Bilety lotnicze Relacje z podróży
Czytaj pocztę Noclegi Wycieczki
Forum Fotoreportaże
      BiuletynBiuletyn   RejestracjaRejestracja
WycieczkiNoclegiBilety lotniczeCzartery jachtówTargi turystycznePogoda
Zatoka Ha Long (Wietnam) - 1995
Thursday, 09 August 2007
Wietnamski cud natury stanowi wizytówkę turystyczną tego kraju

Kiedy pytają mnie jak rodzą się projekty moich podróży, nie zawsze znajduję precyzyjną odpowiedzieć. Z Ha Long wszystko jest proste. Archipelag ten zafascynował mnie po obejrzeniem filmu "Indochiny", będącego nostalgią za utraconą potęgą kolonialną. Zagadkowy czar egzotycznego świata Indochin uchodzi powoli w zapomnienie i ich koloryt oglądać można głównie na pożółkłych fotografiach w starych albumach. Chociaż.. są jeszcze zakątki z atmosferą minionych czasów.

131.jpg  132.jpg  133.jpg

Wyspy rozrzucone na wodach zachwycającej Zatoki Tonkijskiej, były tłem dla Catherine Deneuve. Spodobała mi się nadużywająca opium, despotyczna kobieta, która żelazną ręka zarządza plantacją kauczuku, ukrywając kobiecą wrażliwość pod grubą, nie przepuszczającą uczuć skorupą, ale jeszcze bardziej utkwiło mi w pamięci bajkowe piękno krajobrazów wysp.

"Jeśli nie odwiedziłeś zatoki Ha Long, to nie byłeś jeszcze w Wietnamie", pisał chiński poeta Xiao San. Wpłynąć do niej to jakby zagłębić się w stare orientalne malowidło, zdmuchnąwszy pokrywający je kurz cza­su, jest w tym coś magicznego. Tysiące maleńkich wysepek rysują się ciemnymi, wyrazistymi konturami na tle horyzontu, skąpanego w jaskrawych barwach zachodu; prawdziwie apokaliptyczny zachód słońca zalewa niebo krwistą czerwienią, świetliste strzały przeszywają na wylot nabrzmiałe chmury i rozpadają się na drżące złociste odłamki, połyskujące w wodach tej zachwycającej zatoki. Część tego fascynującego zakątka Wietnamu została uznana przez UNESCO w 1994 roku za obiekt światowego dziedzictwa przyrodniczego.

O świcie w różowej poświacie zabieram się z Hanhem Hoangthae z rybackiej wioski Baichay na kilkudniowy rejs dżonką, żeby z bliska ujrzeć ósmy cud świata, jak nazywają Wietnamczycy zatokę Ha Long. Przy kieliszku białego wina opowiada mi historię swojego życia. Był jeszcze dzieckiem, kiedy pod koniec wojny, w 1973 roku, pojawili się tu pierwsi rosyjscy turyści. W krótkim czasie Baichay stała się najsłynniejszą miejscowością letniskową całej Zatoki Tonkiń­skiej. Nauczył się więc paru słów po rosyjsku i zaczął pracować jako przewodnik. Potem uzyskał stypendium na studia
w Moskwie, zdobył tam dyplom inżyniera, a następnie zatru­dnił się w fabryce meblowej w stolicy byłego ZSRR. Za zaoszczę­dzone pieniądze kupił sobie dom i tę właśnie łódź, która zapewnia mu przyzwoity dochód. Już nie pracuje z turystami rosyjskimi, bo ich miejsca zajęli Francuzi, Amerykanie, Włosi.

Wyspy rozciągające się na długości ponad dwustu ki­lometrów, to wystające z wody wapienne góry-wysepki mające nieraz 200 metrów wysokości. Niedostępne niczym skalne fortece, o niemal gładkich, idealnie pionowych ścianach, podziurawione są mnóstwem jaskiń. Wody deszczowe przesączały się do wapienia, rozpuszczały go i drążyły jamy, które z czasem powiększały się, tworząc podziemne komory i korytarze - dzieło trwającej miliony lat erozji. Wysp obrośniętych tropikalnymi roślinami jest prawie trzy tysiące. Ulegają nieustannej erozji w wyniku działania wiatru i wody, które rzeźbią ich powierzchnię, nadając im najwspanialsze kształty, przypominające to ludzką głowę podobną do Sfinksa, to łabędzia, słonia czy walczących kogutów. Wszystko zależy od wyobraźni obserwatora i od tego z której strony je ogląda.

Żeglujemy spokojnie po turkusowym morzu, pomiędzy nie zamieszkanymi wyspami, które z rzadka tylko mają jakąś nazwę. Niegdyś miejsca te stanowiły pewne schronienie dla piratów, którzy mogli cieszyć się spokojem w trudno dostępnych grotach i gromadzić tam łupy zdobyte podczas napadów. Wielu jaskiń do dziś nie zbadano, ponieważ wejścia do nich znajdują się bardzo wysoko na pionowych, skalnych ścianach i są praktycznie niedostępne od strony morza.

Już po zapadnięciu mroku ledwie słyszalny, niebezpiecznie bliski plusk wyprzedza zarys dżonki, która jest jeszcze ciemniejsza niż noc, odrobinę rozjaśniona dzięki morskiej fluorescencji, i przecina nam niespodziewa­nie drogę, ślizgając się bezszelestnie po powierzchni wody. Statek widmo, a może piraci? Można by napisać na nowo którąś z powieści Josepha Conrada, są tu wszystkie niezbędne elementy składowe, atmosfera i sceneria są dokładnie takie jak te, które stanowiły tło dla korsarskich napadów na okręty. Przychodzą mi na myśl romantyczni bohaterowie polskiego marynisty, rekiny, opium i rubiny.

Niestety romantyczne dżonki zostały już prawie całkowicie wyparte przez praktyczniejsze łodzie motorowe. A żal, bo nie mówiąc o ich uroku, te tradycyjne łodzie o specyficznej formie charakterystycznej dla budownictwa okrętowego w Chinach, posiadają znakomite właściwości żeglugowe tak na rzekach jak i na morzu. Mają płaskie dzioby i rufy, małe zanurzenie, obszerne nadbudówki z trzciny i szerokie, prostokątne żagle plecione z włókien roślinnych, napinane za pomocą wielu równoległych rejek.

Zatoka tak urzekła Guy'a Hamiltona, reżysera filmu "bondowego" Człowiek ze złotym pistoletem, z Rogerem Moorem w roli głównej, że zażyczył sobie kręcenie scen właśnie w tym rejonie. Był rok 1974
i reżyser nie otrzymał zgody władz wietnamskich, musiał się zadowolić zatoką na południe od Phuket w Tajlandii, która w jakimś minimalnym stopniu przypomina Ha Long.
Legenda głosi, że ten archipelag jest czubkiem długiego grzebienia ogromnego smoka, ducha wody, który spoczywa na dnie morza, gdzie schronił się po napaści na wrogów swego kraju. To jemu oraz czapli, duchowi gór, zawdzięcza się powstanie narodu wietnamskiego.

Mijamy wyspę Titowa z uroczą, mikroskopijną plażą, podarowaną swego czasu przez Ho Chi Minha kosmonaucie rosyjskiemu. Wkrótce zatrzymujemy się na wyspie Bonau. Z półmroku wyłania się budząca grozę i zachwyt olbrzymia grota w której rybacy i ich rodziny znajdują ochłodę i wytchnienie od bezlitosnego, tropikalnego słońca.
Do jednej z atrakcyjniejszych zalicza się wyspę Bp Hon chroniąca w swym wnętrzu obszerny zespół jaskiniowy. Groty ciągną się w głębi ziemi przez setki metrów. Przemoczony od wysokiej wilgoci przybysz, z trudem porusza się w nieustannym półmroku. Każda z jaskiń wyróżnia się swoistym pięknem i jest ściśle związana z barwnymi legendami. To podziemne zaczarowane królestwo z wielokolorowymi stalaktytami powstało w wyniku przeciekających
od tysiącleci wód deszczowych.

W drodze powrotnej mijamy Cat Ba, największą wyspę archipelagu, jedną z kilku zamieszkałych. Wyspa i wody przybrzeżne są parkiem narodowym. W tym rejonie ichtiolodzy naliczyli 200 gatunków ryb, 500 mięczaków, 400 stawonogów oraz foki i delfiny. Jest już ciemno. Księżyc w pełni odbija się w morzu, uwydatniając czarny kontur śpiącego smoka: oto świat przepełniony spokojem, odległy o całe lata świetlne od nieznośnego chaosu naszych miast.
Rankiem od strony Filipin nadciąga świeży, wschodni wiatr, ogon tajfunu, który w miesiącach letnich często spada na wietnamskie wybrzeża. Natężenie wiatru słabnie po przejściu przez wyspę Hainan, a następnie przez barierę wysepek w Ha Long. To dlatego wody tutejszej zatoki nigdy nie są wzburzone.

W Baichay nie można nie zwiedzić malowniczego bazaru. Smakowity zapach smażonej ryby drażni nozdrza i żołądek. Nagła słabość uzmysławia mi, że mam apetyt na jedzenie. Podążam więc za smugą pociągającej woni. Wybieram jedną z knajpek. Wszystkie są jednakowo maleńkie, to raczej skromne szynki niż restauracje i wręcz przyklejone jedna do drugiej. Potraw jest tyle, że trudno dokonać wyboru. Przyglądam się wystawionym daniom: są tu najróżniejsze rodzaje ryb z rusztu, kraby, krewetki, duża ilość sosów ostrych, jak rybny "nuoc mam", i łagodnych, pachnące warzywa, krajane zielone banany, mięta, pomidory, tapioka i oczywiś­cie serwowany do wszystkiego ryż, przyrządzany na najdziw­niejsze sposoby, także w postaci słodkiej i nieco kleistej papki.

Wchodzę między stragany, na których zalegają wykonywane ręcznie z niezwykłą starannością wyroby lokalnej sztuki. Subtelna, porażająca uśmiechem i elektryzująca spojrzeniem panienka zachęca do kupna swojej produkcji. Wiele kobiet ma krwistoczerwone wargi i poczerniałe zęby od zapamiętałego żucia betelu. To zwyczaj szeroko rozpowszechniony wśród mieszkańców południowo-wschodniej Azji, przyzwyczajonych do tego łagodnego narkotyku. Aby uzy­skać odpowiedni efekt, owija się kawałeczek owocu palmy arekowej w liść pnącej rośliny, zwanej pieprzem betelowym, Piper betle, dodając szczyptę gaszonego wapna z muszelek i substancje zapachowe, przede wszystkim gambir, czyli wyciąg z liści lub pączków krzewu Uncaria gambir. Kwas zawarty w orzechu areki niszczy szkliwo na zębach i szkodzi dziąsłom, nikomu to jednak nie przeszkadza. Wygląd, który dla mnie jest niemal odstręczający, tutaj nie uchodzi za niemiły.

Moją uwagę przyciąga melodyjny, nieco zawodzący głosik. Spostrzegam drobniutką postać dziewczynki, ledwie widoczną spoza góry słomianych kapeluszy w kształcie stożka, charak­terystycznych dla tego kraju. Do tego stopnia, że stały się częścią krajobrazu. Można je zobaczyć na pochylonych głowach kobiet, zajętych pracą na ryżowiskach, i na głowach wieśniaków, którzy popychają sochy ciągnięte przez czarne bawoły. Noszą je rybacy, mieszkający na zacumowanych w zatoce łodziach i mieszkańcy miast, przemieszczający się po ulicach rowerem, który jest tu podstawowym środkiem transportu.

134.jpg135.jpg  136.jpg

Takie są właśnie Indochiny! Uwodziły i nadal uwodzą wielu podróżników atmosferą nieuchwytnej melancholii. Chcę na długo zachować te wspomnienia. Mam nadzieję, że delikatna zasłona tajemnicy, spowijająca ten region, gdzie życie płynie spokojnym nurtem, proste jak w minionych dniach, nie prędko zostanie zerwana.

Fotoreportaż z wyprawy.

Zdjęcia Jacka Pałkiewicza są dostępne w Agencji Fotograficznej EASTNEWS www.eastnews.com.pl

Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć

 
Biuletyn: Imię: Email:
              
      Nie masz konta?

BIULETYNKontaktO nasMapa stronyPolityka Prywatności i ZaufaniaRegulamin korzystania z serwisu
Copyright © 2006-2018 grupa eturystyka.org - Wszystkie prawa zastrzeżone;