Bilety lotnicze Relacje z podróży
Czytaj pocztę Noclegi Wycieczki
Forum Fotoreportaże
      BiuletynBiuletyn   RejestracjaRejestracja
WycieczkiNoclegiBilety lotniczeCzartery jachtówTargi turystycznePogoda
Tatry zimą 2003
Autor: Marek Klonowski   
29.jpgPo zakończeniu zimowej sesji egzaminacyjnej 2003 i krótkim pobycie w domu, postanowiłem sobie przez tydzień odpocząć od naszej wspaniałej Akademii. Pojechałem w Tatry, co okazało się jednym z lepszych pomysłów mojego krótkiego jeszcze życia. Kilka tygodni temu wydarzyła się dość spora tragedia pod Rysami. Pod lawiną zginęło wielu młodych ludzi którzy próbowali wejść na Rysy. Ja codziennie sprawdzałem stronę TOPR, żeby zapoznać się z aktualnym stopniem zagrożenia i panującymi warunkami. W dzień wyjazdu był trzeci stopień i pochmurna pogoda. No ale nic to, po długiej podróży (z kilkugodzinnym postojem w Warszawie, gdzie pożyczyłem od Olki śpiwór, kijki i stuptuty - wielkie dzięki) dotarłem o piątej rano do Zakopanego. Od razu ruszyłem ambitnie w góry nie zatrzymując się w śpiącym jeszcze mieście. O 8 byłem już na hali Kondratowej. Świeciło piękne słońce, ale chmury niby gdzieś w oddali lecz zbliżały się powoli i nieubłaganie. No ale nic, przy schronisku zakładam cały sprzęt, dobywam kijki i ambitnie ruszam w stronę przełęczy pod Giewontem.

30.jpg

31.jpgIdę po głębokich do kolan śladach. Po około godzinie wędrówki okazuje się, że ślady się kończą, a moi poprzednicy zawrócili w tym momencie. No ale ja ambitnie próbuję przecierać szlak. Rezygnuję po 10 minutach kiedy okazuje się, że zapadam się w śnieg tak głęboki, że dopiero plecak mnie zatrzymuje. Szkoda. Tak chciałem wejść dzisiaj na Giewont. Postanawiam zawrócić i wejść na Kasprowy. Idzie się dobrze nartostradą przez las, którą nikt nie jeździ. Dopiero później wychodzę na zjazd z Kasprowego. Widoczność fatalna. Światło zupełnie rozproszone. Nie widać różnicy pomiędzy niebem a ziemią. Wszystko idealnie białe i mgliste. Ale docieram w końcu na szczyt, gdzie pomyka mnóstwo narciarzy. Odpoczywam. Schodzę do Czarnego Stawu Gąsienicowego, a później do Murowańca, gdzie nocuję. Wieczorem wysłuchuje jeszcze kursu lawinoznawczego, który prowadzi doświadczony ratownik TOPR (sam przeżył dwie lawiny). Dowiaduję się wielu ważnych rzeczy, o których wcześniej nie miałem pojęcia.

32.jpgNastępnego dnia postanawiam, że spróbuje przejść przez przełęcz pod Zawrotem i przejdę do doliny Pięciu Stawów, ale na środku Czarnego Stawu Gąsienicowego stwierdzam, że pogoda jest do bani, szlak nie przetarty i nie mam większych szans przejść tamtędy. Schodzę więc na północ i postanawiam, że będę nocował dziś na dworzu i wypróbuję śpiwór Olki. Wcześniej jeszcze obcinam sobie włosy na Wielkim Kopieńcu (bez lusterka, ale nożyczki miałem). Nocuję na polanie pod tym szczytem, w jednej z drewnianych chatek (których jest tam kilka). Chatki nie mają okien i drzwi. Robi się ciemno i zimno. Ja po kolacji pakuję się we wszystkim co mam do śpiworka. Zasypiam dość szybko. Budzę się parę razy w nocy, ale jest w miarę ciepło. Dopiero rano budzę się wystraszony, bo nie czuję palców od stóp i nie mogę nimi ruszyć. Rozgrzewam je z 5 minut pocierając energicznie rękami. Jest lepiej, ale następny problem jest taki, że mi buty zamarzły (bo wieczorem były trochę mokre) i mam problem z włożeniem ich na nogi. W końcu jak udało mi się je włożyć, to musiałem znów ściągać, tak było zimno. No ale po godzinie walki jakoś ruszyłem.

34.jpgDotarłem do kuźnic i chciałem narty wypożyczyć, żeby z Kasprowego zjechać, ale po chwili zastanowienia postanowiłem dalej ambitnie zaatakować. Przez cztery godziny przecierałem szlak na przełęcz pod Kopą Kondracką, wraz z dwoma maniakami gór z Zakopanego. No ale niestety musieliśmy się wycofać. Pot lał się z nas. Kawa zamarzała w butelce. Każdy krok był ogromnym wysiłkiem. Czasem zapadaliśmy się powyżej pasa, a nogi wplątywały się w kosodrzewinę. W rezultacie nocowałem w schronisku na hali Kondratowej.

Następny dzień okazał się jednym z wspanialszych dni mojego życia. Rano próbowałem jeszcze raz zaatakować przełęcz pod Kopą, ale mgła i głęboki śnieg zawróciły mnie z powrotem. Zaatakowałem ponownie Kasprowy. Tuż przed szczytem okazuje się, że wychodzę z chmur. No coś niesamowitego, niepowtarzalnego, nie do opisania. No po prostu kosmos. Stoję na szczycie Kasprowego, chmury poniżej. Giewont wystaje jak wyspa z morza. Po chwili zastanowienia, zakładam raki i postanawiam granią dotrzeć na Świnicę. Idzie się rewelacyjnie. Śnieg w miarę twardy. Czasem lekko się zapadam, a czasem idę po zewnętrznej warstwie lodu. Na grani zwykle panują lepsze warunki jeśli chodzi o poruszanie się, jednak trzeba uważać na nawisy śnieżne i szybko zmieniające się warunki pogodowe. Wiatr na grani jest zwykle silniejszy i w złej pogodzie może być tam naprawdę niebezpiecznie.

33.jpg

Jest już po 15 więc idę szybko. Wokoło wspaniałe widoki. Śpiewam sobie piosenkę zespołu raz, dwa, trzy ..."tu prawie niebo jest". Narciarze zostali daleko na Kasprowym. Idę coraz wyżej. Końcowy odcinek jest naprawdę niebezpieczny. Mocno wbijam przednie zęby raków i podpieram się kijkami jak tylko mogę. Cały zgrzany, ale szczęśliwy staję na szczycie. Zachód słońca. Wspaniała niezapomniana chwila. Robię zdjęcia. Czuję się maksymalnie szczęśliwy. Nie da się opisać tej chwili. No ale trzeba wracać. Niedługo zrobi się ciemno. Wracam po swoich śladach. Niebo robi się krwistoczerwone. Jest pięknie. Coraz ciemniej. Do Kasprowego dochodzę już z czołówką. Tu odpoczywam. Piję resztę barszczu przygotowanego rano. Smakuje bosko. Jest już zupełnie ciemno, bezwietrznie i cicho.

35.jpgZakopane zostało w dole i wspaniale podświetla od spodu chmurę, która robi się czerwona. Do Murowańca schodzę w świetle reflektora ratraka, który szykuje nartostradę na dzień następny. Jestem potwornie zmęczony i głodny. Padam w schronisku na ławce. Jem, jem , jem, odpoczywam, wspominam to co przed chwilą przeżyłem. Około 22 wyruszam powoli do Zakopanego. Na dworze jest przepięknie. Gwiazdy świecą tak jasno, że wydaje się jakbym był bliżej nich. Wreszcie wchodzę z powrotem w chmury, które pływały sobie dużo niżej. Światło czołówki tworzy w tej mgle fajowy snop światła. Około trzeciej docieram na dworzec. O piątej mam pociąg. Wracam do Gdyni. Było cudownie...Czas wrócić do rzeczywistości.



Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć
www.mruwa.prv.pl

 
Biuletyn: Imię: Email:
              
      Nie masz konta?

BIULETYNKontaktO nasMapa stronyPolityka Prywatności i ZaufaniaRegulamin korzystania z serwisu
Copyright © 2006-2018 grupa eturystyka.org - Wszystkie prawa zastrzeżone;