Bilety lotnicze Relacje z podróży
Czytaj pocztę Noclegi Wycieczki
Forum Fotoreportaże
      BiuletynBiuletyn   RejestracjaRejestracja
WycieczkiNoclegiBilety lotniczeCzartery jachtówTargi turystycznePogoda
Wielka Diomeda (Cieśnina Beringa)
Autor: Jacek Pałkiewicz   
Gorączka nowomilennijna nie ominęła także i Polski. Wiele ludzi szykowało się na wielkie święto w piątek 31 grudnia: Nowy Rok, Nowe Stulecie, Nowe Tysiąclecie. Biura podróży i rządy wysp Pacyfiku prześcigały się w zapewnieniach rekordu Guinnessa tym, którzy pragną jako pierwsi wznieść lampkę szampana w noworocznym toaście.

191.jpg  192.jpg  193.jpg

Jest oczywiste, że kto chciał wejść pierwszy w nowe Tysiąclecie, musiał znaleźć się jak najbliżej Linii Zmiany Daty, oczywiście po jej zachodniej stronie. Wyspy Tonga, Fidżi i Kiribati zapewniały, że to właśnie u nich rozpocznie się trzecie Milenium. Najwięcej wrzawy zrobiły Wyspy Kiribatii, które w 1995 r., z handlowa premedytacja przesunęły aż o 30° na wschód, tj. 1.600 km, granice nowego dnia. W ten sposób znalazły się o 95 minut przed Tonga.

"Fikcyjna machinacja - mówili zgodnym tonem w prestiżowym Royal Geographical Society i Królewskim Obserwatorium w Greenwich. Odbiega od zasad konwencji waszyngtońskiej w 1884 r., która wytyczyła Linie Zmiany Daty wzdłuż 180 południka, nie licząc kilku odchyleń".

Rywalizacja w tej swoistej "wojnie handlowej" wygrała zupełnie nieznana wyspa Wielka Diomeda (Ratmanowa), leżąca w Ciesninie Beringa. Według arbitrażalnej opinii astronomów, do niej należy palma pierwszeństwa, bo leży zaledwie o kilometr od tradycyjnej linii daty i żadna wyspa polinezyjska nie może z nią konkurować. Głośno reklamowana Tongo wita Nowy Rok 18 minut później.

Na krótko przed Nowym Milenium Jacek Pałkiewicz odwiedził wyspę na krańcu świata.

Wyspa o powierzchni 28 km2, zamieszkała przez 25 żołnierzy straży pogranicznej, jest ostatnim na wschodzie zakątkiem Rosji (169°15' dl. zach.) i znajduje się o 11 stref czasowych od Polski. Leży prawie pośrodku Cieśn. Beringa, 40 km od Przyl. Diezniewa. Jest jedną z dwóch wysp Arch. Diomeda (druga to Kruzensztern i należy do st. Zoczonych). Dominuje na niej dziki, skalisty krajobraz, gdzie zima temperatura spada do -35°C. Czukczowie z kontynentu polują tu na wieloryby i morsy.

*

Sytuacja staje się coraz bardziej napięta. Pułkownik wojsk granicznych Aleksander Bieriezin zdecydowany jest odesłać nas z powrotem do Moskwy tym samym samolotem, którym dopiero co przylecieliśmy do Anadyru. Na solidnym kacu, rozżalony na cały świat za służbę, którą przyszło mu pełnić w najbardziej odległym zakątku Rosji, nie skrywa swojej głębokiej urazy do przybyszów.

Oskarża nas o sfałszowanie zezwolenia na pobyt na Czukotce. Na blankiecie firmowym Federalnej Służby Pogranicznej Rosji, wystawionym przez jej szefa gen. Konstantyna Tockoja, brakuje pieczęci.

"To pismo możecie wykorzystać w toalecie" - komentuje bezpardonowo. Potrzeba dwóch dni, aby wyjaśnić, że pieczątka nie była niezbędna. W miedzy czasie powstał nowy problem. Według rozporządzenia gubernatora Aleksandra Nazarowa, zwanego tutaj "Bogiern-ca-rem", każdy cudzoziemiec przed przyjazdem musi uzyskać zgodę władz lokalnych, które w ten sposób chcą zapewnić sobie odpowiednią kontrolę nad poczynaniami przybyszów. Funkcjonariusz, który przed dwoma tygodniami potwierdził gotowość przyjęcia naszej ekipy, już nie pracuje i nigdzie nie ma śladu tej promesy. Wygląda na to, że podzielimy los większości zagranicznych dziennikarzy, którzy chcieli odwiedzić rubież porzucona przez Boga i moskiewski rząd. Prawie wszyscy byli deportowani, a powodem mógł być brak jakiegoś dokumentu czy też nawet przecinka.

W ostatnich latach sowieckiego systemu odwiedziłem Kamczatke Sachalin, Kuryle, Wyspy Komandorskie, a takie Czukotke i nigdy nie napotkałem tak dużych trudności.

Piątego dnia, dzięki interwencji wpływowego parlamentarzysty, odzyskujemy wolność i po wpłaceniu prawie dwóch tysięcy dolarów opłaty za pobyt na terenie nieznanego nikomu parku przyrody "Beringia" możemy wreszcie wyruszyć w dalszą podróż. Niestety, pojawia się kolejna przeszkoda, tym razem klimatyczna. Pomimo pełni lata niebo pokryło się gęstą warstwą niskich obłoków i lot zostaje odwołany. Nasz miejscowy przyjaciel Wiktor Bursztejn ostrzega, że w tych stronach można przesiedzieć tydzień albo i dwa czekając na dobrą pogodę.

Na terytorium ponad dwa razy większym od Polski, pokrytym głównie tundrą, żyje - a raczej walczy o życie, osiemdziesiąt tysięcy ludzi, w tym tysiąc Eskimosów i trzynaście tysięcy Czukczów, którzy tak jak przed wiekami polują na wieloryby, morsy i foki. Przybyliśmy tutaj, aby odwiedzić wyspę Wielka Diomeda, zwana przez Rosjan Wyspa Ratmanowa. Leży ona dokładnie pośrodku Cieśniny Beringa, w odległości 40 kilometrów od Rosji i Alaski, tuz przy Linii Zmiany Daty. Właśnie tutaj rozpocznie się trzecie Millennium - 11 godzin wcześniej niż w Polsce. Wprawdzie 1 stycznia 2000 roku jest tylko początkiem ostatniego roku XX wieku, ale okrągłe liczby tak silnie działają na nasza wyobraźnię, ze jesteśmy skłonni wiązać te datę z magiczną formułą otwierającą nowa erę. Cały świat szykuje się w piątek 31 grudnia 1999 roku na party wszech czasów, aby świętować Nowy Rok, Nowy Wiek, Nowe Tysiąclecie. Biura podróży i liczne słoneczne atole koralowe leżące na Pacyfiku mamią wpisami do Księgi rekordów Guinnessa wszystkich tych, którzy pragną jako pierwsi wznieść lampkę szampana w noworocznym toaście.

"Fikcyjna machinacja - mówili zgodnym tonem w prestiżowym Royal Geographical Society i Królewskim Obserwatorium w Greenwich. Odbiega od zasad konwencji waszyngtońskiej w 1884 r., która wytyczyła Linie Zmiany Daty wzdłuż 180 południka, nie licząc kilku odchyleń".

Najwięcej wrzawy wywołała Republika Kiribati, która sprytnie, z komercyjną przebiegłością, już w 1993 roku na własną rękę przesunęła granice nowego dnia o cale 30° na wschód, tj. o 1.600 kilometrów. Dzięki temu mieszkańcy najbardziej wysuniętej na wschód wysepki Caroline Island witają należący do Kiribati wschód słońca dużo wcześniej niż inni. "Fikcyjna machinacja - twierdzą zgodnie przedstawiciele prestiżowego Geographical Society i Królewskiego Obserwatorium Astronomicznego w Greenwich - odbiegająca od generalnie przyjętych zasad Konwencji Waszyngtońskiej z 1884 roku, która ustaliła umowną Linie Zmiany Daty wzdłuż 180 południka". Z wyjątkiem trzech miejsc: na Pacyfiku odchyla się osiem stopni na wschód, aby uniknąć rozdzielenia na poniedziałek i niedziele archipelagu Fidżi i Nowej Zelandii. Drugi zygzak, w przeciwną stronę, znajduje się na Morzu Beringa i pozwala zachować nierozerwalność wysp Aleuckich. Trzecia dewiacja ma miejsce w Cieśninie Beringa i to jest właśnie najbardziej oddalony na wschód od Greenwich skrawek planety, gdzie właśnie pojawia się pierwszy promień słońca.

Podróżnik przekraczając te granice z zachodu na wschód musi powtórzyć tę samą datę, jeśli zaś przyjdzie mu minąć ja w przeciwnym kierunku - musi opuścić jeden dzien. Tego szczegółu nie wziął pod uwagę bohater Julesa Vernego w swojej podroży w 80 dni dookoła świata. "Zaoszczędzony" dzień pozwolił mu na wygranie zakładu.

Rywalizacje w tej swoistej "wojnie handlowej" wygrała nieznana wysepka Wielka Diomeda, leżąca na 169 południku nieopodal Koła Polarnego, na której Nowy Rok świętuje się wcześniej niż gdzie indziej. W Nuku'alofa, stolicy Królestwa Tonga, gdzie amerykańscy turyści ochoczo fotografują się u pamiątkowej tablicy "Tu, gdzie zaczyna się czas", dzień bierze początek o 18 minut później niż na zupełnie nieznanej, zagadkowej wyspie pośród lodowatych wód Cieśniny Beringa.

Po nie kończących się biurokratycznych przeszkodach wynajętym helikopterem docieramy wreszcie do Providenija, skąd udajemy się do Lavrentija, centrum polowań na wieloryby, zamieszkanego przez 1300 Czukczów. Następnego dnia lecimy nad dzikim pustkowiem w stronę przylądka Diezniewa, najdalej na wschód wysuniętego skrawka Azji. Helikopter leci nisko nad ziemia, tuż pod pułapem ciężkich, kłębiastych chmur. Po prawej stronie rozciągają się ciemne wody Cieśniny Beringa, z lewej - zielona tundra o górzystych stokach. Miejscami pokryte nie topniejącym przez krótkie lato śniegiem. Z amerykańskiej mapy topograficznej wynika, że teraz powinna ukazać się Naukan, ale nie mogę jej wypatrzyć. Sergiej siedzący za drążkiem sterowym śmigłowca tłumaczy, że osada Eskimosow, powstała ok. 1400 roku, została opuszczona definitywnie jeszcze w 1958 roku, ale na mapach ślad pozostał.

Przed nami słynny przylądek. Płaski, skalisty masyw, wysokości ponad 700 metrów, stromo spada do morza. W dolnej części, na pustynnym, szarym tle, widnieje biały obelisk z popiersiem odkrywcy, Kozaka Siemiona Dezniewa. Trzy i pół wieku temu dotarł on tutaj rozwiązując intrygującą ówczesnych geografów wątpliwość separacji Syberii od Alaski. Jedno odkrycie przeszło jednak niezauważone przez carskie archiwa i dopiero ekspedycja Vitusa Beringa, duńskiego żeglarza na żołdzie we flocie rosyjskiej, potwierdziła istnienie cieśniny noszącej dzisiaj jego imię.

Bierzemy kurs na 120°. W ciągu kwadransa osiągamy majestatyczna Wielka Diomede, której stromy skalisty brzeg wyrasta na wysokość 400 metrów. GPS informuje, ze znajdujemy się na południku 169°00'39'' dł. zach.

Wyspa jest całkowicie pusta i jałowa. Miejscami, tam gdzie występuje wątła warstwa gleby, wśród skalnego rumowiska, pojawiają się porosty i mchy. Żadnych śladów zwierząt, tylko stada nurzyków gnieżdżących się na klifach. Do 1947 roku mieszkali tu Eskimosi, którzy zostali przesiedleni na Półwysep Czukocki i zastąpieni małym oddziałem straży granicznej, zainstalowanym na północnym brzegu wyspy.

Nasz przyjazd jest dużym wydarzeniem dla 28 żołnierzy całkowicie odciętych od świata. Dawniej kontakt z lądem był ożywiony, obecnie smig1owiec z zaopatrzeniem przylatuje tu kilka razy w roku. Kraj jest pogrążony w totalnym kryzysie i cierpi na tym także armia. Gienadij, pochodzący z Nowosybirska, teoretycznie zakończył swoja służbę dwa miesiące temu, ale wciąż jest tutaj. Helikopter, który miał dostarczyć zmiennika, został początkowo zablokowany przez brzydką pogodę, a później przez brak paliwa.

"Jak się żywimy ? - powtarza moje pytanie. - Ziemniakami w proszku, kaszą, rybą suszoną i konserwami. Od czasu do czasu dają słoninę. Owoce i warzywa? Pan chyba żartuje. Latem nasza dieta wzbogaca się o różne trawy z tundry albo jajka ptaków zebrane ze znajdujących się na skałach gniazd". Nic więc dziwnego, że u większości młodych żołnierzy występują silne objawy awitaminozy, wrzody, oznaki szkorbutu, zaburzenia wzroku, infekcje. Także barak, w którym mieszkają, jest w opłakanym stanie. Pomieszczenie jest zimne, brak cieplej wody do mycia, latryna znajduje się na zewnątrz. Można sobie wyobrazić jak jest tutaj zimą, kiedy słońce przez kilka miesięcy nie wznosi się ponad horyzont i przy siarczystym mrozie hulają oślepiające śnieżne sztormy. Koszary robią przygnębiające wrażenie. Okna bez szyb, walające się zardzewiałe beczki po paliwie, porozrzucane żelastwo, spalony barak. Paweł Gosk, operator z TVN, komentuje:
"Wygląda tak, jakby przed chwilą zakończyła się tutaj wojna".

Oficjalnym zadaniem żołnierzy jest ochrona granicy, ale nikt tutaj nie wierzy w jej naruszenie. Mimo to codziennie patrol obchodzi wyspę długą na 8 i szeroką na 4,5 kilometra. Cztery miesiące temu jeden z żołnierzy zabłądził we mgle i spadł do morza. Jego ciało znaleziono dwa dni później nieopodal siedliska morsów. Nie brak tu dramatycznych incydentów. W 1996 roku w katastrofie śmigłowca zginęło piec osób. Jesienią ubiegłego roku kapral w bestialski sposób zmasakrował czterech nowych żołnierzy, którzy nie chcieli podporządkować się jego reżimowi.

Niebezpiecznie jest też chorować. Kilka lat temu wezwano lekarza do chorego na wyrostek robaczkowy. Kiedy pilot odmówił lotu z powodu mgły, dowódca strażnicy zwrócił się o pomoc do amerykańskiej Gwardii Brzegowej, którą przetransportowano nieszczęśnika do swojego szpitala. Fakt ten nie ujrzałby światła dziennego, gdyby nieprzysłany rachunek, opiewający na 5 tysięcy dolarów.

Na Wielkiej Diomidzie nie ma żadnych rozrywek. Nikt nawet nie marzy o przepustce do domu. Czas wolny spędza się najczęściej przed telewizorem, który odbiera zaledwie jeden program, a i to nie najlepiej. Wprawdzie chętni mogą korzystać z zaimprowizowanej siłowni, ale trening taki wymaga dużo większej ilości kalorii niż ta, która jest dostarczana. Pozostaje nudzić się albo spać, co zresztą robią prawie wszyscy.

W 1926 roku archeolog Diamond Jenness znalazł na sąsiedniej wyspie ślady dawnej eskimoskiej kultury okvik z III wieku p.n.e. Prawie dziesięć tysięcy lat temu przebiegał tedy szlak migracji ludów z Azji do Ameryki, a jeszcze na początku naszego wieku rosyjscy Eskimosi zatrzymywali się tu płynąc na bajdarach, łodziach ze skóry morsa, w odwiedziny do swoich amerykańskich kuzynów.

Tylko czterokilometrowy odcinek morza oddziela Wielka Diomide od Małej, należącej do Stanów Zjednoczonych. Ze wschodniego brzegu widać jak na dłoni Ingaluk, osadę Eskimosow, jej zadbane domki, szkolę i kościół katolicki. Często też można zobaczyć hydro-plany, łodzie motorowe i helikoptery, które zabezpieczają normalne życie kilkudziesięciu mieszkańców.

Już w czasach pierestrojki władze sowieckie udzieliły zgody Amerykance Lynne Cox, która w sierpniu 1987 roku dokonała niezwykłego wyczynu, przypływając z amerykańskiej wyspy na Wielka Diomede. Pozostawała przez 2 godziny i 12 minut w wodzie o temperaturze 6°C, dając dowód niezwykłej odporności na zimno. Dzielna pływaczka nie miała jednak prawa wyjść na brzeg, wróciła z powrotem w towarzyszącej jej łodzi

Podczas gdy Rosjanie będą pierwszymi ludźmi na świecie, którzy zobaczą świt nowego Millennium, Amerykanie z siostrzanej wyspy wzniosą toast szampanem 24 godziny później.

Przed opuszczeniem tego odizolowanego od świata zakątka zatrzymuje się przed drogowskazem ze strzałkami: Moskwa 7900 km, Lizbona 12.800, Tokyo 5.400, Santiago 13.900, Weles (Alaska) 52. Nieoczekiwanie jeden z żołnierzy o młodzieńczej twarzy pyta o cel naszej wizyty. Próbuje mu wytłumaczyć, że chcieliśmy zobaczyć miejsce, gdzie najwcześniej rodzi się nowy dzień. Patrzy na mnie z niedowierzaniem. W tej chwili marzy zapewne o kromce świeżego chleba, jakimś owocu, a przede wszystkim o jak najszybszym porzuceniu tego skrawka ziemi leżącego na granicy świata.
http://eturystyka.org/galeria/Itemid,130/catid,834/
Fotoreportaż z wyprawy.

Zdjęcia Jacka Pałkiewicza są dostępne w Agencji Fotograficznej EASTNEWS www.eastnews.com.pl

Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć
 
Biuletyn: Imię: Email:
              
      Nie masz konta?

BIULETYNKontaktO nasMapa stronyPolityka Prywatności i ZaufaniaRegulamin korzystania z serwisu
Copyright © 2006-2018 grupa eturystyka.org - Wszystkie prawa zastrzeżone;