. Im dłużej nad tym myślę tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, ze te cale amerykańskie budownictwo było celowo tak stworzone. Konieczność częstych renowacji napędza koniukture, ludzie maja pieniądze, ale i maja je na co wydawać dzięki czemu ogromny odsetek społeczeństwa zatrudniony w budownictwie ma prace.

Nie dosc, ze prowizorka to na dodatek tandeta!

Znaczna czesc amerykanskich dóbr konsumpcyjnych cechuje sie bardzo mala trwaloscia. Miarka Stanleya peka po miesiacu uzytkowania, wiertarka Bosha ma zaledwie kilkakrotnie dluzsza zywotnosc, cieknie z silnika 5 letniego BMW,a w 7 letnim puszcza chlodnica. Wszystko peka, psuje sie mimo iz pochodzi od renomowanych firm. Na dodatek nie zawsze mozna awarie usunac i jedyne co pozostaje to kupic nowy produkt. W zasadzie to nie ma sie czemu dziwic, Mercedes wyprodukowany w Niemczech zawsze bedzie lepszy od tego wyprodukowanego w USA, amerykanski Budwiser nigdy nie dorówna Czeskiemu, a  chleb z  piekarni w Baciutach zawsze bedzie lepszy od tego z polskiej piekarni w Chicago. To przeciez inny kontynent, produkcja na miejscu zawsze bedzie tansza od importu. Na nieszczescie uzytkownikow wiekszosc fabryk duzych koncernów zlokalizowana jest w Ameryce Poludniowej i gdzies po drodze do sklepu produkty traca na jakosci. Zreszta, nikt przeciez nie protestuje, wazne zeby wszyscy mieli prace!

Amerykanskie dokumenty

Nie masz prawa jazdy? Nie możemy włączyć ci gazu!


Wiem, ze to powyżej brzmi jak kompletna paranoja, ale tak właśnie było/jest (?). Pierwsze o co cię zapytają przy podłączaniu, zakładaniu czegokolwiek to numer twojego prawa jazdy lub karty SS. Jeżeli nie posiadasz żadnego z powyższych większość po prostu nie będzie chciała nawet z tobą rozmawiać. Nawet podłączenie głupiego telefonu będzie bez tych dokumentów problemem. Mi udało się podłączyć telefon, po kilkukrotnym faxowaniu paszportu i innych dokumentów z Polski i kilkudniowymi pertraktacjami włącznie i to w takim mieście jak Chicago! Załóżmy wiec sytuacje, ze jako turysta, przyjeżdżamy do USA i chcemy tu trochę pomieszkać, żeby np. poznać lepiej lokalne obyczaje. W tym celu wynajmujemy mieszkanie, bo nie stać nas na miesiąc, czy dwa mieszkania w hotelu. Z tym nie ma większego problemu, mieszkanie można wynająć bez amerykanskich dokumentów, gorzej będzie, jak będziemy chcieli w tym mieszkaniu podłączyć gaz, prąd i telefon. Wszędzie będą wymagane amerykańskie dokumenty, a uzyskanie tych w 2002 w sposób legalny  nie było możliwe. Można wiec wywnioskować, ze USA to mało przyjazny dla turysty kraj.Pragnę tutaj nadmienić, iż sytuacja zmieniła się na gorsze po tym 11 września 2001. Od tamtej pory nie można już nigdzie w USA legalnie wyrobić numeru social security, co nie oznacza ze nie można w sposób nielegalny załatwić sobie legalnego dokumentu. I tak nasi pomysłowi rodacy wiodą prym w tej kwestii, no może nieco ustępując w pomysłowości Meksykanom. Na początku roku 2002 dosyć popularnym, ale i kosztownym sposobem ( od 2000-5000$) na uzyskanie powyższych dokumentów były wycieczki do mniej polonijnych stanów. Polegało to na wklejeniu do paszportu aneksu podrabianej w NY wizy pracowniczej i wyjazdu do mniej spolszczonych stanów w celu wyrobienia legalnych dokumentów. Leniwa natura amerykańskich urzędników pozwalała na taki manewr, gdyż nie weryfikowano autentyczności wizy pracowniczej wychodząc pewnie z założenia, ze skoro ktoś wjechał legalnie do USA to jest tu legalnie. Oczywiście takie przekrety nie maja miejsca bytu w takich skupiskach polonii jak Chicago, gdzie pomysłowość rodaków jest znana niemalże we wszystkich urzedach.
Warto tez powiedzieć kilka słow o funkcjonalności samych dokumentów. W USA nie istnieje cos takiego jak ochrona danych osobowych. Znając czyjś numer social security, czy numer prawa jazdy bez problemu można dowiedzieć się wszystkiego o danym człowieku. To gdzie ktoś mieszka, gdzie pracuje, jakie brał kredyty, a nawet jakie studia skończył przestaje być tajemnica. Istnieją specjalne biura gdzie za opłatę 10$ można kupić sobie dane o interesującym nas osobniku podając numer jednego z wyżej wymienionych dokumentów.
Na stronie freestylerpl.republikapl/generalnie.htm opisałem ówcześnie znane mi sposoby zdobycia zielonej karty. Z biegiem czasu  dowiedziałem się o nowym sposobie legalizacji, mianowicie legalność można sobie kupić. Kosztuje to dosyć dużo - niejednokrotnie kilka lat pracy, ale z drugiej strony jest się jednak legalnym i można brać kredyty na spłatę swojej legalności. Handel rożnymi rodzajami dokumentów jest dosyć powszechny w USA, wystarczy zainteresować się tematem. Mi osobiście proponowano kupno mojego paszportu z ważną wiza turystyczna za 7000$. Chyba podurnieli! Za mój pamiątkowy paszport z około setka pieczątek w środku 7000$, co za zniewaga!:-)

Przy okazji rozprawiania o dokumentach chcialbym pogratulowac pomyslowosci twórcy druku, który  nazywa sie Miedzynarodowym Prawem Jazdy wydanym w Polsce pod koniec 2001 roku. Wprawdzie ta siedmio stronicowa ksiazeczka zawiera kilku jezyczny przedruk kategorii samochodów jakie mozemy prowadzic, to kraje w których mozemy te pojazdy prowadzic zostaly wymienione na okladce i tylko w jezyku polskim. O ile  daloby sie wytlumaczyc dla kanadyjskiego policjanta, ze Canada to po Polsku Kanada, o tyle dla amerykanskiego bedzie bardzo ciezko wytlumaczyc, ze to co jest napisane pod numerem 94 czyli: "Stany Zjednoczone Ameryki" oznacza USA. Radze wiec wozic ze soba slownik i gdy trafimy na dociekliwego policjanta to nalezy otworzyc slownik i pokazac tlumaczenie nazwy. Jak slyszalem w polskiej audycji nadawanej w Chicago nie bylem odosobniony z tym problemem, wiec jeszcze raz gratulacje za nieslychana wyobraznie dla polskiego urzedu komunikacji, czy jakkolwiek ta instytucja sie nazywa - tym bardziej, ze dokument posiada trzy strony puste na których mozna by wymienic kraje go akceptujace w kilku jezykach.

Amerykanskie Banki

Do tej pory myslalem, ze gorszego banku niz BRE Bank (naliczali odsetki od splaconego kredytu i na dodatek zgubili moje dokumenty) juz nie znajde na calej planecie. W jak wielkim bledzie bylem uswiadomilem sobie dopiero po kilku wizytach w amerykanskich bankach. Pomijajac fakt, ze bankiem w USA moze byc kartonowa buda wielkosci dwóch kiosków ruchu to caly metlik przepisów bankowych pozostaje dla mnie jako ekonomisty z wyksztalcenia do tej pory niezrozumialy. Zacznijmy od tego, ze w USA zdecydowanie dominuja rozliczenia bezgotówkowe. Pensje od pracodawcy dostaje sie w formie czeku który trzeba spieniezyc. Dla nielegalnego emigranta przysparza to niemalych klopotów. Zeby spieniezyc czek, czy nawet posiadac konto bankowe teoretycznie wymagane sa dwa amerykanskie dokumenty. Wiec kiedy jestes turysta i np. dostaniesz od cioci na urodziny czek na 500$ teoretycznie mozesz go sobie ... Bynajmniej, nie nalezy sie tym przejmowac bo sa sposoby obejscia przepisów. Jezeli posiadamy znajomego, który jest legalny to moze on nam grzecznosciowo "przetoczyc" nam czek przez swoje konto i oddac nam gotówke do reki. Innym sposobem sa najrózniejsze biura spieniezania czeków. Pobieraja one wprawdzie dosc wysoka oplate za wymiane czeku na gotówke i niekiedy trwa to nawet tydzien, a dodatkowo tez sa wymagane amerykanskie dokumenty, ale co bardziej przedsiebiorczy wlasciciele czesto przymruzaja oko na ich brak. Osobiscie wybralem metode "na topór", czyli poszedlem do banku i zazadalem spieniezenia czeku za okazaniem paszportu. Trafilem na niedoinformowana pracowniczke banku, której wmówilem, ze bylem tu wczoraj i ze obiecano mi spieniezenie czeku w dniu dzisiejszym, po czym zrobilem zdenerwowana mine i dodalem, ze jestem lekcewazony a mój czas jest marnotrawiony przez niekompetentnych pracowników. Udalo sie i to nie raz, ale i nie od razu. Nie polecam mojej metody, jest dosyc ryzykowna i wymaga umiejetnosci aktorskich, chcialem jedynie za pomoca tego przykladu pokazac, jak duzy balagan i niedoinformowanie mozna spotkac w tak powaznej instytucji jaka powinien byc bank.

Podejscie ekologiczne

Przypadki z autopsji.


Przypadek 1 Boston 2001.

Pytam:

JA: Panie X, a co mam zrobic ze sloikami po ogórkach i pustymi butelkami po piwie?

PAN X: Jak to co? Wyrzucic.

Widze, ze czlowiek chyba nie zrozumial o co mi chodzi, wiec ciagne dalej:

JA: Bo widzi pan panie X, u nas w Polsce to mamy na wiekszosci osiedli takie specjalne smietniki. Jeden na szklo, jeden na plastik itd.

PAN X: U nas w Ameryce wrzuca sie wszystko do worka i wystawia na ulice.

No comments.

Przypadek 2 Chicago 2002

Pytam:

JA: Pani Y, czy Amerykanie w tych wspanialych drapaczach chmur w downtown pracuja na trzy zmiany?

PANI Y:
No czys ty zdurnial? Amerykanie w biurach pracuja do 15.00, góra do 16 godz.

JA: To dlaczego w tych biurowcach cala noc pala sie swiatla?

PANI Y: Zeby sie ladnie swiecilo , dla dekoracji.

Comments:
A te media amerykanskie ciagle trabia o jakims kryzysie energetycznym w USA, ach te media.
I do tego ci niedoedukowani ekolodzy, w 2002 roku protestowali, ze kazdego roku tylko o sam Sears Tower rozbija sie noca 600 ptakow, ktore myla swiatla drapaczy chmur z gwiazdami na niebie. Ale kogo obchodza ptaki?! Ma byc kolorowo!

Przypadek 3, Woodfield,IL 2002

25.jpg
Jak sie zabetonowuje wszystko w promieniu 100  kilometrów od centrum i to bardzo progresywnie, to przeciez te zwierzaki musza sie gdzies podziac i tak w  Bostonie widzialem biegajace po ulicy borsuki oraz skunksy, na Florydzie mozna zastac aligatora w ogródku, a w Illinois biegajace gesi na podmiejskim parkingu.



Jestem przestepca! Jestem przestepca!

Pojechalismy z kolega na Lake Shore Drive zrobic kilka fotek Chicago noca. Z promenady nad jeziorem roztacza sie piekny widok na swiecace jak choinka downtown. Brama byla otwarta, nie bylo tablicy z napisem "nie wchodzic", zreszta jadac Lake Shore Drive mile wczesniej na tej samej promenadzie widzialem jakas parke moze bardziej zainteresowana soba niz widokiem, wiec grzecznie zaparkowalismy samochód i zaczelismy fotografowac. Przyjechala policja i wypisala nam wezwanie do sadu. Nic nie pomogla argumentacja typu: skad moglismy wiedziec, ze nie mozna spacerowac po 22  nad jeziorem? Na pytanie, czy moge tego wezwania nie podpisywac policjant trzymajac reke na palce policyjnej wykrzyczal, ze jak powiem jeszcze slowo to spedze noc w wiezieniu! Paranoja, nie dal nawet czasu zeby przeczytac to co podpisywalem, w ogóle byl bardzo niekulturalny, a nawet sprawial wrazenie agresywnego. No cóz, za kilka dni mialem samolot do Europy, a siedzenie osmiu godzin z siniakami na tylku nie bylo zachecajaca perspektywa wiec grzecznie podziekowalem za ten sadowy swist, który mozna obejrzec ponizej.
  
26.gif  27.gif
 

Jako, ze na dniach mialem opuscic USA zadzwonilem do tego sadu, gdyz rozprawa wypadala miesiac po moim wylocie. Od niedoinformowanej urzedniczki w sadzie próbowalem telefonicznie  dowiedziec sie co mam w takiej sytuacji zrobic, gdyz na rozprawe stawic sie raczej nie moge. W odpowiedzi uslyszalem pytanie o numer telefonu mojego prawnika, a to juz chyba lekka przesada, zebym musial brac prawnika do wykroczenia jakim bylo przebywanie noca nad jeziorem. Potem próbowalem wypytac sie o jakies dokumenty, które by mi umozliwily ewentualny wlot do USA na ta rozprawe bo wiadomo, ze z tymi wjazdami do USA to roznie bywa. Tu odeslano mnie do Waszyngtonu, a gdy odpowiedzialem ze nie mam czasu ani ochoty zwiedzac Waszyngtonu to finalnie zaproponowano mi: zaplacenie za nie sadzenie! Tego bylo juz za wiele, czulem sie niewinny i nie zamierzalem sponsorowac lokalnych organów prawno-administracyjnych, wiec niech sie sadza beze mnie!


Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć
Strona autora relacji.
 
Biuletyn: Imię: Email:
              
      Nie masz konta?

BIULETYNKontaktO nasMapa stronyPolityka Prywatności i ZaufaniaRegulamin korzystania z serwisu
Copyright © 2006-2018 grupa eturystyka.org - Wszystkie prawa zastrzeżone;