Bilety lotnicze Relacje z podróży
Czytaj pocztę Noclegi Wycieczki
Forum Fotoreportaże
      BiuletynBiuletyn   RejestracjaRejestracja
WycieczkiNoclegiBilety lotniczeCzartery jachtówTargi turystycznePogoda
Tepui Conan Doyle - 1997
Autor: Jacek Pałkiewicz   
Zobacz w galerii:

Zobacz też:
Zagrożone przez turystów tajemnicze góry stołowe, symbol świata endemicznego, czekają jeszcze na odkrywców.

Niektóre ugrupowania ekologiczne w Wenezueli, wsparte raportem GIDA, Komisji Leśnictwa Uniwersytetu w Caracas, ujawniają dramatyczną sytuację unikatowego tworu natury - tepui Roraima. Tepui to niezwykłe, izolowane i nie do końca zbadane, potężne masywy skalne o płaskich wierzchołkach, wznoszące się pionowymi, prawie kilometrowymi ścianami ponad dziewiczy las amazoński. Na ich prawie całkowicie niedostępnych wierzchołkach wykształciło się wiele osobliwych form świata roślinnego i zwierzęcego nie spotykanych gdzie indziej. Według naukowców te należące do najstarszych na świecie formacje geologiczne są jedną z ostatnich białych plam na naszej planecie.

161.jpg  162.jpg  163.jpg

Tych gór stołowych jest ponad 50 i niczym archipelag rozciągają się na południowym wschodzie wenezuelskiej wyżyny Gran Sabana. Tylko nieliczne zostały dotknięte ludzką stopą, nie zapuszczali się też nigdy na skalne oazy przesądni tubylcy Pemon, bo jak głosi legenda, kraina ta jest miejscem zamieszkania królowej Kuin, matki ludzkości. Nawet desperackie wyprawy konkwistadorów hiszpańskich poszukujące w dorzeczu Orinoko krainę niezmierzonych bogactw - El Dorado, nie spenetrowały tego regionu.

Roraima to tepui najwyższy (2.810 m n.p.m.) i praktycznie jedyny dostępny dla turystyki.
Co roku na jej szczyt dociera ponad tysiąc osób. Skutek jest fatalny, bo masowy najazd przybyszy, przy braku jakichkolwiek infrastruktur, niszczy w sposób nieodwracalny delikatną równowagę biologiczną pomnika przyrody, stanowiącego wspólne dziedzictwo ludzkości. Piracka działalność przewodników, wysypiska śmieci, pozostałości ognisk, rozbudowany szlak turystyczny, wywóz kryształów kwarcu, pozostawione na skalnych ścianach napisy, wydeptanych kilkanaście kilometrów ścieżek, to wszystko unicestwia środowisko naturalne, które na świecie nie ma sobie podobnych.

Pierwsi eksploratorzy, zaintrygowani mitem skarbów, ściągnęli w ten region na początku XIX wieku. Robert i Richard Schomburgk, wpadli na ten ślad po przeczytaniu XVI wiecznej relacji Sira Waltera Raleigha, niestrudzonego poszukiwacza El Dorado: "Widziałem z bardzo daleka Kryształową Górę, która wydała mi się wielką dzwonnicą. Borreo, mój towarzysz podróży, powiedział mi, że na szczycie znajdują się diamenty i inne drogocenne kamienie. Podobno można je dostrzec już ze znacznej odległości. Lecz, co znajdowało się na górze, nie wiem ani ja, ani on, podobnie zresztą jak nie wiedział, jak można by było dotrzeć na wierzchołek pokonując nie tylko ogromne trudności wspinaczki, ale także wrogość tubylców".

Kiedy bracia Schomburgkowie dotarli do podnóża tepui Roraima, utwierdzili się w przekonaniu, że jest to właśnie słynna Kryształowa Góra, ale nie byli w stanie wspiąć się na nią. W 1884 roku przybyła do Wenezueli, subwencjonowana przez Royal Geographical Society, ekspedycja Everarda Im Thurma i Harry'ego I. Perkinsa, która po ośmiu tygodniach przedzierania się przez dżunglę, zdołała zdobyć szczyt mitycznego kolosa. Wprawdzie nie znalazła tam ani złota, ani drogich kamieni, ale zebrała wiele archaicznych gatunków roślin, których odkrycie zadziwiło świat botaniczny. Ich relacja z tajemniczego i baśniowego terenu, została złożona na forum Królewskiego Towarzystwa Geograficznego w Londynie. Wykorzystał ją Sir Conan Doyle do napisania przygodowej opowieści, pod frapującym tytułem "Świat zaginiony", której główny bohater profesor Challenger staje oko w oko z przedpotopowymi dinozaurami. Ona z kolei stała się pierwowzorem filmu "Park jurajski" Stevena Spielberga.

W 1912 roku twórca literackiej postaci Sherlocka Holmesa pisał: "Istnieją miejsca na świecie, które zostały takimi, jak wyglądała Ziemia w pradawnej epoce. Dociera się tam po długich dniach uciążliwych wędrówek, przemierzając gęstwiny dziewiczych puszcz, żeglując po niespokojnych rzekach, nie zaznaczonych na żadnej mapie. Aż w pewnym momencie na horyzoncie zarysowuje się ogromny masyw skalny koloru płonącej czerwieni. Cylindryczna góra o gładkich ścianach, perfekcyjnie strzelistych, jest niedosiężna. Ewolucja istot prehistorycznych na tym olbrzymim płaskowyżu, z wierzchołkiem o przedziwnej skalistej formie, została całkowicie zatrzymana. W górnych częściach wciąż żyją gigantyczne i monstrualne zwierzęta, które należą do zamierzchłych czasów naszej planety".

Właśnie tu jestem. Na tle lazurowego nieba, pośród pofałdowanego płaskowyżu, dominują izolowane góry stołowe. Spowite gęstym całunem kotłujących się kłębiastych obłoków, sprawiają wrażenie jakby były ścięte jakąś olbrzymią piłą. Długi na 30 kilometrów podest szczytowy Roraimy, stanowiący granicę Wenezueli z Gujaną i Brazylią, ma w sobie coś z przedpotopowego świata. Oderwany od cywilizacji doznaję autentycznych emocji, kolejny raz w życiu korzystam z przywileju, którego mało kto dostąpił. Podziwiam najbardziej zagadkowy i tajemniczy krajobraz, na jaki natknąłem się w moich wieloletnich wędrówkach.

Posępny i dziki pejzaż przypomina martwą planetę. Wokół, pośród poszarpanej, matowej czerni skalistej powierzchni, rozsiane są labirynty, głębokie niedostępne rozpadliny, zwane grietas i cyklopowe, budzące zachwyt fantasmagoryczne kształty wymodelowane w skałach przez erozję. Niektóre z nich przywołują na myśl sylwetki ludzi, inne, pełne ekspresji formy mają coś z monstrualnych potworów z epoki zamierzchłych czasów. Można odnieść wrażenie, że te skamieniałe, dziwaczne stwory ockną się za chwilę z głębokiego snu i ożywią tę krainę. Nieustannie przesuwające się mgły potęgują jeszcze bardziej atmosferę niezwykłości i niesamowitości.

W jednym z uskoków, w cieniu wielkiego kamienia, gdzie teren jest bardziej wilgotny, ukazuje się miniaturowa oaza roślin o niesłychanych barwach i kształtach. Każdy tepui ma własną specyfikę i jest światem w sobie, przekonującym dowodem wielkich możliwości ewolucyjnych, posiadającym swoiste cechy adaptacji w nadzwyczaj delikatnym ekosystemie. Na Roraimie, spośród dwóch tysięcy gatunków roślin, głównie mchów i porostów, samowystarczalnych i pasożytniczych, większość to endemity. Nie bez powodu władze krajowe, aby uniknąć szkód, odmówiły Spielbergowi realizacji "Parku jurajskiego" w tym naturalnym środowisku dinozaurów.

Wykorzystuję dobre światło, aby sfotografować na tle surowego krajobrazu, podkreślonego przez poczerniały od grzybów i glonów piaskowiec, grupki rdzawego koloru drzewek Bonnetia roraimae wysokich 2 metry, następnie barwną kolonię mięsożernej rośliny Eliaphora nutans. Żywi się substancjami azotanowymi trawiąc insekty, które nieopatrznie wylądują we wnętrzu jej kielicha. Rzuca się w oczy kwitnąca na żółto, mięsista Stegolepis guianensis zakotwiczona w oczku wodnym na litym podłożu, dalej podobna do różyczki górskiej Orectanthe sceptrum i subtelna Drosera roraimae lure. W skalnym zagłębieniu, pośród delikatnego kobierca mchów, rozkwitła Schefflera rugosum. Trochę dalej, na dnie głębokiego kanionu, rośnie bujny zagajnik dużych paproci przywodzący na myśl archaiczną scenerię sprzed milionów lat. Operator Discovery Channel, nie traci chwili, aby sfilmować szczególnie godne uwagi okazy, a takim jest Lomarie schomburghii, z rodziny paproci, obecnych już 120 milionów lat temu na obszarze prakontynentu Gondwana.

Co zaś dotyczy życia zwierzęcego w tym jedynym i nie powtarzalnym świecie, to Raul, dziennikarz stołeczny, a nasz samozwańczy paleontolog, wyróżnia skalną sylwetkę naturalnej wielkości dinozaura Pterodactil wyjętego ze stron "Świata zaginionego". Bardziej na prawo widać jeszcze jednego straszliwego jaszczura z rozbudowanym grzbietem. Ale tak naprawdę to tutaj spotyka się głównie insekty i inne bezkręgowce. Reprezentantem płazów jest malutka ropucha Oreophrynelle quelchii niezdolna do skakania. Jej czarny kolor pozwala lepiej wykorzystać w ciągu nieustannie pochmurnych dni słabe promieniowanie słoneczne do podniesienia temperatury organizmu, którego niska przemiana materii jest także przyczyną jej powolnego poruszania się. Widoczne są kolibry i miejscowa odmiana jerzyka.

Na szczytach odludnych tepui, tak jak na niektórych wyspach na oceanie, położonych daleko od kontynentu, ewolucja każdego gatunku zwierzęcego i roślinnego przebiegała w swoim własnym rytmie. Pionowe ściany uniemożliwiały większości gatunków i zarodników okolicznej flory dosięgnięcie wierzchołków. Całkowitą izolację podtrzymuje także zdecydowana różnica klimatu pomiędzy podnóżem o gęstej roślinności tropikalnej a szczytami, gdzie nocą temperatura spada do prawie zera.

Nieoczekiwanie przebijają się palące promienie zamglonego słońca i muszę zdjąć ciepłą kurtkę. Kłuje w oczy intensywny blask, spotęgowany przez kryształy górskie połyskujące niczym diamenty. Po kwadransie pojawia się porywisty wiatr i przenikliwe zimno zmusza do ponownego okrycia się. Potem nadciąga mżawka, przechodzi w ulewę z piorunami i po raz kolejny dziś powracają zwały ciężkich chmur. Chłodna wilgoć przenika do szpiku kości.
W ciągu roku notuje się niebywałą, bo dochodzącą nawet do 4000 mm, ilość opadów. Wody spadające wielosetmetrowymi huczącymi wodospadami zasilają trzy największe rzeki kontynentu: Orinoko, Amazonkę i Essequibo. Z urwiska nad poszarpaną krawędzią można dostrzec Auyan Tepui, naturalny cud świata. Swą sławę zawdzięcza temu, że z jego szczytu wytryska najwyższy wodospad świata: Salto Angel, 979 metrów wysokości, czyli 15 razy więcej od słynnej Niagary.

Z powodu grietas, poruszanie się po Roraimie jest niebywale uciążliwe oraz niebezpieczne. Pokonanie 100 metrów w linii prostej wymaga często przejścia kilometra. Ale opłaca się. Po wielogodzinnym forsownym marszu, okrążając rozpadliny, osiągamy "Proa", północny kraniec Roraimy, do złudzenia przypominający dziób olbrzymiego tankowca przebijającego się przez wiecznie skłębione chmury. Oszałamia imponującymi kaskadami spadającymi w przepaść, wyzierająca spod mgieł sylwetka majestatycznego masywu Kukenán, oddzielonego od nas gardzielą wypełnioną gęstymi oparami. Obok niego tkwi Yuruani i Wedaka Puiapue, łatwy do rozpoznania ze względu na charakterystyczny kształt walca.

Zagadkowa jest historia tego osobliwego regionu. Według teorii Carlosa Schuberta góry stołowe, rozciągające się na tzw. Tarczy Gujańskiej, są formacjami skalnymi zrodzonymi przed erozją skał osadowych o grubości dochodzącej do 3000 m, uformowanych 2 miliardy lat temu na obszarze cokołu kontynentalnego Gondwana. Po rozłączeniu się Ameryki i Azji, które nastąpiło 200 milionów lat temu, w czasach rozkwitu dinozaurów, olbrzymie osady zostały rozbite i wypiętrzone, a potem z czasem uległy wyraźnemu rozdzieleniu. Szczeliny rozmyte przez ogromne rzeki o silnych nurtach, poszerzały się nieustannie, by w końcu stworzyć cyklopowe piedestały, rozsiane na obszarze równym Polsce. Aby zachować taki stan rzeczy, w 1962 roku terytorium to przekształcono w park narodowy, jeden z największych na świecie (3.000.000 ha).

164.jpg  165.jpg  166.jpg

To ostatnie sanktuarium przyrody usilnie strzeżące swoich tajemnic, wciąż jest ziemią obiecaną przyrodników. Nie mniej intrygującą od Wysp Galapagos, symbolu świata endemicznego, klucza ewolucji. Każda wyprawa naukowa na tym terenie odkrywa coraz to nowe gatunki roślin, owadów, zwierząt, w tym również takich, które zdają się mieć dużo wspólnego z dawno wymarłymi gadami. Świadczy to o tym, że rozdział eksploracji kontynentu południowoamerykańskiego nie został jeszcze zakończony.

Fotoreportaż z wyprawy.

Zdjęcia Jacka Pałkiewicza są dostępne w Agencji Fotograficznej EASTNEWS www.eastnews.com.pl

Jacek Pałkiewicz

 
Biuletyn: Imię: Email:
              
      Nie masz konta?

BIULETYNKontaktO nasMapa stronyPolityka Prywatności i ZaufaniaRegulamin korzystania z serwisu
Copyright © 2006-2018 grupa eturystyka.org - Wszystkie prawa zastrzeżone;