Bilety lotnicze Relacje z podróży
Czytaj pocztę Noclegi Wycieczki
Forum Fotoreportaże
      BiuletynBiuletyn   RejestracjaRejestracja
WycieczkiNoclegiBilety lotniczeCzartery jachówTargi turystycznePogodaGrupy dyskusyjne
Blog
Wybierz blog


Start arrow Blogi

Jordania
Autor: Małgorzata   
niedziela, 29 lipiec 2007
Jordania. Kto z nas, zapytany, gdzie leży Jordania, odpowie prawidłowo, bez zerkania na mapę? Ile czasu potrzeba, aby zdecydować się na urlop tamże? Zapewniam, że parę chwil, jeśli oferta jest korzystna. Decyzja zapada więc szybko: tydzień w Jordanii. Bedzie fajnie, myślę, zobaczę Morze Czerwone, Morze Martwe, slynną Petrę. Mówią, że Jordania jest najbardziej europejskim ze wszystkich krajów arabskich, więc nie ma się czego bać... Wyjeżdżam z bratem Leszkiem, mój chłopak zostaje, nie ma urlopu. Z podróży wysyłam mu tylko dramatyczne SMS-y. Przytoczę je tutaj, są najlepszym odzwierciedleniem tego, co się działo.

Sobota

P: I co tam?
 
Ja: Jest fajnie. Hotel elegancki. Pokój duży. Szwedzki stól dość bogaty. Tylko ponoć do plaży jest 15 km, musimy to jutro wyjaśnić. Kraj może być. Arabi fajnie wyglądają w tych swoich bialych sukienkach. Chyba zaraz pojdę spać, bo jestem zmęczona podróżą. I słychać disco. Muzyka arabska. Trzeba się na nią otworzyć…


P: Odpoczywajcie. Dobrej nocy.

Niedziela
 
P: I jak z tym morzem?
 
Ja: Rano okazało się, że morze widać z okna naszego pokoju, więc jest dość blisko. Ale plaża, na którą mamy wstęp, jest poza miastem. I kursuje jeden umówiony bus. Dziś od godziny 10 jesteśmy właśnie na tej plaży, bo musiała jechać cała grupa.  Jest STRASZNIE gorąco. Zgłupieli, zaplanowali powrót na godz. 16. Kto wytrzyma tyle na ostrym słońcu pierwszego dnia? Ja siedzę w knajpie, bo ma klimę. Na molo spotkaliśmy wcześniej fajnego araba, inżyniera z pobliskiego portu. I Hiszpankę. Rozmawialiśmy o wszystkim prawie godzinę. Skarżyła się, że obsługa jej hotelu nie zna angielskiego. I że w hotelu mieszkają tylko trzy osoby, a w restauracji obsługa wyznacza im stoliki, przy których mogą usiąść. Pisz, SMS-y dostaję za darmo.

 
P: Co to znaczy gorąco? Ile stopni? Jaka jest woda w morzu? Jaka plaża? Jak ze znajomością angielskiego?Jak z cywilizacją?

 
Ja: nasza grupa ma 21 osób. W naszym hotelu obsługa zna podstawy angielskiego. Trudniejsze rzeczy, jak to gdzie jest kościół, to już słabo rozumieją. A ten Arab-inżynier, Mahmud, dla przyjaciól Mudi, znał dość dobrze. Plaża: piasek z kamieniami i ze śmieciami. Bardzo mało ludzi na plaży. Za to nasz hotel ok. Duże pokoje, czysto, żadnych stworków, barek w lodówce, klima. Duża, elegancka restauracja i dobre jedzenie.

 
(to było o holetu Aquamarina II w Akabie)

 
Ja: A tak w ogóle to wcale nie chcieliśmy jechać na plażę. Chciałam iść do kościoła, ale pani zmusiła wszystkich, choć jej wczoraj zgłaszałam rezygnację z plaży. A nasza pani to jest w zastępstwie prawdziwego rezydenta, który zachorował i kobieta się nie zna na prowadzeniu grup, nie ostrzegla nas np przed slońcem, tylko pierwszego dnia zaplanowala 6 godzin na plaży. Ale za to zna polski i arabski.


P: jak pani jest głupia, to musicie się jej urwać. Nie musicie wszędzie chodzić z grupą. Jak z wycieczką do Petra?
 
JA: Damy radę. Z panią idzie się dogadać na ludzkiej stopie. Po prostu nie zna się na prowadzeniu wycieczek. A jej mąż jest Palestyńczykiem i pracuje w ambasadzie. A pani została wyrwana do prowadzenia wycieczki, kiedy wieszała firanki. A trzy lata temu pracowała na Stadionie. Poza tym ludzie w Jordanii są mili, gościnni, I wydaje sie, że zrobią dużo, żebyśmy poczuli, ze Jordania to jest nasz kraj.

 
Niedziela po południu:

P: u nas burza, a u Ciebie :-)
 
JA: Tylko można pozazdrościć.  U nas 40 stopni. Jeszcze jesteśmy na plaży. Tesknię za burzą. Leszek strzaskał sie na czerwono.


P: uważajcie z tym slońcem.
 
JA: Pani zarządzila, że jutro też na plażę. Nie ma wyjścia.


P: no nie żartuj. Nie musicie z nią chodzić. Co ze zwiedzaniem?
 
JA: Pani nas zmusza, żeby jechać z nią do Petry za 80 dolarów, a my sprawdzamy, czy wycieczka wynajęta na mieście nie byłaby tańsza. Pani mówi, że stracimy ubezpieczenie, jak pojedziemy bez niej. Poszlismy w osiem osób na miasto, pilismy świeże soki owocowe, a potem w knajpce nad brzegiem morza moczyliśmy nogi w Morzu Czerwonym (stolik był w wodzie) – fajny klimat, nie? I badalismy sprawę innego dojazdu do Petry.

 
Poniedzialek:
 
JA: Nie poszłam dziś na plażę. Pani się obraziła, że nie zglosiłam wczoraj. Źle się czuje. Mam biegunkę. Boli mnie głowa i plecy. I jestem niewyspana. Myślę, że mi przejdzie do wieczora.


P: To się wyśpij. Weź laremid. I niech ci przejdzie.

poniedziałek wieczorem:

P:I jak się czujesz?
 
JA: Trochę lepiej. Jeszcze leżę w łóżku, ale już mogę czytać. Leszek też miał biegunkę. Pewnie te soki owocowe…

 
P: jak ci do jutra nie przejdzie, idź do lekarza.

 
Wtorek

P: i jak dzisiaj?
 
JA: o dziwo, znacznie lepiej. Siedzę na plaży. Przestała mnie boleć glowa.

 
P: Cieszę się, że już ci lepiej, ale martwię się o Ciebie. Czy coś poza plażą uda Ci się zobaczyć?
 
JA: jutro planujemy wyjazd do Petry, bez pani. Szukaliśmy najtańszej opcji. Dziś na plaży całkiem fajnie. Pływam w basenie. Ludzie chodza nurkować, ale dla nas to za drogo (40 dinarow dla początkujących) i zbyt strasznie.

 
P: pamiętaj, że w tym kraju piątek jest dniem świątecznym.

 
JA: w piątek jedziemy nad Morze Martwe, bo to po drodze do stolicy, więc się nie martwię, że w piątek święto.
 
P: no, to juz lepiej. nareszcie jakies pozytywne informacje :-)
Jak już będziesz wiedzieć, o której przylatujesz, to daj znać.
 
JA: Już wiem. Będziemy w Warszawie o 6 rano. A nasza pani nie lubi Żydów, bo napadli na Palestynę i zabrali Palestyńczykom miejsce do życia.

 
JA: News z ostatniej chwili: Pani zabroniła recepcjonistom wydać nam nasze paszporty – chce, zebyśmy jechali z nią do Petry za 80 dolarów, a nie samodzielnie za mniej. I podobno wiza do Akaby jest bezplatna a my zapłaciliśmy 15 dolarów. I mamy uiścić opłatę wyjazdowa 30 dolarow, choc inne wycieczki płacą tylko 8… Na razie mnie to bawi…

 

Środa

 
JA: Dziś bylo fajnie: zmęczyliśmy się w Petra, upał okropny. Wspaniałe miasto! Potem pani zrobiła zebranie i postraszyła nas policją turystyczną. Nie do końca rozumiem rolę policji w tym kraju. A nasza pani się obraża i ma fochy. Było zabawnie. Potem – bez pani – poszliśmy negocjować z Arabami wyjazd do Wadi Rum na jutro.

 

Czwartek

 
JA: Wadi Rum było super. Tu wieczorkiem spada temperatura do 20 stopni i jest bardzo przyjemnie I romantycznie. Arab-Kierowca opowiadał nam o swojej ukochanej, która go rzuciła i opowiadał, ile biorą tancerki brzucha za dwie-trzy godziny z mężczyzną.  Taksówkarze maja duże zniżki J. A tancerki sa z Ukrainy… Wie, bo je podwozi, a czasem jeździ z nimi na zakupy…

 
Piątek

P: Kitek, kiedy dokladnie wracasz?
 
JA: Kitek – teoretycznie wylatujemy w piątek o trzeciej w nocy. Ale może sie coś zmienić, bo walczymyo te bezprawnie pobrane od nas dolary, jako opłatę za wizy wjazdowe do Akaby, które sa bezpłatne. Dziś będziemy nad Morzem Martwym.

 
(*Dziękuję Monice i jej chłopakowi, że o to walczyli.)

 
Piątek w nocy, z lotniska:
 
JA: Będziemy w Polsce o godzinie 6. Mamy paszporty, zwrócono nam kasę za wizy. Jordania to piękny kraj, tylko niektóre baby są głupie.

 

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze.

Komentarze
Dodane przez frona w dniu - 2008-04-02 22:53:30
hi

Powered by AkoComment 2.0!

 
Pobierz nagłówki ostatnich blogów dla gosiaczek112. - Pobierz nagłówki ostatnich blogów dla gosiaczek112.
Biuletyn: Imię: Email:
              
      Nie masz konta?

REKLAMABIULETYNKontaktO nasMapa stronyPolityka Prywatności i ZaufaniaRegulamin korzystania z serwisu
Copyright © 2006-2008 grupa eturystyka.org - Wszystkie prawa zastrzeżone;