Bilety lotnicze Relacje z podróży
Czytaj pocztę Noclegi Wycieczki
Forum Fotoreportaże
      BiuletynBiuletyn   RejestracjaRejestracja
WycieczkiNoclegiBilety lotniczeCzartery jachtówTargi turystycznePogoda
Legendarny kecz Stormvogel - 1978
Sztormowy Ptak, nazywany przez ornitologów petrelem burzykiem, często występuje w marynarskich legendach. Podobnie i kecz "Stormvogel" jest już bohaterem opowieści snutych przez współczesnych żeglarzy. Ma setki tysięcy mil pod kilem, był wszędzie i osiągnął wszystko. Widziano go pomiędzy atolami Polinezji i koło Hornu. Sześć razy opłynął Ziemię. Wygrał 30 spośród 40 wielkich oceanicznych regat w których uczestniczył, wśród nich: Sydney-Hobart, Buenos Aires- Rio, Newport- Bermudy, Fastnet, Transpacific, itd.

14.jpg  15.jpg  16.jpg

Admirał Piero Bernotti, były skiper "Corsaro II", szkolnego jachtu włoskiej marynarki wojennej, tak wspomina swoją walkę ze "Stormvoglem"

"12 lipca 1965 roku "Ticonderoga" i "Stormvogel" przy czterdziestowęzłowym wietrze leciały jak w surfingu. Bryzgi wody strzelały sprzed ich dziobów niczym u kutrów torpedowych. Jachty pod grotżaglami i grubymi spinakerami osiągały prędkość 20 węzłów.

W pewnej chwili na Ticonderoga" pękło okucie pięty bomu. Mimo tej awarii jacht w 24 godziny pokonał dystans 250 mil, z czego połowę bez grota. Na "Stormvoglu" złamał się bom, ale i jego prędkość rzadko spadała poniżej 10 węzłów. W miejsce grota postawiono fok i kontynuowano regaty.

70 mil przed metą, czyli po przepłynięciu 2.200 mil, "Stormvogel" wypadł nieoczekiwanie zza ściany tropikalnej ulewy i próbował za wszelka cenę wyprzedzić nas. Wiała ósemka. "Stormvogel", który chwilami osiągał 20 węzłów nie był jednak w stanie wyjść na pierwszą pozycję".

Ta niezwykle batalia pomiędzy dwoma słynnymi keczami rozgrywała się w godzinach nocnych w pobliżu cieśniny Kolokai, znanej z permanentnie zlej pogody. Regaty pełnomorskie maja to do siebie, ze prawie niemożliwe jest śledzenie ich z bliska. Ta scena też nie miała świadków. Nikt nie mógł oklaskiwać dwóch rywali w końcowej fazie wyścigu, w najtrudniejszych morskich warunkach. "Ticonderoga" wygrał Transpacyficzne regaty wyprzedzając konkurenta o niespełna 5 kabli.

Cofnijmy się jednak do początku chwalebnych dni "Sztormowego Ptaka". Holenderski magnat drzewny Cornelis Bruynzeel, zwrócił się do czterech najlepszych na świecie konstruktorów (Van de Stadt, kpt John Illinworth, Jack Giles i Primose Angus) aby skonstruowali mu jacht, który będzie najszybszy od wszystkich innych.

W kwietniu 1961 marzenia Bruynzeela spełniły się. Wodowany w Kapsztadzie prawie 23 metrowy kecz w kilka miesięcy później w regatach Fastnet, pokonał w ciężkich sztormowych warunkach flotyllę 90 jednostek. Nit wiadomo komu bardziej zawdzięcza się odniesiony sukces: sternikowi czy tez nawigatorowi, którym był nie kto inny jak sam Sir Francis Chichester, który rok wcześniej pokonał konkurentów w I Samotnych regatach atlantyckich.

"Stormogel" był nie tylko największą jednostką biorącą udział w Fastnet, ale jednocześnie posiadał najmłodszego człon ka załogi: Lindę, jednoroczne dziecko kapitana Gordona Webba i jego małżonki Jennifer, zamustrowanej jako kuk. Prawdopodobnie po raz pierwszy w historii na regatowym jachcie zacumowanym w Cowes powiewały na takielunku suszące się pieluszki.

Po tym wyścigu jacht zwrócił na siebie uwagę szerokiego środowiska żeglarskiego. Jego sylwetka robiła wrażenie nawet na niezbyt doświadczonym oku. Fastnet otworzył złotą passę sukcesów holenderskiej łodzi, która w kilka lat później podniosła banderę południowoafrykańską.

Bruynzeel, urodzony w 1900r. w Roterdamie, przeniósł się w 1948 r. do Kapsztadu, gdzie w krótkim czasie szeroko rozwinął przemysł drzewny. Z krajem tym praktycznie związał się przez 20 lat.

Na początku 1962 r. Holender poprowadził "Stormvogla" w wyścigu Buenos Aires- Rio de Janeiro, organizowanych co trzy lata, począwszy od 1947 r. Jacht z 18 osobową załogą nie tylko był pierwszy na mecie (1.200 mil w 7 dni 23 godz. i 37 min.), ale pobił o 35 godziny stary rekord tej trasy.

16 czerwca tego samego roku jacht stanął na starcie regat w Newport. Na 132 uczestników był drugim na mecie w Bermudach.

Rok 1963 otworzył zwycięstwem w regatach Skaw. W miesiąc później przybył drugi w wyścigu Fastnet, w którym żeglowało 130 łodzi, w tym 36 w I klasie.

W czerwcu następnego roku Bruynzeel powrócił do Newport aby wziąć rewanż za porażkę sprzed dwóch lat. Na linii startu usytuowanego na wysokości Brenton, nieopodal Newport, spotkali się wszyscy starzy znajomi. Po starcie "Stormvogel" natychmiast wysunął się na czoło. Pomimo słabego wiatru, faworyzującego mniejsze jednostki, Bruynzeel nie oddal prowadzenia przez 635 mil, pozostawiając daleko w tyle całą "armadę" 143 konkurentów z pięciu klas.

Po zimie spędzonej na ciepłych wodach Karaibów, w lutym 1965 jacht dotarł do Buenos Aires. 0 owych regatach do Rio armator nigdy nie lubił wspominać. Błąd taktyczny kosztował porażą w pasjonującej walce z nie mniej słynną "maszyną wyścigową", amerykańską "Ondine".

Z Rio, poprzez Kanał panamski, łódź trafiła do Los Angeles na Transpacific Race. Wśród 53 rywali 13 reprezentowało tę samą klasę. Cztery jednostki były większe od "Stormogla". Międzynarodowa załoga "Sztormowego Ptaka" miała tym razem bardzo poważnych konkurentów. Była tu "Ticonderoga", 22- metrowy kecz, zbudowany 25 lat wcześniej przez Francisa Herreshoffa i dowodzony przez słynnego sternika Boba Johnsona.

Można się było obawiać nowego aluminiowego jachtu średniej wyporności "Kialoa II" ze sternikiem Jimem Kilroy'em, a także "Andacoius", który walczył burta w burtę na Bermudach w 1962 r. i wielkiego szkunera "Serena" (25,30 m).

Załogę stanowiło 13 mężczyzn i dwie dziewczyny- kuki: Holenderka do głównych potraw i Francuzka do francuskich deserów. Świeżo zamustrowany Amerykanin Richard chorował od pierwszego dnia pobytu w morzu. Armator wygarnął mu któregoś dnia: "Przyjacielu, gdy we wstępnej rozmowie pytałem cię o chorobę morską, odpowiedziałeś, że tylko raz w życiu byłeś na nią chory. Więc jak to jest naprawdę?". Speszony młodzian przyznał ze skruchą: "Tak, ale ja byłem przedtem tylko jeden raz na morzu".

Po 9 dniach i 14 godzinach żeglowania "Stormvogel" przeciął linie mety o 6 minut za "Ticonderogą"". Były to najtragiczniejsze minuty w życiu Mr Bruynzeela.

W drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia "Sztormowy Ptak" stawił się na starcie regat Sydney- Hobart (rozgrywane corocznie od 1945 r.), które już wtedy cieszyły się dużą popularnością. Wyścig ma dużo wspólnych cech z Eastnet. Oba odbywają się na trasie ok. 700 mil w niezbyt dużej odległości od wybrzeża. Problemy nawigacyjne nie przedstawiają tutaj specjalnie dużych problemów. Ważniejsza jest taktyka.

Wyścig australijski ma jednak pewien element szczególny. W kraju, gdzie żeglarstwo jest sportem narodowym, regatami pasjonuje się szeroka publiczność. Każdemu startowi w Sydney towarzyszą dziesiątki tysięcy entuzjastów na brzegu i na jednostkach pływających.

Fachowcy liczyli na zawziętą rywalizację pomiędzy "Stormvoglem" i "Corsaro II", włoskiej marynarki wojennej. Włochów spotkała cała seria niepomyślnych zdarzeń. Na trzy dni przed startem, skiper i jego zastępca ulegli wypadkowi samochodowemu. Ich udział był wykluczony. W dniu regat przylecieli z Italii ich następcy. W trzecim dniu wyścigu, w czasie zrzucania spinakera, wyleciał za burtę nowy zastępca kapitana Barbalonga. Szczęśliwie, po ośmiu minutach, wyłowiony został przez australijski jacht "Corroboree". Jol "Corsaro II" zameldował się na mecie na 24 miejscu, w 7 godzin po zwycięzcy "Stormvoglu".

W odróżnieniu od poprzednich edycji, w regatach tego roku, zabrakło silnych wiatrów. Czas "Stormvogla" – 3 dni i 20 godz., przewyższał o 17 godz, rekord "Ondyny", ustanowiony w 1962 r.

Nawigator ""Stormvogla" wyliczył, że w ciągu 4,5 roku żeglowania łódź przebyła 134.5OO mil morskich. Rzadko spotykany rekord!

W 1966 r. odbyły się regaty Hong Kong – Manila. "Stormvogel" wygrał je, poczym żeglował dla przyjemności po Morzu Chińskim, wokół Japonii, wzdłuż Kalifornii, na Galapagos.

Wiosną 1967 Jim Kilroy z "Kialoa Il" rzucił wyzwanie do udziału w Pucharze Kalifornii, rozgrywanym pomiędzy dwoma jachtami na wzór Pucharu Ameryki. Ściganie się na małym trójkącie nie dawało szans "Stormvoglowi". Ku zdumieniu wszystkich wygrał on jednak trzy spośród pięciu rozgrywanych biegów.

4 lipca start do Transpacific Race. "Ticonderoga" została sprzedana i jej kapitan Bob Johnson zamustrował w charakterze nawigatora na "Stormvogela", przeciwko któremu walczył dwa lata wczesniej. Na trasę wyruszyło 71 jachtów w czterech klasach, "Stormvogel" ze swoim nowym, 1,7 metrowej długości, bukszprytem stał się jednostką jeszcze szybszą także na lekkich i średnich wiatrach. W efekcie wygrał wyścig na 8,5 godziny przed "Sereną" i 13 godz. przed "Kialoa".

Sylwester 1967 świętowano pod Hornem, skąd jacht trafił do Newport na wyścig bermudzki. Drugie miejsce w czasie bezwzględnym i wkrótce potem start do regat transatlantyckich: Hamilton-Travemunde. Wśród światowej elity znajdował się także polski "Komodor" pod kapitanem Siwcem, który po przeliczeniu wypadł lepiej na mecie od "Stormvogla" (był drugi- za "Ondine"- w czasie bezwzględnym).

Z Niemiec "Sztormowy Ptak" popłynął na Maltę, gdzie w październiku po raz pierwszy zorganizowano Middle Sea Race, regaty wokół Sycylii. Długość trasy 634 mile, pogoda zwykle różna, od ciszy po sztorm. "Stormvogel" zameldował się pierwszy na mecie dzierżąc potem przez piec lat rekord trasy.

W rok później zwycięstwem w tej samej imprezie jacht zamknął swoja chwalebną regatową kartę, wycofując się ze sportowej areny.

17.jpg  18.jpg  19.jpg

W latach 1971-73 odbył podroż wokół globu, którą powtórzył później z nowym armatorem (w latach 1975-76), Szwajcarem Mattmannem.

W 1978 r. włoski przemysłowiec Adriano Godschmied zatrudnił mnie jako skipera na jacht, którego jeszcze nie posiadał. Miałem mu znaleźć duży i szybki jacht, na którym mógłby się nieco poregatwać. Po miesiącu rekonesansu pomiędzy Pireusem, Cannes, Balearami, Monte Carlo i Lizboną, znalazłem to czego oczekiwał mój przyjaciel.

W Antibes, na Laaurowym Wybrzeżu, stał przy kei, wystawiony na sprzedaż właśnie "Stormvogel". Adriano powiadomiony o warunkach sprzedaży przyjechał natychmiast z książeczką czekową. W kilka dni później pod salingiem grotmsztu łopotała w podmuchach mistralu polska bandera.

Zdjęcia Jacka Pałkiewicza są dostępne w Agencji Fotograficznej EASTNEWS www.eastnews.com.pl.

Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć
 
Biuletyn: Imię: Email:
              
      Nie masz konta?

BIULETYNKontaktO nasMapa stronyPolityka Prywatności i ZaufaniaRegulamin korzystania z serwisu
Copyright © 2006-2018 grupa eturystyka.org - Wszystkie prawa zastrzeżone;