Bilety lotnicze Relacje z podróży
Czytaj pocztę Noclegi Wycieczki
Forum Fotoreportaże
      BiuletynBiuletyn   RejestracjaRejestracja
WycieczkiNoclegiBilety lotniczeCzartery jachtówTargi turystycznePogoda
Staż survivalowy w Manaus
Autor: Jacek Pałkiewicz   
Zobacz w galerii:

Zobacz też:
Centro de Instrucao de Guerra na Selva (Centrum szkoleniowe do walki w selvie) w Manaus (Brazylia), to najlepszy i najbardziej wymagający na świecie ośrodek przygotowujący do przetrwania w specyficznych warunkach dżungli. Mam przyjemność prowadzić, wraz z miejscowymi instruktorami, jeden z międzynarodowych kursów.

Wokół nieprzenikniona selva, tonący w półmroku las równikowy pełen bezładnej masy roślinności, pełzających węży i rojów napastliwych insektów, żądlących nawet przez mokre od potu ubranie. Ponadto spadające z gałęzi za kołnierz czarne mrówki tną bezlitośnie, a kolczaste pnącza drapią ręce, co może przerodzić się w trudno gojącą się ranę i grozić infekcją. Nieznośnie parne i gęste jak w oranżerii powietrze wysysa powoli siły i zbija z nóg.

Katorżniczy marsz z 20 kilogramowym ekwipunkiem wydaje się nie mieć końca. Coraz to brodzimy przez igarape, zdradliwe moczary, a kiedy jesteśmy na twardym gruncie, to potykamy się o liany albo zapadamy po kolana w spróchniałych pniach zwalonych drzew.
W ciągu trzech godzin pokonaliśmy nie więcej niż trzy kilometry. Deprywacja, brak zabezpieczenia logistycznego, niepewność, napięcie, podłe warunki higieniczne, wszystko to rodzi poczucie niepokoju w tym wyizolowanym środowisku.

239.jpg  240.jpg  241.jpg

W dżungli pot lejący się strumieniem nie paruje, zatem ciepło nie jest odprowadzane z organizmu. Przed chwilą już drugi dziś wycieńczony kursant, zaliczany do twardzieli Francuz, musiał poddać się interwencji medycznej. Nie obeszło się bez podłączenia do kroplówki. Do końca stażu, jak zwykle, z pewnością dotrze najwyżej połowa. Pozostali, nawet jeśli złamani przez dyzenterię, czy malarię, zostaną usunięci z kursu i w poczuciu przegranej wrócą niechlubnie do swoich domów. Każdy ma jeszcze w uszach słowa niełatwo demonstrującego sentymenty szefa instruktorów, który na samym początku zapowiedział: "Być może niektórzy przyjmą nasze metody za niezbyt humanitarne, ale musicie wiedzieć, że dżungla nie toleruje 'mięczaków'. Nauczymy was paru rzeczy, które pozwolą nie tylko zachować wam życie, ale i pokonać przeciwnika. Nie ukrywam, że będziemy was nieustannie nękać, że zrobimy wszystko aby doprowadzić do granic wytrzymałości. Dla wielu to 'budowanie' weterana selvy będzie przedsionkiem piekła, przed którym ocalić może tylko determinacja i żelazna odporność. Panowie, życzę powodzenia!".

"Sel!-vaa!", wyskandowało mu gromko 26 mężczyzn. Kursant jest tu tylko numerem, który jest dobrze widoczny na jego czapce. A "selva!", czyli "tak jest", to tradycyjny tu zwrot i okrzyk.

Na początku muszą oni przyswoić sporo teorii, a potem należy całą tę wiedzę wprowadzać już w czyn. Nigdy nie wiedzą co ich czeka. Trzeba nauczyć się stawiać przeróżne sidła, wiedzieć jak pozyskać zaufanie tubylców, jak rozpoznać jadalne pąki palm, budować schronienie.

Włoch z numerem 19 rozciął sobie rękę ostrym jak brzytwa liściem. W chwilę później poszkodowanym zajął się Jorge, Metys, wychowany wśród Indian nad dopływem Rio Negro i czujący się w dżungli niczym ryba w wodzie. Zatrzymał krwawienie przykładając świeżą pajęczynę, po czym posypał to miejsce zebranymi mrówkami, które świetnie nadają się do leczenia ran, ponieważ w swoich szczękach zawierają substancje antybiotyczne chroniące przed infekcją.

Nieustannie żre człowieka jakieś robactwo, ciągle czujemy presję fizyczną i psychiczną. Po zachodzie słońca las równikowy ożywa symfonią różnorodnych dźwięków. Nieprzyjemnie drażniący ucho wrzask małp miesza się z wabiącym nawoływaniem ptactwa, bądź zdyszanymi odgłosami niewidzialnych zwierząt. Zza czarnej ściany dżungli dobiegają podejrzane szmery i natrętne myśli skupiają się na wyimaginowanych zagrożeniach wywołując nieuzasadniony niepokój. Trudno jest się rozsłabić bo wyobraźnia zmusza człowieka do nieustannej wytężonej czujności, a uwolnienie od niej przychodzi dopiero o świcie.

Na koniec wystawimy kursantów na "sprawdzian prawdy". Rozrzucamy małe grupki w interiorze selvy. "Jeśli chcecie zdobyć certyfikat z kursu, musicie zameldować się w bazie numer 2 przed upływem 48 godzin", informuje Jorge.

"Chwilami myślałem, że nie dotrę do końca, raz urwał mi się film- wspomina Maksy.- Skrajnie wyczerpani, pokiereszowani przez insekty, w cuchnących od potu i lepiących się od brudu mundurach, na kwadrans przed czasem półprzytomni dowlekliśmy się do celu. Każdy z nas stracił od 4 do 10 kilogramów". Wysportowany Francuz z numerem 20, cudem uniknął hipertermii, udaru cieplnego, spowodowanego intensywnym długotrwałym wysiłkiem w upale. Narzekał na nudności, zawroty głowy, ale przede wszystkim na bolesne skurcze mięśni nóg i rąk zaostrzone nadmierną utratą soli. Nie wszyscy jednak zaliczyli piekło kursu, kilka osób przeżyło prawdziwy dramat. Pomimo dobrej kondycji fizycznej zawiodła psychika, przegrali na finiszu morderczego etapu.
       
Staż w Manaus to nobilitacja. "Selva potrafi zedrzeć osobowość najsilniejszego człowieka, ale wy udowodniliście swoją wartość, przeszliście samych siebie. Jestem z was dumny", deklaruje dowódca CIGS, ppłk Gustavo de Souza Abreu na uroczystym zakończeniu kursu. Ja zaś mam przyjemność być uhonorowanym prestiżową machetą "Wojownika dżungli" z numerem 0055.

Fotoreportaż z wyprawy.

Zdjęcia Jacka Pałkiewicza są również dostępne w Agencji Fotograficznej EASTNEWS www.eastnews.com.pl

Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć
 
Biuletyn: Imię: Email:
              
      Nie masz konta?

BIULETYNKontaktO nasMapa stronyPolityka Prywatności i ZaufaniaRegulamin korzystania z serwisu
Copyright © 2006-2018 grupa eturystyka.org - Wszystkie prawa zastrzeżone;