Bilety lotnicze Relacje z podróży
Czytaj pocztę Noclegi Wycieczki
Forum Fotoreportaże
      BiuletynBiuletyn   RejestracjaRejestracja
WycieczkiNoclegiBilety lotniczeCzartery jachtówTargi turystycznePogoda
Amazonia - magia zielonego piekła
Autor: Jacek Pałkiewicz   
Zobacz w galerii:

Zobacz też:
Czarująca swoją potęgą Amazonia zapewnia ekscytujące doznania każdemu podróżnikowi. "Kto raz uległ osobliwemu urokowi puszczy, na zawsze będzie nosić w sobie jej piętno", pisze weteran dżungli Jacek Pałkiewicz

"Celem podróży jest nie tyle punkt końcowy, co sama droga", przeczytałem swego czasu w jakimś tybeckim schronisku. Pomimo, że nasz świat skurczył się i spowszechniał, to człowiek sfrustrowany codziennością wciąż ma niepohamowane poczucie jego ciekawości. Nie rezygnuje więc z szukania nowych wyzwań zapewniających poczucie pełni życia, bo romantyzm podróżowania nie odszedł jeszcze do lamusa. Magiczny termin "przygoda", zakotwiczony w naszej duszy od czasów krucjaty, korsarzy i wysp skarbów, wciąż nurtuje naszą fantazję.

Dla mnie synonimem fascynującej przygody są dzikie ostępy selvy, wilgotnego lasu równikowego. W pierwszej podróży do Amazonii nie mogłem oderwać oczu od okna samolotu lecącego z Manaus do Iquitos. Byłem oszołomiony, wydawało się, że widzę jedno wielkie morze z rozlicznymi wyspami pociętymi srebrzystymi rzekami przecinającymi nieprzebytą puszczę. W rzeczywistości była to rzeka: majestatyczna Amazonka, dzieląca na dwie części kontynent południowoamerykański.

Miejscowa legenda mówi, że Bóg tworząc Amazonię popadł w roztargnienie. Coś zaabsorbowało jego uwagę i dzieło tworzenia nie zostało zakończone. I postępuje po dzień dzisiejszy. Amazonia umknęła boskiej kontroli i dlatego nie jest porównywalna do żadnego innego miejsca na Ziemi.

Wciąż pozostaje ona tak samo tajemniczą, zdolną podbić serce współczesnego eksploratora, jak była w czasach von Humboldta.
A nawet Francisca de Orallany, który w XVI wieku poszukując cynamonu i mitycznego El Dorada, odkrył Amazonkę i spłynął ją do ujścia. Pomimo sceptycznych opinii niektórych naukowców, uważam, że niektóre rubieże tego ogromnego regionu kryją jeszcze niejedną niespodziankę. Nie wykluczone też, że mieszkają tam jeszcze niewielkie plemiona unikające kontaktu ze światem zewnętrznym.
Wyprawa do puszczy nie musi wcale wiązać się z jakimś ambitnym projektem. Pierwsze doświadczenie można zdobyć w komfortowym lodge korzystając z dobrodziejstw ekoturystyki, która zapewnia bezpośredni kontakt z autochtonami i obserwację różnych form życia pierwotnej natury. Można też wypuścić się na głębsze wody poszukując swojej "terra incognita" czy starać się dotrzeć do miejsc jeszcze nie skażonych cywilizacją. Wybór jest szeroki.

173.jpg  174.jpg  175.jpg

W królestwie roślinności i wody jedynym szlakiem komunikacyjnym są rzeki, chociaż często przychodzi przedzierać się przez las deszczowy. Środowisko to, otoczone mitem niedostępności, jest światem trudnym do wyobrażenia i nie łatwym do opisania, nawet dla weterana dżungli, który bywał w niej niezliczoną ilość razy.
Nadmiar wrażeń przytłacza. Świst machety wycinającej ścieżkę
w leśnym gąszczu przykrytym zielonym baldachimem koron drzew, uzupełnia ostry pisk stada wyjców grasujących wysoko na naszymi głowami. Poruszamy się powoli i z dużym wysiłkiem.

Obezwładniające powietrze jest parne i gęste jak w oranżerii. Przepocona koszula przylepia się do ciała, co wykorzystują bezlitośnie żądlące moskity i czerwone mrówki hormigas de fuego, gryzące boleśniej niż osy. Brodzenie przez zdradliwe strumienie grozi atakiem ławic żarłoczniejszych od rekinów piranii. Wydaje się, że natura i klimat Amazonii sprzymierzyły się ze sobą, aby utrudnić intruzom przeniknięcie do najsłabiej spenetrowanej krainy naszej planety.

Selva, która nigdy nie była gościnna dla przybysza, jest frapującym połączeniem upajającego majestatu i grozy, budzi podziw i napełnia przerażeniem. Wszystko tu monstrualnie wielkie jest synonimem królestwa przemocy, a dzika przyroda, wojownicze plemiona i morderczy klimat ziejący chorobami mogą wystawić każdego człowieka na surową próbę charakteru. Otaczają nas zwisające grube jak anakonda liany, pnące się w górę ku światłu fikusy oplatające w śmiertelnym uścisku wielkie drzewa, oraz powalone na ziemię zmurszałe konary na których wyrastają grzyby o metrowej średnicy. Otaczający ogrom przypomina o małości człowieka.

Nerwy są napięte do ostateczności, czasem nachodzą myśli,
że moglibyśmy przepaść bez wieści. Ten odcięty od świata pierwotny region, gdzie często nie stanęła jeszcze stopa białego człowieka, oznaczony nie jednokrotnie na mapach topograficznych białymi plamami z napisem "Insufficient Data"- brak danych, jest pełen śmiertelnych zasadzek. Trudno byłoby tu liczyć na pomoc zakładając, że takowa zostałaby zmobilizowana. Wprawdzie telefon satelitarny zapewnia nam kontakt z całym światem, ale odległości, brak dróg i trudności przemieszczania utrudniłyby ratownikom dotarcie do odizolowanego regionu.

Pierwotna, nieogarniona puszcza od zawsze pochłaniała całe rzesze śmiałków. W epoce konkwisty ginęli oślepieni mirażem złota Hiszpanie. Dziesiątkowały ich choroby, głód i potyczki z tubylcami. W wyprawie Gonzalo de Quesady przepadło 250 Hiszpanów i 1.500 miejscowych tragarzy. W 1925 r. zaginął w tajemniczych okolicznościach cieszący się sławą i szacunkiem pułkownik armii brytyjskiej Percy Fawcett, zamierzający rozwiązać zagadkę zaginionego miasta w Brazylii. Świat przez długie lata śledził później jego poszukiwania. Sprawa była o tyle intrygującą, że kilka wypraw idących na ratunek już nigdy nie powróciło z interioru Amazonii. Kilkanaście lat temu nad rzeką Cononaco w Ekwadorze, indios bravos, mała grupka Indian Tagaeri, żyjących w neolitycznej przeszłości, wycięła w pień grupę techników Texaco poszukujących złóż ropy naftowej.

W 2002 r. kierowałem ekspedycją poszukującą mityczne El Dorado w dorzeczu Alto Madre de Dios, kilkadziesiąt tysięcy kilometrów kwadratowych zielonego piekła ochrzczonego imieniem Madonny. Pomimo uzbrojonej eskorty zapewnionej przez policję, przeżyłem chwile ostrego napięcia natykając się na cieszących się zła sławą, tajemniczych Cuapakoris, gotowych do użycia dmuchawki z zatrutymi strzałami. Na tej samej wyprawie jeden z tragarzy cudem uniknął ukąszenia śmiertelnie jadowitego węża "szuszuja". Ocenia się, że w Ameryce Łacińskiej węże zabijają ponad 30 tysięcy osób, podczas gdy w Europie takich przypadków można naliczyć tylko kilkanaście.

W notatniku z wyprawy zapisałem kiedyś: "Być może jest prawdą, 'że- jak pisał von Humboldt, ojciec współczesnej geografii- niebezpieczeństwa wzbogacają poezję życia', ale uważam, że mają też w sobie coś co niestety deprymuje przyziemną prozę".
Trudno jednak narzekać, bo w kontrakcie z przygodą, z urzędu wpisana jest cała gama zagrożeń i wynikający z nich podwyższony poziom adrenaliny. Stąd zainteresowanie tym światem ludzi doświadczających z drugiej ręki emocji siedząc przed telewizorem. Adrenalina stała się etykietą naszych czasów, środkiem do pokonania własnych barier. Na wyprawie często przychodzi konfrontować się z pokusami i żonglować na cienkiej linie odgradzającej fantazję od nadmiernego ryzyka. Nic więc dziwnego, że dla poszukiwacza przygód jednym z najwspanialszych uczuć, jakiego może on doświadczyć, jest przezwyciężony strach.
A w dżungli nie zawsze można go opanować. Kiedyś natknąłem się na jaguara i chociaż wiedziałem, że nie jest on agresywny, to jednak przeżyłem najdłuższe minuty mojego życia. Drapieżnik przyjrzał mi się, poczym spokojnie oddalił się w gąszcz. Nie zazdroszczę temu kto musi samotnie spędzać noc. Po zachodzie słońca las równikowy ożywa symfonią różnorodnych dźwięków. Nieprzyjemnie drażniący ucho wrzask małp miesza się z wabiącym nawoływaniem ptactwa, bądź zdyszanymi odgłosami niewidzialnych zwierząt. Zza czarnej ściany dżungli dobiegają podejrzane szmery i natrętne myśli skupiają się na wyimaginowanych zagrożeniach wywołując nieuzasadniony niepokój. Trudno jest się rozsłabić bo wyobraźnia zmusza człowieka do nieustannej wytężonej czujności, a uwolnienie od niej przychodzi dopiero o świcie.

Znakomity podróżnik Herbert H. Smith prawie sto lat temu wypowiedział refleksję skłaniającą do eschatologii, wyobraźni łączącej obraz raju z obrazem piekła: "Puszcza jest piękna ponad pojęcie, gdy ogląda się ją z zewnątrz; przygnębiająca dzicz widziana od środka". Zaś pewien współczesny eksplorator uzupełnił, że biały człowiek zapuszczający się w selvę w nastroju pełnym ekscytacji, przeżywa dwie szczęśliwe chwile. Pierwsza, kiedy uśmiech losu pozwolił spełnić jego marzenia i zagłębić się w puszczę czarującą swoja potęgą i druga, kiedy wyczerpany nużącą monotonią roślinności, konfrontacją z prawdziwymi i wyimaginowanymi niebezpieczeństwami, na krawędzi ludzkiej wytrzymałości ucieka
z czeluści piekieł do cywilizacji.

176.jpg  177.jpg  178.jpg

Kiedy jednak wytrawny podróżnik wracając do domu spogląda z pokładu samolotu na niezmierzone morze zieleni, nie może oprzeć się refleksji. Ciemne wnętrzności leśnej gęstwiny, kryjące opary, jadowite węże, dyzenterię, wszechmogącą wilgoć, ciągły pot, komary roznoszące zarodźca malarii czy wirusa żółtej febry, zmieniły jego duszę, wzbogaciły o nowe jakości emocjonalne. Na własnej skórze doświadczył on niepowtarzalnej przygody i teraz odstresowany, delektując się wszelkimi życiowymi wygodami, uświadamia sobie,
że kto raz uległ osobliwemu urokowi puszczy, na zawsze będzie nosić w sobie jej piętno.

Fotoreportaż z wyprawy.


Zdjęcia Jacka Pałkiewicza są dostępne w Agencji Fotograficznej EASTNEWS www.eastnews.com.pl

Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć
 
Biuletyn: Imię: Email:
              
      Nie masz konta?

BIULETYNKontaktO nasMapa stronyPolityka Prywatności i ZaufaniaRegulamin korzystania z serwisu
Copyright © 2006-2018 grupa eturystyka.org - Wszystkie prawa zastrzeżone;