Ostatnie metry zwycięzca najsłynniejszego narciarskiego biegu świata przebiega w towarzystwie ślicznej dziewczyny. Kranskulla zakłada mu na głowę symboliczny wieniec i obdarowuje pocałunkami. Na ten moment czeka podniecony tłum tysięcy kolorowo odzianych fanów biegowego narciarstwa. Większość publiki to Skandynawowie. Choć kojarzymy ich z emocjonalną powściągliwością to ten wielodniowy zimowy festiwal czczą gwarnymi spotkaniami, tańcem i kulinarno - trunkową fetą. Vasaloppet Tydzień trwa 10 dni i jest wielkim świętem narciarstwa, turystyki, rozrywki, handlu i sympozjów. To ogromna masa śniegu, sprzętu narciarskiego, ludzi, i entuzjazmu. W cichych przez większość roku gminach Mora, Sälen a także w maleńkich miejscowościach Oxberg, Orsa czy Eldris przełom lutego i marca to wszechobecna feeria barw i tygiel wesołego gwaru. Tegoroczna edycja serialu białego szaleństwa w szwedzkiej prowincji Dalarna rusza w piątek 24 lutego. Rozpoczyna się w Oxberg biegiem narciarskim KortVasan, w stylu klasycznym, na dystansie 30 kilometrów. Potem codziennie już odbywają się kolejne biegi, a ich nazwy, TjejVasan, StafettVasan, Öppet Sp?r czy HalvVasan, informują o tym, dla kogo są organizowane. Mamy więc konkurencję sztafetową, bieg na połowie klasycznego dystansu, konkursy dla dzieci, dla pań, dla niepełnosprawnych, wyścigi drużyn, strażaków czy dziennikarzy. Całość zwieńczy Vasaloppet, który od 1922 roku rozgrywany jest na trasie Sälen - Mora, na dystansie prawie 90 kilometrów. Tradycyjnie odbywa się w pierwszą niedzielę marca i kończy cały narciarsko - turystyczny festiwal. Ale Vasaloppet Tydzień to nie tylko sport. Miejscowe władze i inne zainteresowane strony organizują w tym czasie wiele artystycznych, rozrywkowych i handlowych imprez. Kilkadziesiąt tysięcy osób, w tym wielu zagranicznych turystów, chce zwiedzić okolicę, kupić sprzęt narciarski, pamiątki, dobrze się zabawić, skosztować szwedzkiej kuchni i dobrych alkoholi. Całą dekadę w regionie trwają występy gwiazd estrady, handlowe giełdy, pracują przewodnicy turystyczni, działa sezonowy transport. Puby, kawiarnie, restauracje i dyskoteki pękają w szwach opóźniając godziny zamknięcia. Muzea organizują wystawy tematyczne, wypełniają się kościoły a kempingi oblegane są tłoczniej niż w lecie. Szlak ucieczki króla i park pełen drapieżników Na dworze 8 stopni powyżej zera, z dachów w Mora leje się woda a na miejskim skwerze baraszkują sikorki. Na kilkanaście dni przed startem wielkiej zimowej imprezy rozmawiam z Kjellem Johanssonem, szefem komitetu organizacyjnego Vasaloppet. Nie ma obaw, - mówi - pomiędzy Sälen a Mora śniegu jest pod dostatkiem i śpię spokojnie. Synoptycy zapowiadają rychłe ochłodzenie i 43.426 uczestników imprez, którzy do dziś się zarejestrowali, też nie muszą się martwić - dodaje. Wierzę mu i życzę by zima w Dalarna i tym razem była prawdziwą szwedzką zimą. Bardziej niż śniegiem organizatorzy muszą zająć się tysiącami innych spraw. Trzeba wytyczyć kilka hektarów placu parkingowego w Oxberg, zorganizować spotkanie ze służbami medycznymi, nadać certyfikaty jakości kilkunastu kwaterom prywatnym, ustalić jadłospisy w lokalach goszczących VIP-ów. Jeszcze nie wszyscy artyści potwierdzili swój udział w występach, potrzeba dwóch tłumaczy japońskiego, kilka billboardów ucierpiało od wiatru a most w Sälen wymaga przeglądu . Czy sobie poradzą? Z pewnością. Od 1922 roku władze w Mora i okolicy mają te same sprawy do załatwienia więc skuteczność działania weszła im w krew. Zostawiając lokalnych włodarzy z ich problemami ruszam na parę godzin szlakiem historii i sztuki. W Vasaloppets Hus, w samym centrum miasta, pełno pamiątek z okresu walk o wolność prowadzonych przeciw Duńczykom. Na starych mapach, obrazach i rycinach śledzę szlak, którym w roku 1521 przyszły król Szwecji Gustav Vasa uciekał przed duńską pogonią do Norwegii. Okupanci znienawidzili go za buntowniczą działalność i postanowili zgładzić. Te historyczne fakty i trasa ucieczki młodego przywódcy stały się inspiracją do uczczenia dziejowych zdarzeń w specjalny sposób. Powstała idea masowego biegu narciarskiego, który na przestrzeni 84 lat urósł do rangi największej sportowej imprezy świata i jednego z symboli Szwecji. Kilka pomieszczeń muzeum prezentuje wielkich twórców Biegu Wazów, bogatą historię imprezy, corocznych zwycięzców i narciarskie tradycje Szwedów. Pomnik ich najbardziej kochanego króla stoi tuż obok na skwerze. Filigranowa postać władcy spogląda z potężnego głazu narzutowego umieszczonego na skromnym kurhanie. Kilkaset metrów dalej w jednym z miejskich parków zatrzymuję się przy niewielkiej kapliczce. To Vasamonumentet, memorialna budowla powstała nad ziemianką, w której przyszły władca spędził ponoć Boże Narodzenie w roku 1520. Z Vasagatan, reprezentacyjnej ulicy Mora, kieruję się w stronę Jeziora Siljan wąskimi, pełnymi drewnianych domów, uliczkami. W Europie trudno znaleźć takie bogactwo ciesielskiej sztuki. Mijam kilkusetletnie budynki, których ściany stawiane były w tej samej technice od czasów średniowiecznych. Ich brązowe, bordowe i czerwone elewacje to efekt użycia minerałów do konserwacji i dekoracji drewnianego budulca. Kopalnictwo miedzi w rejonie Falun, stolicy regionu, dostarczało cennego metalu ale także wielu innych dóbr z których produkowano farby, barwniki i konserwanty. Falu rödfärg to barwa ścian skandynawskich drewnianych domów, rozpoznawalna od Reykjaviku po Helsinki. Budowanie z drewnianych bali jest tu wciąż popularne, powstają więc coraz to nowe firmy pracujące po staremu. Efektem ich kunsztu są wdzięcznie wtopione w krajobraz wille, zabudowania farmerskie, pawilony handlowe oraz hoteliki. Rzemiosło kwitło w Dalarna od czasów epoki Wikingów, co widać także w szkutnictwie. Na wysepce Sollerön, na Jeziorze Siljan, do dziś istnieje tradycyjna stocznia, gdzie średniowiecznymi metodami produkuje się tzw. "łodzie kościelne". Szwedzi do kościoła pływają od wielkiego dzwonu ale łajbą, którą na kształt długich łodzi Wikingów miesiącami budowano w manufakturze Sollerön, można przecież popłynąć na piwo. Kilka lat wcześniej korzystałem z takiego transportu udając się z przyjaciółmi z Mora do Orsa na święto witania lata -Midsommar. Dwunastometrowa łódź pełna była odzianych w ludowe stroje pasażerów a za wiosła zgodnie chwycili farmerzy, biznesmeni, dwie dentystki i pastor. Obfitość dzieł artystycznych światowej miary oglądam w Muzeum Andersa Zorna. Żyjący na przełomie XIX i XX wieku malarz, rzeźbiarz i grafik wtopił się w klimat szwedzkiej prowincji i cała jego twórczość to motywy z Dalarna. Nawet zmysłowe akty przedstawicielek artystycznej bohemy malował na tle wiejskich chat, stada kóz czy starego drewnianego kościółka. Dziesiątki lat poświęcił odtworzeniu ludowej muzyki, regionalnych tańców, instrumentów i kostiumów. Wielki pomnik jego działalności oglądam mijając kolejne sale ekspozycji. Zarówno Muzeum, jak i dom Zorna oraz jego stara farma pełne są sprzętów sprzed ponad stu lat, dzieł Mistrza, fotogramów i dokumentów pisanych. Zmyślne kołowrotki, drewniane wagi, gęśle i masielnice sąsiadują tu z obfitymi kształtami niewiast zalotnie spoglądających z obramowanych płócien. Jego żona Emma też była artystką ale głównie towarzyszyła mężowi w pracy nad zachowaniem szwedzkiego kulturalnego dziedzictwa. Wstęp do Muzeum 45 koron (dzieci 2 korony). www.zorn.se Popołudnie spędzę w Orsa, dokąd z Mora jest jedynie 20 km lokalną drogą nr 45. Na trasie zatrzymała mnie para holenderskich autostopowiczów, którzy do Dalarna przybyli już teraz bo tuż przed Vasaloppet trudno znaleźć wolne miejsca noclegowe. Mają więc czas na inne atrakcje i właśnie starają się dostać tuż za norweską granicę na wystawę psów ras północnych: samojedów, alaskanów, łajek i tzw. karelskich psów na niedźwiedzie. Na takie wystawy można się wybrać również do Szwecji. Ale oto zbliżamy się do Orsa. Na okolicznych wzgórzach miasteczka rozlokował się Grönklitt - największy w Europie Park Niedźwiedzi. Na wielohektarowym terenie, w naturalnym środowisku żyją tu najwięksi przedstawiciele szwedzkich drapieżników: niedźwiedź brunatny, rosomak, wilk i ryś. Specjalne ścieżki z rampami, chronione kratami tarasy, system siatek i innych zabezpieczeń pozwalają zbliżyć się do zwierząt, poczuć ich oddech i obserwować zwyczaje. Z platform nad zboczami wzniesień przy użyciu lornetki możemy być świadkami naturalnych zachowań zwierząt, jakich nigdy wcześniej nie widzieliśmy. Tu warto wybrać się latem z dziećmi bo zimą nie wszystkie zwierzęta są aktywne. W zeszłym roku (park jest otwarty dla zwiedzających od maja do października) bilet rodzinny 2+2 kosztował 210 koron. Dziś ze wzgórz Grönklitt jak na dłoni jawi mi się prześliczna panorama zamarzniętego jeziora Orsasjon , duża część kilku tras biegowych i strzelające w niebo wieżyczki licznych kościółków. Tym razem dla tych wrażeń tu przyjechałem. www.orsa.se Ostre noże i drewniane koniki Kiedy Szwed słyszy słowo Mora to widzi noże i drewniane kolorowe koniki. Te dwa kolejne symbole regionu znane są także poza granicami kraju. W kilku metalurgicznych manufakturach podmiejskiej miejscowości Östnor każdego dnia wytwarza się około 25 tysięcy sztuk znanych ze szwedzkiej jakości noży. Finki dla skautów, myśliwych i wędkarzy, dekoracyjne sztyleciki, koziki do rzeźbienia w drewnie, dobre noże kuchenne i rzeźnicze a na specjalne zamówienie także misternie wykończone kordziki, kordelasy i mizerykordie. Tradycje sięgają kilkuset lat a szwedzka tzw. węglowa stal rozsławiła ten kraj na całym globie. Do Östnar możemy się łatwo dostać i kupić upatrzony nóż w działających tam przyfabrycznych sklepikach. Ceny na każdą kieszeń. Z Mora jedziemy na północ drogą krajową 70 i po około 3 km skręcamy w lewo, jak pokazuje drogowskaz. Od skrzyżowania do manufaktur jest ok. 600 m. Informacje o tradycjach produkcji słynnych noży, przegląd asortymentu, ceny i mapka dojazdu do Östnar na stronie: www.moraofsweden.se Dalahäst - konik z Dalarna - to obok szwedzkiej flagi i hymnu trzeci narodowy symbol kraju. Jest jedno tylko miejsce na Ziemi, gdzie są wytwarzane. To maleńka wieś Nusnäs nieopodal Mora. Legenda mówi, że już 350 lat temu okoliczni drwale wycinali figurki koni spędzając długie zimowe noce w leśnych chatkach z dala od domu. Barwili je miedziopochodnymi minerałami i wracając do wsi wiosną darowali je swoim dzieciom. Koń, znany w Skandynawii od 4 tysięcy lat, jest zwierzęciem czczonym w ludowej tradycji. Jego drewniany wizerunek używany był dla odstraszania złych duchów a podczas Wielkanocy wieszano go nad wejściem do chaty. Zanim powstanie maleńka drewniana rzeźba, w sosnowym lesie nad jeziorem Siljan wybiera się powoli rosnące egzemplarze drzew i znaczy się je. Wycinane są za kilka lat, cięte w tartaku na drobne elementy a cała następna obróbka odbywa się ręcznie. Każda figurka konia ma indywidualne cechy choć z daleka wszystkie wydają się jednakowe. Tuż po wyrzeźbieniu zanurza się je w gruntującej farbie a po wyschnięciu usuwane są niedoskonałości pracy. To proces polerowania i wypełniania ubytków. Teraz można je poddać barwieniu oraz pokryć tradycyjnymi wzorami. Robią to artyści, którzy swe umiejętności zdobyli wieloma latami praktykowania. Na końcu procesu rzeźby pokrywane są lakierem i pieczołowicie zapakowane jadą na podbój świata. Drewniane konie z Dalarna można kupić na miejscu, zamówić telefonicznie lub przez internet. Ceny zależą od wielkości figurki. Najmniejsze - 3 cm wysokości kosztują 60 koron a największe - 75 cm, ponad 8 tysięcy. www.nohemslojd.se Vasaloppet w sieci www.vasaloppet.org, www.vasaloppet.se Jak dojechać Najtaniej samochodem w 4 osoby. Prom z Gdańska do Nynäshamn 1700 koron. Podróż trwa 18 godzin. Potem 65 km do Sztokholmu, następnie autostradą E-18 do trasy krajowej 70, która przez Avesta i Borlange doprowadzi nas do Mora. www.polferries.pl Gdzie i za ile spać Wybór duży - kwatery prywatne, schroniska, kampingi, motele, hostele, hotele. Należy rezerwować przed wyjazdem. Ceny od 180 koron/osoba/noc w kwaterze prywatnej do 1200 koron za noc/osoba w hotelowej dwójce, a nawet drożej. www.mora.se, www.siljan.se. Gastronomia W barach, fast- foodach i jadłodajniach najemy się za 70 koron (gofry, naleśniki, zapiekanki, kanapki + napój. Za obiad w restauracji trzeba zapłacić dużo więcej. W Lilla Krogen Pub w Mora za przystawkę (tost z kozim serem) trzeba wydać 78 koron, za danie główne (łosoś i krewetki z makaronem, kaczka nadziewana śliwkami i brokułami lub filet z renifera z żurawiną) od 150 do 220 koron, za deser (lody waniliowe z toffi i czekoladą) do 50 koron. www.lillakrogen.se W biegach można przebierać KortVasan Od godziny 10.00 24 lutego co 15 minut startują grupy 600 - osobowe. Każdy, kto ma 13 i więcej lat oraz deski na nogach może na 30 km poczuć się jak wielki sportowiec. Na trasie z Oxberg do Mora co roku spotykają się fani narciarstwa na luzie - całe rodziny, samotne wilki, koleżeńskie paczki, skautowskie zastępy. W ubiegłym roku w podobnym biegu startował zarząd jednego z duńskich banków, zespół redakcyjny turystycznego miesięcznika z Estonii i Kółko Szyjących Gospodyń z Holandii. Sponsor, wielka spożywcza firma ICA, wzdłuż trasy częstowała uczestników gorącą czekoladą i jagodową zupą. TjejVasan Około 8 tysięcy pań z całego świata przygotowuje się do tego biegu przez cały rok. Impreza ma dwa warianty. W konkursowym obowiązuje technika klasyczna i limit czasu 5 godzin. Wersja rekreacyjna nie ma formalnych wymogów. Trasa liczy 30 km a start zaplanowano na 10.00 25 lutego w Oxberg. Uczestniczki ruszają w czasowych odstępach po około 800 osób w grupie. Öppet Spär Niebo ma kolor truskawek w śmietanie gdy pierwsi uczestnicy tego biegu stają na starcie. Trzeba wcześnie wstać jeśli chce się za dnia przebyć na nartach 90 km. To trasa dla wytrzymałych i trzeba ją poprzedzić poważnymi treningami. Okazuje się, że także ten bieg ma tysiące amatorów i przeznaczono na niego aż 2 dni - 26-27 lutego. Marszruta biegu pokrywa się z trasą Vasaloppet. Obowiązuje styl klasyczny ale nie ma limitów czasu ani klasyfikacji. Livsnerven Zapoczątkowana przez pastora z Falun, Larsa-Gustafa Ericsona, akcja, łącząca imprezy sportowe ze zbiórką pieniędzy na fundacje Caritas oraz dla organizacji Dzieci Wojny. Odbywa się w dniach 27-28 lutego podczas trwania Öppet Spär i HalvVasan. Zaczęto ją w 1997 roku i od tego czasu zebrano już ponad milion koron. HalvVasan Bieg dla przebojowych pań i panów na połowie klasycznego dystansu może być próbą przed przyszłorocznym startem w Vasaloppet. Start ok. godz. 9.00 28 lutego w Oxberg. Szlak, uważany za najbardziej malowniczy, wiedzie przez Hökberg i Eldris do Mora. 45 km łagodnej trasy wśród lekko rozkołysanych wiatrem drzew, wzdłuż strumieni, przez mostki i obok zagród farmerów. SkejtVasan Międzynarodowy bieg dla wszystkich chętnych, którzy ukończyli 16 lat. Bieg nie ma regulaminu. Od uczestników wymaga się jedynie gry fair - play. Crossowa trasa wiedzie przez dziewicze tereny Dalarna, technika dowolna. Każdy ściga się z każdym a zwycięzcami są wszyscy. Krótko o Vasaloppet i regionie Mora Kranskulla 2006 Tę zaszczytną rolę w tym roku pełnić będzie 22 - letnia Julia Limby, utytułowana narciarka, która, jak wiele dziewcząt z Dalarna od lat o tym marzyła. Urodziła się w Orsa ale od kilku lat mieszka w Mora i należy do tutejszego narciarskiego klubu. Kiedy Bo Johansson, dyrektor konkursu na tę funkcję, zadzwonił do niej z informacją o wyborze, z radosnym okrzykiem odpowiedziała: Taaaak! Kransmas To męski odpowiednik kranskulli odpowiadający za witanie pań wygrywających konkurencje żeńskie. Jestem niezmiernie zaszczycony - powiedział 21 letni Martin Johansson - który w tym roku udekoruje wieńcem i jako pierwszy wycałuje triumfatorkę TjejVasan. Pochodzi z niedalekiej Avesta a w Mora kończył Gimnazjum Narciarskie. Kulla i mas to w dialekcie Dalarna dziewczyna i chłopak. Jeśli zaś krans znaczy tutaj tyle co wieniec, to poznaliśmy etymologię obu słów. Vasa Po szwedzku to po prostu snopek. Wiązka zboża była herbem znamienitego rodu możnowładców, z którego wywodził się Gustaw. Został królem w 1523 r. rozpoczynając wojnę wyzwoleńczą z Danią. Przyjął imię Gustaw I Waza. Jego wnuk, Zygmunt III Waza był wybrany na króla Polski. Słowo vasa jest używane w Szwecji tak powszechnie, jak nasze piast. Znane na całym świecie chrupkie pieczywo też nosi tę nazwę. Wielu Szwedów wierzy, że te twarde płytki ciemnego razowca mają zbawienny wpływ na zdrowie i kończy nimi każdy posiłek. Santa Clause Szwedzi też mają swojego Świętego Mikołaja. Jego siedziba, pomieszczenie dla reniferów i biuro pomocników - sekretarzy mieści się w niedaleko od Mora położonej miejscowości Gesunda. Tylko do Japonii w ubiegłym roku wysłał osobiście 1 400 000 listów i teraz może się spodziewać , że kilka procent turystów z Kraju Kwitnącej Wiśni odwiedzi go niebawem. A jest po co przyjechać. W zimowym sezonie 2005/2006 codzienny program liczy kilkanaście pozycji. Wiedźmy walczą tam z trollami, Rudolf i elfy tańczą wokół choinki a Baba Jaga warzy tajemne mikstury. www.santaworld.se Wilhelm Karud |