Bilety lotnicze Relacje z podróży
Czytaj pocztę Noclegi Wycieczki
Forum Fotoreportaże
      BiuletynBiuletyn   RejestracjaRejestracja
WycieczkiNoclegiBilety lotniczeCzartery jachtówTargi turystycznePogoda
Kambodża - Splendor Angkoru
Autor: Jacek Pałkiewicz   
Zobacz w galerii:

Zobacz też:
Grabieże i horda turystów nanoszą uszczerbek pogrążonym w romantycznej aurze unikalnym świątyniom khmerskim

Kto nie widział nigdy Angkoru, nie wie, że koniecznie i szybko trzeba skorygować listę siedmiu klasycznych cudów świata. Pochłonięta od prawie sześciu wieków przez drapieżną dżunglę pradawna metropolia monarchii Khmerów oszałamia każdego przybysza. Tylko sam ten "Cud archeologiczny, który nigdy nie miał równego sobie na świecie", jak określił to zamarłe miasto w 1860 roku jego odkrywca Henri Mouhot, jest wart podróży do południowo-wschodniej Azji.

Dzieło człowieka i przyrody wzbudza tu głębokie doznania estetyczne. Niepowtarzalne osobliwe piękno wywołuje spontaniczny wybuch zachwytu i przyśpieszone bicie serca. Po raz kolejny odwiedzam klejnot cywilizacji Khmerów i ponownie jestem oniemiały z podziwu nieuchwytną magiczną aurą. Korony drzew tworzą zielony baldachim nad okazałą świątynią. Powalone drzewa przygniatają jej mroczne galerie i portyki. Obok nadziemne korzenie figowca bengalskiego wciskają się niczym wijący się wąż w każdą szczelinę rozsadzając omszałe kamienie, a monstrualne pnącza jak kałamarnica oplatają posąg apsary, powabnej niebiańskiej tancerki w zmysłowej pozie. Parne powietrze przesiąknięte intensywnym zapachem butwiejącej roślinności przyprawia o zawrót głowy. Potykam się na wpół zagrzebanym w ziemi budynku. Niezmącony
i wszechogarniający spokój wywiera hipnotyczne wrażenie. Żadne przesadne i nadmiernie barwne określenia nie zdołałyby oddać tych wyczarowanych realiów. Przepełniona elektryzującą atmosferą świątynia-mauzoleum Ta Prom, to w rzeczywistości nie spotykany gdzie indziej na świecie dramatyczny pojedynek sił drapieżnej przyrody z dziełem geniuszu człowieka.

215.jpg  216.jpg  217.jpg

Dominujące w Azji Południowowschodniej bogate imperium Khmerów ze stolicą w Angkor zawdzięczało swoją sławę Dżajawarmanowi II panującemu na początku IX wieku. Królowie budując, wzbudzający podziw dzisiejszych specjalistów system irygacyjny, zapewnili dobrobyt swojemu ludowi. Rozległa sieć kanałów, tam i sztucznych zbiorników "baraj" pozwalała na trzykrotne zbiory ryżu w roku,
a jedno z najbardziej rybnych jezior na świecie Tonle Sap, gwarantowało nieprzebrane połowy. Mieszkańcy zamożnego, milionowego Angkoru, leżącego na szlaku łączącym półwysep Malajski z Chinami i Indiami, żyli z handlu jedwabiem, kością słoniową i przyprawami.

Dżajawarman II zaczerpnął z hinduizmu kult króla-boga i jemu - żywemu wcieleniu Sziwy - poddani oddawali boską cześć. Kolejni władcy prześcigali się we wznoszeniu monumentalnych budowli sakralnych. Jest ich kilkadziesiąt. Angkor Wat i Angkor Thom stanowią dwa największe kompleksy. O pierwszym można powiedzieć, że jest najwspanialszym obiektem sakralnym jaki kiedykolwiek stworzyła ludzkość. Dominują nad nim zadziwiające wieże w kształcie gigantycznych lotosowych pąków. Największym jego skarbem jest galeria płaskorzeźb zawierająca ponad 20 tysięcy figur będących kroniką życia codziennego Kambodży.

W centrum drugiego leży świątynia-mauzoleum Bajon. To las kamiennych filarów, intrygujące dzieło architektury, zadziwiające koronkową kompozycją i jednocześnie budzące poczucie grozy swoją posępnością. Z każdej strony patrzy na przybysza 216 cyklopowych, pełnych spokoju i łagodności oblicz bóstw, wykutych na 54 wieżach. Emanuje z nich enigmatyczny uśmiech religijnego uniesienia, który Francuzi nazywają "Uśmiechem Angkoru".

Na początku XV wieku dobiegły końca długotrwałe i kosztowne wojny, które pozwalały nieustannie rozszerzać granice kraju i egzekwować daniny. Wkrótce imperium zostało podbite i okupacja syjamska położyła kres jego świetności. Mityczną metropolię owładnął las tropikalny i ówcześni zapomnieli o jej istnieniu. Dopiero w 1861 r. odkrył ją Henri Mouhot, sponsorowany przez Królewskie Towarzystwo Geograficzne w Londynie.

Świat nie miał jednak możliwości poznania wyjątkowej wartości skarbów kultury pogrążonych w głębokiej niepamięci. Nie pozwalały na to burzliwe losy Kambodży, konflikty wewnętrzne, holokaust Pot Pola, inwazja wietnamska czy pola minowe. Sam nie raz musiałem uważać aby nie zboczyć z wytyczonych ścieżek, bo nie wszędzie były ostrzegające tabliczki Danger - land mines!.

Miasto, o powierzchni Warszawy, odrodziło się w ostatnim dziesięcioleciu. Kambodżczycy wrócili tu aby zapalić wotywne świece
i modlić się z wielką czcią. W Angkor ponownie zaczęło bić serce przywracając więź z przeszłością. Wraz z miejscowymi pojawili się także turyści.

Impulsem do odbycia egzotycznej podróży do zagadkowej metropolii były dla mnie wyidealizowane sztychy Louisa Delaporte'a z 1880 r., które przypadkowo wpadły mi w ręce. Przedstawiona na nich atmosfera wiktoriańskiej eksploracji natychmiast przyciągnęła moją uwagę. Było to ponad 30 lat temu, tuż przed opanowaniem kraju przez Czerwonych Khmerów. Rozpalona wówczas młodzieńcza fascynacja pozostała po dziś. Rzadko poddaję się nostalgii, ale wspominam, że jeżdżąc samotnie niczym intruz od świątyni do świątyni wierzchem na słoniu, miałem niemiłe poczucie profanacji tego odizolowanego miejsca. Zaklęty jego urokiem wracałem tam wielokrotnie i za każdym razem odkrywałem coraz to nowe blizny, nowe ślady barbarzyństwa.

Tego czego nie spustoszyły ząb czasu, monsunowy klimat, błędy konstrukcyjne, tropikalne deszcze, osiadłe fundamenty, drobnoustroje lub erozja, dokonują łupieżcze bandy odciskając głębokie piętno na świątyniach. Raz zwróciły moją uwagę świeżo pozbawione głów rzeźby dwóch lwów strzegących świątyni Banteai Srei, innym razem w Bajon każdy mój krok śledziło spod półprzymkniętych powiek oblicze Buddy podziurawione pociskami przez żołnierzy wietnamskich. Kiedy indziej rzuciły się w oczy odłupane kamienie i brak posągów w Angkor Thom, albo odcięta dłutem głowa mitologicznej figury w Preah Khan.

Metodyczny i regularny rabunek osiągnął niespotykane rozmiary w 1979 r. po upadku reżimu Khmer Rouge. To oni przez pewien okres mieli monopol na nielegalny wywóz, przejęty później przez wyższych oficerów armii i wysoko postawionych funkcjonariuszy państwowych. W 1993 roku w Siem Reap, w bezpośrednim sąsiedztwie kompleksu świątyń, uzbrojeni bandyci wykradli z Pracowni Konserwacji Zabytków ekspozycję przygotowaną na zagraniczną wystawę. W sześć lat później policja skarbowa zatrzymała na granicy wojskową ciężarówkę z 10 tonami łupu. W ub. roku uniemożliwiono wywóz kilkunastu bezcennych statui o wadze 2 ton ukrytych w workach z ryżem.
Kilka miesięcy temu "International Herald Tribune" bił na alarm. Niektóre ze świętych budowli wzniesionych dla kontemplacji i uwielbienia bogów, są w 80-90 procentach ogołocone przez szmuglerów antyków. A pochodząca stąd jednokilogramowa figurka jest warta tyle co kilogram złota. Drogocenne dzieła sztuki trafiają zwykle do handlarzy w Bangkoku, skąd wysyłane są do europejskich i amerykańskich kolekcjonerów i antykwariuszy. Interpol szacuje, że roczne obroty tego procederu sięgają 1- 2 miliardów dolarów.
Przed kilkoma laty premier Kambodży Hun Sen próbował wprowadzić w życie dekret antyprzemytniczy i antykorupcyjny żądając od policji wzmożenie kontroli celem "naprawy zepsucia moralnego" i zabezpieczenia dziedzictwa kulturowego. Ustawa nie ukruciła działalności rabusiów, na to nie pozwoliło zbyt rozpowszechnione łapownictwo. Pomoc zaofiarował nawet rząd Stanów Zjednoczonych, który rok temu podpisał z Kambodżą pakt o ochronie jego zabytków, rozszerzenie umowy z 1999 r., w której Waszyngton zobowiązywał się do ściślejszej kontroli importowej dzieł sztuki khmerskiej.

Jest jeszcze drugi istotny aspekt, który może niepokoić bywalca Angkoru: widoczna w ostatnich latach inwazja biznesu turystycznego. W 1990 r. w sennym Siem Reap było zaledwie kilka hoteli. Dziś jest dużo ponad sto i dają dach nad głową dla pół miliona obcokrajowców rocznie, nie licząc tysięcy pielgrzymów buddyjskich, dla których Angkor jest centrum kultu religijnego. Wciągnięte na listę światowego dziedzictwa kulturowego UNESCO unikalne zespoły zabytkowe zostały w dużej mierze oczyszczone i odrestaurowane, przez co też zatraciły swoją autentyczność. Pośród świątyń trudno jest się opędzić od sprzedawców "oryginalnych" antyków. Trudno też, ze względu na wysypujący się z klimatyzowanych autokarów korowód przybyszy, zrobić dobre zdjęcie majestatycznego Angkor Watu skąpanego o świcie w różowej poświacie. Gromady bosych dzieciaków dopadają ofiarując krzykliwie coca colę, piwo, widokówki
i rękodzieła. Miejscowe władze uważają, że dzięki stabilności politycznej kraju, w 2010 roku liczba wizytujących może sięgnąć miliona.

Nachodzą człowieka mieszane uczucia. Czy nie zadepczą oni głównej atrakcji turystycznej Indochin, przewyższającej swoją monumentalnością egipskie piramidy czy budowle Majów? Czy starożytna stolica nie utraci swojej surrealistycznej atmosfery? Zagrożenie wisi niczym miecz Damoklesa, podobnie jak i w wielu innych wspaniałych miejscach na świecie będących magnesem dla turystów. Na przykład w andyjskim Machu Picchu czy najsłynniejszym parku Yellowstone dławiącym się od 3 milionów wycieczkowiczów. Do nich można już dołączyć także Akropol, lagunę wenecką, wyciosaną w skale Petrę, Wielki Kanion Kolorado, Wyspy Galapagos czy Chiński Wielki Mur. W ub. roku zanotowano na świecie ponad 680 milionów podróżnych, którzy wydali 480 miliardów dolarów.
Fakt. Przemysł turystyczny dewastuje zabytki. Nic dziwnego, że coraz częściej pojawiają się głosy wołające o ich ratunek. Aby zachować dla potomności szczególnie atrakcyjne miejsca należy wprowadzić restrykcje, które jednak nie powinny utrudniać ich podziwiania.

Fotoreportaż z wyprawy.

Zdjęcia Jacka Pałkiewicza są dostępne w Agencji Fotograficznej EASTNEWS www.eastnews.com.pl

Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć
 
Biuletyn: Imię: Email:
              
      Nie masz konta?

BIULETYNKontaktO nasMapa stronyPolityka Prywatności i ZaufaniaRegulamin korzystania z serwisu
Copyright © 2006-2018 grupa eturystyka.org - Wszystkie prawa zastrzeżone;