Bilety lotnicze Relacje z podróży
Czytaj pocztę Noclegi Wycieczki
Forum Fotoreportaże
      BiuletynBiuletyn   RejestracjaRejestracja
WycieczkiNoclegiBilety lotniczeCzartery jachtówTargi turystycznePogoda
Wybrzeże Szkieletów
Autor: Jacek Pałkiewicz   
Zobacz też:
Perła Afryki

Niewyrażalna majestatyczność jest w stanie wzruszyc nawet najbardziej wybrednego podroznika. Otacza nas ocean rozgrzanego piasku, tworzacy nie konczace sie sinusoidalne formy uderzajace swoja prostoa i majace cos ze zmysłowych linii kobiecych. Sa to diuny Sossusvlei, o gigantycznych rozmiarach, opiewane jako najbardziej malownicze na swiecie, wznoszace sie na 300 merow i uderzajace swoimi silnie pulsujacymi kolorami: rozowym i pomaranczowym. Na dnie wyschnietego, slonego jeziorka, w rejonie Dead vlei, natykamy sie na spektralny widok kikutów powykrzywianych akacji erioloba, uschnietych przed kilkuset laty. Warunki klimatyczne tak doskonale je zakonserwowały, ze nie poddają się nawet atakom termitów.

201.jpg  202.jpg

Są chwile kiedy pustynia przytlacza swoim bezmiarem, napawa trwoga i z cala surowoscia obnaza bezsilnosc czlowieka, ale sa tez i momenty kiedy dziala na niego kojaco, zapewniajac atmosfere mistycznego uniesienia. Doskonale odtworzyl ja Wilbur Smith w ksiazce "Rozpalona plaza".

Nie latwo jest zrozumiec niedorzeczna pasje Europejczykow do diun, ktore beduini staraja sie omijac kiedy tylko moga. Co zatem kryje sie za urokiem pustyni, za fascynacja wielbladzich karawan czy za poezja ognisk na nocnych biwakach? Co tez ciagnie podroznika pod zabojczei promienie slonca i ku smierci z pragnienia i wyczerpania, tak jak czesto zdarzalo sie to slawnym eksploratorom, handlarzom, nieznanym turystom czy nawet urodzonym tutaj tubylcom.

Nie raz probowalem dpowiedziec na to pytanie, ale nigdy nie znajdowalem przekonywujacej odpowiedzi. Nie potrafil tego zrobic nawet taki znawa pustyni jak Antoine de Saint-Exupéry, ktory ograniczyl sie do zwrotu: "Spektakl godny Dantego. Piekielny i apokalityczny, ze swoim niepowtarzalnym swiatlem, niezmierzona pustka i jalowoscia". Kiedys napisalem, ze pustyna to najpiekniejszy i najsmutniejszy zarazem krajobraz swiata, a Mikolaj Przewalski odnotowal: "Trawersata Gobi w pelni lata jest porownywalna do przejscia przez piekielne plomienie". Wilfred Thesiger, jeden z wiekszych znawcow pustyni, ktory ponad pol wieku temu przebyl pelna zasadzek Rub Al Chali w Arabii Saudyjskiej, Empty Quarter dla Anglikow lub Pusta Cwiartke, pustynie pustyn, najwieksze zmasowanie piasku na swiecie, napisal: "Czlowiek, ktory poznal te kraine, juz nigdy nie bedzie tym samym. Na zawsze bedzie nosic w sobie wycisniete pietno pustyni, a pragnieie powrotu nigdy go nie opusci".

Osobiscie juz dawno poznalem smak tej nostalgii, czy wrecz choroby, ktora sprawia, ze wracam na Sahare lub na Taklamakan, Atacame czy Gobi. Tym razem jestem z przyjaciolmi na spalonej sloncem pustyni namibijskiej. Dotarlismy tutaj po 12 godzinach niekonczacego sie lotu ogromnym Jumbo, ktore na szczescie zostaly uprzyjemnione perfekcyjnym serwisem, ciepla zyczliwscia i dyspozycja stewardess Lufthansy, co wcale nie jest juz dzisiaj rzecza tak bardzo oczywista w innych kompaniach. Po trzech dniach moj wloski przyjaciel Silvio Magri, wlasciciel biura podrozy "Eagles Rock Tour and Safaris" w Windhoeku, jeden z najbardziej rekomendowanych organizatorow turystyki ekologicznej w Nambii, zabiera nas na spotkanie ze zdumiewajaca roznorodnosciami scenerii Namibii.

Z piaskow Sossusvlei dwoma terenowymi Toyotami wynajetymi w "African Extravaganza przemieszczamy sie na polnoc". Przejezdzamy przez glebokie wawozy rzeki Tschaub by wkrotce wyjechac na pustynna rownine, przecieta prosta jak strzala, dobrze utrzymana szutrowa droga pozwalajaca rozwijac spora szybkosc.
Swakopmund, nadmorskie miasteczko letniskowe o czystych i uporzadkowanych ulicach ozdobionych wysokimi palmami, jest miniatura typowej, spokojnej prowincji nemieckiej. Slad pozostawiony przez kolonizatorow teutonskich w ciagu ich krotkotrwalego panowania w latach 1884-1914, widoczny jest na kazdym kroku. Ich potomkowie sa wlascicielami sklepow, restauracji i eleganckich hoteli. Jezyk niemiecki jest niemniej rozpowszechniony od oficjalnego angielskiego czy afrikaans, pochodnym od holenderskiego, ktorym posluguja sie namibijczycy roznych grup etnicznych. Wielu Niemcow z interioru Namibii posiada tu letnie domki o tradycyjnej architekturze typowej dla wybrzeza Morza Polnocnego. W grudniu i styczniu, kiedy srednia temperatura osiaga 25°C miasto zapelnia sie wczasowiczami.

Niemieckie sa takze nazwy ulic, poczawszy od glownej Keiser Wilhelm Strasse po Strand Strasse, gdzie w poblizu 21 metrowej latarni morskiej, symbolu miasta, przed wyjazdem w dalsza podroz delektujemy sie pysznymi aragostami i doskonalym cabernetem importowanym z Poludniowej Afryki.

Pierwszy etap to Cap Cross. Przyladek gosci najwieksza na swiecie, bo liczaca okolo 100 tysiecy, kolonie sympatycznych otarii. To wlasnie tutaj wyladowal w 1486 roku pierwszy Europejczyk, Diego Cao, eksplorator w sluzbie krola Portugalii. Niegoscinna kraina przez cztery stulecia nie wzbudzala zadnego zainteresowania i dopiero pod koniec XIX wieku odwazyl sie zapuscic glebiej pewien niemiecki geolog, ktory sporzadzil pierwsza mape tego regionu.

Historia geologiczna tych ziem siega 170-120 milionow lat wstecz, do epoki, kiedy dzielil sie pradawny lad Gondawa, dajacy poczatek Afryce i Ameryce Poludniowej i dostarczajac tym faktem argumentow na potwierdzenie teorii dryfu kontynentow. Liczne podobienstwa zachodzace miedzy skalami afrykanskimi i brazylijskimi stanowia jego niezbity dowod.

Z epoki nieco nam blizszej, bo od 20 do 8 milionow lat temu, pochodza zloza diamentow aluwialnych, ktore znajduja sie w ujsciach rzek, czesto zamienionych w wyschniete koryta. Nie od rzeczy Namibia zajmuje czwarte miejsce na swiecie w wydobyciu tych cennosci.

W poludnie osiagamy Skeleton Coast, najstarsza, bo liczaca w obecnym aspekcie 6 milionow lat, pustynie swiata, przeplatanke kamieistych pagorkow, kotlin, pofalowanyc rownin i pasma gorskiego.

Od wiekow Wybrzeze Szkieletow, zwane swego czasu przez Portugalczykow Wybrzezem Piekiel, otoczone jest zla sławą. Niebezpiezne prady, geste lawice mgly, sile wiatry i wzburzony ocean byly przyczyna licznych tragedii. Swiadcza o nich wraki ponad dwudziestu statkow wyrzuconych na zdradliwy brzeg. Rozbitkowie w tym bezludnym i odosobnionym miejscu nie mogli liczyc na zaden ratuek i byli zwykle skazani na smierc.

W 1976 roku rozbil sie poludniowoafrykanski trawler rybacki "Suiderkus". Dopiero kilka lat pozniej natrafiono na szkielety czlonkow zalogi. Niezwyke tragiczne losy zwiazane sa ze statkem "Dunedin Star", ktory osiadl tutaj w 1942 roku ze 106 osobami na pokladzie. Czesc pasazerow postanowila ruszyc na pustnie i wkrote slad po nich zaginal. Inni pozostali na statku liczac na pomoc z morza. Istotnie na sygnal SOS odpowiedzialy trzy przeplywajace nieopodal jednostki, jednak sztorm uniemozliwil zabranie szalupami rozbitkow. Dwa statki wycofaly sie z akcji ratowniczej, trzeci, "Sir Charles Elliot" utknal na mieliznie 300 metrow od brzegu, pogarszajac jeszcze bardziej sytuacje. Po dwoch tygodniach z samolotu wojskowego zrzucono na spadochronach paczki z zywnoscia. Jeszcze tego samego dnia pilot zdecydowal sie wyladowac na plazy. Ewakuowano kobiety i dzieci, ale przy starcie samolot zakopal sie w piasku. Czarna seria ne opuszczala nieszczesliwcow. Ich odyssea zakonczyla sie dopiero po 26 dniach. W wigilie Bozego Narodzenia kilka pojazdow mechanicznych odnalazlo czesc pozostalych przy zyciu rozbtkow, ktorych przewiezion do Swakopmund.

Przy odrobinie szczescia w tym odludnym regionie mozna znalezc ametysty, agaty, a takze i diamenty. Bywa nieraz, ze jakis poszukiwacz zwabiony cannymi kamieniami zagubi sie i jego kosci znajda sie obok ogromnych szkieletow wielorybow.
Wybrzezem Szkieletow nazywa sie potocznie caly morski brzeg Namibii, dlugi 2.000 kilometrow, ale w rzeczywistosci jest to czterokrotnie mniejszy pas niegoscinnego terytorium, rozciagajacy sie od rzeki Ugambund po granice z Angola. Od 1971 roku region ma status Parku Narodowego, do ktorego mozna wjechac po uiszczeniu drobnej oplaty. Jednak tylko znikoma, poludniowa czesc obszaru, dostepna jest dla masowej turystyki. Celem ochrony delikatnego srodowiska, istnego okruchu dawnego swiata, ogranicza sie maksymalnie wizyty. Glebiej mozna penetrowac pustynie wylaczne w malych grupkach, po uprzednm uzyskaniu specjalnego zezwolenia w stolicy kraju.

Klucz do tego krolestwa posiada od 1971 roku Louw Scheman, adwokat, ktory zawiesil toge poswiecajac sie calkowicie roli przewodnika. Przywozi turystow swoim samolotem do bazy campingowej Sarusas, skad wraz z synem André zabiera ich Land Roverami na spotkanie z niecodzienna przygoda na terytorium z rzadka odwiedzanym przez czlowieka. Nie tylko zna on doskonale pustynie, w ktorej jest zakochany, ale takze ochrania ja przed klusownkami, polujacymi glownie na nosorozce, ktorych rogi sprzedaja po cenie zlota. Sproszkowany rog zalicza sie do cennego lekarstwa i jak glosi fama jest doskonalym srodkiem przeciwgoraczkowym. Ponadto z rogu wyrabia sie rozne przedmioty majace wartosc rytualna. Dyrekcja Parku ma absolutne zaufanie do adwokata i udzielilo mu wylaczna koncesje na dzialalnosc turystyczna w tym rejonie. Scheman moglby byc wzorem do nasladowana na polu ochrony przyrody. "Nie mozemy zostawic najmniejszego sladu naszej bytnosci w tym delikatnym echosystemie, gdzie slady opon samochodowych na twardej powierzchni, mogą pozostać widoczne przez dziesiatki lat", przypomina za kazdym razem nowo przybylym.

Skeleton Coast to niezwykle osobliwa pustyna, na ktorej spotyka sie na kazdym kroku slady zycia. Obok szakali, antylop czy gemsbokow, jednego z licznych gatunkow gazeli, zyja tu strusie, a takze dzikie nosorozce, lwy i slonie, zwierzeta, ktore potrafily genialnie dostosowac sie do ekstremalnego srodowiska. Pozyskuja one nieodzowa wilgoc z roslin, ktorymi sie zywia.

Zimny Prad Benguelski, plynacy z Antarktydy na polnoc wzdluz kontynentu, w zetknieciu z cieplym tropikalnym wiatrem przynosi nad ranem wilgoc i mgle, ktora utrzymje sie sie zwykle do poludnia, kiedy temperatura osiaga latem 40°C. Wlasnie rosa umozliwia przezycie wielu gatunkom roslin i ssakow. Jaszczurki i weze zlizuja skondensowana wilgoc ze swojej skory, a jeden z gatunkow chrzaszcza przed switem ustawia sie na glowie na szczyce wydmy. Wilgoc pokrywajaca jego cialo skrapla sie i splywa malymi kanalikami wprost do otworu gebowego. Slonie zas draza glebokie jamy w wyschnietych korytach rzek docierajac w ten sposob do wody.
Z campingu w Torra Bay, za ktorym rozciaga sie morze barchanow, kierujemy sie na wschod, by po 50 kilometrach opuscic teren Parku i znalezc sie w krolestwie nieskalanych kajobrazow lancucha gorskiego Branderberg, enklawie dziewiczego srodowiska. Ten odosobniony masyw, istna kwinsentencja dzikosci zdominowany przez nagie, zwietrzale skaly i sucha pustynie, urozmaicony jest dziwacznymi wiezycami skalnymi i glebokimi wawozami.
Od czasu do czasu przecinamy pradawne koryta rzek, zwane "uadami", pokryte roslinnoscia, glownie krzewami akacji i zarosli molane, ktorych glebokie korzenie wykorzystuja podziemnem wody, a waskie liscie i cienkie lodygi traca wskutek parowania niewielka jej ilosc. Od grudnia do maja, nad szczytami tworza sie ciemne chmury, zrodlo ulewnych deszczow. Rwace strumienie wypelniaja "uady", stwarzajac powazne niebezpieczenstwo dla rzadko odwiedzajacych te strony podroznych. Miejsca takie sa wtedy przejezdne tylko autem 4x4, a i to nie zawsze. Nie jeden przezyl tu chwile strachu, kiedy silny nurt niczym mala zabawke unosil samochod wraz ze skalym rumowiskiem.

Przez kilkaset kilometrow brak jest jakiegokolwiek sladu ludzkiego, nie widac nawet koczownikow. Wiatr wznieca tumany bialego kurzu, ktory laczy sie z tym, ktory pozostawiamy po naszym przejezdzie. Rzadko trafiajace sie opady przyczyniaja sie do prawdziwej metamorfozy. Pustynia pokrywa sie zielonym dywanem usianym kolorowymi kwiatami. Zakwitaja nawet sukulenty, uspione czesto od lat. Botanicy naliczyli tutaj ponad sto rodzajow porostow, ale roslina najdziwaczniejsza, najbardziej zdumiewajaca jest welwiczia mirabilis, prawdziwy cud natury, wystepujaca tylko w Namibii. Te zywo przypominajaca embrionalna pozostalosc z ery paleozoicznej moznaby nazwac zyjaca skamienialoscia.

Odkryl ja dla swiata w 1860 roku niemiecki botanik i lekarz Friedrich Welwitsch. Jej dwa dlugie do trzech metrow wstegowate liscie nigdy nie odpadaja, a czas i wiatr strzepia jedynie ich konce, ktore potem odrastaja w tempie 10-20 centymetrow rocznie. Sredni ich wiek to 500 lat, chociaz zdarzaja sie okazy zyjace nawet trzykrotnie dluzej. Welwiczia pochlania z powietrza poranna wilgoc poprzez miliony mikroskopijnych porow, ktore pozniej zamykaja sie aby oszczedzic w sobie wartosciowy plyn.

Przed zachodem slonca w polu naszego widzenia pojawia sie u podnoza gory rosnace pojedynczo dziwacznego ksztaltu kokerboom, drzewo kolczanowe (Aloe dichotoma). Wysoki na 5 metrow gabczasty pien posiada srebrnego koloru kore i mnostwo filigranowych galezi z ktorych buszmeni po dzien dzisiejszy wyrabiaja kolczany. Jest to endemit wystepujacy na niewielkim obszarze Namibii i stanowiacy w jakims sensie symbol kraju: jej wizerunek widnieje na 50 centowej monecie.
Skwarny dzien zamienia sie w zimna noc i spiac w spiworze na campingu w Palmavag nie mozna zapominac o wlozeniu na siebe cieplejszej odziezy. Przed wschodem slonca przezywamy chwile emocji, by nie powiedziec strachu. Dwa dzikie slonie niczym zjawy znalazly sie w poszukiwaniu zywnosci o kilka metrow od naszego obozowiska. Pamietajac o ostrzezenach na taka okazje wygrzebalismy sie z naszych spiworow i powoli wycofalismy sie za samochody, tak aby nie sploszyc intruzow i nie sprowokowac ich do ataku. Ktos chcial koniecznie zrobic zdjecie i kiedy pojawil sie blysk flesza, slonie natychmiast zainteresowaly sie nami. Zaczely niespokojnie wachlowac uszami, wydajac jednoczesne grozne, gardlowe dzwieki, znak ostrzegawczy zapowiadajacy mozliwosc ataku. Zdobylismy sie na bezruch, ktory wedlug znawcow tematu zapewna bezpieczenstwo. Na szczescie slonie nie potraktowaly nas za niebezpieczne im istoty i wkrotce lamiac z trzaskiem zarosla zniknely w ciemnosciach buszu.

Wczesnym rankiem, w rozjasniajacej sie purpurowej poswiacie ruszamy w dalsza droge, ktora lawiruje posrod kamiennego krajobrazu. Naszym celem jest koczownicze plemie Himba, zyjace nieopodal granicy z Angola. W Opuwo zaopatrujemy sie w prezenty dla pasterzy. W godzine pozniej odwiedzamy zagrode z kilkoma chatami z galezi uszczelnionych mulem i nawozem i przystepujemy do petrakacji ze zblizajacymi sie mieszkancami. "Moro!, perende", dzien dobry, zdjecia, to podstawowe slowa, ktore pamietalem jeszcze z poprzednego pobytu przed dziesiecioma laty. Następnie pokazujemy to co mamy do zaoferowania w zamian za możliwość zrobienia fotografii: mąka, tytoń, cukierki i cukier. Niektorzy domagaja sie jednak "one dollar", ale pozostajemy przy swoim wiedzac, ze pieniadze wykorzystywane sa czesto na alkohol.
Jak bylo do przewidzenia, nasze warunki sa przyjete i mozemy zabrac sie do fotografowania ostatnich przedstawicieli tego plemienia. Wszyscy maja ciala wysmarowane mieszanina tluszczu, popiolu i gliny koloru terakoty. Oprocz funkcji kosmetycznych mieszanka ta odgrywa role higieniczna, zabezpiecza przed insektami, prazacymi promieniami slonca, w nocy zas przed dajacym sie we znaki chlodem. Kobiety o bujnych i nadzwyczaj jedrnych piersiach, ktorym nie zawsze sa w stanie konkurowac nawet te, ktore nosza slady silikonu, owijaja biodra skorami zwierzat, a na szyje, przeguby dloni i nad kostami stop zakladaja ozdobe bransolety. Dlugie wlosy, zlepione glina, sa splecione w waskie usztywnione warkoczyki. Zadnych jeansow, adidasow czy koszulek, ten sam obraz, ktory pamietam sprzed lat. Jest to rzadki fakt, bo nie znam drugiego miejsca na swiecie, gdzieby w ciagu dziesieciu lat nasza cywilizacja nie przyczynila sie do zmian w stylu zycia tubylcow.
Nasz tour obejmuje oczywiscie afrykanska perle "Etosha Park", jeden z najbardziej interesujacych na swiecie rezerwatow, gdzie mamy mozliwosc zobaczenia z bliska wszystkich typowych przedstawicieli fauny tego kontynentu. Zalozony jeszcze w 1907 roku posiada powierzchnie ponad 22.000 km2 i gosci na swoim obszarze 115 gatunkow zwierzat.

203.jpg  204.jpg

Jesli Afryka uwazana jest za ziemie kontastow, to Namibia jest nia jeszcze bardziej. I to nie tylko dlatego, ze Windhoek, 120 tysieczna stolica kraju, ma aspekt niemieckiego miasteczka, w ktorym kroluje porzadek, czystosc i dobrobyt, ale takze ze wzgledu na niezliczona ilosc dzikich krajobrazow, roznorodnosci form dziewiczej przyrody i ilosci zwierzat nie zagrozonych jeszcze przez współczesna cywilizacje.

Fotoreportaż z wyprawy.


Zdjęcia Jacka Pałkiewicza są dostępne w Agencji Fotograficznej EASTNEWS www.eastnews.com.pl

Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć
 
Biuletyn: Imię: Email:
              
      Nie masz konta?

BIULETYNKontaktO nasMapa stronyPolityka Prywatności i ZaufaniaRegulamin korzystania z serwisu
Copyright © 2006-2018 grupa eturystyka.org - Wszystkie prawa zastrzeżone;